Helena Romaszewska - Dzień dobry, Redakcjo

Zamiast korekty i uzupełnienia napisałam tekst z pewnością pełen następnych błędów, nieścisłości, niedociągnięć. Jakieś intuicje, domysły, niezrozumienia laika. Przepraszam. Za przesyłkę bardzo dziękuję.

Mam, co prawda, „własny” comiesięczny AKANT zamówiony w Ruchu przez panią kioskarkę, która jest tak miła, że dzwoni do mnie (mówi, że za telefon nie płaci) z wiadomością o każdej nowej dostawie i takim to sposobem trzeci numer miałam już bardzo wcześnie.

Lekturę, oczywiście, zaczynam od poezji i prozy Stefana Pastuszewskiego. Szczęściara z tej królowej, wiem, i ona też to wie, ona, ta królowa.

Podmiot liryczny też ma szczęście, otuliła Go płaszczem wysokości, który tak pięknie się rymuje. Dobrze, że Podmiot zreflektował się. bo może ona rzeczywiście jest bardzo bliska wieczności. Tu uśmiechnęłam się przypadkowo, bo chyba autor nie to miał na myśli.

Ktoś powiedział; Bóg łączy ludzi, którzy są sobie potrzebni. Pewnie też dzieli się nimi. Jest, o czym myśleć w tym wierszu, oj jest. Tymczasem Pan liryczny, jak to mężczyzna, czerwonym autobusem odjechał w siną dal.

Przeprowadziłam wiele analiz chemicznych i tylko patrzeć jak w poezji autora listów do Pani zacznę doszukiwać się feromonów. Trochę żartuję, mam nadzieję, że to nie irytuje, AKANT, od jesieni tamtego roku, tak ogromniasto mnie cieszy, że nie mogę powstrzymać radości. Cieszy, intryguje, zajmuje a przede wszystkim zmusza do myślenia.

Wyjmuję pocztówkę, patrzę, a wzrok głębinowy, przenikliwy wpatruje się we mnie. Nie co dzień mam przyjemność przebywać w towarzystwie Leona Wyczółkowskiego, toteż pomyślałam że. oto widzę patrzącego na mnie z lekką dezaprobatą, z miną trochę karcącą, że widzę staro wierzą. Piękny portret, wyrazista, promienna, jasna, zdrowo zarumieniona twarz trójwymiarowo wychodząca z tła. Tło...nie, nie, powiem tylko, że akwarele lubię przeźroczyste, lekkie, rozbielone błękity, seledynowe mgiełki brzóz, blado-różowe kwitnące sady... Na pierwszy rzut oka pomyślałam, że to farby kryjące, olejne nawet. Piękny portret sprzed stu lat.

Patrzę na pierwszą stronę AKANTU, dziewczyna, choć do rany przyłóż, kurnosy aniołek, no, nie zupełnie, z tym seksownie wysuniętym języczkiem.

Patrzę uważniej, wampirzyca, jedno oko na Maroko, drugie gdzieś na południowy wschód, kosmopolitka. Wpatruję się w czarno-biały portret. Parę maźnięć pędzelkiem. Pomysłowość, spryt, sens, treść przekazu, wyraźnie przerasta środki i formy, czy jakoś tak. Dwa w jednym, a może i więcej niż tylko dwa. Kobieta zmienną jest, okazjonalnie zmienną, nawet płciowo, według potrzeb ostatnich. Pierwszy w oczy rzucił się, oczywiście, portret kobiety, powiedzmy wyzwolonej, aniołka wypatrzyłam znacznie później. Dobro me ma parcia, a może i szans nie ma. na plan pierwszy. Brawo! Redakcjo, za ten niesamowity zestaw różnicy, za ten rów przepastny do uzmysłowienia. Brawo! Panu Markowi Haczykowi za portret-portretów. Brawo! AKANT za pierwszą stronę i za cały superancki środek.

Jestem pełna podziwu. Jest, co kontemplować. Sztuka ewoluuje. W jakim kierunku tak szybko podąża, to wyraźnie widać. Pierwszy portret przedstawia namalowanego z talentem normalnego człowieka. Drugi, pokazuje osóbki wyraźnie zdeformowane, w jakiś sposób wynaturzone. Na tym akurat rysunku wszystko mieści się jeszcze w granicach przyzwoitości. Niestety coraz częściej „sztuki" nie są podobne do sztuki. Tymczasem konsumenci biorą sztukę dosłownie, jak w kinie strzelają, to na ulicach miast też. Artysta nie bierze odpowiedzialności za nic, uważa się coraz częściej nie za twórcę, ale za samego... Cywilizacja, wiedza, postęp, sztuka, wszystko - inaczej. Chyba jestem z natury starowierką.

                        Helena Romaszewska

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież