Michał Kurkowski - „Ja"

Wokół Brzydkiego kaczątka Hansa Christiana Andersena

1. Wstęp

    W epoce nowoczesnej rozpoczął się proces unieważniania istniejącej dotąd hierarchii społecznej. Jednostkę zwolniono w ten sposób z odgórnie przypisanej roli, a wraz z tym zjawiskiem jej tożsamość została rozbita na szereg tożsamości sytuacyjnych, którym pozornie może być brak wewnętrznej, spajającej osi „ja" . Każdego z nas postawiono więc przed faktem konieczności wyboru stylu życia, a więc samego siebie, jednak nie ujmowanego w sposób całościowy. Wraz z tą koniecznością określenia, ale i osiągnięciem ostatecznego konsensu, człowiek zrozumiał, że w zmieniającej się rzeczywistości musi nauczyć się obrony swojego - mimo wszystko - pokawałkowanego statusu . Wydaje mi się, że dziecko może odczuwać świat właśnie jako taki fragmentaryczny, a jednak, w pewnym sensie, zrozumiałym tylko dla niego, pełny. Pokawałkowane, nieuporządkowane i nieusankcjonowane odgórnie „ja" pozwala na zbudowanie osobowości, której spójność będzie widoczna tylko od wewnątrz, co więcej, może ona łączyć w sobie elementy powszechnie uważane za sprzeczne. Dziecko powinno być więc tak stymulowane, aby odsłaniały się przed nim kolejne, coraz większe możliwości. Rolą rodzica zaś jest umiejętne ukierunkowanie i wykształcenie w dziecku odpowiednich mechanizmów do dokonywania jak najlepszych wyborów.
    Co jeśli dziecko dostrzega możliwości (a przecież każde dziecko je dostrzega), ale rodzic nie zdoła w nim wykształcić tych mechanizmów? Jednostka taka może zacząć podążać w bardzo niebezpiecznym kierunku, pogrążać się w chaosie, co ostatecznie spowoduje dla niej opłakane skutki, a przecież dojrzewa do tego, by stać się jednym ze społecznych ogniw. Atom, przejawiający niechciane zachowania, zostaje często z góry odrzucony przez pozostałe elementy wiążące, a przecież zgodnie z tym, co Michel Morineau mówi o la doucer d’etre inclu: pragnienie przynależności to pierwotne pragnienie bycia akceptowanym oraz pewności posiadania sojuszników na wypadek wykluczenia w innym środowisku . Wykluczenie nie zaprzecza jednak dalszemu pragnieniu tożsamości, a często pragnienie to prowokuje do jeszcze aktywniejszego poszukiwania celu i zadania . Być może nie byłoby pogrążenie się w chaosie (i ostateczne pogrążenie się w chaosie) nieuchronnym następstwem braku odpowiednio wytworzonych mechanizmów, lecz także czasem rozwój społeczny przypisać możemy takim odrzuconym osobowościom.
    Taką osobowością może być artysta, który w zupełnie inny sposób chce ukazać świat, tym samym otwierając nową epokę dla swojej dziedziny. Kimś takim może być naukowiec, dokonujący przełomowego odkrycia wbrew wszelkim utartym schematom prowadzenia badań. Czymś takim mogą być ogólnie niechciane, lub nieakceptowane zjawiska społeczne, które po odniesieniu ostatecznego zwycięstwa okazują się zbawienne dla całego organizmu. Ilu śmierci można by uniknąć? Ilu kłótniom można by zapobiec? Istnieje jednak i inne niebezpieczeństwo, którego rozwój chyba obecnie obserwujemy. Pewne grupy same sobie przypisują te role, wyznaczających nowe trasy w zdobywaniu szczytu ludzkich możliwości, a ich działania, zwłaszcza zaś zaprzeczanie racji ich działań, spotyka się z zarzutem o wstecznictwo. Nie zawsze i nie wszystko jest odkrywcze i potrzebne, a każdy nowatorski ruch powinien być dogłębnie przeanalizowany i dogłębnie przeanalizowane powinno być jego przeprowadzenie, zwłaszcza zaś w takim społeczeństwie, o którym już od dawna mówi się jako globalnym, opartym na przepływie informacji. Poprzeczka może być tylko podnoszona, nikt nie chce jej obniżać.

    Przyznaję, że tego rodzaju wstęp do analizy baśni nie jest za pewne podparty jakąkolwiek i jakkolwiek rozumianą tradycją, jednak temat, jaki Hans Christian Andersen podejmuje nie tylko w Brzydkim kaczątku, lecz także w niemalże całej swojej twórczości, z łatwością uzasadnia taki początek dla moich rozważań. Tożsamość już ze swojej definicji nie może być przypisana żadnemu konkretnemu kierunkowi i występuje w tych wszystkich naukach, w których przedmiotem zainteresowania jest człowiek , a więc wszędzie tam, gdzie człowiek się zastanawia nad sobą. Baśń to opowieść inicjacyjna, która w formie obrazów symbolicznych ukazuje trudności i kryzysy, i niebezpieczeństwa związane z przechodzeniem do dojrzalszych form życia, a więc kształtowania osobowości. W każdej kolejnej formie jest widoczna ta, która ją poprzedza, a człowiek, co wysnuć można już na podstawie dzieła O duszy Arystotelesa, jest tym, czym jest jako potencja . W myśl teorii Eriksona tożsamość wskazuje z jednej strony na stosunek podmiotu do samego siebie, ale z drugiej strony określa także stosunek podmiotu do środowiska społecznego . Dla Andersena oba te aspekty, zarówno ja wobec siebie, jak i ja wobec innych stanowiły najważniejszy problem.
    Tytułem wstępu chciałbym jeszcze zaznaczyć, co nie jest równoznaczne z uznaniem poniższej pracy za nieudaną, a jedynie pozwala mi podkreślić złożoność twórczości artysty i samego utworu, którym będę się zajmował, że w bardzo niewielkim stopniu zdołałem podołać zadaniu wyznaczonemu sobie, gdy podejmowałem się tego tematu. Uważam, że przede wszystkim to brak odpowiednich środków wyrazu, a więc i odpowiednio rozległej wiedzy merytorycznej nie pozwoliły mi na dostateczne zaspokojenie swoich wymagań. Boleję zwłaszcza nad  brakiem całościowego ujęcia od strony psychologii głębi oraz pominięciem kontekstu Brzydkiego kaczątka na tle dorobku pisarza. Myślę, że ciekawe byłoby odczytanie baśni tylko pod kątem wewnętrznej podróży człowieka i ukazanie całej gamy archetypów, z których utkany jest dramat dojrzewania do roli łabędzia.

1.Hans Christian Andersen – artysta i człowiek

Hans Christian Andersen uważany jest za najwybitniejszego twórcę baśni. To pierwszy, lub jeden z pierwszych, którzy inaczej, niż słynni bracia Grimm, spisywali swoje autorskie wizje bajek i chyba jedyny, którego opowieści tak głęboko wpisały się w tradycję tego gatunku. Nie tyle jednak, że wzbogacił światowy kanon, lecz także zdołał w niego wpisać swoją prywatną mitologię – niewątpliwie bowiem w kolejnych historiach tego Duńczyka z łatwością odnajdziemy wiele biograficznych wątków oraz echa tych jego problemów, z którymi zmagał się w trakcie swojego życia. Do nich należą choćby kompleksy związane z pochodzeniem – syn niepiśmiennej praczki i szewca, którego ojciec zachorował psychicznie, czy bardziej banalne, ale nie mniej dotkliwe poczucie własnej brzydoty. Wiliam Bloch pisał o nim:

Ramiona i nogi miał nieproporcjonalnie długie i chude, dłonie szerokie i płaskie, a stopy tak gigantyczne, że z pewnością nikt nigdy nie próbowałby mu ukraść butów.

Przy całym braku urody, współcześni podkreślają jego wewnętrzne piękno, które emanowało z wysokiego, otwartego czoła i wyjątkowego wykroju ust.  
Oba wymienione napięcia były dla niego tak istotne i bolesne, że wydają się najważniejszymi dla początkowego, wewnętrznego rozwoju, a także to właśnie one prawdopodobnie wywołały tym silniejszą potrzebę wyrwania się ze środowiska, a później samookreślenia. W miarę rozwoju osobistego Andersen zaczął również tworzyć coś, co można by nazwać baśnią życia (notabene tytuł jego autobiografii brzmi: Baśń mojego życia (1846)) a nawet napisał: Historia mego życia to piękna, pełna wydarzeń, szczęśliwa baśń.  Uważał się za jej bohatera. I trudno się dziwić. Tak oto ten brzydal, urodzony w 1805 roku w duńskiej mieścinie Lund, w połowie swojego życia przyjaźnił się z takimi ludźmi jak Franz Liszt, Bertel Thorvaldsen, czy Wielki Książę Saksonii Karl Alexander August Johann, przebywał na europejskich dworach, odbywał nieskończone ilości podróży, był uwielbiany przez współczesnych. Jednym słowem – żył życiem światowca:

Łzy napłynęły mi do oczu; pomyślałem, że mnie, syna ubogiego szewca i praczki, całował siostrzeniec cara Rosji.

Zanim jednak zdołał osiągnąć ten status, zanim mógł zostać umieszczonym pośród najwybitniejszych artystów swoich czasów, musiał pokonać drogę tak trudną, że wielu z pewnością uznałoby za niemożliwe przejść ją bez szwanku. I jest prawdą, że pozostawiła na jego psychice bardzo dotkliwe ślady, a wynikające z tego komplikacje znajdują swoje odbicie w kolejnych opowieściach. W ten sposób jednak jego doświadczenia stają się udziałem innych i nabierają uniwersalnego charakteru.
Na konieczność określenia samego siebie i to w już bardzo wczesnym wieku, determinujący wpływ miały również śmierć ojca (pisarz miał wtedy dwanaście lat), a także rozpoczęcie samotnego życia w wieku zaledwie czternastu (o tym, jak ważne było to wydarzenie, świadczyć może fakt, że przez całe życie świętował rocznicę swojego przyjazdu, która przypadała 5 września). Zupełnie nowe i pełne niebezpieczeństw miejsce – stolica Danii dla chłopca z małego miasteczka – zmusiło go do poszukiwania przystani, czegoś, co można określić jako substytut domu. Stało to niestety w pewnej kontrze do jego natury, która zdolna była realizować się tylko w stanie absolutnej wolności. Z jednej więc strony pragnął bezpieczeństwa wśród i pełni wobec ludzi, z drugiej jednak pamiętał o swoim rzeczywistym pochodzeniu (traktował je jako skazę), lecz także kultywował wewnętrzny mit własnej wyjątkowości (zaszczepiła go babcia, opowiadając o szlacheckim pochodzeniu). Problem przynależności i brak tożsamości oraz przyjmowanie kolejnych ról (z których każda w jakiś sposób ze sobą korespondowała) ujawnia się najpełniej w opowieści pt. Cień (1846):

Profesor zrobił ze mnie profesora, krawiec uszył mi nowe ubranie, jestem teraz zaopatrzony; menniczy wybił dla mnie monety, a kobiety mówiły, że jestem piękny. I takim to sposobem stałem się tym, kim jestem dzisiaj.
Ale również  w opublikowanej w 1926 roku (a więc pół wieku po śmierci) autobiografii Księga życia ukazuje Hans swoje oblicze jako dziecka pozbawionego wzorców, któremu te wzorce usiłowano z zewnątrz narzucić . Mimowolna adaptacja kosztowała go utratę własnego „ja", albo może jeszcze wytrwalsze poszukiwanie tego „ja": Każdy rozwój wynika z konieczności przystosowania się do wymogów zewnętrznych, wywołując tą koniecznością zmiany w aparacie wewnętrznym.  Im silniejsze parcie do bycia akceptowanym i podziwianym, tym większa chęć dostosowania się i tym głębiej spychana zostaje indywidualność: jednostka odcięta od normalnego związku społecznego nie może ujawnić swojej indywidualności.  Nie wolno tu zapominać o roli, jaką normalnie funkcjonująca rodzina odgrywa w procesie socjalizacji, a oderwanie od rodziny, czy zaburzenia w pierwotnym środowisku niewątpliwie wymuszają wytworzenie własnego kodeksu, przeniesienie się do świata wyobraźni lub/oraz poszukiwania coraz odleglejszego wzorca:

Człowiek przychodzi na świat w swojej rodzinie, w swojej ojczyźnie i kulturze. Już jako dziecko słyszy opowieść o kimś, kto był wzorem, nauczycielem i mistrzem. Dlatego odczuwa głęboką tęsknotę, aby stać się takim, jak ten, którego stawia się na piedestale.

W przypadku Andersena kimś takim, mistrzami, zostali artyści i to na nich projektował wewnętrznego siebie. Po lekturze biografii Byrona pisał:

On był taki sam jak ja, łącznie z zamiłowaniem do plotkowania, moja dusza jest tak ambitna jak jego, szczęśliwa tylko wtedy, gdy wszyscy ją podziwiają, wiary w siebie potrafi pozbawić mnie najmniej znacząca osoba, jeśli nie okazuje mi podziwu.

W innym liście pojawiają się znamienne słowa: Urodziłem się, by być poetą.  Jednak już od najwcześniejszych prób chciano pozbawić go tych niedorzecznych marzeń (jeden z protektorów zakazał mu nawet pisania opowiadań) i za wszelką cenę lepiono z tego chłopca praworządnego i przydatnego członka mieszczańskiej społeczności. To tylko pogłębiło problem wyboru pomiędzy poczuciem bycia naznaczonym piętnem talentu i chęcią realizacji jego, a podkreślanym już przeze mnie usilnym dostosowywaniem się do środowiska. Problem ten Jung określiłby ambiwalencją natury artysty rozdartego pomiędzy sobą – swoim człowieczeństwem, a sobą – swoją sztuką. Sztuka jednak zawsze musi wygrać, ponieważ jako przejaw aktywnego ducha, jest istotą uskrzydloną i niespokojną, (…) zagrzewającą i inspirującą.  To właśnie w duszy rozgrywa się prawdziwy dramat i to ona pcha człowieka do ciągłego rozwoju.
    Na tle, które powyżej nakreśliłem, Brzydkie kaczątko (1843) nie dziwi swoją treścią, do której omówienia powoli się zbliżam, a sądzę również, że fakt tak częstego pojawiania się problemu wykluczenia i zwalczania przeciwieństw w twórczości Duńczyka (podobnymi opowieściami są chociażby Dzielny ołowiany żołnierz (1838), czy Dziewczynka z zapałkami (1845)) wydaje się zupełnie usprawiedliwiony. Warto również zauważyć, skoro już napomknąłem o innych dziełach pisarza, że wybór bohatera zwierzęcego nie jest dla niego czymś zupełnie nietypowym, a ptaki występują w Słowiku (1843), wydanym zresztą w tym samym tomie, co Brzydkie kaczątko (Nowe baśni), czy Dzikich łabędziach (1838), inspirowanych jedną z baśni braci Grimm. Ta historia musi jednak mieć w sobie coś szczególnego, skoro należała do ulubionych bajek chociażby Liszta, a Georg Brandes (krytyk współczesny Andersenowi) napisał o niej:

Entuzjastyczni słuchacze często prosili go, żeby przeczytał Brzydkie kaczątko – słuchanie (…) dawało częściowo wgląd w to, co ta wyjątkowa i źle traktowana dusza musiała odczuwać i wycierpieć, aby być zdolną do stworzenia tego małego arcydzieła.





2.Wewnętrzny język.

Jeżeli Hans Christian rzeczywiście patrzył na swoje życie jak na baśń, której czuł się bohaterem, a bohaterów swoich opowieści obdarzał swoimi cechami charakteru (czy może wyobrażeniom o samym sobie) to w figurze brzydkiego kaczątka z łatwością odnajdziemy samego pisarza, a w samej historii fantazję na temat życia. Podobnie bowiem, jak kształcący się łabędź, tak i artysta przeszedł drogę od niezgrabnego dziecka i walczącego o przetrwanie młodzieńca, do wspaniałego, podziwianego przez wszystkich człowieka. Jak jednak ogromną wyobraźnią musiał być obdarzony, skoro ta niepozorna historia o niepozornym ptaku, urodzonym w niewłaściwym gnieździe, przerasta indywidualny los i staje się bliska każdemu czytelnikowi. Myślę, że siła tajemnicy narracji Andersena tkwi już w samym tym podskórnie wyczuwanym prywatnym tonie, który sprawia, że każdy odbiorca ma wrażenie, jakby bezpośrednio do niego kierowano opowieść:

Jeżeli matka czy ojciec opowiadając baśń w odpowiednim nastroju, to jest jeżeli w trakcie opowieści ożywają w nich wspomnienia uczuć, jakich doznawali pod wpływem baśni we własnym dzieciństwie oraz jeśli poruszeni są znaczeniami, jakie ma ona dla nich obecnie, a nadto towarzyszy temu właściwe wyczucie motywów, które wywołują reakcje dziecka – wtedy dziecko czuje, że jest rozumiane. Ma ono poczucie, że pojmowane są jego najskrytsze tęsknoty, najgorętsze życzenia, najgłębsze rozpacze i największe nadzieje. Ponieważ to, co matka czy ojciec opowiadają w ów osobliwy sposób, wyjawia zarazem, co dzieje się w ciemnej i irracjonalnej sferze psychiki, zyskuje ono przekonanie, że nie jest osamotnione w związanym z ową sferą świecie swoich fantazjujących wyobrażeń, gdyż towarzyszy mu w nim w nim osoba najważniejsza w życiu.   

Chociaż jest prawdą, że tłumaczenie nie w pełni oddaje piękno języka pisarza (zbierając materiały do tej pracy wielokrotnie spotkałem się z opinią o ich niedostateczności i braku precyzji) to nie wolno mi nie przywołać tutaj również Georga Brandesa, który szczególną rolę w prozie Hansa Christiana przypisywał właśnie bezpośredniości opowiadania – jakby ktoś, stojąc obok nas, na bieżąco przekazywał oglądaną przez siebie sytuację.  
    The prototype of such poesy is the dream of a child (…)  – z tego wynika kolejny poziom magii tych baśni i ich moc oddziaływania na odbiorcę. Ilekroć Andersen snuł historię dla zasłuchanych w nim dzieci, jednocześnie patrzył się również na dorosłych, chcąc się przekonać, jaki na nich wywiera wpływ. Samą fabułę przekazywał więc w formie możliwie zrozumiałej, jednak właściwe znaczenia ujawniać się miały dopiero po analizie, którą przeprowadzić mogły tylko umysły dojrzałe. Dlatego też tak trudno w jego przypadku oddzielić obie warstwy (fabularną i znaczeniową), a znajomość biografii nadaje jeszcze dodatkowych przyjemności (i trudności), pozwalając dostrzegać wątki osobiste i wewnętrzne zmagania oraz przeżycia. Właśnie z nich pisarz konstruuje baśń, tworząc tym samym swój indywidualny język symboliczny – to, co doświadczone, zostało zinterioryzowane, a później uzewnętrznione poprzez kolejne motywy subtelnie wprowadzone dzięki wrażliwości autora, a poprzez tę subtelność stają się one również częścią i udziałem odbiorcy.

Jakże pięknie było na wsi! Lato było w pełni! Żółciło się żyto, zielenił się owies, siano na zielonej łące ułożono w stogi, bocian chodził na długich, czerwonych nogach i paplał po egipsku; (…)

    Tak rozpoczyna się Brzydkie kaczątko, po czym powoli odsłania się przed nami arkadyjski obraz wsi, w której każdy poszczególny element doskonale ze sobą współgra. Dopiero na samym końcu pierwszego opisu zostajemy przeniesieni w chaszcze, do lasu liści łopianu , rosnących nad rzeką i dopiero tam następuje pęknięcie w tej idealnie skonstruowanej rzeczywistości. Jedno z kaczych jajek za długo się wykluwa. W ten sposób zbudowana ekspozycja odpowiada rzecz jasna konstrukcji bajki magicznej, obrazując najpierw istniejący problem, który będzie się powoli rozwijać i stanowi zrąb całej fabuły . Niedopasowanie bohatera do zastanego porządku, ciągła ucieczka, poczucie bycia zaszczutym i gorszym, aż do przemiany w pięknego łabędzia – to w skrócie problem. Dopiero po przemianie świat znowu stanie się tworem idealnym, chociaż już naznaczonym cierpieniem prawdziwych narodzin - o motywie inicjacji będę jeszcze pisał.
Najważniejszym środkiem jest niewątpliwie wykorzystanie postaci zwierzęcych do utkania tego dramatu, co stanowi dość jasny sygnał dla odbiorcy: Postać zwierzęca wskazuje bowiem, że treści i funkcje, o które chodzi, znajdują się jeszcze w sferze pozaludzkiej, tzn. poza świadomością człowieka.  Warto tylko wspomnieć, że w tradycji, właściwie oprócz Charlesa Perraulta, nie oddano wcześniej zwierzętom aż takiej roli. Obok menażerii pojawiają się także ludzie – ograniczeni jednak do drugiego planu (wszystko w tej baśni jest zresztą zorientowane na uwypuklenie problemu głównego bohatera – stąd tytuł, który bezpośrednio odwołuje nas do jego postaci) a ich działania, pomijając starca (i myśliwych – jego przeciwieństwo – o których wspomnę za chwilę) nie mają wielkiego wpływu na losy kaczątka. Pierwsze pojawiają się kaczki – zupełnie pospolite, żyjące na brzegu rzeki. Sam pisarz środowisko swojego pochodzenia określał jako bagienną roślinnością , więc dość jasne wydaje się źródło tego wątku. Nieudane, bo za długo wykluwające się pisklę, określone zostaje mianem indyka – to jedyna odmienność zrozumiała w bagiennym świecie, jednak zaraz odrzucona ze względu na umiejętność unoszenia się na wodzie:

-Nie, to nie jest indyk! – powiedziała kaczka – Spójrz tylko jak ładnie porusza nogami, jak prosto się trzyma. To moje własne dziecko.

Zostaje tu dostrzeżone piękno bohatera (znamienne, że w takiej sytuacji, o czym dalej).     
Po wyjściu na podwórko (symboliczny pierwszy kontakt ze światem zewnętrznym) uderza czytelnika hałas oraz okrucieństwo kota, który pożarł głowę węgorza. W ten sposób mógł początkowo autor widzieć Kopenhagę – wielkie miasto, w którym albo przegrasz, albo wygrasz, jednak walczysz tylko i wyłącznie o przetrwanie. Tutaj nie wystarczy już matczyna akceptacja odmienności, a jej opieka nie uchroni przed brakiem litości ze strony obcych. Zanim je odrzucą, odkryje jeszcze hierarchię społeczną w postaci kaczki o hiszpańskiej krwi z czerwonym gałgankiem na nodze (ma duże znaczenie to, że akurat ona z dużą dozą sympatii odnosi się do kaczątka, w czym ukrywać się może podziw Andersena dla warstwy książąt). Wykluczenie ze społeczności powoduje konieczność ucieczki – tu znaczące przelecenie przez płot, w którym można dopatrywać się chęci wzniesienia się ponad przeciętność (wyjazd z rodzinnej miejscowości).
W początkowym etapie wędrówki bohater napotyka najpierw dzikie kaczki, które wstępnie chcą nawet przyjąć małe do swojego grona. W dzikich kaczkach dostrzec można tych, którzy żyją poza normą, lub normę sami dla siebie ustanawiają. Wkrótce na ich miejsce zjawiają się gąsiory, przegnane niestety przez myśliwych - w polu znaczeniowym myśliwi odwołują się z reguły do postaci dobrego ojca, który pomaga uchronić dziecko przed zagrożeniem ze strony dzikich zwierząt  (wewnętrznych impulsów). Tymczasem Andersen patrzy na nich w zupełnie odmiennym kontekście – są to ci, którzy chronią swoje rodziny przed niechcianym elementem, nie patrząc nawet na to, że przy okazji obcym wyrządzają krzywdę.  Tutaj też pojawia się pierwsze, bezpośrednie zagrożenie życia w postaci psa, który:

z wywieszonym ozorem i błyszczącymi groźnie oczyma, dotknął pyskiem kaczątka, pokazał ostre zęby i – plusk – uciekł nie schwytawszy go.

Pojawienie się psa może być tym ciekawsze, że jedna z głównych fobii artysty wiązała się właśnie z tymi zwierzętami.
Po pierwszej fali niebezpieczeństw, wkrótce przychodzi druga: dął silny wicher. W trakcie tej wichury kaczątko znajduje schronienie w małej, ubogiej chatce, w której mieszka stara kobieta, kwoka i kot. Ważne jest, że stara kobieta nie pojawia się bezpośrednio, jednak zarówno w niej, jak i poprzez figurę domu wyłania się typowy archetypiczny motyw matki. Wydaje się więc, że w kocie i jego przyjaciółce dopatrywać się można rodzeństwa, lub bardziej – rówieśników, którzy z łatwością znaleźli swoje miejsce w rzeczywistości i tą rzeczywistością rządzą oraz nadają sobie prawo do ustanawiania w nim praw. Stanowią więc – podobnie jak pozostałe postaci dramatu brzydkiego kaczątka – sumienie grupy i jego czynnik przyjmujący lub odrzucający nowy atom w systemie : Kot był panem domu, a kwoka panią i mówili bez przerwy: „My i świat" . O podobnym etapie w biografii Andersena wspominałem już w poprzednim rozdziale. Myślę, że również dojrzewanie z dala od matki daje tu o sobie znać; kaczątko odnajduje ciepło domu rodzinnego, jednak ten dom nigdy nie stanie się jego . Otóż, pomimo trwających trzy tygodnie prób zniesienia jajka (sprawdzian przydatności dla nowego członka), bohater okazuje się zupełnie pozbawiony tej zdolności, ponadto jego potrzeba życia na wolności (życia zgodnie ze swoim „ja") przeważa na rzecz opuszczenia schronienia.

Nadeszła jesień, liście pożółkły i  stały się brązowe, wiatr pędził je tak, że tańczyły w powietrzu; a powietrze było zimne; chmury zwisały brzemienne gradem i śniegiem, a na płocie siedział kruk i wołał „kra, kra!" z zimna.  

W pewnym sensie rozpoczyna się teraz druga część opowiadania – raj został dawno utracony, krzywda została zadana, obecny status świata jest zupełnie przeciwny temu zastanemu. Można powiedzieć o ponownym wystąpieniu stanu początkowego (zastygnięcie) , czyli również o początku ponownych narodzin -– śmierć, symbolizowana tu przez kruka i stagnacja, namalowana mrozem, zostaje po chwili skontrastowana z dostrzeżeniem chmury cudnych, wielkich ptaków (…) były to łabędzie (pierwsze zetknięcie ze swoim przeznaczeniem). Ptaki odlatują, kaczątko zostaje na jeziorze i przymarza do lodu, uratowane ostatecznie przez jakiegoś wieśniaka. Zgodnie z motywami baśniowymi, o czym pisze Jung, starzec taki ukazuje się zawsze wtedy, kiedy bohater znajduje się w beznadziejnej i rozpaczliwej sytuacji . Uratowanie bohatera jest aktem, dzięki któremu zdoła się on ponownie narodzić (tu można odwołać się do motywu feniksa, który spala się, żeby znowu powstać z popiołów). Narodziny te jednak ukazane są w sposób uwypuklający groteskowość:

Wpadło do miski z mlekiem, tak że mleko rozlało się po izbie (…) pofrunęło do dzieży z masłem, a potem do beczki z mąką, z której zaraz wyleciało (…) dzieci goniły je, potrącały i krzyczały.

Wydaje się, że to drugie przyjście na świat jest tym właściwym pojawieniem się dla społeczeństwa tzn. początkiem prawdziwego odnajdywania swojej w nim pozycji, czyli samego siebie. Zanim to się stanie, kaczątko unurza się jeszcze w maśle, mleku i mące – przypomina więc ciasto (zapewne takie niewprawną ręką ulepione) ale może warto tu też odwołać się do motywu błazna (Arlekin to bohater, który schodzi do Hadesu i symbolizuje przyszłą przemienioną postać ). Ciekawym wydaje się również przywołanie czegoś, być może w sposób odległy, ale powiązanego z takim przejściem. W baśni Księżcznika Brambilla  E. T. A. Hoffmanna, na którym zresztą kształcił się Duńczyk, napotykamy się na taki opis:

Giglio nie omieszkał zaraz nazajutrz, według rady Celionatiego, wystarać się o strój, który wydawał mu się dostatecznie niewiarygodny i obrzydliwy. Osobliwa i dwoma wysokimi kogucimi piórami ozdobiona czapka, a do niej maska z czerwonym, zakrzywionym nosem, który bezmierną swą długością i ostrością przewyższał wszelkie, najbardziej nawet przesadnie uformowane nosy, kaftan z grubymi guzami, przypominający strój Brighella, i szeroki drewniany miecz (…) Włożył tedy Giglio piękne spodnie z błękitnego jedwabiu z ciemnoczerwonymi kokardkami, a do nich różowe pończochy i białe buty z wesołymi, ciemnoczerwonymi wstążkami, co wprawdzie wcale pięknie wyglądało, dziwnie jednak przy tym kontrastowało z resztą stroju.
Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na ostatnie zdanie – chociaż same spodnie i pończochy (w dość pstrokatych kolorach) wyglądały pięknie, to dziwnie kontrastowały z całością ubioru. Bohater, Giglio, wyglądał więc kosztownie, ale niezbyt dobrze dopasował kolejne elementy. Istotne, że udziałem obu bohaterów jest ostateczne odkrycie swojego piękna/osiągniecie swojego królestwa. Nasuwa mi się tu Schiller, którego pisma analizował Jung. Romantyk pisał o konieczności uzewnętrznienia tego, co wewnętrzne i osiągnięcia w ten sposób pełni, a więc boskości, rozumianej jako ostateczny i indywidualny kształt . Ponadto, czy ostatecznym celem piękna nie jest akt ostensji:

Ulisses

Dziwak pewien pisze tutaj,
Że człowiek obdarowany dobrami, urodą
I przymiotami ducha, nie jest w stanie
Chełpić się tym, co ma, ani odczuwać bogactw inaczej, jak tylko w odbiciu,
Gdy blask cnót jego padając na innych
Grzeje ich, oni zaś oddają ciepło
Pierwszemu dawcy

Achilles

Nie jest to rzecz dziwna,
Mój Ulissesie. Piękno, które zdobi
Lico człowieka, nie będzie mu znane,
Jeśli się w cudzych oczach nie odbije;

3. Tożsamość

    Kaczątko ucieka z domu chłopa. Czas mija, kończy się zimy, a słońce zaczyna grzać na nowo, co jest dość wyraźnym nawiązaniem do pierwszej sceny. Bohater rozwija swoje skrzydła do lotu (ukazanie gotowości do samodzielnego życia) po czym wznosi się ponad ziemią (podobnie, jak wcześniej ponad płotem). Będąc w powietrzu, spostrzega trzy piękne łabędzie (trzy jako liczba pełni, czyli również zjednoczenia swojej natury). Opada do nich, a wciąż czując się brzydkie, krzyczy:

-Zabijcie mnie.

Właśnie wtedy dostrzega swoje odbicie: Nie był już niezgrabnym, czarno-szarym, brzydkim, odrażającym ptakiem, ale sam stał się łabędziem.  To odbicie dostrzega w tafli wody. Objawia się przed nim jego tożsamość. To akt rzeczywistych narodzin, zapowiedziany wcześniej pierwszym wejściem do wody (poród jest zwykle wyobrażany przez związek z nią ) kiedy matka odkryła, jak ładnie umie pływać. W tym symbolicznym dokonaniu się ponownych narodzin poprzez kontakt z samym sobą za pośrednictwem lustra [wody] jako łączniku dwóch prawd, z łatwością dopatrzyć się możemy motywu pełnego zjednoczenia ducha i ciała . Akceptacja ze strony ptaków i zwierząt oraz powrót świata do stanu błogosławionej harmonii z początku baśni oznacza również powrót do początków życia, sprzed doznania odrzucenia i sprzed okresu upokorzeń. Nie jest to jednak taka sama rzeczywistość, jak przed tymi wydarzeniami:

- Gerdo, kochana, mała Gerdo! Gdzieś była tak długo? I gdzie ja byłem? – Rozejrzał się wokoło – Jakże tu zimno! Jak pusto i rozlegle!

 Opowieść o brzydkim kaczątku to opowieść o umieraniu i odradzaniu się, to opowieść o losie in statu nascendi, a czytelnik nie poznaje już dalszej historii bohatera, tej po przemianie, domyślić się tylko może, że: Żyło długo i szczęśliwie.
    W ludzkim procesie rozwoju Adolf Adler upatrywał ciągłej próby przezwyciężania przeciwieństw przez jednostkę, prób samozachowania jednostki, a więc i usiłowania wytworzenia sprzyjającego stosunku pomiędzy tą jednostką, a światem zewnętrznym . W przypadku dziecka ten ruch jest tym bardziej widoczny, że nie tylko nie ma ono podstaw, których musiałoby bronić, lecz także nie posiada odpowiednich mechanizmów do obrony  – jest więc bezradnie niepełnowartościowe. Stąd potrzeba ukształtowania możliwie bliskich więzi z rodzicami, a przede wszystkim w początkowym etapie z matką, bo poprzez nią właśnie rozwija się pierwotne poczucie wspólnoty . Brak uznania, czy brak wsparcia ze strony matki pogłębia tylko kompleks niższości i zaburza proces socjalizacji, ponieważ dziecko nie ma możliwości wykształcenia w sobie odpowiedniego dla siebie stylu życia. Tymczasem każdy człowiek czuje, że w jego losie musi być jakiś wyższy cel, dla którego jest, a im większa jest ta wartość nadrzędna, tym większy ma ono sens . Co pcha niedowartościowane pisklę do postępu, skoro raczej nie zdążyło jeszcze wykształcić w sobie tej wartości nadrzędnej?
    Prawdopodobnie jedną z odpowiedzi na to pytanie może być kontekst religijny, z którego wyrasta autor. Luter pisał w traktacie O wolności chrześcijańskiej: dobry człowiek spełnia dobre uczynki wyłącznie z woli Boga.  Determinizm to przecież chyba najważniejsza cecha protestantyzmu. To jednak nie wystarczy, bo wywołuje kolejne pytanie: czy ten determinizm może mieć jakiś konkretny kierunek? Czy tym kierunkiem może być śmierć? Skoro jednak dalej żyję, to może raczej ciągłe odradzanie się, a więc ciągły rozwój? Rozwój w jakim kierunku?
    Te pytanie istnieją jako potencjalne nieświadome problemy dziecka, a baśń może mu pomóc w odkrywaniu swojego powołania, wskazać, jakich potrzebuje doświadczeń i dać do zrozumienia, że pełne satysfakcji życie może być udziałem każdego, jeżeli nie ucieka przed pełnymi niebezpieczeństw życiowymi zmaganiami. Udziałem każdego – jak uczą baśnie, a z pewnością Brzydkie kaczątko – może być ostateczne i pełne osiągnięcie szczęścia, a więc osiągnięcie pełni przygotowania do spełnienia swojego indywidualnego losu. Zjednoczenie wymaga jednak wcześniejszego stanu rozbicia: Na początku był chaos. Rozbicie zaś to brak integracji napięć psychicznych, co często wywołuje odrzucenie jednostki, bo widoczne dla świata zewnętrznego problemy są odczytywane jako wrogie zachowania wobec grupy, tymczasem: są to w istocie wysiłki ego, aby uzyskać kontrolę nad całością osobowości zdominowaną przez irracjonalne siły . Im silniejsze są te przeciwstawiające się sobie siły/siły zwalczające się, tym większe będzie parcie do ostatecznego zintegrowania ich. Zgodnie z zasadą przyjemności każdy proces psychiczny przybiera taki kierunek, by rezultatem końcowym był spadek napięcia, a więc osłabienie jednej z sił.  
    Zaburzenia w „ja" wywołują nie tylko samą izolację i poczucie izolacji, lecz także  wewnętrzne parcie ku wyizolowaniu się. Wynikać to może najpierw tylko z niezrozumienia samego siebie, a później również z prawdopodobnie nieświadomego założenia, że i inni nie będą w stanie zrozumieć. Gdzieś właśnie w tym miejscu może rozpocząć się prawdziwy rozwój ku wyższej formie. Myślę, że tę ideę najpełniej opisuje Kazimierz Dąbrowski w swojej teorii dezintegracji pozytywnej: jest to korzystne rozluźnienie, a nawet rozbicie pierwotnej struktury psychicznej, np. w okresie dojrzewania, w stanach nerwowości (…) oraz w konfliktach życia codziennego – zewnętrznych, a przede wszystkim wewnętrznych. Takie rozluźnienie i rozbicie są bowiem często czynnikiem sprzyjającym rozwojowi, zwłaszcza rozwojowi przyspieszonemu i twórczemu . Nie wolno również zapominać, że podstawowym napięciem każdego człowieka jest to wywołane przez „ja", które przeciwstawia się narzucającemu się „my", a więc wymaganiom świata zewnętrznego . Wyższy poziom rozwoju to wyzwolenie się jednostki spod bezpośredniego uzależnienia od oddziaływań czynników społecznych i zbudowanie takich dwóch osobowości, dwóch esencji, które można określić jako jedno indywidualne, a drugie społeczne . To właśnie narodziny tożsamości:

Wtedy ptak poczuł się zmieszany z radości; schował głowę po skrzydła i sam nie wiedział, co się z nim dzieje; był zbyt szczęśliwy, ale wcale nie dumny, gdyż dobre serce nie bywa nigdy pyszne; myślał o tym, jak go prześladowano i wyszydzano, i słuchał, jak wszyscy teraz mówili, że jest najpiękniejszym ze wszystkich pięknych ptaków. Bzy pochylały swe gałęzie nad powierzchnią wody, a słońce grzało mocno i rozkosznie; wtedy zaszumiały skrzydła młodego łabędzia, podniosła się smukła jego szyja i zawołał z głębi serca:
- Nawet nie marzyłem o takim szczęściu wówczas, kiedy byłem tylko brzydkim kaczątkiem!

    Wspominałem już o roli, jaką odegrać powinna matka (zapewnienie podstaw przed pierwszym zetknięciem ze światem zewnętrznym), tymczasem pomijałem do tej pory rolę ojca. Zarówno w przypadku Andersena, jak i naszego bohatera, jego brak implikuje zdecydowanie jednoznaczną interpretację. Dążenie do realizacji samego siebie jest dążeniem do realizacji ideału siebie. Dla chłopca (a Brzydkie kaczątko jest historią chłopca: To jest zresztą kaczor.) tym ideałem, superego, jest właśnie ojciec, z którym w myśl Freuda powinna nastąpić identyfikacja i na którego podstawie powinien zostać wytworzony wzorzec osobowości .

- Wszystkie podobne są do ojca, tego nicponia, zupełnie do mnie nie przychodzi!

Główny bohater jest jednak pozbawiony możliwości nawiązania tej więzi, co utrudnia mu zrozumienie swojej natury. Brak zrozumienia zaś to podstawowy czynnik pchający do prób osiągnięcia stanu przeciwnego: Skoro tylko w człowieku zabłyśnie światło, znika noc; (…) skoro tym w nim się ucisza, cichnie także burza we wszechświecie (…) , a proces indywiduacji w ujęciu Junga ma doprowadzić człowieka do uznania siebie za tego, kim jest z natury . Myślę, że w kontekście braku ojca warto również przywołać motyw koloru, jakim obdarzony jest bohater. Jest przecież wspólny z inną, słynną baśniową postacią – Kopciuszkiem. Kolor szary symbolizuje życie w popiołach (w języku niemieckim Kopciuszek to Aschenputtel, dosłownie oznaczający Popielątko ), a więc życie w poczuciu winy, lub w żałobie: Posypywanie głowy popiołem było znakiem, że się kogoś lub coś utraciło . To ambiwalentne znaczenia, jakie niesie ta barwa z łatwością możemy pogodzić. Jeżeli przyjąć, że kryzys edypalny wiąże się z poczuciem zazdrości względem rodzica tej samej płci, a sama zazdrość może wywołać potrzebę psychicznego uśmiercenia tego rodzica, to wraz z tym uśmierceniem następuje oddzielenie się od niego (pierwotnie, przed kryzysem edypalnym, dziecko czuje się samym centrum świata i doznaje doskonałej pełni z rzeczywistością otaczającą). Wraz z uśmierceniem przebudza się poczucie winy, a to zaś wywołuje żałobę, kiedy już dochodzi do uświadomienia straty. Warto zwrócić się o pomoc do innej pracy Brunona Bettleheima pt.: Rany symboliczne. Rytuały inicjacji i zazdrość męska.
Pisze tam, że głównym celem rytuałów jest ostateczne oddzielenie dzieciństwa od okresu, w którym stajemy się dorośli  (dorosłość można więc powiązać z poczuciem winy, czyli również ze świadomością swoich czynów). Jeżeli bohaterem Brzydkiego kaczątka jest chłopiec, a chłopiec, zgodnie ze wcześniejszą myślą, zabija swojego ojca, o którego jest zazdrosny, to oznacza to również, że musi wykształcić w sobie własnego „Ojca" (uzupełnić stratę), a właściwie swój idealny obraz, który nie będzie miał/nie musi mieć nic wspólnego z pierwotnym ojcem: „Syn" oznacza przejście od trwałego stanu początkowego, zwanego „Ojcem" i autor rerum, do stany, w którym sam jest „Ojcem" . Jako „Ojca" jego zadaniem nie będzie tylko przygotowanie dzieci, kolejnych synów-morderców, lecz także zastąpienie samego „Ojca" względem matki: podczas wypełniania bohaterskiego czynu, patrzymy przede wszystkim na matkę. Bo matki są szczególnie dumne ze swoich bohaterskich synów i córek.  Bettleheim we wspomnianej pracy pisze:

W opowieści ludu Arunta o zapoczątkowaniu obrzezania: „Rankiem, o świcie, mężczyźni biorą kawałki drewna służące do rozniecania ognia, otaczają młodego chłopca i prowadzą do do kobiet (…) Gdy są już blisko, chłopiec występuje ze środka grupy i rzuca wysoko bumerangiem w kierunku miejsca, gdzie w czasach mitycznych miała przebywać jego matka." (…) Tego rodzaju atak (…) może reprezentować albo chęć zemsty, albo próbę obronienia się przed jakimś niebezpieczeństwem.

Czy jednak na pewno zgodzić się z tą interpretacją? A może w rzeczywistości nie chodzi o atak na matkę, ale oddanie matce broni, a więc byłby to akt podobny do rycerskiej obietnicy złożonej ukochanej, że od teraz będę walczył dla ciebie. Rycerz, po złożeniu takiej przysięgi, wyrusza w podróż i walczy w wojnach, by na końcu powrócić do ukochanej, jako spełniony człowiek, a więc jako spełnione marzenie – spełniony obraz duszy.
    Niezwykle ważnym momentem w Brzydkim kaczątku jest dla mnie właśnie ten fragment pierwszego zejścia do wody, w którym najbrzydsze dziecko (nasz bohater) zostaje nagrodzone słowami: To moje własne dziecko. Kaczątko pływa tak ładnie i to pomimo braku przykładu ze strony ojca, jakby istniało w nim coś takiego, co pochodzi z wnętrza (naturą łabędzia jest – co ważne dla Andersena – to że potrafi pięknie latać i pływać, jednak po zetknięciu z ziemią staje się zupełnie nieporadny). Powróćmy jeszcze do opowieści ludu Arunta: matka kształci swoje dziecko w początkowym etapie jego życia, a obraz jaki zdoła w nim stworzyć właśnie wtedy, będzie determinował jego rozwój. Im jednak ten idealny obraz, naddany przez matkę, będzie bardziej zaburzany przez środowisko, tym większe pojawi się napięcie pomiędzy „ja" a rzeczywistością i tym silniejsza będzie chęć przetrwania, więc samozachowania, a ostatecznie - urzeczywistnienia ideału.

4. Zakończenie

Bruno Bettleheim, analizując w swojej pracy Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni kolejne baśnie, odwoływał się do tych, które należą do tradycyjnego światowego kanonu. Taki dobór z jednej strony pozwalał mu powoływać się na różne warianty tych samych opowieści, lecz z drugiej odbierał możliwość poszukiwania pewnych znaczeń, powiązanych z biografią autora. W przypadku mojego eseju nie było możliwe zapomnienie o pełnym przeciwności życiu twórcy. Andersen bowiem wielokrotnie odwoływał się do poznanych przez siebie ludzi, do najważniejszych etapów, przez które przeszedł w swojej wędrówce, najczęściej robiąc to oczywiście nie bezpośrednio, ale przekształcając ten świat zewnętrzny mocą wyobraźni. Również w Brzydkim kaczątku odnajdziemy wiele motywów, pokrywających się z życiem autora. Wczesna utrata ojca znalazła odbicie w wykluciu się bohatera przy matce, opuszczonej przez męża, kompleksy na punkcie wyglądu ujawniają się poprzez dziwaczne, nieprzystające do rzeczywistości kształty przyszłego łabędzia (z tym problemem wiąże się zresztą ta główna, jawna treść baśni: pozory zewnętrzne nie przesądzają o wewnętrznej wartości człowieka).
Jednak samą istotą tej historii, opublikowanej po raz pierwszy w 1843 w tomiku Nowe baśnie, jest ukazanie jak ogromną siłę wewnętrzną trzeba posiadać, żeby osiągnąć pełnię osobowości w świecie, który za wszelką cenę będzie próbował uformować nas na swoje podobieństwo. Z tej baśni uczymy się, że czekają nas liczne kryzysy, utrata wiary, przeciwnicy, wrogowie, ale i ludzie, którzy będę chcieli nam pomóc, o ile im na to pozwolimy. Na końcu czeka nagroda. Tęcza ma zawsze dwa końce, a po śmierci musi przyjść odrodzenie. Zagubiony na końcu odnajduje drogę, która gdzieś prowadzi. Każdy z nas opuszcza matkę i ojca, bo każdy z nas musi w pewnym momencie zetknąć się z prawdziwym światem i błądzić nie tylko w nim, lecz także i w swoim wewnętrznym labiryncie.
Z pewnością jednym z najtrudniejszych przeżyć jest poczucie bycia niechcianym i odrzuconym, poczucie bycia uznanym za gorszego i mniej wartościowego, jednak ktoś taki, ktoś zepchnięty na margines może rozpocząć budowę nowego królestwa, a później to królestwo powoli nanosić na mapy życia społecznego. Zanim zostanie kartografem, czekają go lata studiowania istniejących planów, a więc samotność i opuszczenie przez ludzi. Ludzie zaś mogą uznać go za nienormalnego (naiwnie zapytam: kto tu ustala normy?). A przecież jakże często to właśnie te zachowania pozornie odmienne i wychodzące poza akceptowalne ramy są nie tylko tymi dającymi napęd społeczeństwu, lecz także to właśnie one świadczą o prawdziwych wysiłkach, żeby jakoś przedostać się do innych. Ego za wszelką cenę pragnie zapanować nad swoim id, wciąż jednak ponosząc porażkę. Im ktoś mocniej puka do drzwi, tym bardziej chce, żeby je otworzono. Jak często jednak walenie do drzwi sprawia, że ten, kto ma władzę je otworzyć, tym bardziej zapiera się, czekając, aż osoba po drugiej stronie ochłonie, uspokoi ręce, albo po prostu odejdzie? W ten sposób można zobrazować, jak świat zewnętrzny przejmuje kontrolę nad nami i formuje nas, a napotykając z naszej strony na opór, albo właściwie na upór, zaczyna tworzyć coraz grubsze i wyższe mury.
    Magiczną mocą optymistycznego zakończenia Brzydkiego kaczątka, w której następuje przemiana w pięknego łabędzia, Andersen daje nam nadzieję, że możliwe jest odnalezienie szczęścia, ponowne odkrycie pierwotnego raju niemowlęctwa, z którego zostaliśmy wygnani po rzeczywistym kontakcie z groźnym wirusem przyniesionym do nas z zewnątrz. Pierwszym etapem osiągania dorosłości jest pogodzenie wewnętrznych sprzeczności, które narosły w „dzieciństwie": jedno z doniosłych odkryć psychoanalizy to spostrzeżenie, że przytwierdzeniu do pewnego emocjonalnego problemu, które następuje w rezultacie doznania urazu, towarzyszy przytwierdzenie do tej rozwojowej fazy komunikacyjnej, w której doznało się urazu . Znowu należy przypomnieć o samym pisarzu, chłopcu, który w wieku dwunastu lat został opuszczony przez ukochanego ojca i który w dwa lata później sam wyruszył do Kopenhagi, by c o ś odnaleźć i niemal przez całe życie zmagał się ze swoimi kompleksami i wewnętrzną samotnością, i odrębnością.
    Każdy z nas jako dziecko marzy, że pochodzi od innych, lepszych rodziców. Hans Christian pielęgnował w sobie ten mit i wierzył w swoje szlacheckie pochodzenie. Dlatego był w wiecznej podróży (napisał nawet poemat Ahaswerus) i porównywał się do jaskółki, która nie posiada własnego gniazda, ale chciał je odnaleźć: z Lund do Kopenhagi, z Kopenhagi do Weimaru, z Weimaru Paryża, z Paryża do Neapolu, z Neapolu do Hiszpanii, z Hiszpanii do Londynu i znowu do Kopenhagi, żeby uciec do Weimaru, i odbyć kolejną wyprawę wokół Europy (Andersen nigdy nie dotarł do Stanów). Im dalej wyjeżdżał, tym bardziej czuł się obcy. Wciąż nikt nie potrafił wytłumaczyć mu rzeczywistości. Próbował wytłumaczyć ją sobie sam, a robił to pisząc. Dzięki takiemu podejściu do literatury jego czytelnik zyskuje partnera, którego udziałem są podobne problemy, a kto bardziej niż dziecko cierpi z powodu usilnych prób ogarnięcia ogromu rzeczywistości w całej jego różnorodności:

– Czy myślicie, że to jest cały świat? – powiedziała matka – Świat ciągnie się jeszcze daleko po drugiej stronie ogrodu, aż do księżego pola, ale nigdy tam jeszcze nie byłam.
    
Bibliografia:

Literatura przedmiotu:

1.    E. T. A. Hoffmann, Opowieści, tłum. M. Kurecka, Czytenik, Warszawa 1962
2.    H. Ch. Andersen, Baśni, tłum. J. Iwaszkiewicz i S. Beylin, PIW, Warszawa 1967
3.    H. Ch. Andersen, Baśń mojego życia, tłum. I. Chamska, Ravi, Łódź 2003
4.    W. Shakespeare, Troilus i Cressida, tłum. M. Słomczyński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985

Literatura podmiotu:

1.    A. Adler Sens życia, tłum. M. Kreczowska, PWN, Warszawa 1986A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, tłum. A. Szulżycka, PWN, Warszawa 2002
2.    Arystoteles, O duszy, tłum. P. Siwek, PWN, Biblioteka Klasyków Filozofii, Warszawa 1988
3.    B. Bettleheim, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, tłum. D. Danek, W.A.B., Warszawa 1996
4.    B. Bettleheim, Rany symboliczne. Rytuały inicjacji i zazdrość męska, tłum. D. Danek, Czytelnik, Warszawa 1989
5.    B. Hellinger, Wielki konflikt, tłum. E. Urbańska, Czarna owca, Warszawa 2010
6.    C. G. Jung, Archetypy i symbole, tłum. J. Prokopiuk, Czytelnik, Warszawa 1993
7.    G. Brandes, Eminent authors of the nineteenth century: literary portraits, tłum. Rasmus B. Anderson, T. Y. Crowell & co., New York
8.    J. Wullschalager, Andersen. Życie baśniopisarza, tłum. M. Ochab i B. Sochańska, WAB, Warszawa 2005
9.    W. Propp, Morfologia bajki magicznej, tłum. P. Rojek, Zakład Wydawniczy „Nomos", Kraków 2011
10.    Z. Bauman, Kultura jako praxis, tłum. J. Konieczny, PWN, Warszawa 2012
11.    Z. Freud, Poza zasadą przyjemności, tłum. J. Prokopiuk, PWN, Warszawa 2000
12.    Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, tłum. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, Antyk Marek Derewiecki, Warszawa 2010
13.    Tożsamość człowieka, A. Gałdowa (red.),  Wydawnictwo UJ, Kraków 2000
14.    Wokół Andersena: w dwusetną rocznicę urodzin, A. Ciciak, (red.), Szczecin, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Szczecińskiego 2008