Małgorzata Wojciechowicz - Oleśmianie śmierci

Słowa jak ulgowy bilet do nieśmiertelności. Motywy cmentarnych zadumań nad przemijaniem tego, co ludzkie wywodzą się z romantycznej „poezji grobów" i z wierszy Bolesława Leśmiana. Jego świat da się wyjaśnić tylko przy pomocy pojęć relatywistycznych. Ideologia zaś wywodzi się nie tyle z filozofii Bergsona, na którą poeta świadomie się powoływał, co zawiera zapowiedź egzystencjalizmu. Podejmując romantyczną postawę bezpośredniego doświadczenia, w czym Bergson pomógł, ale też nie należy tego ustawiać w płaszczyźnie "wpływologicznej", był on tylko jednym z czynników całej „negacji", musiał z kolei odkłamać zbyt dosłownie pojętą „malarskość". Stąd charakterystyczna zmiana metaforyki. Zmiana, która jawi się jako jeszcze jedno potwierdzenie faktu, że w poezji Leśmiana na jej planie pierwszym jest manifestowana poznawcza postawa wobec świata. Podmiot liryczny kreowany w wierszach, jest ukształtowany wedle wzorca „człowieka poznającego" rzeczywistość w nich kreowaną a pewne zużytkowania języka w tej poezji są wystylizowane wedle obyczajów użytkownika języka w procesie który ma służyć poznaniu świata. Poznanie świata to także ośmielanie śmierci, obłaskawianie jej i oswajanie.

Takie przyglądanie się Leśmianowym śmierciom, które „chodzą po słonecznej stronie trzymając się wzajem za dłonie" nie budzi obaw, lęku przed tragicznością przemijania. Zastosowanie kontrastu, zestawienie mroku ze słoneczną, jasną stroną to zabieg iście sceniczny, podpowiedź dla scenografów jak didaskalia dla aktora. Taka gra na kontrze jest zawsze intrygująca, a przez to ciekawa, bo podtekst ożywia słowo. Oksymoron śmierci, która trzyma się za dłonie, jest dobra, wręcz przyjazna, taka której chce się zajrzeć prosto w oczy, bez strachu. To jest ośmielanie Leśmianem śmierci, czyli oleśmianie właśnie, człowieka z tym, co nieuniknione, co nieuchronnie nastąpi, tylko jest rozłożone w czasie. A zatem ośmielać, znaczy nadać twarz, nazwać, bo tylko to, co nienazwane napawa nas lękiem.

Malarz Bolesław zadbał, by na swej cmentarnej palecie barw nie zabrakło kolorów jakże nieadekwatnych do szarości i czerni smutnej nekropoli, i jako gospodarz zaprosił czytelnika do „karczmy", która stoi „między niebem a piekłem, gdzie widma umarłych opojów święcą tryumf swych szałów pijackich" a „nieboszczyk Madaleński  prowadzi mazura". Oj, wesoło w tej karczmie, zatem hulajdusza, strachu nie ma! Taką wizję uśmiechniętej śmierci można zobaczyć w malarstwie Jacka Malczewskiego, niemalże zobrazowaną, jakby wyszła wprost z leśmianowych wierszy Pani z kosą, urocza kosiarka, na obecność której starzec cieszy się i ze spokojem wyczekanym, pokornie poddaje się dłoni zamykającej na zawsze jego zmęczone już oczy (obraz „śmierć" J. Malczewski) To mistyczne spotkanie człowieka ze śmiercią u Malczewskiego jak i u Leśmiana, nie straszy końcem życia, jest jego zwieńczeniem, spełnieniem, nagrodą odbieraną z rąk tej, która wreszcie przychodzi. Staruszek uśmiecha się i z ufnością przyjmuje dar śmierci tak pięknie opisywany w zakątku cmentarza. W obrazach ostateczność, koniec jest w jasnych, pełnych życia barwach, które znajdują swe odbicie w pełnych radości słowach nadziei i zabawy aż od kresu po bezkres. Nie ma właściwie wydzielonej granicy życia i śmierci, gdyż te dwa światy przenikają się po prostu, zmieniają tylko życie w inne życie które nadal trwa i nigdy się nie kończy. To bardzo optymistyczna prognoza dla wszystkich załamanych, konających ze strachu przed odejściem do wieczności, żegnających się z przyjemnościami ziemskiego bytu, bo oto tworzy się nowy, inny byt otwierający bramę do raju.  Po co zatem „dwojgu ludzieńkom" powracać na ziemię, skoro już nie ma świata, gdyż jest on wieczny i jest wszędzie, wystarczy tylko umrzeć. Nawet powtórnie umierać warto, bo „słodka jest taka żałoba". Nawet Innamorati, czyli kochankowie muszą być razem po śmierci, połączyć się na zawsze, gdyż jedno bez drugiego żyć nie może tam, gdzie „kwiatom straszno różowieć". Kochanka zatem musi być  martwa, „by kochankowi całym swym ciałem dać tę jedyną odpowiedź". Powrót do pierwotnego amorficznego stadium, a więc śmierć, wiąże się z miłosnym upojeniem.

To poezja, która chce wiernie utrwalić obraz niepowrotnie mijającej rzeczywistości, mijającej w czasie. Obraz i czas – to dwa naczelnie nierozłączne komponenty liryki Leśmiana, dzięki którym świat miał w niej znaleźć swoje wierne odbicie, aby liryka ta miała do kształtu świata przylgnąć tak wiernie jak gipsowa maska, by po jego śmierci kształt ten zachować. Najlepszą definicją twórczości jest określenie wysnute przez samego poetę z ironicznego Pejzażu współczesnego:" świata pośmiertna w głębi jezior maska". I pamięć....zatrzymana w kadrze życia najlepsza chwila, by o zmarłych pamiętać, ponieważ oni też wspominają w cmentarza zakątkach dawne miłości, uniesienia i trwają i są. O Leśmianie też warto pamiętać, powracać do niego, rozkoszując się rytmicznością nowych słów, malować obrazy jego słowami, stwarzać piękniejszy świat, gdzie nic nie boli i nie ma lęków. Gdzie „śmierć jest pamiętną i drogą" ma twarz „twej matki, co w chacie uśmiechnięta czeka teraz na cię".