Emil Biela - DROGA KRZYŻOWA POLSKOŚCI

Historycy polskiej współczesnej literatury wyodrębnili grupę twórców Pokolenie 76. Należą do niej pisarze urodzeni w latach 50., którzy debiutowali w momencie powstania niezależnego obiegu wydawniczego i których przeżyciem pokoleniowym był psychiczno-moralny wstrząs wywołany stanem wojennym. Są to m.in.: Tomasz Jastrun, Antoni Pawlak, Jan Polkowski, Bronisław Maj, Paweł Huelle.
W ostatnim czasie bardzo uaktywnił się z tego grona Jan Polkowski. Krytyka podkreśla etyczny nurt jego twórczości formułą: „poeta powinności". Brzmi to bardzo dostojnie i zaszczytnie.
Polkowski wydał ostatnio obszerną powieść pt. „Ślady krwi", a 29 czepca 2013 roku w Leśniczówce Pranie otrzymał nagrodę im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńczyńskiego „Orfeusz" za najlepszy tom poetycki 2012 roku. Uhonorowano nią jego tom wierszy „Głosy", wydany w Bibliotece Toposu". Nagroda „Orfeusz" stanowi przeciwwagę dla innych nagród poetyckich,  takich jak „Nike", którą wykreowało środowisko „Gazety Wyborczej".
W samych superlatywach o powieści Jana Polkowskiego wyraża się m.in. Ryszard Legutko, Bronisław Wildstein, Marek Nowakowski, a nad całością czuwa niejako Thomes S. Eliot z pytaniem które posłużyło mu motto powieści: „Dokąd wiodła nas droga – ku Narodzinom czy Śmierci?"
Bohater powieści, posolidarnościowy uchodźca, przyjeżdża do Polski z Kanady i usiłuje robić porządki w swym życiorysie. Nie jest to łatwo uczynić, gdyż polska droga krzyżowa ma liczne upadki związane bezlitośnie z niemieckim i rosyjskim totalitaryzmem, z absurdami rzeczywistości PRL. Można rzec: polski kosmos, jeszcze dziś budzący przestrach i tak mało znany, szczególnie przez ludzi młodych.
Szkopuł jeszcze w tym, że jak czytamy w powieści i „przeszłość można zmieniać nieustannie"... Ale zawrócić z drogi krzyżowej, szczególnie polskiej, nie można. I nie wypada, bo tak chce i domaga się historyczna uczciwość, o którą walczy w swej powieści Jan Polkowski.

Książkę można postawić obok twórczości Witolda Gombrowicza, a także, co dyskusyjne, w pobliżu „Początku" Andrzeja Szczypiorskiego. Na polskiej drodze krzyżowej są i tak zapisane przez Polkowskiego sceny: „Przecież nie da się uciec od tego jazgotu, odmawiania różańca na chodnikach i skwerach, robienia z krzyża kija do bejsbola, a z Chrystusa anteny nadawczej ksenofobicznej stacji radiowej. To jest niepełnosprawny naród zawodowych katolików i niedorobionych patriotów. Chodzą po domach i sprawdzają, kto z kim śpi, do matury chcą dopuszczać tylko dziewice, a Żydów, choć wszystkich wygnali, widzą wszędzie."
Widzę jak śmieje się Gombrowicz, czytając te słowa...
Co można zarzuć Polkowskiemu? Otóż nie potrzebnie w usta swych bohaterów wkłada tyrady o Bogu, wierze, sprawiedliwości, episkopacie, panach papieżach etc.
W wypadku „Śladów krwi" sprawdza się Stendhalowska metafora powieści - zwierciadła, która odradza się zawsze w momentach wielkich przełomów, w obliczu wydarzeń przerastających jednostkę. J. Polkowski takie właśnie wydarzenia ukazał.

Jan Polkowski, Ślady krwi, Wydawnictwo M, Kraków 2013, ss. 436.
 

Również tego autora