Roman Sidorkiewicz - Zawody miłosne w nauce i sztuce

Zawody miłosne przeżywa większość ludzi. Zawsze ktoś kogoś nieudanie kochał, czy to w szkole, czy w pracy czy to na wczasach. Dobranie się dwojga osób pragnących siebie jednocześnie w tej samej chwili jest bardzo rzadkie.

Zawody miłosne mogą dopaść każdego i w każdym wieku. Dopadają także pary małżeńskie po wieloletnim pożyciu. Nie ma żadnej warstwy społecznej wolnej od tego rodzaju przypadków. Zawody miłosne na ogół pełnią rolę destrukcyjną w psychice. Wiele osób nie może podnieść się po takich porażkach. Nierzadko kończą się samobójstwami.

Chcę zaprezentować sytuację, w której zawód miłosny wyniósł kobietę na najwyższe szczyty światowej nauki, a nam Polakom przynosi ogromną satysfakcję.

Osobą tą była Maria Skłodowska.

Rodzice jej pochodzili ze zubożałej szlachty. Przenieśli się do Warszawy aby pracować na  państwowych posadach. Tworzyli typową XIX -wieczną inteligencję. Otrzymali małe mieszkanie przy ulicy Freta, gdzie w ciągu ośmiu lat pani Skłodowska rodzi pięcioro dzieci. Najstarsze dziecko, córka Zofia zmarła w wieku 14 lat na tyfus. Niedługo potem matka zmarła na suchoty.

Maria, przedtem pobożna, straciła wiarę i do końca życia pozostała nieugiętą ateistką.

Ojciec jakoś sobie radził, brał uczniów na stancję. Popełnił jednak lekkomyślność powierzając szwagrowi ogromną sumę 30 tys. rubli na jakieś finansowe transakcje. Majątek ulotnił się bez śladu. Dzieci jednak kształciły się. Miały duże zdolności. Maria szczególne więzy miała z siostrą Bronią - trzy lata od niej starszą. Zastępowała jej matkę - była szczodra, serdeczna, do młodszej siostry żywiła bezgraniczną miłość. Maria była inna - zamknięta, opancerzona.

Po ukończeniu liceum w roku 1885 postanowiła zostać nauczycielką domową u ziemian czyli guwernantką, aby po kilku latach zarobkowania móc pójść na studia w naukach ścisłych.

Bronia w ten sposób zarobiła sobie na pierwszy rok studiów medycznych na paryskiej Sorbonie. W gronie rodzinnym umówiono się, że później Maria będzie jej pomagać zarobkując u ziemian. Bronia natomiast pomoże Marii po ukończeniu medycyny. Tak więc to siostra wytyczała Marii szlak.

1 stycznia 1886 roku Maria obejmuje posadę guwernantki u państwa Żorawskich w majątku Szczuki koło Ostrołęki. Trafiła w zupełnie inny świat. Wielki majątek, 200 hektarów pól buraczanych, cukrownia z dymiącym kominem. Pan Żorawski, inżynier rolnik, administruje jednym z majątków książąt Czartoryskich. Posiada też znaczące udziały w cukrowni. Jest człowiekiem zamożnym, stać go na wiele.

W domu czworo dzieci, córki osiemnastoletnia i dziesięcioletnia oraz dwoje zupełnie małych. Ponadto trzech chłopców pobiera nauki w Warszawie. Na dworze chmara służby, czterdzieści koni, sześćdziesiąt krów. Dom otwarty, masa gości, drogie przyjęcia. Niedaleko jest duży wiśniowy sad. Czechow wydaje się tuż, tuż... Lecz pan Żorawski to dobry gospodarz. Maria dobrze czuje się w tym domu. Starsza córka państwa Żorawskich jest rozkoszna. Maria podsuwa jej myśl przeniesienia idei Uniwersytetu Latającego do Szczuk i zastosowania go do chłopskich dzieci - niepiśmiennych, wynędzniałych.

Piękna to postawa.

Codziennie obie panny uczą dziesięcioro dzieci chłopskich czytania i pisania, opowiadają im historię kraju.

Po roku pobytu Marii w Szczukach, na ferie zimowe przyjeżdżają synowie z Warszawy.

Stało się to co musiało się stać. Najstarszy, Kazimierz, zakochuje się w młodej dziewczynie tak różnej od innych. Wakacje letnie spędzają blisko siebie. Czas wypełniają spacerami, wieczorkami tanecznymi, niekończącymi się dyskusjami. Maria, niespełna 20 -letnia panna gotowa jest go poślubić. I znowu stało się to co musiało się stać: państwo Żorawscy zgłaszają sprzeciw. Nie poślubia się guwernantki. Zwłaszcza, że do małżeństwa kandyduje pięć innych bogatych panien.

Maria musi przełknąć zniewagę. Nie może opuścić domu Żorawskich, gdyż od jej dobrych zarobków zależy przyszłość Broni, która samotnie zmaga się w Paryżu z egzaminami...

Pisze do brata: „Gdyby nie troska o Bronkę w jednej chwili bym podziękowała Z. za miejsce i poszukała innego, mimo, że tak dobrze mi płacą..."

Ponadto dodaje:„...praktyka prowincjonalna nie przyczynia się do doświadczenia naukowego.

Zakopiesz się w dziurze i nic z ciebie nie będzie..."

Po czterech latach spędzonych u Żorawskich, nadszedł kres jej pracy w Szczukach.

Wróciła do Warszawy, gdzie znalazła pracę guwernantki u bogatych przemysłowców. Maria mogła rozwijać swe zamiłowania do nauk ścisłych. W laboratorium Muzeum Przemysłu i Rolnictwa przesiaduje wiele godzin, robi doświadczenia, które żadna książka nie mogła jej przekazać. Jej protektorem jest kuzyn Józef Boguski, uczeń Mendelejewa i Bunsena.

Sprawy sercowe ma dalej nie rozwiązane, jest ciągle pod urokiem Kazimierza. Bronia zaprasza ją do Francji, lecz on a się jeszcze łudzi co do Kazimierza.

Z końcem lata 1891 spotykają się w Zakopanem, spędzają w górskiej chacie dwa dni.

Wreszcie pozbyła się złudzeń, że Kazimierz, człowiek bez charakteru, postawi się rodzicom. Zerwała z nim. Jest załamana i wstrząśnięta. Pisze błagalne listy do ukochanej siostry:

„Teraz, Brońciu, jeszcze raz proszę Cię o ostateczne postanowienie, namyśl się, czy możesz mnie wziąć do siebie, miałabym na wszystkie swoje wydatki, to by mnie postawiło moralnie po bardzo przykrych przeżyciach tego lata.."

Odpowiedz siostry była jednoznaczna „Przyjeżdżaj", Maria sposobi się do wyjazdu, ma sporo zaoszczędzonych rubli. Ponadto ojciec może jej pomagać gdyż dostał dobrą posadę dyrektora zakładu poprawczego.

W dużym drewnianym kufrze ma wszystko co będzie jej potrzebne na co najmniej dwa lata. Jest oszczędna, przez Niemcy jedzie w wagonie czwartej klasy, siedzi na składanym stołku. Dojechała do Paryża, na Dworzec Północny. Zaczyna się jej podbój stolicy Francji.

3 listopada 1891 zapisuje się na licencjat w dziedzinie nauk ścisłych.

Po jego ukończeniu kariera Marii potoczyła się fenomenalnie. Spotkała wielką miłość - Piotra Curie. Z nim wspięła się na szczyty... Wszystko jej się układało, odkrycie zjawiska promieniotwórczości razem z Becquerel, odkrycie radu i polonu, dwie Nagrody Nobla.

Po wyjeździe z Polski idealnie znalazła się w odpowiednim miejscu i czasie. Nie dość, że miała twórczy umysł to jeszcze sprzyjało jej szczęście...Właśnie wtedy w roku 1895 Roentgen odkrył tajemnicze promieniowanie nazwane X. Maria z mężem znaleźli przyczynę.

Do dzisiaj jest najwybitniejszą kobietą - uczoną w historii. Zasłużyła sobie na uznanie i uwielbienie całego świata.

I pomyśleć jak by potoczyły się losy Marii gdyby rodzice Kazimierza zgodziliby się na małżeństwo z ubogą panną. Nici z wielkiej nauki, sławy, Nagród Nobla, triumfów w Europie i w Ameryce. Mieszkałaby gdzieś na prowincji u boku bogatego męża. Wiodłaby beznadziejne życie w ziemiańskim towarzystwie, gdzie głównymi tematami rozmów były sprawy majątków przyszłych zięciów czy synowych. Dzisiaj pies z kulawą nogą by o niej nie wiedział.

 

x x x

Przedstawię przypadek, w którym zawód miłosny nie wpłynął na twórczą pracę.

Kolejną sławną osobą dotkniętą zawodem był Fryderyk Chopin.

Jest rok 1835, wrzesień. Chopin jest sławny, Paryż leży u jego stóp. Wraca z Karlsbadu /Karlove Vary/, gdzie spędził miesiąc w tym pięknym uzdrowisku. Obracał się w wytwornym towarzystwie, które masowo zjeżdżało się "do wód". W Dreźnie, w drodze powrotnej, spotyka nieoczekiwanie znajomego rodziców, Feliksa Wodzińskiego, który tu bawił z rodziną. Odwiedził oczywiście Wodzińskich a przyjemność odnowienia starej znajomości powiększyło wrażenie, jakie na nim uczyniła ich starsza córka, Maria. Ostatni raz widział ją jako jedenastoletnią dziewczynkę, a teraz ujrzał frapującą szesnastoletnią pannę o lekko śniadej cerze, czarnych włosach i przepięknych oczach.

Chopin zmienił plany. Miast spieszyć się do Paryża, pozostał w Dreźnie dwa tygodnie, spędzając czas z Wodzińskimi. Maria była osobą muzykalną, dobrze grała na fortepianie, coś nawet komponowała. Fryderyk był wyraźnie pod jej wrażeniem.

Z początkiem grudnia 1835 dotarła do Warszawy pogłoska o śmierci Chopina, który od dziecka był chorowity. Zaniepokojony Feliks Wodziński złożył wizytę rodzicom Fryderyka. Pogłoski o śmierci ich syna były nieprawdziwe. Rodzice zaczęli zacieśniać stosunki.

Pani Wodzińska przyjechała na wakacje w lipcu 1836 z dwiema córkami do Mariańskich Łaźni /Marienbad/. Chopin natychmiast tam się udał, zamieszkał w tym samym hotelu i pozostał z nimi przez cały sierpień. Fryderyk był bardzo zakochany. Skomponował dla niej pieśń do słów Witwickiego, uczył ją grać swoją nową etiudę. Ona zaś malowała akwarelą jego portret. Na koniec pobytu Chopin oświadczył się Marii. Matka nie mogła dać formalnie zgody, gdyż małżonek jej był nieobecny.

Oboje wrócili do siebie. Listy między młodymi krążyły regularnie. Przyjęty plan wyraźnie zakładał powrót Chopina do kraju. To było jednak, realnie biorąc, nie do zrealizowania. Chopin kochał Paryż, tam go kochano, tam była stolica Europy.

Tymczasem pani Wodzińska wróciła w październiku do Polski i miała mnóstwo czasu aby z mężem przedyskutować sprawę zaręczyn córki i wysłać Chopinowi oficjalną odpowiedz. Chopin

żadnej odpowiedzi nie otrzymał. Maria w liście ze stycznia 1837 napisała enigmatycznie „jak się zobaczymy" zamiast podać konkretną datę. Parę miesięcy później napisała: - „Adieu, niech pan o nas pamięta". Wodzińscy wyraźnie się wycofywali.

Sprawa wydawała się jasna - bogaci ziemianie Wodzińscy w żaden sposób nie cenili rodzinę Chopina. Zbyt siebie cenili aby córkę wydać za pospolitaka, choćby najbardziej sławnego. Ówczesne społeczeństwo było klasowe do granic absurdu. Dla Wodzińskich ważne  było tylko to, że matka Chopina, Tekla Krzyżanowska spod Izbicy Kujawskiej to zubożała szlachcianka a ojciec, Mikołaj Chopin, to jakiś prosty przybysz z Francji, syn winogradników i kołodziejów. Przyjechał do Polski w roku 1787, pracował w fabryce tytoniu, później został guwernerem na dworach ziemiańskich. Dla rodziców Marii nieważne było, że Chopin uważany

był za geniusza, miał otwarte drzwi do domów Czartoryskich czy Radziwiłłów, którym Wodzińscy nisko się kłaniali.

Chopin boleśnie odczuł bezduszne rozwiązanie sprawy przez Wodzińskich. Długo nie mógł przyjść do siebie. Wszystkie listy od Marii zebrał w pakiet i na wierzchu napisał: „Moja bieda".

Z kłopotów sercowych wyleczyła go niebawem Georges Sand - starsza od niego o sześć lat sławna pisarka choć niezbyt ciekawej urody.

x x x

Zawód miłosny dopadł też Mickiewicza.

Lata spędzone w Kownie /1819 – 1823/ wraz z rocznym pobytem w Wilnie /1821 - 1822/ to czas wielkiej miłości do Maryli Wereszczakównej i początków sławy literackiej, jaką przyniosły Ballady i romanse /1822/ oraz Dziady /1823/.

W maju 1820 roku Mickiewicz poznał Marylę. Pisał do przyjaciół Zana i Czeczota :

„Poznałem pannę W. dwa dni temu, ma lat około osiemnastu, ale zdaje się, że mniej, nieszpetna, roztropna, mówi po francusku i niemiecku, gra i śpiewa nieosobliwie i posagu ma 20 tysięcy.

Marianna Ewa Wereszczakówna była o rok młodsza od Adama. Jej rodzina należała do warstwy wyższej niż skromna rodzina Mickiewiczów. Maryla była wykształcona, lubiła francuskie romanse, poezję i muzykę. Odbywała konne przejażdżki.

Latem 1820 roku Adam wraz z Zanem spędził około dwóch tygodni w posiadłości Wereszczaków w Tuhanowiczach. Ich listy do przyjaciół opisują radosną, wakacyjną atmosferę, choć są też wzmianki o marnym humorze Adama.

Młody Mickiewicz zakochał się w Maryli. Niestety ona była już zaręczona z człowiekiem ze swej sfery - Wawrzyńcem Puttkamerem. Początek roku szkolnego Adam powitał chorobą, do pracy zjawił się z dwutygodniowym opóźnieniem. Jego przyjaciel F. Malewski zauważył, że "Adam jest w tym roku inszy, zdziczały, stępiony, ponury".

Zimą 1820/1821 zmarła matka Adama oraz odbył się ślub Maryli.

Kontakty z Marylą jednak nie ustały. Pod koniec lata 1821 Mickiewicz spędził około dwunastu dni w Tuhanowiczach. Z Marylą trzymał do chrztu dziecko jakiegoś sąsiada w Cyrynie.

Pisał: „Tuhanowicze mają zawsze wiele raju. Ale w porównaniu do przeszłego roku jest jak nasz pusty dziedziniec - tak wiele ubyło! Muszę raz jeszcze widzieć i więcej nigdy nie będę w tych stronach.. Osoby najdobrańsze, najgodniejsze kochania i szacunku, ale muszę udawać dobry humor. Pytają, za com nudny. Boję się, żebym drugich nie nudził, to i mię razi"

Adam następny rok szkolny spędził w Wilnie. Jego najbliższy przyjaciel Jan Czeczot pisał: „Adam przyjechał z Tuhanowicz bez mała zwariowany. Nic prawie nie robi, trudno z nim i nie można potrafić już nawet i gadać, milczy, lulkę pali, chodzi wiele, zawsze zamyślony, o niczym dobrym nie myśli, bo całą myśl opanowała Maria. Słowem zbrzydził świat i życie. Żyje w świecie imaginacji"

W maju 1822 ukazał się pierwszy zbiór Poezji. W tym czasie Mickiewicz spędził u Puttkamerów dwa tygodnie. Jej widok i rozmowy go uspakajały. Nie wiadomo dlaczego mąż Maryli tolerował takie wizyty. Obydwoje byli bowiem w sobie zadurzeni.

Kontakty trwały. Na przełomie maja - kwietnia 1823 Adam i Maryla spędzili w tym samym czasie około dziesięciu dni. Mickiewicz dedykował jej drugi tomik Poezji, otrzymał od niej w prezencie klacz.

Po raz ostatni Mickiewicz spotkał się z Puttkamerami w październiku 1824 tuż przed zesłaniem do Rosji.

Myśl o Marii pozostała u niego na zawsze. Pisał do Czeczota w roku 1840 / był już żonaty, posiadał dzieci: „Twój list dawny, smutny, odebrałem w Rzymie. Było tam kilka słów Marii.

Widok Jej ręki tak mnie upoił, że płakałem jak dziecko. Nie będziemy się już nigdy widzieć z sobą. Ale powiedz Jej, że ona na zawsze ma w sercu moim miejsce, z którego nikt Jej nie usunął i gdzie Jej nikt nie zastąpi. Tęsknota mię nieraz do Litwy ciężka napada i ustawicznie śni się o Nowogródku i Tuhanowiczach".

Wpływ miłości Adama do Maryli był widoczny, choć na pewno nie decydujący.

Napisał, pod jej wpływem, drugi tomik Poezji, wiersz Precz z oczu moich, wiersz Na Alpach w Splungen. Odnotować można motyw niemożności zapomnienia, rozwinięty pod koniec czwartej części Dziadów.

 

 

x x x

 

Wszyscy troje wybitni Polacy nie mieli szans matrymonialnych z osobami, które wymieniłem. Dzieliło ich pochodzenie klasowe. Rodziny wszystkich trojga pochodzili ze zubożałej szlachty, bądź z się inteligencji. Nie posiadali żadnych majątków ziemskich a to było decydujące.

System kastowy nie dopuszczał do mieszania się sfer. Arystokrata żenił się z arystokratką, bogaty szlachcic z bogatą szlachcianką, ubogi inteligent z ubogą inteligentką. „Przepływu krwi" nie było. Prowadziło to nieuchronnie do degenaracji biologicznej, szczególnie widocznej w najwyższych sferach, gdyż populacja ich była niewielka.

Skłodowska, Chopin, Mickiewicz pechowo zakochiwali się w osobach z wyższych od siebie sfer.

Liczyły się tylko majątki, ziemskie oczywiście, a co za tym idzie pieniądze, pieniądze i pieniądze.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora