• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Ewa Klajman-Gomolińska - G-ej-ENDer

    Budzisz się powoli, otwierasz oczy i patrzysz zahipnotyzowany w kołyszący delikatną, łagodną falą ocean. Wody płodowe albo wielka woda istnienia, której my stanowimy jedynie kroplę; fizyczne i chemiczne podobieństwo każdego innego życia-kropli, a jednocześnie stanowimy jej boskość. Życie, które nazywamy życiem, może być śmiercią i odwrotnie. Poród, oznaczający śmierć w innym wymiarze, skazuje nas na pewien proces oczyszczania w globalnej wiosce zwanej Ziemią. To pobyt terminalny; niezależnie od naszej koncepcji życia i śmierci, poglądów i przekonań; ma ograniczoną liczbę nocy i dni, śniadań i kolacji, kończy się bezwzględnie i nieodwracalnie. Zdumiewającym więc pozostaje, iż z taką świadomością, przy założeniu, że każdy ją posiada; ludzie próbują zmienić zastany porządek wioski, zmienić również bezwzględnie i nieodwracalnie, iż mają czelność podnosić rękę na Naturę, która jest sołtysem owej wioski i wypowiedzieć jej wojnę. Byłoby mniej dziwne, gdyby istota ludzka miała wieki do dyspozycji, ale średnia kilkudziesięciu lat żywota nie upoważnia i nie uprawnia nikogo do rewolucji miejsca, które daje nam schronienie. Wszakże pycha jest największym pośród grzechów. Człowiek uważa siebie za lepszego od innych; współczesność odebrała szacunek, estymę i respekt. Aberracja XXI wieku polega na braku pokory, profanacji i niszczeniu wszystkiego, co jeszcze oplute nie zostało. Przemiana owa pociąga za sobą kąsanie tego, co reprezentuje wartości, uznane za wartości onegdaj oraz naśladownictwo nowych wzorców poprzez które wyraża się swoją elastyczność, asertywność i otwartość.

    Do niedawna jeszcze każdej zimy baliśmy się wirusa grypy, teraz zagraża nam wirus gender. Jesteśmy na niego narażeni na każdej stronie gazety i kanale telewizyjnym. Gender rozrasta się i pożera, bo nie jest już tylko gender studies czy szkoleniem unijnym dla każdego kraju, który chce dotacji do swojego projektu z funduszy unijnych; jest tematem rozmów i wypowiedzi ludzi rozmaitej proweniencji, powiązanych bezpośrednio, pośrednio oraz w ogóle. Tworzy to chaos medialny, której przyczyną jest – jak zazwyczaj – brak elementarnej wiedzy pojęciowej, używanie chwytliwych słów bez rozumienia ich znaczenia. Emancypacja, feminizm, równouprawnienie, gender, dymorfizm płciowy, seksualność – mieszają się i przemieszczają swobodnie w paplaninie, która z pewnością służy Kościołowi, choć pozornie Kościół pozostaje w tym aspekcie najczęściej obiektem ataków. Wirus marketingowy rozniósł się drogą kropelkową; zainfekował kraj błyskawicznie, na co Kościół odpowiedział w liście do wiernych odczytanym w Niedzielę Świętej Rodziny 29.12.2013r. Stając się atakowanym, w różny sposób, czasem podły i nikczemny, odwrócił skutecznie uwagę od problemu pedofilii i nadużyć seksualnych, nadstawiając drugi policzek. To bardzo psychologiczne działanie; gdy tonie budowany od tysięcy lat autorytet, przykuwa się uwagę na tyle efektywnie, by stać się ofiarą ataków, a w ostatecznym rezultacie ofiarą stają się chrześcijanie i tym samym Kościół zostaje poniekąd uwolniony ze swego instytucjonalnego znaczenia na rzecz wspólnoty chrześcijańskiej. Uderzając w samo chrześcijaństwo, w jego fundamenty, sam kręgosłup, genderyści uderzają w osnowę natury, w jej prymarne prawo i święty początek. Taka akrobacja z góry ma przewidziany finał, gdyż nic tak nie wypełni znowu nawy kościoła, jak sprowadzenie chrześcijan do roli ofiary – to bardzo konsoliduje i umacnia, wznosi poza inne spory i problemy samego Kościoła. W konsekwencji więc i na przełomie dziejów – gender Kościołowi służy. Jednak, jak każda rewolucja, pociąga za sobą straty konkretnych ludzi, czego się naprawić już nie da ze względu na ograniczony czas pobytu na Ziemi. Dopiero z dziennika „Blaski i cienie życia Wacława” dowiemy się, jaką cenę zapłacił mały Wacek przebierany w przedszkolu w różowe sukienki i malujący koleżankom paznokcie jako manicurzysta. Argumenty, że swoją tożsamość płciową dziecko i tak odczuje w wieku 4 lat, są nieco wątpliwe przy społeczeństwie, które chce wychowywać dzieci dwujęzyczne od niemowlęctwa i sadzać je na nocniku z zamontowanym małym komputerkiem, by jak najszybciej oswoić malucha z wirtualiami. Jeżeli nie traktować dzieci poprzez ich płciowość od momentu narodzin, to może w ogóle ich nie wychowywać, bo idąc tropem myślowym skrajnych genderystów, każde wychowanie jest złe, bo ograniczające i kanalizujące. W żydowskich kibucach eksperymentowano model rodziny jako jednej wielkiej wspólnoty. Kobiety i mężczyźni chodzili podobnie ubrani i wykonywali te same prace. Dzieci były wychowywane przez wszystkich i karmione piersią przez wszystkie kobiety mające w danym czasie pokarm, by nie powstała więź pomiędzy matką i dzieckiem, dlatego też nie zaimkowało się swoich dzieci i nie zwracało do nich słowami „mój synku”. Podobna, luźna odzież miała zatrzeć pewną identyfikację seksualną, manifestowaną w swej atrakcyjności tak, że podoba się fizycznie konkretny człowiek konkretnej płci. Więź między małżonkami miała zastąpić miłość do wspólnoty w sensie wszystkich jej członków. Jedynym wyróżnikiem płciowym pozostał sam poród, który kibuc pozostawił wspaniałomyślnie samej naturze – kobiecie, bo jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, jakby można było i tę kwestię rozwiązać… Chociaż klonowanie, cała inżynieria genetyczna, transhumaniści dążą do przekroczenia nieprzekraczalnego… Zupełnie niezrozumiałym pozostaje natomiast, że przekonania wywodzące się od „Emancypantek” Bolesława Prusa nagle zajaśniały łuną na całym sklepieniu i nie tyle zrewolucjonizowały w pojęciu samej teorii, co wypaczyły i przeinaczyły koncepcje, z którymi cywilizacja się już zmierzyła. Mamy ewidentnie do czynienia z rozrzutnością słowa i brakiem ekonomii słowa. Szastamy słowami i odbieramy im sacrum, bo pozornie one nic nie kosztują. Szmacimy własny język i komunikujemy się nim jak obcym, przez co uruchamiamy działania, których chcielibyśmy uniknąć, gdybyśmy znali i rozumieli kod aktywujący. Poziom frustracji i niezaspokojonych potrzeb oraz niewydarzonych namiętności powodują, że ludziom jest tak naprawdę wszystko jedno, co będzie przedmiotem sporów. Każdy temat jest odpowiedni, by ustawić barykadę i podzielić społeczeństwo. Każdy z odmiennym punktem widzenia staje się wrogiem, którego należy obalić. Ludzi stojących murem za naturą traktuje się jako passe zaś atrakcyjnym pozostaje nowoczesny genderysta, jakby wszystko co nowe oznaczało dobre i właściwe, a to co jest ustalone całymi epokami - złe i żałosne. Podobnie rzecz się ma z odgrzewanym tematem homoseksualizmu, istniejącym odkąd istnieje biologia. W Starożytności rzecz tak normalna, że w ogóle pomijana, bo oczywista. W Sparcie każdy mężczyzna był biseksualny bądź homoseksualny; był to nawet rodzaj inicjacji wchodzący w skład tzw. spartańskiego wychowania. Homoseksualne są zwierzęta i homoseksualni są ludzie. To pewien fakt, który należy jako fakt przyjąć, ale z nim nie dyskutować i nade wszystko go nie manifestować, nie podpierać się nim jako przywilejem lub każdy przejaw nieakceptacji ogólnie określać homofobią. Homofobia również nabrała już w naszych czasach innego znaczenia, bowiem za homofoba uważa się nie tylko człowieka wrogo traktującego osoby homoseksualne, atakującego ich i krytykującego (czytaj: negatywnie) ich zachowania czy dyskryminującego, ale nieprzejawiającego entuzjazmu homoseksualizmem. W praktyce, przekładając to na prosty język opisowy, ma się rzecz następująco: 57-letni Marian jest ojcem trzech dorosłych, dobrze zbudowanych synów. Pewnego razu synowie wracają z wakacji i komunikują ojcu, że zaręczyli się nad jeziorem Niegocin z trzema również przystojnymi mężczyznami i poczynią wszystko, by ich poślubić. Ojciec winien trzymać w takiej sytuacji fason i śmiać się do pierwszych łez wzruszenia. Jeśli zaś dopadnie go podstępny zawał, po reanimacji ujrzy nad sobą sześć zatroskanych męskich twarzy. Marian napisze tego dnia depeszę do żony harującej w Stanach na posag dla wnuków, których nigdy nie będą mieli, „Najdroższa nad wyraz Bożeno, nasi chłopcy zaręczyli się z innymi chłopcami. Wkrótce wyjeżdżają w podróż narzeczeńską do Lidzbarka Warmińskiego. Twój na wieki, Marian”. Bożena się ucieszy, bo posag niepotrzebny, wnuków nie będzie, a ona w skrytości ducha zawsze marzyła, by znaleźli się mężczyźni, którzy zaopiekują się solidnie jej trzema - po 190cm wzrostu -maleństwami. Oczekujemy od ludzi tolerancji posuniętej do takich granic, że sami poprzez te oczekiwania stajemy się nietolerancyjni. Ja nie chcę być adorowana przez lesbijkę i nie chcę, by za parę lat wszyscy mężczyźni mówili falsetem. Kiedy koleżanka mówi mi: „moja córka jest lesbijką w Gabonie!” nie piszczę radośnie: „w Gabonie?! To supcio, Gabon jest taki milusi!!!”. Nie oznacza to jednak, że jestem homofobką ani też nie sprowadza się do nieuznania gender jako immanentnego składnika świata relacji między kobietą a mężczyzną w różnych obszarach, z czego akurat nie ukrywam, że mnie interesuje najbardziej gender literacki, zwłaszcza w zakresie lingwistycznym. Pomijanie anatomii i biochemii z wykorzystaniem w zasadzie samego portretu wrażeniowego z artefaktami i siecią emocjonalną prowadzi do skrajnej ignorancji rzeczywistości, natury i dla ludzi wierzących - Bożego planu. Natomiast sam gender mainstreaming jako włączenie problematyki płci do głównego nurtu polityki powinien przynieść wiele korzyści, co można podeprzeć przykładem z Portugalii, w której fundusze na unowocześnienie kutrów, na których pracowali głównie mężczyźni, zostały rozłożone w taki sposób, by kobiety nauczyły się produkcji biżuterii ze zbieranych muszli i innych bogactw morza. Tak więc przedsiębiorczość bezrobotnych kobiet stała się istotna w równym stopniu jak polepszenie warunków pracy na kutrach, przez co obie płci zostały przygotowane do efektywnej i zarobkowej działalności. Istnienie napięcia i biegunowości jest gwarantem prokreacji i utrzymania gatunku, atrakcyjność seksualna i ukierunkowane pożądanie oraz pewna tajemniczość przeciwnej płci stwarza życie nieprzewidywalnym, porusza mocniej sercem i zachłystuje, najbardziej racjonalne głowy, powietrzem. Ingerując w naturę, ingerujemy w namiętności, a to już jest niebezpieczne i ryzykowne nawet dla samej sztuki – barda natury. Tożsamość płciowa nierozerwalnie połączona jest z godnością człowieka, dumą mężczyzny i dumą kobiety, jakiekolwiek zachwiania poprzez upokorzenie czy odrzucenie położy się traumą na całym życiu. Love me dżender czy wolisz coś innego?

    Również tego autora