Andrzej S. Dyszak - O utworach poetyckich Stanisławy Delugi

Asumptem do napisania poniższych uwag o poezji Stanisławy Delugi (przede wszystkim z tomiku W sepii, 2008) stało się bardzo kameralne, ale niezwykle przyjemne (w formie i treści) spotkanie autorskie, które odbyło się 5 lutego 2014 r. w artGalerry Anny Osińskiej przy ul. Zygmunta Krasińskiego w Bydgoszczy. Z zamiarem (i obietnicą) pochylenia się nad dorobkiem pisarskim tej z wyboru bydgoszczanki (urodzona w Białymstoku to Bydgoszcz wybrała na miejsce swojej polonistycznej pracy zawodowej i twórczości; debiut w 1979 r.) nosiłem się jednakże już od promocji wspomnianego zbioru wierszy W sepii, a więc od końca roku 2008 (spodobały mi się wówczas nie tylko utwory czytane w Węgliszku przez samą autorkę, ale właśnie jej autorska ich interpretacja oraz związane z nimi opowieści).
W Sepii to dotychczas ostatni z trzech wydanych tomików poetyckich (wcześniejsze: Wychodzenie z cienia 1998, Staccato 2002). Wydaje się, że mimo symbolicznego tytułu pierwszego z nich Stanisława Deluga pozostaje w cieniu... W odróżnieniu od wielu innych bydgoskich poetów nie zabiega o rozgłos... Jej nazwisko nie pojawia się zbyt często w mediach, nie udziela wywiadów, nie jest na fali bieżących wydarzeń, ale... nie znaczy to, że pozostaje w cieniu – innych. Raczej przeciwnie, kilkuletnie przerwy między jednym a drugi (4 lata) i trzecim (6 lat) z tomików wierszy sprawiają, że Stanisława Deluga może właśnie zaskoczyć, zachwycić i zaintrygować... Nieobecna na co dzień, nie staje się banalna.

W zbiorze z 2008 r. (w odróżnieniu od tomów wcześniejszych) przeważają wiersze długie, bardzie narracyjne (ale to nie wada!) niźli liryczne, np. *** pamięci Aleksandra Jędrzejczaka, Fotografia, Truskawkowe sny, Cmentarny dzwonnik, Emigrantki, mój las. Ale nie brak tu też wierszy krótkich, poetyckich szortów czy klipów (metaforycznych obrazków), ekskluzywniej mówiąc – etiud, np. Dedykacja, *** [jednak nie jestem...], *** [zazdroszczę skowronkom...], jaskółka, *** [gdy znowu pruje się...], *** [i znowu...], *** [to zdarza się gdy], charakterystycznych (w swej formie) dla pierwszego tomu Delugi (tam dłuższe nawet wiersze, choć nieliczne, jak mapa twarzy, trudno uznać za narracyjne). Można zatem wskazać na dwie konwencje pisarskie poetki: wynikiem jednej są wiersze „z fabułą", zgodnie z drugą powstają skondensowane w formie i treści wyznania liryczne. Ale wszystko to jest poezją.
W pamiętny wieczór 5 lutego br., już po prezentacji przez Stanisławę Delugę swoich wcześniejszych i nowych (niepublikowanych jeszcze!) wierszy, nieomal została wywołana dyskusja nad pytaniami: Czym jest poezja? Jaka jest różnica między wierszem a innym tekstem (niepoetyckim)?  Dla mnie – jako językoznawcy – droga poszukiwań odpowiedzi na nie jest prosta i prowadzi do analizy języka, bowiem tylko odpowiednie użycia tworzywa, w którym powstają wszelkie teksty, pozwala odróżnić poezję od niepoezji (odróżnienie wierszy od niewierszy to zupełnie inna kwestia: sposobu zapisu poezji, która może mieć formę wierszowaną, tzw. mowy wiązanej, ale poetycki charakter może mieć też tekst ciągły; wydaje się, że kwestia rozróżnienia miedzy takimi terminami, jak wiersz, poezja, proza, ciągle jest nieuporządkowana albo trudno ustalić ostre granice miedzy odpowiednimi pojęciami). Wyznacznikiem poezji jest niewątpliwie funkcja językowa, jaką spełniać powinien tekst poetycki. Funkcja ta nazywana jest właśnie poetycką, a pełni ją dany tekst wówczas, kiedy zwraca uwagę jego odbiory na zawarte w nim językowe środki wyrazu. I wcale nie chodzi o to, że język utworu musi być zawsze piękny (wywoływać pozytywne odczucia estetyczne, które i tak w każdym wypadku są subiektywne), ale o to, że jest niezwyczajny, niecodzienny, że zostaje użyty dla stworzenia niezwykłych połączeń wyrazowych. Niewątpliwie z tak rozumianą funkcją poetycką tekstu łączą się jeszcze dwie inne funkcje języka, jakim posługuje się poeta, a mianowicie: ekspresywna (język pozwala mu wyrazić, ale w niebanalny sposób, swoje stany emocjonalne) i impresywna (za pomocą języka chce on wywołać u odbiorcy jakiś niebanalny stan uczuciowy). Mogą być zatem teksty wierszowane, które nie spełniają wskazanych funkcji – trudno wówczas takie wiersze nazwać poezją. Ale może być tekst pisany tzw. prozą, który zawiera takie nagromadzenie środków językowych spełniających wymienione funkcje, że można go nazwać poezją. Przyjrzyjmy się zatem zawartości tomu W sepii.
W utworach nazwanych wyżej wierszami narracyjnymi Deluga używa form czasownikowych, które sprawiają (funkcjonując jako ośrodki zdań), że teksty te mają fabułę, np. idę, słyszę, wyfrunęły (o aniołach), drży (o arii), zaglądam, przystaję, widzę, wpatruję się (Miasto nad Brdą); przyszedłeś, zdziwiłam się, sprzątnęłam, postawiłam, przyniosłam, wpatrywałeś się, zobaczyłeś (kwiaty). Już same te formy wystarczają, by powstał obraz jakiegoś zdarzenia. Ale jednocześnie w tej „narracji" pojawiają się wyrażenia i zwroty, które bardziej zwracają uwagę odbiorcy niźli owe czasowniki, por. np. opary forsycji nawołują, anioły szepcą z wróblami, struny wiatru, szeroko otwarte źrenice rzeki, płynie przeze mnie miasto, stronice wieków (Miasto and Brdą); truskawka zbyt leniwa żeby dojrzeć czy truskawka pachnąca dzieciństwem, urodzaj bywa udręką (Truskawkowe sny); oswajam okolicę, chorągwie zieleni, które łopocą tysiącami ptasich skrzydeł, las zbyt dosłowny, listy szeleszczą rymami, rozdroże skojarzeń, śnieg przygniata ciszę, lina rozpięta ponad czasem (mój las). Jako szczególny jawi się w tym kontekście wiersz koleżeńskie spotkanie, w którym niemalże każdy wers przynosi takie zaskakujące połączenia wyrazów: grymasy zmarszczek rozprostowanych szminką, oczy pływają w akwariach okularów, zbiegowie codzienności, uciekliśmy z własnych kalendarzy, panoramiczny ekran marzeń, broczący czas, znoszona recepta na siebie, wygodnie ułożeni w grobie. Rzadziej Deluga nadaje nowe znaczenia wybieranym z językowej materii słowom, ale kiedy już tworzy jakiś neosemantyzm lub neologizm, to jest on świadectwem jej wysokiego kunsztu poetyckiego. Tak jest w wypadku czasownika nurtować, który pod postacią imiesłowu pojawia się w następującej frazie z wiersza Miasto and Brdą: Kontempluję księgę rzeki, wartko nurtując stronice wieków. Czasownik ten „zastąpił" tu leksem wertować. Na jego nowe znaczenie wpływają tu nie tylko związki z przysłówkiem wartko (por. w języku standardowym wartki nurt) oraz rzeczownikami rzeka (por. w języku standardowym nurt rzeki) i stronice (por. w języku standardowym wertując stronice), ale i zmiana właściwości składniowych (por. kogoś nurtuje coś – w języku standardowym, ktoś nurtuje coś – w tekście poetyckim). Semantyka tak użytego czasownika nurtować jest iście bogata.
W omawianych wierszach autorki W sepii ożywają artefakty i nabierają cech ludzkich nie tylko zwierzęta i rośliny, ale i zjawiska (wiatr wstrzyma oddech w Miasto nad Brdą). Ale czasami wystarcza tylko jedno ciekawe połączenie wyrazów, np. obrus (...) na którym zobaczyłeś wiele metrów łąki którą można by naciągnąć na blejtram (kwiaty), lub jedna zwrotka (która często mogłaby stanowić odrębny samodzielny utwór), np. Wybacz mi że ja / jeszcze / mam do kogo / spieszyć się / na spóźniony obiad / Wybacz mi (Fotografia), by wiersz nabrał swoistej poetyckości. A jeśli nawet animizacji, personifikacji czy metafor jest niewiele, to o poetyczności tych „narracji" świadczą albo środki czysto tekstowe: wierszotwórcze, jak np. przerzutnie, którymi Deluga rozdziera naturalne w języku codziennym związki, por. uczennicą / z plastyka, swoją pierwszą / rolę, poczciwe / oczy,  uzbrojoną / w kule (z wiersza bez tytułu „pamięci Aleksandra Jędrzejczaka"), albo po prostu temat i klimat tekstu, na który składają się codzienne – pozornie zwykłe, ale widziane jako niezwykłe – przedmioty, por. oklejone piaskiem kolorowe krochmalki  w Cmentarnym dzwonniku, szydełkowane pajęczynki kołnierzyków w Emigrantkach. Codzienność staje się swoistym barwnikiem wierszy Delugi i stanowi często ich dominantę, por. zupa fasolowa, ogórki małosolne, konfitura z wiśni, stary obrus (kwiaty); sznurkowa siatka, kompot z rabarbaru, butelki po oranżadzie (Emigrantki). To właśnie poprzez takie przedmioty obecne w wierszach poetki – znane już często tylko mojemu pokoleniu odbiorców – czyta się je z nieskrywaną nostalgią i wzruszeniem (funkcja impresywna!).
 Codzienne sprawy stają się też przyczynkiem do wyrażania przez Delugę jej doświadczeń i przemyśleń (wręcz filozoficznych) związanych z życiem, przemijaniem. Tak jest w wierszu krzątactwo (neologizm!), który sytuuje się na granicy utworów narracyjnych i lirycznych: dzienne sprawy (...) osadzają codzienność w metafizycznym porządku świata, spełniamy życie w drobnym krzątactwie. Przypadkowe spotkania owocują takimi pointami, jak w wierszu W Centrum: Szukamy ciągle jakiegoś / Centrum i / wciąż nie wiemy / gdzie / to jest.
Do najbardziej skondensowanych (formalnie i semantycznie) utworów z tomki W sepii należą bez wątpienia (oprócz wymienionych na wstępie) następujące wiersze: Kipu, *** [czym byłaby ziemia], próba wzlotu, jeszcze. To one przede wszystkim spełniają funkcję poetycką, reprezentując często w całości jakiś typ środka poetyckiego wyrazu, jak np. Dedykacja – wiersz będący zaskakującym porównaniem (jesteś jak liście babki przykładanej na krwawiące pięty). Inne porównanie (też nie mniej zaskakujące) przynosi wiersz Kipu, w którym nitka ze starego swetra (...) niczym indiańskie kipu staje się przyczynkiem do refleksji nad przemijaniem (Może ktoś znajdzie po nas tylko nitkę). Te poetyckie miniaturki albo pełne są związków wyrazowych o przenośnych znaczeniach, jak łowię gwiazdy, kałuża nocy, czyściec przestrzeni (połów), plastry na samotność (stare kobiety), w tym: antropomorfizacji, jak owoce krzyczały, korale głogu płakały (głóg), chór jabłoni wzdycha, sad nuci i szemrze, drzewa postękują i szemrzą (*** [Chór jabłoni w dolinie]), albo całe stanowią metaforę (zob. *** [gdy znowu pruje się]). Nietrudno znaleźć w nich wyszukane (niekiedy metaforyczne) epitety, np. jaskółka nieoczekiwana (jaskółka), niepotrzebne ramiona (lustro), sękate palce (stare kobiety), śpiące kwiaty (*** [i znowu]). Inne zawierają najbardziej osobiste wyznania, jak np. te, w których autorka mówi o swoich przypadłościach (por. choroba jest drabiną / do siebie / uciekam od własnej fizjologii do własnej filozofii z wiersza był czas; wciąż nie umiem / zrobić jaskółki / na szpitalnym korytarzu z wiersza próba wzlotu), spełniając funkcję ekspresywną.
 Nie da się nie zauważyć wspólnych motywów, które pojawiają się  w wierszach zebranych w tom W sepii. Jednym z nich jest niewątpliwie las (zob. styczeń, Emigrantki, mój las, co leśne oddam lasom). Ale to temat na odrębny artykuł. Na zakończenie chcę więc zwrócić uwagę na inny – niezwykle dla mnie (urodzonego w Bydgoszczy i badającego gwarę jego mieszkańców ) cenny – motyw mojego rodzinnego miasta obecny w licznych wierszach omawianego tomiku. Jego nazwa pojawia się raz tylko w tytule pierwszego tekstu: Miasto nad Brdą i raz w wierszu Emigrantki. W magicznym spacerze po Bydgoszczy (Miasto nad Brdą) podmiot liryczny, przekraczając Brdę razem z Przechodzącym przez Rzekę i spoglądając na Trzy Gracje / wyrzeźbione z zamyślenia, prowadzi nas na Stary Rynek (w wierszu po prostu rynek), by usłyszeć z Węgliszka / słowa poety, a Z fary (...) łopot skrzydeł / pokornych aniołów. Naszych uszu dobiega też aria / wymykająca się z Opery. Niekiedy Deluga wymienia albo nazwę jednej z dzielnic Bydgoszczy: Bartodzieje (kwiaty), albo pojedyncze ulice czy place: Gdańską (*** pamięci Aleksandra Jędrzejczaka, Spotkanie), choć niekiedy trzeba się domyślać, o jakie odniesienie toponimu chodzi, por. Rynek  (W Centrum), oraz miejsca (kaempik  i plastyk  z wiersza *** pamięci Aleksandra Jędrzejczaka, Węgliszek z Fotografii, Fara z wiersza z różą; w ostatnim z wymienionych wierszy, który można uznać za poetycką modlitwę, upamiętniony został też gotycki obraz Matki Bożej Pięknej Miłości, znajdujący się w ołtarzu głównym bydgoskiej fary – obecnie kościoła katedralnego). Pomnik, przed którym w swoim śnie poetka piecze kiełbasę z bezdomnym w wierszu Fotografia, to upamiętniający ofiary hitlerowskiej okupacji monument na Starym Rynku. Nauczycielski miesięcznik z wiersza Epitafium z kolei to „Wiadomości, Głosy, Rozmowy o Szkole" – wydawane przez zlokalizowany przy ul. Jagiellońskiej Wojewódzki Ośrodek Metodyczny (obecnie KJCEN), a redagowane przez Małgorzatę Klimińską, której wiersz jest dedykowany (po jej przedwczesnej śmierci) . W dedykacjach do wierszy pojawią się też nazwiska innych bydgoszczan (oprócz wspomnianych już Aleksandra Jędrzejczaka i Małgorzaty Klimińskiej): poetki i rodowitej bydgoszczanki Małgorzaty Szułczyńskiej (Styczeń), poety Wojciecha Banacha (W Centrum), plastyczki Grażyny Bielińskiej (Dedykacja), malarza Jana Szkaradka (kwiaty), polonistki Jadwigi czub-Rojewskiej (Kipu). W ten sposób Stanisława Deluga wpisuje się w krajobraz bydgoskich twórców (obok prozaików: Sulimy-Kamińskiego, Nowakowskiego, Rogowskiego), dla których Bydgoszcz (miejsce samo w sobie i jego mieszkańcy) stała się źródłem inspiracji, i pokazuje, jak jej nierodzinne przecież miasto stało się dla niej małą ojczyzną:
Gdy wpatruję się w Brdę,
płynie przeze mnie miasto.
To miejsce, gdzie słychać stuk serca
z oddali.
Tu wyrasta myśl, dom
i wiersz
(Miasto nad Brdą).
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież