cialis cost per pill
online canadian pharmacy generic drugs
online canadian pharmacy rx
generic viagra no prescription needed

Screen

Profile

Layout

Direction

Menu Style

Cpanel

Katarzyna Michalewska - MIĘDZY PUSTKĄ, A PEŁNIĄ

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
+ 14
+ 12

Wiersze Mirosławy Poncyliusz z nowego tomiku pt. „Zdarzyło się" wpisują się w nurt poezji kobiecej, związany z twórczością takich poetek, jak Julia Hartwig, czy Ewa Najwer.Jest to poezja przeniknięta ciepłem,wrażliwością, zmysłowa, bliska życia, w której:"ziemia drży/tańczą rozdarte drżeniem trawy/w powietrze czyste/niby szept/pomarańczowe drzazgi świtu/ /W świt/. Jest to zarazem liryka osobista,uważna, dyskretna, poddana  dyscyplinie formalnej.
Poezja ta nie stroni od delikatnej ironii jako antidotum na nadmierny dramatyzm,lub sytuacje „nieprzyzwoicie liryczne":/" Prostuję plecy/układam ciebie do wiersza"/Wyżej/, /"nie uniosą cię postrzępione skrzydła/.../nie jesteś już dobry/w sklejaniu filiżanek"/Udar/.
Mirosławie Poncyliusz udaje się uchwycić w swoich tekstach świat, jako dynamiczny strumień współwystepujących zdarzeń. Pojęcia ja, moje stają się płynne.Taka wizja, udziela-
jąca się czytelnikowi, skłania do pogodnej, kontemplacyjnej postawy wobec rzeczywistości-nawet tej czasem traumatycznej, z jaką spotykamy się np.  w wierszu „Szpital w sercu miasta".
W książce Poncyliusz znajdziemy wiele udanych „spotkań słów, ktore się sobie dziwią",jak mówił o metaforze ks. Jan Twardowski. W impresyjnym „ Przemilczeniu"pisze poetka:
/"Nieświadomie mnie ranisz/krople krwi spadają/w czerwony horyzont/a ty mówisz/-Jaki piękny zachód słońca/.
Poncyliusz  potrafi zaskoczyć czytelnika kunsztowną grą językową, zwieńczoną nieoczekiwaną puentą :  /"Rozglądasz się we mnie/ślepy strumień szaleństwa/.../Nie słyszę/rozglądam
się w tobie zachłannie/.../Znalazłam siebie-/Lustro/, biegle włada językiem paradoksu,oddającego złożoność uczuć podmiotu lirycznego:
/"przeraża bicie serca i twój spokojny oddech/ Bliskość/, /"kocham bo boję się nienawidzić"/.
Poetycka rzeczywistość, tworzona przez autorkę „ Zdarzyło się", zanurzona w zwyczajnych ludzkich doświadczeniach: narodzin, miłości,śmierci, przenosi, podobnie jak wiersze Ewy Najwer-poza czas linearny /"czas nie ma wymiaru"/, poza kontekst historyczny-ku naturze, ku bezczasowej tajemnicy życia, w której -  jak zauważył Piotr Kuncewicz-uczestniczy nasze ciało, rzadzące się innymi prawami niż świadomość:
/"Chciałam umrzeć-oddech nieznanej ziemi/wpadał przez uchylone drzwi/a moje prostackie ciało niczym balast/trzymało mnie pod batystowym baldachimem"/O doskonałości
Poetce znacznie bliżej  jednak do misterium ciała i „ strumienia życia", niż do abstrakcyjnej metafizyki „ciała kosmosu" i „duszy Siwy". Przecież właśnie:/ „Drobne kobiety w kolorowych chustach/wiedzą co jest ważne/.../niosą na plecach wysuszone wiązki/nieuchronnego losu/Pustynia/.
W kobiecie dokonuje się najważniejszy cud-codziennych narodzin /Zdarzyło się/.Rodzenie jest aktem prawdziwie metafizycznym. Poetka zdaje się nawiązywać do motywu śmierci i odradzania się obecnego w idei reinkarnacji i doktrynie wiecznego powrotu:/dusze unoszą się/.../spadają kroplami w ciała matek/by odrodzić się/na nowo"/O doskonałości/.

Mistyka dotykania, smakowania, wąchania, pozwalająca człowiekowi „scalać się z Prawdą w Tańcu’", „wgryzać się ziemi pod skórę/codziennie dotykać jej zakrzepłej krwi"/Tunel/  znalazła swój najpełniejszy wyraz w trzeciej części tomiku „Gorączka", stanowiącej zbiór poetyckich impresji, z egzotycznej podróży. Barwne, rozwibrowane obrazy,  nasycone znaczeniami i oryginalną metaforyką, silnie oddziałują na zmysły i wyobraźnię czytelnika.:/"powietrze ciężkie od ziół/owoców i potu objuczonych osłów/Farbiarze uwijają się/niczym owady pośród kwiatów"/Archipelag/.
W „Gorączce" zarysowują się szczególnie wyraźnie sprzeczności obecne w tomiku : między ruchem, a niezmiennością, /Mistyka/,namiętnością, a skupieniem /Odradzanie/,trwaniem i przemijaniem.

Mirosława Poncyliusz /podobnie jak  Marianna Bocian/ mogłaby powiedzieć o sobie, że nie pisze literatury. Jej wiersze to zapis z każdego człowieka – jego codziennych tęsknot, drama-
tów, radości. Poetce udaje sie jednak uniknąć pułapki sentymentalizmu, „małej prywatności".
Dzieje się tak, między innymi dlatego, że nie przestaje ona poszukiwać czegoś, co kryje się za migotliwą  zmiennością uczuć i zdarzeń,czegoś, co:" scala materię życia, łącząc ze sobą wrażenia, łącząc ze sobą dni" /K.Kawafis/ w: „ulotności powiewu sunącego po białych szatach"/Tunel/. Szuka ona Pustki? A może...Pełni? W mistyce i w fizyce / wie o tym poetka-elektronik/ nierozdzielnie ze sobą związanych...



Mirosława Poncyliusz.„Zdarzyło się",Oficyna Wydawnicza Liberum Arbitrium, Tuchów 2011.









Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Z archiwum

Mateusz Wabik - Wiersze niczym układanki z puzzli z zaplątanymi puzzlami z innego pudełka

Tomasz Urbowicz przynależy datą urodzenia do tzw. pokolenia roczników 60–tych, urodził się w 1968 i mieszka w Poznaniu. Przyznam się, że jego książka poetycka „Wielolustro" przy czytaniu wywołuje różne doznania, zawiera wiele świetnych zdań i strof. Jednakże czasem trudno uchwycić sens wierszy, gdyż czasem kolejne strofy czasem wtrącają do wierszy inny punkt widzenia, konstatacje dotyczą czegoś innego, niż tego, co się do tej pory zrozumiało, albo konstatacje, luźno wiszące pomiędzy jedną bardziej zrozumiałą strofą, a następną. Być może jest to metoda twórcza, by zestawić nie do końca pasujące do siebie strofy–puzzle by zobaczyć jaki jest tego efekt sensotwórczy. Poezja z „Wielolustra" przypomina jeden wiersz autora, którego nie pamiętam z nazwiska, z antologii teoretyczno–socjologiczno–krytycznej pt. „Postmodernizm" pod redakcją Ryszarda Nycza, gdzie jeden z apologetów, czy komentatorów zjawiska postmodernizmu przytaczał wiersz, który uznał za postmodernistyczny, gdyż składał się z kilku oddzielonych zdań, które nie do końca się ze sobą wiązały. Wydaje mi się, że ta trudność lektury wielu wierszy Urbowicza stąd właśnie wynika i to od samego początku tomiku „Wielolustro", od wiersza „Sen". W połowie wiersza zbudowana jego czytelnicza interpretacja, zalążki sensu doprawdy się rozpadają, gdyż wchodzi do wiersza całkiem inna tematyka, być może powiązana, być może nie z początkiem. Ale tu już czytelnik raczej rozstrzyga. Wiersz „Sen" rozpoczyna się od krótkiej strofy, składającej się z dwu wersów, w którym są cztery wyrazy: „Lilie adorują / gliniany wazon". Potem następna strofa jest komentarzem, przypisem do pierwszej. Wazon zostaje określony „królem państwa", „w którym mieszczanie / nie depczą ułamanych traw". A więc wiersz zaczyna się od razu od przenośnie określonego widoku wazonu z liliami. Lilie są zaś porównane do mieszczan. Poeta ukazuje wazon jako idealne, utopijne państwo, skąd „nie dochodzi (...) jęk miażdżonego sumienia". Następnie następują dwie strofy – w jednej jest refleksja na temat bezdomności, a w piątej wspomnienie głodu i popielniczki. I tutaj nas trochę zaskakuje to wtrącenie, bo skąd nagle popielniczka z głodem biorą się w tym wierszu, jeśli mamy tu opis państwa – ważona. I musimy sobie radzić, czy na przykład popielniczka jest jakimś dalekim krajem, czy na przykład granicznym. Ostatnia strofa to powrót do lilii, w tej strofie czytamy o chęci „odtworzenia choćby jednego / liliowego snu". No i sami sobie musimy odpowiedzieć co znaczy „liliowy sen". Wiersz kończy się jakby otwartą strofą, kolejną metaforą, niż ostra pointą, no ale ja do końca nie wiem o co w tym wierszu chodzi. I trochę szkoda, bo w „Śnie" ukazany jest cała umiejętność poetyczna Urbowicza – umiejętność obserwacji, uprawiania metaforycznych konstrukcji na bazie przedmiotów realnie istniejących. Jednakże płaszczyzna kartki, nie odbija wszystkich krawędzi przedmiotów i barw zbyt wyraźnie, a także kolejne przenośnie powodują zaistnienie małej eksklawy epigramatycznej na terenie większego wiersza. W sumie 4 strofa mogłaby zaistnieć na papierze jako osobny krótki epigramat czy aforyzm: Łącze Więcej …  

Licznik odwiedzin

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterWejścia dzisiaj9525
mod_vvisit_counterWczoraj28062
mod_vvisit_counterTydzień65186
mod_vvisit_counterOstatni tydzień87914
mod_vvisit_counterTen miesiąc292178
mod_vvisit_counterOstatni miesiąc462774
mod_vvisit_counterZliczamy od 15.06.20114976524
0 użytkowników i 293 gości online

Zobacz też

Henryk Kulesza - Człowiek – rodzina – tłum

Połowa lat siedemdziesiątych to okres wzmożonego zapotrzebowania w naszym kraju na tzw. siłę roboczą. Każdy kto chciał mógł praktycznie znaleźć zatrudnienie. Praca czekała na ludzi. Związane to było z dużą ilością budowanych kombinatów przemysłowych. W rejonie gdańskim były to Port Północny, Rafineria Gdańska, Siarkopol, Fosfory itd. Oprócz tych nowo powstających budów istniały przedsiębiorstwa o dużej tradycji jak chociażby Stocznia Gdańska czy ZNTK. One też borykały się z brakami kadrowymi. Najbardziej cenionymi pracownikami byli absolwenci szkół zawodowych. Gdy tych brakowało zakłady pracy same organizowały kursy zawodowe jak chociażby kurs spawacza. Ci , którym nie dane było ukończenie podstawówki czy szkoły zawodowej mogli zrobić prawo jazdy i w ten właśnie prosty sposób znaleźć zatrudnienie w którejś z baz transportowych.

Łącze Więcej …  

stat4u