Arkadiusz Jarzecki - Tak trzeba

Obudził się, ale nie otworzył oczu. Próbował zapomnieć jeszcze na krótko. Próbował tak każdego dnia. Skutek zawsze był ten sam – żaden. Nastał kolejny poranek i nic nie można było na to poradzić. Nie chciało mu się chcieć, lecz czuł, że musi musieć. Na ekranie powiek widział mury, których nie zdoła nigdy pokonać. Przykryty po czubek głowy myślał, że jest bezpieczny. Nie tego chciał od życia. Tak musi być. Nie zdołam. Na pewno nie on. Na pewno nie ja.

Czekał aż jego właściciel, który miał na imię Musisz, wygna go z łóżka. Musiał wreszcie wstać, więc wstał. Zrobił to, co należało. Był i prysznic, i śniadanie. Śniadanie trzeba zjeść, „żeby mieć siły". Trzeba być czystym „żeby jakoś wyglądać". Był więc takim, jakim trzeba być. Zmuszony wyjść z domu ubrał się i wyszedł. Z musu patrzył na wąski kręty świat. Chodniki okalane przez masywne wysokie mury. Odpowiedź na pytanie „dokąd iść?" nie nastręczała najmniejszych problemów. Wybór prawie żaden.

I szedł. A co miał robić? Z musu uśmiech i przekleństwo, spojrzenia, kroki i rozmowy. Patrzył tam, gdzie patrzeć było wolno. Wiedział, gdzie jest jego miejsce. Gimnazjum, dobre liceum, dobre oceny, a potem studia. Koniecznie „jakieś studia". „Tylko wcześniej zdaj maturę!" Po studiach praca. Najlepiej żeby etat. Groszy parę, bo wiadomo, że wypłaty nie nakładą łopatą. Najlepiej w zawodzie. Tylko co ty będziesz robił po takim kierunku? Kto cię zatrudni? Myślisz o tym trochę? Myślał.

***

Próbował wyobrazić sobie życie zaplanowane dla niego przez Musisz. Jego własne życie, ale tak jakby bez niego samego. Miał wiele marzeń. Wyjaśniono mu w porę, że to nie dla niego. Że jest zwyczajnym chłopakiem. Są tacy, którym udało się w życiu coś więcej, niż coś, ale wiesz… no spójrz na siebie. Po tobie nie spodziewamy się niczego takiego. Nie zagrzmiało niebo przy twoich narodzinach. Nie masz znaku od Boga. Nie masz talentu wypisanego na czole. Nawet w czepku się nie urodziłeś, tylko w takiej zwyczajnej rodzinie.

To nie dla ciebie chłopcze. Ty masz tutaj, o, zobacz. Przepis na dobre życie dla każdego X i Y: Średni byt w sosie z ubawu z dodatkiem pospolitych kłopotów. Do popicia wyciąg z egzystencji gwiazd show biznesu. Czas przyrządzania: dwadzieścia i pięć lat. Wystarcza nawet na pięćdziesiąt i więcej. Osiem godzin pracy, czasem nadgodziny, głupi szef (wszyscy są tacy), piwo, żona (lepiej żona, piwo – poprawiła matka). No wiesz: „Jak wszyscy."

– Nie podoba ci się? – Pytają zdziwieni koledzy. –  Życie bez werwy i bez fajerwerków. Pasuje jak ulał. Szukasz głębi? Też będzie: z koleżanką z pracy stosunki trochę pogłębisz. No wiesz, o co nam chodzi… Wierność to taki stan między jedną a drugą zdradą. Skąd wiesz, że twoja żona też nie będzie szukać więcej głębi w samochodzie na tylnej kanapie, gdzieś na polnej drodze? Lepiej ją uprzedzić. Dlaczego się nie cieszysz?
– Szczęścia szukam, sensu życia, tego co niezmienne.
– Wariat.

Jego Musisz mówił mu, że tak to już jest. I miał rację. Tak było. Rozmawiał z wieloma. Szczęście – nad czym tu się zastanawiać. Przyjemności tyle wokół czeka. Czego chcieć więcej? „Wszyscy" tak żyją.

–A tamci? – pytał niemądry chłopak o co wybitniejsze jednostki z gatunku ludzkiego.
Okropna przywara taka dociekliwość.
– No ci, to tak, ale czy ty jesteś taki? Nie żartuj sobie. Nie bądź dzieckiem. Możesz wybrać sobie, o tu są, ogłoszenia: Dam pracę. A tam po ulicach chodzą dziewczyny. Wybierz, zaimponuj, bądź miły. Mieszkania ładne sprzedają na kredyt w dzielnicy obok. Poznasz sąsiadów. Polubicie się na pewno. Spotkacie się czasami przy śledziu i wódce. Może wasze dzieci się polubią. Sztafeta pokoleń musi trwać.
– Sztafeta durnoty…
– Musisz się wyluzować.
– I co? I to już wszystko?
Wyjątkowo krnąbrny był.
– Gdzie miłość? – Pytał.
– No będzie, będzie. Po ślubie coraz mniej, ale tak już mają wszyscy.
– Jacy wszyscy?
– No, my przecież.
– Ale… – spojrzał za siebie.
– Na tamtych nie patrz. Tamci jacyś dziwni.
– A gdzie radość? – pytał.
– No jest przecież. W kebabie, na dyskotece, w telewizorze, raz w roku wakacje i wypad nad morze, pub, piknik, imprezy i spacery. A potem zdjęcia w Internecie. Znajomi polubią! I ty także polubisz „zwyczajne życie".
– Co stworzę? Czym odwdzięczę się światu, że mnie nosił?
– Niczym. Poza dbaniem o siebie – żadnych obowiązków. Rób co chcesz! Czy to nie piękne?
– Ja bym jednak wolał…
– Chcesz się przysłużyć? Zrób dziecko. Społeczeństwo starzeje się. Załamuje się system emerytalny.
– O, to mi się podoba. Dać życie. Kochać syna albo córkę. Patrzeć jak dojrzewa. Uczyć. Wychowywać.
– Tylko pamiętaj: dziecko musi mieć modne gadżety. Na dwójkę może cię być nie stać.
– Czy to ważne? Wydawało mi się, że miłość jest ważniejsza.
– Ważne, żebyś i ty sam trochę się zabawił. Żebyś życia skosztował. Żeby było miło. Żebyś miał samochód, który wzrok przechodniów będzie nęcił. Mógłbyś mieć też dom za miastem. No, dom zbudujesz, dzieci spłodzisz, wyprawisz je na studia, pomalujesz ściany, meble w Ikei kupisz. Tego potrzebujesz. Tego pragniesz.
– Chcę mieć dom i dzieci, ale czegoś więcej jeszcze chciałbym. Gdzie jest w tym życiu dobro?
– Dobro… Hmm… Już wiem! Dobrze będzie tobie, kiedy się innym pokażesz, dobrą pracę znajdziesz, zarobisz, trochę się dorobisz. I zjesz, coś sobie kupisz, wypijesz i zakąsisz, głupi kawał powiesz. Pośmiejesz się, pobawisz, powygłupiasz. Będzie ci dobrze. Dobra znajdziesz wiele w galerii handlowej albo przed telewizorem. Ucz się, ucz, a kupisz sobie mnóstwo dóbr. A jak braknie gotówki, to weźmiesz na kredyt.
– Piękno, gdzie jest w waszym życiu?
– Naszym! Naszym chłopaku. Piękne są dziewczęta. Śpiesz się, zanim im uroda minie. Ty na pewno chciałbyś zabawić się trochę, co?
– Chciałbym zachwycić się czymś. Chciałbym kogoś podziwiać. Chciałbym znaleźć coś, co jest lepsze ode mnie. Przed czym kolana uginają się jak nie własne kolana. Chciałbym przeżyć zdumienie, uwielbienie, pokorę. Szukam doskonałości i czegoś na ziemi, co by ją przypominało. Piękna chociażby. Prawdziwego piękna.
– Tak, tak. Rozumiem. Ależ świat jest piękny. Serial albo film w 3D obejrzysz, teleturniej czasem, program rozrywkowy. A najwięcej piękna jest w reklamach. Dowiesz się, jakie piękne życie możesz mieć za złotych garść i groszy dziewięćdziesiąt dziewięć. Wnet zapomnisz o tych bladych murach wokół i blednącej pościeli sypialni. Pójdziesz na zakupy. Są cudowne. Wyjedziesz na wczasy. Będzie wspaniale. Kupisz coś dzieciom. Na pewno się ucieszą. Piękne życie. Z klasą! Będziesz mieć piękną żonę. A jak znudzi cię jej piękno, to piękną kochankę znajdziesz. No, nie krzyw się. Zapomnij o wyrzutach. Tylko bądź ostrożny. Wszyscy tak robią, tylko nie każdy daje się złapać.
– Właśnie. Prawdy w waszym życiu szukam i nie widzę.
– Prawda, widzisz… Każdy ma swoją.
– Jednej chcę. Prawdziwej.
– Nie chcesz własnej prawdy? Jednej i prawdziwiej prawdy chcesz… Weź moją.

Skaranie Boskie z takim chłopaczyną. Ambicje jakieś, wartości wyższe, doznania estetyczne. Śmiechu pełno. Ale wreszcie udało się. Zrozumiał, że „nie możesz" oznacza dla niego „nie mogę", a „nie żartuj" – „śmieszny jestem".

Tam, gdzie chciał patrzeć, jego wzrok nie sięgał. Grube ściany zbudowane z „nie zdołam" i „nie potrafię" odbijały niepewny wzrok. Miał ideały. Po drugiej stronie murów... Bo „trzeba być realistą". A poza tym coś więcej jest dla tych, którzy mają znajomości, łut szczęścia, dojścia i wtyki. I dla ich dzieci. Inne życie jest dla tych, którzy coś pierw przekręcą, oszukają lub ukradną. Lepszy byt jest dla innych, dla gwiazd show biznesu i takich tam prywaciarzy. Coś więcej osiągają ludzie wybitni albo wybitnie cwani. Inaczej to żyją dziwacy. No i po co w ogóle tak się wysilać? Po co się rozglądać? A jak się zgubię? A jak mi się nie uda? My to, wiesz, jesteśmy normalni. Taki już jest ten świat. „Wszyscy tak żyją." Jesteś, gdzie jesteś. Zostań. Nie odchodź.
Marzyć? Można, ale po cichu. No i jaka jest niby różnica między pięknym a wstrząsającym? Dobra można wybierać ze szwedzkiego stołu. Tylko nie pytaj z czego to jest przyrządzone. Etyka? To jest taka dziedzina akademicka. Nudna, zagmatwana i wyjątkowo szkodliwa.

***

Tak trzeba, więc szedł po chodniku. Musiał też, więc skręcił na zakręcie. Los dał mu w życiu takich, którzy dobrze mu radzili, którzy życie znali i nie mieli złudzeń. Bardzo o niego dbali. Długo się trudzili. Patrz tu mur, tam mur. Gdzie? No nie widzisz? Źle patrzysz. Z początku nie widział, lecz wreszcie zobaczył.

Nauczył się i wreszcie ściany stały, gdzie wcześniej były krawężniki. Cegły wypalane były z gorzkich słów, obelg i sarkazmu: Nie zdołasz; Nie doskoczysz; Nawet nie próbuj; I po co ci to było?; To dla twojego dobra; Każdy tak robi; Wszyscy tacy są; Zawsze tak będzie; Niczego nie zmienisz; Nigdy tak nie rób; Wszędzie jest tak samo; Nie szukaj; Nie warto; Tu twoje miejsce; Ty durniu!, Tak było, jest i będzie.

Zaprawa z „tak trzeba" czasem wykruszała się między cegłami i można było spojrzeć przez wąską szczelinę na marzenia po drugiej stronie muru. Wtedy widywał to, na co „szkoda czasu". I śmiał się z tego, co tam widział. I szydził. I klął. I co trzeba było. Nie on, bo kim on jest. I po co w ogóle? Wiadomo przecież, jakie to „wszystko" jest: bezsensu, beznadziejne, zbędne, głupie, niepraktyczne, naiwne, przestarzałe, nienowoczesne. Wiedział. Czasami wahał się. „I co ty sobie myślisz?" „Kim ty jesteś?" „Daj spokój." Dawał.

Nie bądź nadgorliwy. Sam zobacz, jak ty wyglądasz. Nic wielkiego. Za dużo wymagasz. Trochę popracujesz, w weekend odpoczniesz, zabalujesz, upijesz się, zatańczysz, poderwiesz kogoś. Nie stawiaj sobie zbyt wysoko poprzeczki. No czego ty jeszcze chcesz?

I pamiętaj. Unikaj rozczarowań. Nie próbuj zdobywać murów. Są dla wielkoludów. Dla nas ubaw, śmiech pusty, szaleństwa, słabostki. My ci dobrze radzimy. Z miłości to, przyjaźni, troski i sympatii. Dla twojego dobra. (Żeby i nam było dobrze z tym co sami mamy. Żebyś nie kłuł w oczy. Żebyś nie twierdził, że można inaczej. Żebyśmy nie poczuli, że coś nam jednak umknęło. Żebyś nam nie mówił swoim życiem, żeśmy własne zmarnowali. Tak niewiele chcemy. Zrób to dla nas.) Uspokój się wreszcie, zgrzeczniej, spokorniej. Do szeregu wróć. Nie wychylaj się. Będzie dobrze.