Janusz Orlikowski - Nowy król II

Kuszenie i Upadek, początek dziejów ludzkości w znaczeniu jakie przypisuje mu Stary Testament również w znaczeniu chrześcijańskim. Oto wąż skusił Ewę, aby zjadła owoc z zakazanego drzewa i stało się. Ta opowieść z Księgi Rodzaju stała się motorem na którym rozbudował się judaizm i z której w rzeczy samej „nie zrezygnowało" chrześcijaństwo, choć uczy w jaki sposób z powodowanym nią poczuciem winy należy sobie radzić. Grzech Pierworodny, choć nam przypisany, to nasze ego obecne w każdym przejawie ludzkiej działalności, wymaga wysiłku naszej indywidualnej świadomości i nakierowanie jej na właściwą drogę poprzez pokorę i skruchę.  I choćbyśmy nie wiem jak w dzisiejszych czasach byli przykładami współczesnego człowieka żrącego, to jeżeli kogokolwiek bym nie zapytał kim byli Adam i Ewa, kto to był wąż i co poczynił, to każdy doskonale pochwali się znajomością rzeczy. Jest to bowiem pierwsza z opowieści z jaką zapoznajemy się jako małe dzieci na lekcjach religii, którą zapamiętujemy do końca życia, chociaż niekoniecznie staramy się ją zinterpretować, bowiem ta nastręcza olbrzymich trudności i właściwie stawia pod murem. Pozostaje więc nam ja przyjąć, tak jak Prawo nakazywało to Izraelitom. Przyjąć albo odrzucić, gdyż przy powierzchownym rozumieniu będziemy widzieli ją jako uderzenie w naszą wolność i co najwyżej bardziej świadomie widzący Pismo Święte połączą ją z opowieścią o Wieży Babel, czyli obrazu człowieka ponad miarę jak to zinterpretował Kościół. Poza tym powiemy, że mamy przecież wolną wolę, co nam sprawy nie rozwiązuje, ale równocześnie paradoksalnie ją zamyka. Być może też tak dobrze pamiętamy opowieść o Adamie, Ewie i wężu, że od początku była i nadal jest dla nas zagadką, której nie ujawniono rozwiązania i która stała się powodem naszej nieobecności w Raju? Tęsknota człowieka do nieśmiertelności jest w nim przecież od zarania zakorzeniona.
Uwagę naszą, w moim tu zamierzeniu, powinien skupić fakt, że to Prawo nadało taki obraz początków człowieka. Dla Izraelitów, kto nie przestrzegał Prawa, grzeszył, co wpędzało człowieka w poczucie winy. Chrześcijaństwo wprawdzie, z uwagi na rodzącą się za czasów Chrystusa indywidualną świadomość i poprzez Niego, pokazało, jak wspomniałem na wstępie, jak należy sobie z nim radzić, lecz kanoniczne ewangelie nie przynoszą „rozwiązań" co do sedna pierwszej opowieści o Człowieku i jego Upadku. „Całe ujęcie tematu w subtelny sposób różni się od ujęcia biblijnego, mimo iż dotyczy tych samych zdarzeń: Kuszenia i Upadku. <Ewangelia Filipa> głosi, iż Upadek nastąpił, gdy Adam błędnie pojął swą sytuację, gdy uznał za Prawo to, co powinno być wolnością. Przez Chrystusa, który jest Drzewem w Raju, wolność zostaje ponownie odzyskana." pisze Andrew Welburn w Początkach chrześcijaństwa. A zatem w jaki sposób w Ewangelii Filipa jest napisane o Upadku?
„...Raj to miejsce, w którym mi powiedzą: <Jedz to lub nie jedz tego – jak sobie życzysz>. To miejsce gdzie będę jadł wszystko, bowiem znajduje się tam drzewo poznania. To ono zgubiło Adama. Natomiast uczyniło człowieka istotą żyjącą aktywnie. To Prawo było tym drzewem. Ono może nauczać, co jest dobre, a co złe. Jednak nie odsuwa ono człowieka od tego co złe i nie utwierdza w tym co dobre. Ono zgotowało zgubę tym, którzy z niego zjedli. Bowiem kiedy nakazało: <Jedz to i nie jedz tamtego>, stało się to początkiem śmierci." (Logion 94). Jak widać nie jest tu wymienione imię Ewa, która to jest „główną winowajczynią" Grzechu Pierworodnego. Otóż dla właściwego zrozumienia treści tu pomieszczonych konieczne aby wskazać, że Prawda w tej ewangelii postrzegana jest poprzez symbole i obrazy. Logion 67: „Prawdy nie przekazuje się światu temu w czystej postaci, lecz poprzez symbole i obrazy. W innej postaci nie daje się je przekazać." Adam jest tu autentycznie Pierwszym Człowiekiem, natomiast Ewa to jego dusza, o czym świadczy  ich wzajemna relacja, o której dowiadujemy się, gdy czytamy logion 71: „Kiedy Ewa była w Adamie nie było śmierci. Kiedy oddzieliła się od niego wówczas pojawiła się śmierć. Jeśli zaś ona wejdzie do niego ponownie, on zaś ja przyjmie, to śmierci znów nie będzie." Koniecznym jest również wspomnieć, że  „Użycie w niektórych fragmentach, takich jak logion 94, pierwszej osoby liczby pojedynczej tłumaczy się najprawdopodobniej tym, że <Ewangelia Filipa> stanowiła materiał do studiowania dla tych, którzy mieli być inicjowani w chrześcijaństwo. Jej pełne znaczenie ukazywało się dopiero w świetle ich późniejszego chrztu oraz dopuszczenia do posiłku eucharystycznego" jak pisze Andrew Welburn. A zatem, że Ewa jest personifikacją duszy człowieczej dowiadywał się adept na przyszłego chrześcijanina po chrzcie i posiłku eucharystycznym, gdy jego wtajemniczenie w arkana wiary było bardziej pełne. Jakże dziwnie to brzmi dzisiaj, gdy komunię świętą może przyjąć w zasadzie każdy, wystarczy że podejdzie do ołtarza, a nawet nie, bo w okresie świąt wielkanocnych i Bożego Narodzenia, dla sprawności podają ją księża w miejscu, gdzie przybyły do kościoła stoi.
Takie przedstawienie w Ewangelii Filipa sensu opowieści o Adamie, Ewie i wężu przestaje być już zagadką, bowiem wyjaśniło, że Ewa powinna być widziana jako obraz duszy, która jest kuszona do zła i od nas zależy czy je przyjmiemy jednocześnie wyzbywając się jej, a tym samym zatapiając się tylko w swoją materialność. Sprawa jednak nie jest tak prosta, jakby się z powyższego wydawało. Zanim jednak o tym, warto tu zwrócić uwagę na istotny aspekt tego przedstawienia, o którym pisał Welburn. Uznanie przez Adama za Prawo tego, co powinno być wolnością. „Ono zgotowało zgubę tym, którzy z niego (tj. drzewa poznania – przyp. J.O.) zjedli. Bowiem kiedy nakazało <Jedz to i nie jedz tamtego>, stało się to początkiem śmierci." Chrześcijaństwo w jego czystej formie niczego nie nakazuje, w przeciwieństwie do religii Izraelitów, dla której Prawo jest  tym drzewem. A przecież Prawo może tylko nauczać, nie może jednak odsunąć od człowieka zła, ani też utwierdzić w tym co dobre, jak czytamy jako uzasadnienie tego faktu u Filipa. Tym sposobem zostaje usunięte z ludzkiej świadomości poczucie winy powodowane przeciwstawieniem się jemu. Ten krok jest bardzo istotny w dalszym rozwoju człowieka. Mówi on bowiem, że dobro i zło nie zależą od Prawa, a nakaz powoduje reakcję odwrotną, „Ono zgotowało zgubę (...)".
Zgotowało jednak zgubę komu? „(...)tym, którzy z niego zjedli". Przeciwstawili się oni swojej duszy, która tym sposobem od nich odeszła. Czytam bowiem: „Kiedy Ewa była w Adamie nie było śmierci. Kiedy oddzieliła się od niego wówczas pojawiła się śmierć." Ale jak to możliwe skoro przecież to właśnie Ewa uległa wężowi? Tu przypomnieć należy, że Ewangelia Filipa mówi, że Prawdę należy czytać poprzez symbole i obrazy, jak pisałem wcześniej cytując odpowiedni logion. Ewa (dusza) aktywnie obecna w opowieści o Upadku nie wie co to dobro, a co zło. Zło nie jest od niej odsunięte i nie ma też w niej utwierdzenia w tym co dobre. Czyni krok, który jej to uświadamia  powodując utratę samej siebie. Adam przekonuje się, że poczynił źle, lecz nie jest to wynikiem Prawa, lecz jego własnego doświadczenia. Zrobił coś, co w konsekwencji okazało się czynem złym, lecz przez niego nie zawinionym. Nie może i nie powinien mieć z tego powodu poczucia winy. To ono powoduje, że, pisząc słowami Ewangelii Filipa, Ewa oddzielając się od Adama do niego nie wraca. Poczucie winy bowiem, jest zniewoleniem czy to poprzez Prawo, czy pisząc współcześnie drugiego człowieka. Tu i tu chodzi o zdobycie władzy, która potrzebna była późniejszemu Kościołowi dla utwierdzenia swego miejsca w świecie. Grzech Pierworodny jest zatem w istocie niezamierzony. Przy chrzcie zatem nie chodzi o zmazanie pierwotnej winy, lecz tylko o włączenie człowieka do wspólnoty chrześcijańskiej, tak jak wyglądało jego zadanie na początku: poszczególni ludzie, po odpowiednim przygotowaniu, byli inicjowani w chrześcijaństwo. Z tej perspektywy patrząc nie dziwi fakt, że pierwsi chrześcijanie byli ludźmi radosnymi i oddawali życie w obronie Jezusa jako Chrystusa, czyniąc to bez zmrużenia oka.
Dlaczego więc Ewangelia Filipa (jak i wiele innych) nie została włączona do kanonu? Z tego punktu widzenia, tj. Kościoła, pytanie to nie wymaga odpowiedzi. Poza tym, nie czuję się na siłach, aby to zagadnienie właściwie opisać i nie to jest tematem eseju. Warto jedynie w tym miejscu wspomnieć, że zarówno ewangelia, której fragmenty przytoczyłem, a i dalej będę przytaczał, jak i bliska jej, lecz o bardziej orientalnym charakterze, Ewangelia Tomasza, czy Ewangelia Prawdy, Ewangelia Egipcjan oraz wiele innych pism zwanych „apokryficznymi" to znaleziska z Nag Hammadi.  W Górnym Egipcie w 1945 roku dwóch wieśniaków wykopywało nawóz i znaleźli oni w starym dzbanie koptyjska bibliotekę gnostycką ze starożytnego Chenoboskion (dziś Nag Hammadi), jak pisze Andrew Welburn.
Grzech Pierworodny wskazuje na istnienie zła, które mieści się w człowieku. Gdzie jednak ono „się znajduje"? Gdzie jest jego umiejscowienie? „Kiedy Ewa była w Adamie nie było śmierci.", co całkowicie zrzuca odpowiedzialność z Ewy (duszy), natomiast takim czyni materialnego Adama, który do chwili swego postępku ją jeszcze posiadał. Nie uchroniła go ona jednak od złego działania, bowiem przeciwstawił się on... No właśnie: Czemu? Nie Prawu, lecz swojej wolności. To, że owoc został zerwany było wynikiem takiej a nie innej, czyli wyższej jego indywidualnej świadomości. A tę się nie posiada, lecz nabywa w miarę własnego rozwoju. Grzech zatem zostaje popełniony, lecz nie zawiniony. Istotą z kolei tegoż nabywania jest ciągły kontakt z Duchem, Istotą Najwyższą, Wszechmogącym, czy jakkolwiek będziemy chcieli To nazwać. Tylko jak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy ów kontakt jest, czy też go nie ma? Odpowiedź kryje się w stosunku do własnego ciała. W Ewangelii Filipa czytamy: „Nie bój się ciała i nie kochaj go! Jeśli boisz się go, to będzie nad tobą panowało. Jeśli zaś je kochasz, to cię pochłonie i ujarzmi." (Logion 62). Wynika z tego, że powinien być on jakby obojętny. Przy czym słówko „jakby" jest tu istotne. Obojętność bowiem w czystej postaci to tyle co całkowity brak zainteresowania, a tym samym jego zaniedbanie i pozostawienie go samemu sobie. Nic z tych rzeczy. Źródła tej ewangelii i sama ona  zasadniczo temu przeczą. „Misterium Komnaty Małżeńskiej (…) przywołuje na myśl archaiczne uroczystości znane na starożytnym Bliskim Wschodzie. Mitologia mówi o świętych zaślubinach, czyli <hieros gamos>, jakie dokonały się między boskim Ojcem a boską Matką w ogrodach Raju. Akt seksualny postrzegany jest tu jako znak pierwotnej całości; nie tylko jednoczy mężczyznę i kobietę, lecz także ustanawia harmonię między człowiekiem a światem. W ujęciu <Ewangelii Filipa> Komnata Małżeńska ponownie zespala rozdzielone pierwiastki męski i żeński upadłego człowieka w pracałość, którą tworzył <gdy Ewa była w Adamie>" jak pisze Andrew Welburn. Komnata Małżeńska i to co się w niej dzieje to cytowany wcześniej logion 71, poczynający się właśnie od słów „Kiedy Ewa była w Adamie...". Akt seksualny, czyli, by się tak brzydko wyrazić, czynność cielesna jest tu „narzędziem" do uzyskania tego co dziś byśmy nazwali, mając na uwadze nauczania Pawła (zwłaszcza tego, kanonicznie nieznanego) po jego przeżyciu w drodze do Damaszku, Pełnią. Z kolei strach przed ciałem, przed jego pragnieniami i pożądaniami powoduje, że ono panuje nad człowiekiem jako całością i wiedzie  go gdzie chce. Przypomina jeźdźca bez głowy. Natomiast biegun przeciwny, miłość do  własnego ciała, poprzez właśnie pragnienia i pożądania, jest powodem dla którego rozwija się jego kult, jakże wszechobecny we współczesnym świecie.
 Ciekawym będzie tu przytoczyć logion 91: „To ja, apostoł Filip, powiadam: Józef – cieśla zasadził ogród, gdyż potrzebował drewna dla swego rzemiosła. To on jest tym, który zrobił krzyż z  drzew, które sam zasadził. Dziecię nasienia jego zostało zawieszone na tym co on zasadził. Dzieciątkiem nasienia jego był Jezus, zaś tym, co zasadził był krzyż." Te słowa jeszcze dobitniej wskazują na  to, przed czym przestrzega logion 62. Nie jest tu moim zamiarem rozstrzyganie, czy Józef kierował się strachem, czy też miłością własną i byłoby to sprzeczne z zasadą operowania symbolami i obrazami przy odczytywaniu tej ewangelii. O wiele ważniejsze jest tu sformułowanie: „Dziecię nasienia jego zostało zawieszone na tym co on zasadził." Krzyż, obraz niewiarygodnego cierpienia Jezusa jako Chrystusa jest wynikiem działania, w którym Ewa (dusza) oddzieliła się od  Adama. Przy czym istotne jest tu zauważyć, że drzewo z którego on jest zrobiony pochodzi z tego ogrodu, gdzie zostało ono zasadzone. Zamiast więc służyć człowiekowi na skutek strachu lub kultu  (ciała) stało się obrazem jego nieszczęścia. Materializm Józefa, brak zainteresowania czymkolwiek poza tym stał się motorem, który spowodował że to co miało być radością z posadzonego drzewa było cierpieniem. Można się oburzyć i powiedzieć: przecież Józef był cieślą i wykonywał jak umiał najlepiej swój zawód. Poza tym przecież opiekował się zarówno Jezusem jak i Marią. Tak, tylko w ten sposób mówiąc myślimy dosłownie i tak jak nauczają kanoniczne ewangelie. Przypomina nam się Boże Narodzenie, dzieciątko Jezus i pochylone nad nim głowy Marii i Józefa. Tak, w istocie piękny obrazek. Nie chodzi mi o to, by go zburzyć. Nic z tych rzeczy. Chodzi o przekazanie myśli jaka z cytowanego logionu wynika. To unaocznienie powodu Krzyża. Gwałt na prawdzie, który  jest   autentycznym powodem Upadku. Gwałt, który powoduje, że działania człowieka nie stają się dzięki jego mocy, a na skutek materialnego zapotrzebowania jego ciała bez obecności Ewy, czyli duszy.  To ono daje asumpt ku temu, że postrzegamy życie jako tylko i wyłącznie krzyż, który przyszło nam nieść. Każdy ma swój krzyż, mówi potoczne przysłowie. Stąd działania człowieka są w istocie pozorne i dzieją się na niby. No teraz to już z pewnością doprowadziłem do wściekłości wielu lub niektórych. Ale powoli. To, że teraz piszę, wykonuję tę pracę, wcale nie znaczy, że w „rozumieniu" Boga jest to Prawda. To tylko stan mojej indywidualnej świadomości, która jest na jakimś poziomie. Temu zaprzeczyć się nie da. Nie czynię tego dla pieniędzy, prestiżu, czy sławy, bo wiem, że gdyby cokolwiek z tego było moim udziałem, czynił bym tak samo. Odpowiedzieć więc sobie trzeba na pytanie: czy gdybyś nie pobierał za swą pracę wynagrodzenia, to byś ją wykonywał?  Wydaje się ono abstrakcją, bo od razu zjawia się następne: a z czego miałbym żyć? Lecz warto, hipotetycznie, je sobie zadać. No i kwestia zasadnicza tego „na niby": czy to co robisz jest w obliczu Wszechmogącego jakimś odzwierciedleniem Prawdy? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, ale paradoksalnie, jeżeli nasze działania są powodowane wewnętrzną potrzebą ( nie pragnieniem, nie pożądaniem, które mają charakter materialny i są źródłem cierpienia) to z pewnością są wyrazem obecnej w człowieku mocy. „Uczynki człowieka powstają dzięki jego mocy. Dlatego mówię o nich, jako o wysiłku. Człowiek także rodzi dzieci, które są poczynane w spokoju. Przy czym moc człowieka przejawia się w jego aktywności w pracy, a spokój w dzieciach. Dostrzeżesz zatem, że człowiek w tym jest podobny do Boga. Bowiem Bóg też dokonuje dzieł swoich (w Stworzeniu) dzięki Swojej Mocy, ale właśnie w spokoju rodzi On Swoje Dzieci." mówi logion 86 Ewangelii Filipa. Wydaje się pozornie,i na bazie tego co nieco wyżej pisałem, że seksualność człowieka winna objawiać się poprzez właśnie pożądanie i pragnienie, tyle że charakteryzować ją powinien spokój. Autor bowiem zasadniczo odróżnia to co jest mocą (a stąd wysiłkiem) od „rodzenia dzieci". Rzecz w tym, iż w ewangelii tej w sposób bardzo subtelny przeplata się to, co jest przejawem seksualności człowieka  z przesłaniem wynikającym z obecności Boga. Jedno drugiemu nie przeczy, a wręcz te dwa nurty są wzajemnie sobie potrzebne. Wnikliwy czytelnik mógł to zauważyć już przy wcześniejszych cytatach, choćby tego zawierającego sens Komnaty Małżeńskiej. Tak dzieje się i tu, a ponieważ czytamy poprzez symbole i obrazy, to podobieństwo człowieka do Boga dotyczące  „rodzenia dzieci" nie ma charakteru cielesnego pożądania i pragnienia, a właśnie tenże cielesny lecz, gdy w Adamie obecna była Ewa. Dopiero wtedy możemy mówić o spokoju w odróżnieniu od mocy. Ewangelia Filipa wskazuje po prostu na jasne rozróżnienie tego w jaki sposób dla chrześcijanina powinna wyglądać praca, a w jaki przejawiać się funkcja seksualna. Ta właśnie pełnowartościowa jest wtedy, gdy partnerów cechuje głęboki spokój duchowy. A ten przecież przy  obecności pożądania i pragnienia nie jest, jak wiadomo, możliwy. Warto tu zwrócić uwagę na  to jasne rozróżnienie pomiędzy tym co dzieje się dzięki mocy człowieka, a spokojem potrzebnym do „rodzenia dzieci". Już bowiem pierwsi wtajemniczeni w nauki Jezusa jako Chrystusa chrześcijanie mieli świadomość tego, że te dwa aspekty ludzkiej kondycji należy zasadniczo od siebie oddzielić, pomimo że w ich właściwym ujęciu „uczynki człowieka", czyli jakaś wykonywana praca, wtedy mają istotny sens, gdy powstają dzięki jego mocy, podobnie jak Boga stworzenie. Co zatem dopiero, jeśli pomyślimy o naszym działaniu na niby mającym na celu zdobycie zasobów finansowych mających służyć zaspakajaniu naszych pragnień i pożądań ludzi żrących?  Budujemy „jak Józef" z logionu 91 krzyż z naszego drzewa, które sami, myśląc o miłości szczęśliwej, zasadziliśmy. Już samo ukute sformułowanie – uprawiać seks, może powodować drgawki. Lecz rolnicy płci obojga pewni są we współczesnym świecie swej „mocy". A że to „moc" pochodząca od idei terroru konsumpcjonizmu, to już rzecz inna.
Ewangelia Filipa, już choćby poprzez „rozszyfrowanie" sensu opowieści o Adamie, Ewie i wężu, daje możliwość głębszego zajrzenia w naszą indywidualną świadomość i może stać się początkiem przebudzenia. Ale trzeba zacząć od początku. Od Upadku i od spojrzenia na chrześcijaństwo w jej początkowej, czystej formie, gdzie grupy skupione wokół Filipa, Pawła, Tomasza, czy innych, nie zwalczały się wzajemnie, a uzupełniały. Tam poszukać uniwersalnych prawd, bowiem „Dla moralnej jaźni wszystko jest dozwolone" jak pisze Andrew Welburn w Początkach chrześcijaństwa. Aby nastał Nowy Król.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora