Anita Nowak - Piękne pożegnanie

Kto kupił bilet przywiedziony tytułem, mógł być zaskoczony. „Trędowata'" Sztarbowskiego i Farugi z Mniszkówny ma niewiele. Nikły zarys konstrukcji fabularnej, nazwiska postaci i delikatną stylizację kostiumów; niezwykle zresztą urokliwych i funkcjonalnych. Umożliwiających zaskakujące i szybkie przeistaczanie się postaci, obnażanie ich wewnętrznych demonów i pragnień. Kostiumy Agaty Skwarczyńskiej nie tylko dookreślają tu postaci, sytuują je w danej rzeczywistości, ale chwilami też grają w tym przedstawieniu. Np. długi welon Stefanii musi ogarnąć również nieziszczone marzenia służącej. Zarzucony na jej głowę, niby to mimochodem, wyciąga z podświadomości kobiety jej pragnienia.
Tren ślubnej sukni staje się z. kolei cuglami, którymi służąca, przedstawicielka najniższej tu warstwy, usiłuje ściągnąć wyżej od niej stojącą w hierarchii społecznej guwernantkę do swojego poziomu.
Strojna szata i peruka Idalii kryją pod spodem kolejne warstwy odzieży, które powoli odsłaniane, ukazują coraz głębsze pokłady dewiacji i zagubienia bohaterki.
Deszcz spadających z góry pantofelków, z których żaden nie pasuje na stopę głównej bohaterki, zapowiada, że historia la nic skończ) sic. jak bajka o Kopciuszku.
Jakby za skąpa, niezasłaniająca do końca wszystkich bebechów teatralnego zaplecza scenografia, wieszczy o zbliżającym się końcu belle époąue? Czy ma też coś wspólnego z nami? Ci najgłośniej na scenie krzyczący o czystości krwi arystokraci, są najbardziej zadłużeni i jedynym, co im pozostało z dawnej świetności oprócz herbów, są wspomnienia. A jak to się ma do nas? Wszakże dominującym elementem dekoracji jest wielkie, okrągłe, od czasu do czasu kierowane i na widów nic lustro...
Bydgoska „Trędowata" to tak naprawdę sztuka napisana przez Pawła Sztarbowskiego. O bardzo zrównoważonych, wzajemnie przenikających się warstwach. Socjologicznej i psychologicznej. Patrząc na bohaterów i słuchając ich, dostrzegamy zakłamanych współczesnych, którzy ledwie zipiąc w szponach kredytów, szpanują w ekstra limuzynach i podmiejskich rezydencjach. Ale współczesność pulsuje na scenie znacznie dobitniej. Przemoc, seksualne dewiacje najróżniejszego autoramentu skrywane pod maskami bardzo dobrze ułożonych osobistości, każdego niemal dnia demaskowane są przecież w mediach. Ą nacjonalizm, seksizm, homofobia? Tyleż tego na scenie, co w życiu.
Wyjęta z powieści Mniszkówny, znacząco wyeksponowana i przecudnie upoetyzowana jest scena polowania. W inscenizacji to wielka alegoria zaszczutej przez otoczenie kobiety. Wcielająca się w postać Stefanii Rudeckiej Małgorzata Witkowska biega po scenie jak zwierzę w trakcie nagonki- przewraca się. podnosi, znów pada, skowyczy. To kwintesencja obłudy i okrucieństwa, do jakich zdolny jest człowiek Ten sam. który by jawić się światu wrażliwym - celebruje pogrzeb psa...
Wspaniale przez Witkowską zagrana jest też scena obłędu. Aktorka sięga tu po środki z różnych gatunków wyjęte - z dramatu, tragedii, delikatnej groteski i łączy je w przejmujący portret kobiety osaczonej, wstrząsając widzami bardziej, niż niejedna hamletowska Ofelia. Bo też jej tragedia jest głębsza. Dotyka bowiem kobiety dojrzałej zakochanej w młodszym mężczyźnie. Takie jest założenie realizatorów. 1 ono ma być w tym spektaklu większym, niż różnice klasowe, problemem. A Witkowska rewelacyjnie tę przekazaną różnicę wieku wygrywa. Aktorsko stoi na czele wszystkich poniewieranych i tlamszonych w sztuce kobiet. A jest ich trochę.
Choćby wspomniana już służąca Alona, w której postać wciela się Małgorzata Trofimiuk, świetnie pokazująca zrodzoną z własnego poniżenia nienawiść do Stefki. Albo rewelacyjna Alicja Mozga, jako Idalia. To rola bardzo złożona psychologicznie. W pewnym momencie ta arystokratka o nieskazitelnych manierach przeobraża się w rozdartą między


wstyd a pożądanie kobietę, płacącą żigoiakuwi m miłość, równocześnie podszyta patologiczną matką, ulegającą dewiacjom syna.
Z przemocą mężczyzny walczy też grana przez Karolinę Adamczyk transwestytyczna Rita, zmuszana przez męża do noszenia sukien. I dręczona przez ojca psychopatę Melania-świetna Magdalena Łaska.
Wcielający się w postać jej ojca. Hrabiego IJarskiego. Roland Nowak, gra psychopatę dość prostolinijnego; od początku wiadomo, ze zmierza on do wyprowadzenia córki z równowagi. Zdecydowanie bardziej wyrafinowanym dręczycielem jest Michał Jarmicki jako Hrabia Trestka. Jego perfidia nie objawia się od razu. Początkowo zdaje się dobrodusznym, kochającym mężczyzną którego największym pragnieniem jest uszczęśliwienie żony kreacją z Paryża rodem. Z czasem dopiero okazuje się. że chodzi tu o zniszczenie jej osobowości. Znakomite są także jego perwersyjne sceny z służąca.
Jedynym nieskażonym psychopatią, seksualizmm, ani żadna fobią mężczyzną jest tu Waldemar. W zniewalająco pięknym, bardzo zresztą dokładnie w każdym fragmencie wyeksponowanym na scenie ciele, specjalnie do tej roli importowanego z Wybrzeża Piotra Domalewskiego, jest amantem jak z marzeń wyjętym. Jego postać budzi wielkie emocje. I to nie tylko za sprawą urody i wdzięku, ale przede wszystkim talentu. Jakże wspaniały jest w pierwszej scenie, kiedy to żartobliwie, trochę ironicznie, przekomarza się ze Stefanią. Ale silę swego aktorstwa pokazuje dopiero w scenie ostatniej, gdy nic chce uwierzyć w śmierć ukochanej. To zresztą jedna z najciekawiej napisanych i wyreżyserowanych tu scen. znakomicie korespondująca z rozpoczynającym spektakl monologiem Stefanii.
Ciekawe, co by o tym pomyślała Mniszkówna?

Teatr Polski w Bydgoszczy
Trędowata. Melodramat
Helena        Mniszkówna/        Wojciech        Faruga/                                    Paweł Sztarbowski
 TRĘDOWATA,
reżyseria:
scenografia,                       kostiumy, dramaturgia:
muzyka:                                Joanna
wideo:
asystent    reżysera i
konsultant KENDO; Janusz Stępowski
 
   Wojciech
    światła: Agata
    Paweł
    Halszka                                Wojciech   scenografa;
 


 MELODRAMAT Faruga
Skwarzyńska
Sztabrowski Sokołowska
Faruga
Damian Kwiatkowski

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora