Stefan Pastuszewski - Nie podsumowane rocznice

Dęte obchody rocznicy wyborów parlamentarnych 4 czerwca 1989 roku, które dla wielu są datą odzyskania przez Polskę pełnej suwerenności zbiegły się z wyborami do Parlamentu Europejskiego oraz dziesiątą rocznicą akcesji do Unii Europejskiej w 2004 roku. Pojawiły się więc natychmiast propagandowe opinie na temat wielkiego sukcesu jaki odniosła Polska przez te dwadzieścia pięć lat. Czy rzeczywiście był to sukces, czy tylko postęp w niektórych tylko dziedzinach, okupiony natomiast stratami w innych?
Wraz z rozpadem obozu socjalistycznego na nasz teren natychmiast wdarły się korporacje brutalnego kapitalizmu za zasłoną dymną poprawy warunków bytu, a w istocie nieokiełznanego konsumpcjonizmu oraz demokracji, a w istocie zwartych struktur politycznych działających pod dyktando finansjery, która rzuciła się na polskie banki. Dławiąca się nadprodukcją, w tym również środków płatniczych, Europa zachodnia z Niemcami na czele zwęszyła swój interes poprzez znalezienie nowego terenu działania, a w istocie nowej sfery wyzysku. Ów wyzysk to przede wszystkim zniszczenie polskiego przemysłu po to, aby zachodnioeuropejski przemysł miał gdzie eksportować oraz aby pozyskać dla siebie tanią siłę roboczą. Zaordynowana jako styl życia konsumpcja, wsparta wielkimi, a więc bardzo efektywnymi ekonomicznie sieciami handlowymi, raz że zagwarantowała zachodnim Europejczykom zbyt, często – jak się później okazało -  podtrutych towarów żywnościowych, dwa – oszołomiła polskie masy, aby znów nie wygłupiły się z wolnością i sprawiedliwością. Wolność, równość i sprawiedliwość są, ale do nabycia poprzez pieniądz. Humanitarnie i bezkrwawo. A najlepsza jest przecież tzw. mała wolność poprzez możliwość wyboru różnych towarów i usług.
Nie ulega wątpliwości, że przez tych 25 lat nastąpiła znaczna poprawa infrastruktury, w tym głównie komunalnej, wpłynęły nowe technologie (wraz z nieokiełznaną konsumpcją określonego typu aparatów elektronicznych), poprawiło się zaopatrzenie w artykuły bytowe aż do przelewania się czyli marnotrawstwu nadwyżek. Z demokracji, jedynie na dobrą ocenę zasługują samorządy lokalne, choć i tak wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast nie są już demokratyczne, gdyż, aby je wygrać trzeba mieć niemałą kasę, a ta dostępna jest tylko nielicznym. Parlament i rząd w zasadzie pozostają nie tylko poza demokratyczną kontrolą społeczeństwa, ale znajdują się w rękach finansjery, do której zaliczają się także kierownictwa wielkich partii. Scena polityczna poprzez wmówienie masom dobroci systemu dwupartyjnego została zabetonowana. Pogłębia to zjawisko rozwarstwienia społecznego, bowiem dzięki Zachodowi i UE  mamy u siebie nie tylko sporą warstwę biedy życiowej, ale i społecznej, środowiskowej, mentalnościowej. Coraz więcej osób nie ma co do garnka włożyć i coraz więcej osób nie wie co się wokół nich dzieje, nie mówiąc już o możliwości wpływu na swoją i narodu swego sytuację. Swobodny przepływ obywateli między państwami jest bez wątpienia aktem wolności, demokracji i równego traktowania. Tylko, że za tymi wartościami również stoi interes bogatych. Oprócz turystyki i wyjazdów badawczo-studyjnych przepływ ten to przede wszystkim emigracja zarobkowa. Wprawdzie emigrant taki, pracujący zazwyczaj w zawodach brudnych i uciążliwych, upokorzenie swoje niweluje nominalnie wyższymi zarobkami niż w kraju swego pochodzenia, to jednak efekty jego pracy wzbogacają kraj emigracji. Czy są to domy, drogi, zakłady przemysłowe, czy produkty – wszystko to służy innym, bogaci już bogatych. Widać to wyraźnie po gospodarce Niemiec opartej na eksporcie do reszty UE. Widać to także po Mołdawii, kraju wprawdzie nie unijnym, ale włączonym w orbity UE, w którym większą część dochodu narodowego wytwarzają mołdawscy gastarbeiterzy, ale w którego miastach, w blokowiskach mieszkalnych stawia się kozy z wylotem komina przez okno i w których to kozach pali się łętami kukurydzianymi. W Polsce do tego jeszcze nie doszło, ale coraz więcej gospodarstw domowych pali już wszystkim.
Bydgoski historyk myśli społecznej Andrzej Szahaj mówi, że skala społecznych nierówności jest zbyt wielka, za duże bezrobocie, za dużo pracujących „biednych, czyli tych, którzy zarabiają za mało, aby zaspokoić podstawowe potrzeby życiowe, zbyt wielu ludzi jest zawiedzonych (…) Głównymi beneficjentami przemian stała się Warszawa, która dokonała wielkiego skoku i może jeszcze kilka innych dużych miast (…) Bardzo mocno została zachwiana równowaga między kapitałem a pracą, na rzecz tego pierwszego." (Przemysław Łuczak, Andrzej Szahaj, Reformy nie muszą boleć aż tak; „Express Bydgoski" 2014, nr 124, s. 13). Równocześnie jednak ów naukowiec, jak to zwykle w naukach społecznych bywa, wycofuje się trochę rakiem: „Nie bądźmy naiwni, system kapitalistyczny niesie za sobą bardzo poważne nierówności i napięcia społeczne, zdecydowanie nie wszyscy w nim wygrywają."
Dobrze więc byłoby, aby nauka wyliczyła a jest to przecież w stanie wyliczyć, w jakim procencie ów infrastrukturalno-konsumpcyjny sukces 25 (10) – lecia osiągnięty został przez ów naturalny, choć w tym przypadku miękki, zakamuflowany, kapitalistyczny wyzysk i system nierówności a na ile poprzez nowoczesne i efektywne technologie produkcyjno – usługowe oraz sprawniejsze systemy organizacyjne, w tym prawne, bowiem takie też z Zachodu do nas przyszły i pomogły zrzucić nam socjalistyczny gorset. Należałoby też sprawdzić długoterminową prognozę efektów kumulacji w jednej tylko części Europy kapitału, sił wytwórczych i sprawnej, choć wieloetnicznej ludności.
Kapitalizm w wielkim worku unijnym rządzi się bowiem tymi samymi prawami, a więc prawem wyzysku i nierówności, tylko że w tym worku ma miejsce dodatkowo wyzysk jednych państw i narodów przez drugie oraz podział na państwa oraz narody lepsze i gorsze (stara i nowa Unia). Relacje te można w miarę dokładnie zbadać i wyliczyć ich skutki, nawet gdy uwzględni się fakt, że w wielu przypadkach mamy do czynienia z kapitałem internacjonalnym.
Wtedy to weryfikacji poddana zostaje, coraz głośniej wygłaszana teza o upadłym państwie polskim prezentującym się jak żebrak wyciągający łapę po dotacje, które trwoni natychmiast, skazując swoich młodych ludzi na upokorzenie oraz, że poza konsumpcją na kredyt przynależność do UE wcale nie umocniła tego państwa, a wręcz je osłabiła (Krystyna Grzybowska, Emigracja zarobkowa to upodlenie; „W Sieci" 2014, nr 8, s. 92-93).

Również tego autora