• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Henryk Stępień - Szlaki życia kapłańskiego

    W kapłaństwie nie można szukać
    wygód, uciech…
    Jedyną pociechą – Bóg!
    Nie można poszukiwać
    łatwych ścieżek.
    Trzeba nieustannie spinać się
    Na szczyty dzisiejszych Kalwarii,
    komponując hymn zbawienia
    uderzeniem stóp,
    czasami o ostre kamienie…
    I tak wędrując nieść nadzieję

    Z archiwum

    Sławomir Mierzejewski - MOJA WIOSKA

    W mojej wiosce
    kilkanaście chałup
    rozsianych między sadami

    Jantarowa strużka drogi wije się
    przez rżyska do pastwisk
    karmiących bydlęta

    Sosnowe kołki ogrodzeń
    oplecione chrustem
    niczym słomiane maty

    Stanisław Srokowski - BRUNO SCHULZ W KUDOWIE ZDROJU

    Kudowa Zdrój przez wieki mądrze wykorzystywała
    swoje atrakcyjne położenie. Przybywali tam wielcy ludzie, przywódcy państw, intelektualiści, artyści. Jednym z gości uzdrowiska okazał się znakomity polski pisarz, Bruno Schulz. To mało znany epizod z jego biografii.   
    Kiedy to było? I czy tylko raz gościł w Kudowie? Zajrzyjmy do dokumentów, listów i wypowiedzi samego twórcy.

    Pierwszą wzmiankę znajdujemy w dziele Brunona Schulza p.t. „Księga listów", w opracowaniu Jerzego Ficowskiego, wydanym w 1975 r. w Wydawnictwie Literackim, w Krakowie. Otóż w liście z dnia 13.03.1934 r., pisanym do Arnolda Saeta, germanisty, tłumacza Goethego  i nauczyciela gimnazjum w Stryju,  Schulz pisze: „List pański  obudził we mnie najczulsze wspomnienia. Jakże bym Pana nie miał pamiętać i naszych rozmów kudowskich...  Z wielką przyjemnością skorzystam z Pańskiego miłego zaproszenia i odwiedzę Pana – ażeby po 11 latach kontynuować przerwaną rozmowę…".
    List ten pisze Schulz z Drohobycza ( ul. Floriańska 10). Nie widział się ze swoim korespondentem przez jedenaście lat, a list napisał w 1934 roku, czyli w Kudowie spotkali się w 1923 roku. To ważny szczegół. Bowiem za chwilę dowiemy się,  że był też w Kudowie w innym czasie. To znaczy,  że był tutaj przynajmniej dwa razy. Ale czy to możliwe? Sprawdźmy dokładnie. Musiał być w lecie, bo na ogół kuracjusze i turyści przyjeżdżali do Kudowy latem. O tej porze Kudowa jest najpiękniejsza. Czy był zadowolony z tego pobytu? Z pewnością tak, skoro pisze, że list Spaeta wzbudził w nim „najmilsze wspomnienia". Z czym się mogły te wspomnienia wiązać? Pewnie z podziwianiem krajobrazu, spacerami po alejkach parkowych, z atmosferą miasta i ciekawymi rozmowami, jakie tutaj prowadził.  Poznał więc w Kudowie  także Spaeta.  Nawiązał z nim  rozmowę. Musiała  to być interesująca i ważna rozmowa, skoro później  podarował mu cykl swoich grafik „Xsięga Balwochwalcza". A nie daruje się takich prac byle komu.
    W innym liście do Spaeta,  z 1936 roku, znowu mu się przypomina Kudowa i pisze: ... „Dawno Pana profesora nie widziałem, jeszcze w Kudowie i każde zetknięcie listowne z Panem przypomina mi dawne, stracone czasy..."
    Nie bójmy się tych słów. „Stracone czasy" znaczą tu odeszłe czasy,  minione,  nie do odzyskania. Smutna refleksja nad przemijaniem. Taka refleksja  każdego wrażliwego człowieka dopada. A Schulza szczególnie. Delikatnego, nadwrażliwego i depresyjnego. Kudowa pozostawiła w nim niezatarty ślad.