Ewa Hatała - JANUSZEK

 Januszek czuł się dotkliwie skrzywdzony przez własnych rodziców. Uparcie twierdził, że  był nieplanowanym owocem młodzieńczych porywów miłości i właśnie dlatego cierpiał kolejne zniewagi bolesne jak ciosy zadawane w klatkę piersiową. Wyliczał przy popołudniowej mrożonej kawce swoje życiowe nieszczęścia i wychodziła z tego przedsięwzięcia pokaźna, depresyjna lista. Po pierwsze to okropne, ciążące nad nim tak uparcie, małomiasteczkowe pochodzenie,  po drugie imię, którego nawet nie dało się przetłumaczyć na angielski,  a po trzecie ta cała reszta, której za nic w świecie nie był w stanie zdefiniować. I to wszystko na barki jednego tylko istnienia.
    Januszek lubił myśleć, że jest żołnierzem walczącym o wolność jednostki, dlatego z niebywałą odwagą i bez chwili zawahania, w każdą niedzielę przeprowadzał niezwykle niebezpieczną prowokację ryzykując przy tym swoje cenne życie.

    -Jestem gejem! – krzyczał przeżuwając kotleta.
Matka czyniła znak krzyża w celach profilaktycznych, a ojciec nie przerywał absorbującej konsumpcji. Wtedy Januszek musiał przypominać sobie jedną druzgocącą prawdę: jego prowokacje już dawno straciły niebezpieczny odcień, bo rodzice przyzwyczaili się do tych nagłych, zupełnie nieoczekiwanych zwierzeń, które szybko stały się przewidywalne i zaplanowane. Mało tego, gdyby słowa „jestem gejem" nie zostały wypowiedziane, istniało duże prawdopodobieństwo, że matka z ojcem całą niedzielę krzątaliby się smutno po domu mając wrażenie, że wisi nad nimi jakaś niezałatwiona sprawa.
Niedzielne zwierzenia -chociaż Januszek bardzo, bardzo się tego wstydził- mogły pozostać jedynie prowokacją, próbą dialogu, aktem odwagi, ale z całą pewnością nie miały nic wspólnego z prawdą. Jego orientacja seksualna, tak  strasznie, przerażająco  hetero, nie rokowała najlepiej – chłopak dalej wpatrywał się tęsknię w blond sąsiadkę, nie żywiąc przy tym nic prócz nienawiści do jej przystojnego narzeczonego.
Frustracja i złość napełniały Januszka każdego dnia, bowiem cały jego kipiący potencjał „światowca" marnował się w niewdzięcznej mieścinie. Żywiąc ogromną urazę do życia, domu, rodziny i w ogóle do wszystkiego, Januszek poczuł, że oto moment, aby coś zmienić. Nie wiedział dokładnie co to miałoby oznaczać, ale to „nowe" miało wejść z impetem, w sposób niebywale spektakularny. Pomyślał, że każdą zwłokę w działaniu może przypłacić życiem-przecież czuł, że dotychczasowa sytuacja zwyczajnie go dusi!
Poszedł do swojego małego pokoju i wzrokiem ogarnął cały dobytek życia. Stos kolorowych magazynów, dziwnych ubrań wygrzebanych gdzieś ze strychu i w sumie niewiele więcej. W januszkowej głowie pojawił się pomysł, który swą prostotą zdziwiłby każdego. A gdyby to wszystko spakować i wyjechać tam gdzie życie czeka, tam gdzie go docenią? Pojechać pierwszym pociągiem do Edenu, do ziemi obfitości i wolności artystycznej- do Warszawy. Wyglądać modnie, spacerować po ulicach, pić kawę ze śmietanką  i czerwone wino, chadzać na spotkania koła dyskusyjnego i kontemplować ciężką egzystencję samotnego człowieka w wielkim mieście. Czy to możliwe, że można za to żyć, czy to możliwe, że za to płacą?
„E tam, jeszcze aż tak się nie duszę"- pomyślał.

    
 

Również tego autora