Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Konstanty Balmont (1867-1942), przeł. Andrzej Lewandowski

    Czeremcha

    Tak nas czeremchy wonią odurzył ranek ten,
    Że zapomniawszy o nim, znów zapadliśmy w sen.

    I ranek nam się zmienił w wiele bezbrzeżnych mórz,
    W morza płynących chmurek, krzewów i wonnych róż.

    Drzewa, trawy i kwiaty nam wypełniły sny;
    Morza kwiatów, kolorów, miłość i ja i ty.

    Ująwszy się za ręce, do twarzy tuląc twarz,
    Z zielonej trawy szczęściem sen złączyliśmy nasz.

    Słońce swe blaski słało z błękitnych niebios tła,
    Było niedowierzanie, zachwyt –i ty i ja.

    W nas wieczność panowała i w nas czas krótki był;
    I jasny ów poranek jedynie dla nas lśnił.

    Jak dwie wiosenne zjawy byliśmy wtedy my –
    Czeremchy zapachami podpowiedziane sny.

     

    Czytelnik dusz

    Dusz ludzkich czytelniku, co w nich wyczytałeś?
    Hymny na cześć miłości, piękno utrwalone?
    O nie! Bardzo zniszczone, zatarte, spłowiałe
    Są w dusz człowieczych księgach karty niezliczone.

    Mozolnie i z uwagą narzecza nieznane,
    Zgłębiałem śledząc pilnie pożółkłe stronice
    Wierząc, że w każdym słowie są tam zapisane
    Jakieś niespodziewanie wielkie tajemnice.

    Zrodziłem się by czytać i na złudne znaki
    Na wpół oślepłych oczu wcale mi nie szkoda.
    Ja pragnę wysp, ja kocham niejasne majaki,
    Lecz mało ich i gorzka w ludzkich duszach woda.

    Czasem, kiedy mnie znuży wędrówka codzienna,
    Zachodzę do książnicy jak gość przypadkowy.
    Przed duszą ludzką staję jak zjawa bezsenna,
    By z nią pełne wyrzutów prowadzić rozmowy.

    Czemu blade, nieśmiałe jesteście dążenia?
    Czemu wy, sny człowiecze, jesteście ubogie?
    Ja czasem waszego chcę unicestwienia,
    W imieniu tych pól, świeżym będących odłogiem.

    Czy nie dlatego właśnie, z utajonym wstydem,
    Wolna przyroda potop na świat sprowadziła?
     Pałając gniewem, starła z ziemi Atlantydę
    I słusznie kres powrotom wszelkim położyła.

    Nie pora na powroty. Dni nam uciekają.

    Przyroda na nas czyha, na poranki czeka.
    Przeszłość rzućmy do ognia, z chwil wianek splatając
    Zacznijmy naszą wiosnę. Zaraz! Na cóż zwlekać!

     

    Muzyka

    Kiedy prawa dłoń z lewą zgodnie pójdą w tany
    I dźwięki wyczarują z dwubarwnych klawiszy,
    Kiedy smutek jest rosą gwiaździstą zbryzgany
    I dzwonki się rozmarzą wśród porannej ciszy –

    O jakże świętą jesteś, jak od nas odmienną,
    Niby słoneczny promień w rannych mgieł tumanach.
    Ty głosem serca jesteś, listków pieśnią senną,
    Urzekasz jak idąca przez śpiący las Diana.

    Jednej struny najbardziej słychać w tobie drżenie,:
    Jak cichy płacz Chopina, Schumanna marzenia.
    Tyś szaleństwem księżyca, tyś jest jego lśnieniem!
    Falą, która się wznosi, lecz w pianę się zmienia.

                                                      Z rosyjskiego przełożył Andrzej Lewandowski

    Również tego autora