Damian Skawiński - O jednej z wędrówek

Motyw wędrówki należy do tych, które literatura eksploatuje niezwykle często. Setki wierszy, rozdziałów, czy całych książek poświęcone są różnorodnym podróżom – geograficznym, uczuciowym, retrospekcyjnym… Długo by wymieniać.
    Czytelnik, biorąc do ręki następną publikację wpisującą się w ten nurt, tom poetycki „Moje wędrowanie" Lidii Ziurkowskiej-Michalewskiej może początkowo obawiać się, że ma do czynienia z kolejnym powieleniem przetartych już szlaków. Niepotrzebnie – autorka prezentuje dzieło może nieszokujące nowością i niepowtarzalnością, ale stanowiące interesujący pogląd na zagadnienie podróży, odbywającej się na kilku płaszczyznach. Ruszajmy więc w drogę.

    Już słowo wstępne do rzeczonego tomu (notabene – bardzo dobre) Zbigniewa Radosława Szymańskiego jest zwiastunem tego, że mamy możliwość obcować z dziełem bardzo atrakcyjnym, bogatym, o szerokim zakresie tematów i znaczeń. „Moje wędrowanie" jest nadzwyczaj przyjemną podróżą, obfitującą w różnorodność, głębię poetyckiego spojrzenia, życiowego doświadczenia, które często jednak zahacza o manowce i wyrażenia o charakterze egzystencjalnym:


Opadamy jak pożółkłe liście
strącane podmuchem
przeznaczenia

Przemijanie, szeroko pojęte vanitas, nierzadko wychyla się z prezentowanych wierszy. Ziurkowska-Michalewska, poetka bez wątpienia stosująca ugruntowaną i przemyślaną frazę i nieczująca lęku przed pokazywaniem życiowego doświadczenia, zdaje sobie sprawę z budującej roli bólu i łez, które czynią człowieka silniejszym: Dzielnie idę pod górę/ rozchylam usta zranione. Jako swoistą metodę poszukiwania ukojenia, równowagi i spokoju w świecie pełnym trudności,  poetka wskazuje na zjawiska małe, ale bogate w znaczenia: ptaki na horyzoncie, czy tajemny szept rozkołysanych zarośli. Poza tym, jest pewna tego, że:

czas by wspiąć się godnie
jak kot biały
na wierzchołek niebieskiego drzewa
spojrzeć na przebytą drogę
poszybować w oko Światła

Wyjścia z szarości życia autorka upatruje także w miłości, którą obdzielać można ogrom istnień. Pojawiają się więc wersy poświęcone rodzicom, bowiem szczęśliwy kto docenił/ obecność Ojca. Matka z kolei, jakże istotna dla wielu mistrzów pióra (patrz: Herbert, Różewicz), tutaj kojarzy się z rozmową:

czekam na rozmowę o poezji
o filozofii życia
o niepowszechnym dziś
człowieczeństwie
o przebudzeniu światłości

Ogromnym uczuciem darzy rodziców, dziadków, ale także męża, czy brata Artura, któremu przypomina pozornie bolesne: kiedy odejdziemy/ nie spadnie gwiazda, by zaraz jednak dodać: ale może pozostanie świadomość/ że nie odszedł człowiek nikt. Poetka ma świadomość tego, że warto zrobić w życiu Coś i być Kimś, zanim się odejdzie – bo cóż po nas pozostanie? Zapewne rękopisy i wspomnienia. Autorka nie szczędzi zwłaszcza tych drugich, tworząc nierzadko impresjonistyczne, jakby zatrzymane sytuacje z dzieciństwa, dojrzałości, czy sprzed kilku miesięcy. „Moje wędrowanie" to więc także podróż przez retrospekcje, np. ze spotkań, nastrojowych sytuacji, czy rozmów z ważnymi dla poetki ludźmi. Dialog, wymiana zdań, to ogromne wartości w relacjach z drugim człowiekiem, nawet tym, którego już nie ma wśród żywych, ale zapisał się w pamięci ciepłem i bliskością. Poetka doświadcza onirycznego kontaktu z ukochanymi dziadkami:

dzisiaj babcia Bronisława
pojawiła się o świcie
z niematerialnym dziadkiem
czułam ich obecność – stali milczący

Ale zaświaty zamieszkują nie tylko ludzie. Po obłoków zielonej murawie gania także ukochany pies Ares, któremu poświęcony jest poruszający tren Rozstanie z dalmatyńczykiem Aresem.

    Uczuciowość, wrażliwość, będące atrybutami poezji, tutaj nie zahaczają o tak nielubianą przez większość czytelników ckliwość i łatwość. Poetka uchyla nam sporą część prywatności, wprowadza w swój świat, nie będąc nachalną, a otwartą.  Z nią i jej światem obcujemy zarówno w nocy, gdzie Rozpanoszył się popielaty oddech mroku, jak i w dzień, który wymiata wszystkie zakątki ciemności. Zwłaszcza noc i towarzyszące jej sny to ważne elementy w twórczości Ziurkowskiej-Michalewskiej. W snach nie tylko marzy, nie tylko spotyka bliskich, nie tylko doświadcza uniesień, przekuwanych potem na strofy, ale także… wieszczy. Poetka przytacza jeden ze snów, który w swojej niezwykłości stał się przeklętym profetycznym zwiastunem narodowej tragedii z 10 kwietnia 2010 roku:

na końcu martwą ciszę
przerwał lot skrzydlatego rumaka
porażony mknął w przestworza –
rozsypując iskry ognia
    
Autorka nie boi się zatem dołączać swojego głosu do tematów trudnych, kontrowersyjnych. Ceni szczerość i autentyczność literackiego przekazu, który stawia ponad odgórnie narzuconą poprawność. Poetka, choć podejmuje tematy budzące skrajne emocje (katastrofa smoleńska, ludobójstwo Polaków na Kresach), sama w żadną skrajność nie popada – wyraża tylko swoje odczucia, które na papierze mogą się narodzić dla nas. Wobec historycznych tragedii jest bezradna, pozostaje więc zadać pytanie:

gdzie wtedy byłeś Boże –
kiedy nóż lśnił czerwienią rosy
w zakrzepłej ranie serca

    Życiowa i literacka wędrówka, w której wraz z poetką uczestniczymy prowadzi nas w różne miejsca na mapie świata. Odwiedzamy: Gdynię, w której poetka mieszka, a gdzie zimą morze zasypia zmęczone/w aurze srebrzystego pokoju; las, który od wieków jest źródłem poetyckich refleksji; Włodzimierz na Kresach Wschodnich – miasto moich przodków; miejsce rzezi ludzi, którzy teraz są Wtuleni w ziemię; wreszcie upalny Egipt, gdzie Nagle smutnieje dzień/ słońce wodzi ognistym spojrzeniem.  Każde z napotkanych miejsc przywołuje na tyle, abyśmy zaciekawieni jej wędrówką sami zechcieli przyjrzeć im się bliżej… A może nawet osobiście odwiedzić?
    
    W swojej wędrówce poetka oprowadza także po swoich artystyczno-literackich inspiracjach, wśród których spotkać można, np. Księcia Poezji - Zbigniewa Herberta, który:

wczoraj odfrunął w gwiezdny byt
- by zasiąść na fotelu kryształowych chmur
uczniom swoim zsyłając błękitu metaforę.

    Dalsze stronice pozwalają z kolei poznać utwory dedykowane (lub inspirowane) innym ważnym dla poetki autorom takim,  jak: Siergiej Jesienin, Bolesław Leśmian, Edward Stachura, Jerzy Stachura czy Rafał Wojaczek. Zapada w pamięć zwłaszcza niezwykle szczere zakończenie utworu tekstu poświęconego rosyjskiemu poecie: I modlę się jak Ty kiedyś/ - o losu mojego spokój. W tomie znajdujemy także nawiązanie nawiązanie do Czesława Miłosza, którego cytat otwiera wiersz Wędrówka. Autorka nie unika ponadto inspiracji szeroko pojętą sztuką, np. obrazami Modiglianiego (wiersz Zmysłowy wizerunek nieśmiertelności), Boscha (Kalejdoskop) czy Marka Górczyńskiego (Spotkanie).

    Lidia Ziurkowska-Michalewska to autorka stosująca poetykę umiaru, przechodząca jakby obok upragnionej przez wielu piszących usilnej awangardowości. Potrafi jednak zaskoczyć niespodziewaną, ale zazwyczaj bardzo plastyczną metaforą, czy apostrofą, której z pełną świadomością nierzadko używa, choćby zwracając się do Stwórcy:

Ty – który jesteś
wszechobecną postacią wyobraźni
szukamy Ciebie –

Stonowane i przemyślane strofy dopełnia zawsze harmonia obrazów, wyrażeń, dzięki którym podróż przez niniejszy tom jest jeszcze bardziej przyjemna.
    Ważną rolę w twórczości Ziurkowskiej-Michalewskiej odgrywają barwy i światło (zwraca zresztą na to uwagę także Szymański). Swój kolor ma tęsknota – błękitna, tą barwą owiana jest także niezwykle inspirująca Gdynia, której poświęcony jest osobny utwór. Często pojawia się purpura, wyróżniająca nie tylko różę, ale także krew jako zastygający atrament słowa czy jesienne drzewa, które Aleją jesieni maszerowały. Poetka w zauważalnie łatwy sposób łączy kolory, odcienie z różnymi zjawiskami, dając wyraz postrzegania świata na swój sposób.

    Autorka kończy swoją (i naszą z nią) wędrówkę dwiema krótkimi prozami. Poznajemy m. in. interesującego bohatera, jakim jest słoń podróżnik z trąbą nieodgadnionego kształtu, który szedł, aż dotarł do celu swojej wędrówki, nareszcie mógł spełnić swoje marzenia. Po dotarciu do celu i zamknięciu ostatniej karty tomu „Moja wędrówka", motyw życia jako podróży, a człowieka jako pielgrzyma staje się jeszcze bliższy. Czy koniec wędrówki oznacza spełnienie wszystkich marzeń? Być może nie, ale jakże łatwiej jest je spełniać, kiedy osiąga się stan spokoju i znajduje się w sobie ukojenie na wszystkie trudy i bóle; gdy umiemy pogodzić się z nimi i potraktować jako kolejny element na drodze. Tej, która nie musi być piękna i radosna, ale powinna być nasza, własna.

Lidia Ziurkowska-Michalewska, „Moje wędrowanie", Fundacja Pomysł