• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Wiesława Barbara Jendrzejewska - Kobieta

    Jeszcze jest dzieckiem co lubi co chce

    i kaprysi jak niesforny dźwięk

    a już woła w niej dziewczyna krzyczy

    kobieta o włosach cyklonu zaplątana pomiędzy

    lustrem nocy a spełnieniem obietnicy świtu

    (w jego słusznie wytartych dżinsach)

    Mogła być Wenus z Milo albo jego muzą

    (pomiędzy setką a dwudziestym papierosem)

    Mogła. Tylko czas pomylił dłuta

    i jej talia przepadła jak ognista lawa

    Wciąż jest dzieckiem choć niepospiesznie

    zrywa kartki z dni zawieruszonych

    nie potrafi rozplątać łańcucha pamięci

    poukładać klocków wzruszeń

    Jeszcze jest dzieckiem choć nie funduje

    sobie Chrystusa co niedzielę

    Znów jest dzieckiem a coraz częściej

    potyka się o karawan czasu

    Z archiwum

    Stefan Pastuszewski - Pochylone niebo

    Gdy czytam wiersze Jolanty Baziak, to słyszę-widzę świergot pliszki pluszczącej się w kałuży czy piasku. Migotanie czerni i bieli na tle płonącej zieleni i złota upalnego lata. Słyszę-widzę gwałtowną lipcową nawałnicę, a zaraz potem przestwór łąk z cicho parującą wilgocią, sino-szarą wstęgę lasu zapowiadającą wieczorne zasypianie dostępnego zmysłom przestworu.

     

    Obrazem tej poezji jest bowiem kalejdoskopowa migotliwość skojarzeń, pozornie przypadkowych, lecz o w istocie spiętych wewnętrzną, nie zawsze objawioną energią myśli, a nawet przemyśli. Autorka Wielbłądzicy wie, ale nie zawsze to objawia. I my, czytelnicy, też wiemy, że ona wie i… wcale tak bardzo nie chcemy dowiedzieć się, co ona wie. Bo, przy zanurzeniu się w jej poezji jest trochę jak w buddyzmie: wystarczy stan wiedzy, stan pozornego bezruchu, pod którym jak pod lodem kłębi się życie Prawdy. Zresztą wystarczy wpatrzyć się w brązowe oczy poetki na fotografiach jej tomików, aby przekonać się, że ona obcuje z Prawdą, choć bez wątpienia – jak każdemu człowiekowi – nie jest ona dana w całości i raz na zawsze. Stąd jej podniebne zapatrzenia, surrealistyczne skojarzenia, burza i tęcza po burzy, ruchliwość myśli i głęboki sen gestów. Nigdy bezruch. Autorka wciąż idzie („dalej, do dnia rozdania ciemności, by wtulić się w istnienie zgłodniałej miłosnej materii”), czasem oczywiście biegnąc, i czasem też gubiąc oddech. Ale czyż nie jest czymś wspaniałym chwytać w ramiona (wyrozumiałego czytelnika) zadyszane dziecko?

    Piotr Stareńczak - GDZIE JESTEŚMY?

    Pamiętam ten moment z końca
    grudnia 1990 r. na zamku królewskim.
    Nie mogłem na to patrzeć.
    Zobaczyłem flagę państwową,
     którą nakryto stół...
    To był dla mnie jakiś koniec...
    Sławomir Cenckiewicz


        Przysięgałem przed trybunałem własnego sumienia, że nigdy nie będę pisał o polityce. Dziś muszę złamać tę przysięgę, bo i sytuacja jest wyjątkowa. 20 marca br. na zaproszenie Instytutu Filozofii bydgoskiego UKW, przyjechał Andrzej Zybertowicz , bez wątpienia jeden z największych umysłów tej części Europy, by wygłosić wykład : „Polityka od kulis". Jego energiczne wystąpienie, które miało dla mnie wymiar katarktyczny, stanowiło impuls, choć nie jedyny, do wydobycia na jaw skrywanych długo refleksji, z nadzieją, iż będzie to przedłużenie wypełniającego mnie oczyszczenia. Otóż nadszedł czas rozliczenia. Pokolenie synów, których świadomość dojrzała do jasnego i odważnego postawienia sprawy, ma prawo ukazać błędy swoich ojców . Urodzony pod koniec lat 80-tych, posiadam wystarczający dystans badawczy i perspektywę historyczną, pozwalającą na względnie bezstronną ocenę przeszłości. Nie chcę być badaczem sumień, wnikać w psychologię motywacji – chodzi mi tylko o fakty. Moje analizy nie są jedynie trwonieniem teraźniejszości. Są projekcją przyszłości, którą, w przeciwieństwie do Michnika i Giedroycia, uważam, iż trzeba budować na prawdzie.