Fiodor Tiutczew - (1803 – 1873)

 ***
W nieruchomej, dusznej ciszy,
Niosącej zapowiedź burzy,
Bardziej grę świerszcza się słyszy
I czuje aromat róży…

Popatrz! Chmura nadleciała,
Grzmot przetoczył się z łoskotem
I nieboskłon opasała
Błyskawica szybkim lotem.

Jakby nagle pośród znoju
Nadmiar życia się rozlewał,
Strugą boskiego napoju
W żyłach płonął i omdlewał.


Dziewczę, jakież to zmartwienie
Młode serce niepokoi?
Co zasmuca mrocznym cieniem
Blask wilgotny oczu twoich?

Czemu bledną i znikają
Z twoich świeżych lic rumieńce?
Jakie myśli cię nękają
I palą usta dziewczęce…

Przez zasłonę rzęs zalśniły
W twoich oczach dwie łzy duże…
Czy to krople deszczu były
Zwiastujące bliską burzę?...
(1936)

                  
                    ***
Pamiętam wciąż chwile złociste,
Pamiętam miły sercu świat.
Byliśmy sami. Na pieniste
Fale Dunaju zmierzch się kładł.

I na pagórku, gdzie bielały
Ruiny zamku pośród ćmy,
Oparta o granit omszały,
Niby boginka stałaś ty.

Twe młode stopy dotykały
Odłamków pokruszonych skał;
Ostatnie zorze dogasały,
Dzień tobie pożegnanie słał.

Wieczorny wietrzyk mimochodem
Igrał z fałdami twoich szat
I strącał na ramiona młode
Dzikiej jabłoni biały kwiat.

Beztrosko w dal się wpatrywałaś…
Skraj nieba ginął w szarej mgle
I rzeka cichutko śpiewała
W dole odwieczne pieśni swe.

Radośnie śmiejąc się do niego
Żegnałaś ów szczęśliwy dzień –
I słodko, życia ulotnego
Przemykał się nad nami cień.
(1836)

                
                     ***
Dzień gaśnie, bliskie nocy mroki,
Coraz dłuższy pagórka cień,
Bledną na niebiosach obłoki…
Już późno jest; dogasa dzień.

Nie straszna dla mnie jest noc ciemna
I przemijanie dnia też nie;
Jedynie ty, zjawo tajemna,
Chciej nie opuszczać jeszcze mnie!

Jak skrzydłem otocz mnie ramieniem,
Uciszyć drżenie serca chciej;
Błogosławione będą cienie
Dla zachwyconej duszy mej.

Tyś z ziemi czy z nieba? Niestety,
Próżno – kim jesteś? – pytam ja.
Może aniołem, co kobiety
Namiętną duszę w sobie ma.
(1851)

                  
                     ***
Jaśnieje słońce, woda śpiewa,
Wszędzie jest uśmiech, wszędzie życie,
Wesoło tez szeleszczą drzewa
Kąpiące się w niebios błękicie.

Śpiewają drzewa, błyszczą wody,
Zewsząd powietrze tchnie miłością
I świat kwitnący, świat przyrody
Upaja się swą obfitością.

Nic w tym nadmiarze upojenia
Bardziej mnie szczęściem nie obdarzy,
Niż jeden uśmiech rozczulenia
Na twojej umęczonej twarzy…
(1852)

W wigilię rocznicy 4 sierpnia 1864 roku
Oto wędruję szlakiem wielkiej drogi,
Wśród cichych blasków gasnącego dnia…
Bardzo mi ciężko, omdlewają nogi…
Czy ty mnie widzisz, ukochana ma?

Dzień się ku swemu końcowi już chyli –
Ostatnie blaski nikną w nocnej ćmie…
Oto świat, w którym myśmy razem żyli;
O mój aniele, czy ty widzisz mnie?

Jutro czas modlitw, czas na wspominanie
Strasznej godziny w tym fatalnym dniu…
Gdziekolwiek dusza twoja ma mieszkanie,
Aniele jasny, czy mnie widzisz tu?
(1865)

                   ***
I znowu jak w latach minionych,
Kiedy ja byłem jeszcze żywy,
Stoję na brzegu zamyślony,
Patrząc na Newy nurt leniwy.

W błękitach iskry gwiazd nie płoną,
Zewsząd urokiem cichym wionie
I księżyc poświatę zamgloną
Zsyła na zadumane tonie.

Czy ja to tylko we śnie roję,
Czy znów mam noc tę przed oczami,
Gdy żywi byliśmy oboje
I ten sam księżyc był nad nami?

(1868)
 
                 Z rosyjskiego przełożył
                 Andrzej Lewandowski             


 

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org