Kalina Izabela Zioła - Dotykanie świata

Mam przed sobą najnowszą książkę poetycką Marleny Zynger (Ewy Bartkowiak) „DO–TYKANIE / TICK–TOUCHING". Dwujęzyczny, polsko – angielski tom wierszy (przekład na język angielski Anita i Andrew Fincham) został nagrodzony „Złotym Piórem" podczas XIII Światowego Dnia Poezji UNESCO 2013.
Nagroda ta nie powinna nikogo dziwić. Poezja Marleny jest piękna, zawiera duży ładunek emocjonalny, jest zrozumiała dla czytelnika, pozwala mu się utożsamiać z podmiotem lirycznym. Nie znaczy to wcale, że jej poezja jest „lekka, łatwa i przyjemna". Pomieszczone w książce wiersze są dojrzałe, bardzo starannie skonstruowane, posiadają rymy i rytm. Są tak melodyjne, że brzmią jak piosenka. Właśnie ich melodyjność sprawia, że często do tekstów komponowana jest muzyka i piosenki Zynger śpiewane są przez wielu wykonawców, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.

Autorka posiada swój własny język poetycki, który sprawia, że jej poezja jest tak indywidualna, tak rozpoznawalna. Tworzy nie istniejące nigdzie indziej istoty, miejsca, zdarzenia:

pstroto siedzi tuż za szafą
furczy mieniąc własne cienie
raz maleje to znów rośnie
to zabawia się to drzemie
bąbelkuje i pęcznieje

wszędzie zwykłość ciemna
niema

zwykło kryć się dziejstwa tlenie
gdzieś za szafą za oknami
pod podłogą pod stropami
niezbadane niewiadome
wydumane bądź przyśnione
niedościgłe myśli mieniem
uchwycone zachwyceniem
                         („pstroto")

To przecież cały zaczarowany, wymyślony świat, pełen cudowności, strachów, dziwnych zjaw, oczekiwań i nadziei, opisany w niepowtarzalny, własny sposób, językiem pełnym fantazji, niepodobnym do żadnego innego.

Tematem utworów Marleny Zynger jest przede wszystkim miłość, ukazywana z bardzo różnych stron, ze zmienną perspektywą, opisywana pod wpływem różnorakich nastrojów. Czasem jest o miłość spełniona, szczęśliwa, czasem zapłakana, siedząca w ciemnym kącie, a niekiedy pełna ufności i nadziei, czekająca na cud. Poetka maluje zmysłowe obrazy jasnymi pociągnięciami pióra, tworzy intymne sceny nasycone pożądaniem:

stopy uda biodra dłonie
obezwładnia pragnień goniec
...

pierś faluje zamyślona
poprzez dotyk w ruch wprawiona
cicho mówi zegar życia

serce słucha
ty dotykasz
            („do–tykanie")

Tłem pełnych uniesień chwil są obrazy znanych mistrzów: jak Moneta tafla wody/ tak muśnięcie twe wibruje, pełna ciebie tkwię w/ zamknięciu, jak płacząca w Muncha/ szkicach, w ślad za Marc'em Chagallem chcę pana kochać duchem i ciałem/ w pełnym blasku barw wykąpać się/ niech żyje carpe diem.
Chwyta poetka życie pełnymi garściami, potrafi się nim cieszyć, rozpamiętuje dotyki i słowa, sny i spotkania... Nawet te, na które tylko daremnie czekała. Owija je wstążkami lekkich jak puch metafor, wypięknia wyobraźnią i chowa skrzętnie na dnie pamięci, by kiedyś, w sprzyjającym momencie, rozwinąć w blasku słońca i cieszyć się nimi na nowo. Bo przecież tak mało jest w życiu cudownych dni, godzin, każdą skrzącą się światłem i miłością minutę należy docenić i starać się, by nie zaginęła na zawsze w mrokach niepamięci. I to właśnie robi Marlena – chowa najpiękniejsze, najważniejsze chwile w strofach wierszy:

wiodą tam oczy zamglone
i wiecznej tęsknoty żar
płomieniem pragnień serce mi
płonie
a w żyłach
hula strach
              („kuszenie Ewy")

Bywa, że autorka nie używając żadnych metafor pisze z serca do serca prostym, zwyczajnym językiem, chcąc przekazać swój nastrój jak najczytelniej. Wiadomo przecież, że mężczyźnie ( a przecież do mężczyzny właśnie skierowane są te strofy) trzeba najczęściej powiedzieć wszystko wprost, jeśli ma zrozumieć, bez owijania w piękne słowa
i przenośnie, bez aluzji i niedomówień:

tak bardzo pragnę ażebyś mnie przytulił
i aby dłonie twoje wzięły moje dłonie

pragnę odkrywać cały świat na nowo
dzielić z tobą każdy dzień i godzinę
i serce me otworzyć przed tobą
                            („cieszyć się wiosną nim przeminie")

Poetka nie żąda zbyt wiele, pragnie tylko być dostrzeżona, kochana, ważna dla tego jednego, wybranego... Nie zawsze to się jednak udaje osiągnąć. Są w życiu mężczyzny tygodnie i miesiące tak wypełnione tysiącem różnych spraw, że nie ma już miejsca na miłość, na spotkania:

nie ma mnie
w harmonogramie twoich
zajęć na najbliższy tydzień

sprawdziłam
często dzwoniłam

nie ma mnie
w harmonogramie twoich
zajęć aż po kres

zgodnie z twoim prawem
                 („nie ma mnie w harmonogramie")

Kobieta rozpamiętuje czas, gdy on wcale nie chciał być sam, szuka w pamięci szczęśliwych dni, które dzisiaj mają zupełnie inny wydźwięk: dawniej wpatrzeni/ dziś napatrzeni/.../ ty – wstrzemięźliwy/ ja... już nie księżniczka...  
Jednak identyfikująca się z podmiotem lirycznym poetka nie załamuje rąk, lecz bierze pod rękę wiosenny wiatr i idzie z nim na kawę. Potrafi czerpać przyjemność ze spaceru gwarną ulicą, idzie w kolorowej sukience z rozwianymi włosami i słucha śpiewu ptaków.

Ptaki, drzewa, cała natura zajmują w poezji Marleny Zynger dużo miejsca. Opisuje  warszawskie parki, na przykład Warszawskie Łazienki, w których wiewiórki zbierają orzeszki, pachną narcyzy i janowiec, chowają się wśród liści spłoszone ptaki („miłość w Warszawskich Łazienkach"). Potrafi namalować słowami wschód słońca: świt zmieniał stroje coraz to odważniej/ blady róż w wiśnię mleczny lazur w błękit („przedwiośnie"); albo rozkwitającą bujną zieleń: z łąk lasu nieba/ pierwsze westchnienie/ soczystą zieleń/ lazur spieniony/ kwiecie pstrokate/ lecę wśród woni/ pąków obrzmiałych/ traw tchem zroszonych („wiosna"); lub dyszące z gorąca lato: ciężkim oddechem ziemia sapała/ świerszczy odwłoki dźwięczały graniem/ zlotem iskrzyła zieleń obrzmiała/ owoc kolorem grał o przetrwanie („lato"). Nie brak też wiejskich obrazków:

przy kominie w starej chacie
pies skulony liże sierść swą
łata po łacie

nieopodal w małym oknie
pająk się cieszy że nie zmoknie
                         („polska wieś")


Pisze też poetka utwory inspirowane muzyką i tańcem. Na przykład w szaleńczej „tarantelli" ręce plączą się i gubią, a w „tym jednym tangu" wymarzony taniec z wymarzonym mężczyzną mógłby zmienić nocne niebo w kolorową tęczę:

krapowa laka rozetnie błękit
cynober ochrze poda rozświetloną dłoń

ciemność zapadnie lecz barwy nie ustaną
księżyc w ukłonie odda tytanową biel
w nocnej ekspresji królować będzie szkarłat

Liryczna poezja Marleny Zynger, delikatna i kobieca, spowita mgiełką miłosnych czarów, pełna ciekawych zwrotów (np. nie żonataj się, kacze trele kaczele, kwitnąc pąkami farby z konturów ciała ) pozostaje w pamięci, po odłożeniu książki nie znika, powraca wybranymi strofami, słowami. We mnie pozostał piękny wiersz „niemożliwe – bez niego", szczególnie ostatnia zwrotka:

w dziwie niemym została
nie pojmując niczego

jedno wszakże wiedziała
niemożliwe – bez niego

Poezja ta pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości, wprowadza czytelnika
w piękniejszy, bardziej kolorowy świat. Świat pełen miłości,muzyki, obrazów, a także tęsknoty, niespełnionych marzeń, wielkich oczekiwań i małych dramatów. Świat pulsujący, lśniący, pełen roziskrzonych słów i nieziemskich kolorów.

Pisząc o książce nie mogę nie wspomnieć o okładce, doskonale korespondującej z treścią wierszy. Pierwszą stronę zdobi obraz Renaty Brzozowskiej, portret rozmarzonej Marleny Zynger tańczącej w czerwonej sukience. Można się domyślać, że obraz zainspirowany był utworem „to jedno tango". Na ostatniej stronie okładki poetka w tej samej czerwonej sukience uśmiecha się tajemniczo z fotografii wykonanej przez Marcina Bąka.
Dobra książka, naprawdę warta przeczytania.  

Marlena Zynger  „DO – TYKANIE /  TICK – TOUCHING", Wydawnictwo Książkowe IBIS, Warszawa 2013, s. 80

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org