Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Sławomir Krzyśka - Kilka myśli „co nie nowe"

    We wtorek 16 kwietnia 2013 r. na spotkaniu w Klubie Literackim „Dąbrówka"
    w Poznaniu poezję swoją zaprezentowali Tadeusz Stirmer i Edyta Kulczak. Obydwoje
    są członkami „Dąbrówki". Tadeusz Stirmer jest autorem pięciu książek poetyckich: „Dla nikogo mnie nie ma" (2002), „Na ścierwisku" (2007), „Łamana polszczyzna" (2009), „Bwana Polanda" i „Śpij dobrze, dziecko" (2011). Ponadto jest członkiem Związku Literatów Polskich i Grupy Literackiej „Dysonans". Edyta Kulczak jest autorką książki poetyckiej „Anioły nie zawsze są białe" (2009) oraz współautorką opartego na jej tekstach widowiska słowno-muzycznego „Pasja" prezentowanego w poznańskich kościołach w roku 2009 i 2010. Jerzy Grupiński prowadzący Klub Literacki „Dąbrówka" poprosił mnie o scharakteryzowanie zaprezentowanej na tym spotkaniu poezji.
    I tak, Tadeusz Stirmer wierny Miłoszowemu wezwaniu „poeta pamięta" stara się
    na nowo wymierzyć sprawiedliwość światu. Jest to zadanie istotne, ale artystycznie niebezpieczne, bo nawet unikając dydaktyzmu można popaść łatwo w publicystykę. Przykładem może być wiersz „Semit.pl", w którym spotykamy argument o złu wyssanym
    z piersi matek – Polek.

    Semit.pl
     
    jak TO opisać skąd bije czarne źródło?
    w złożach ciemności rodzi się pytanie:
    kto skorzystał z piekła gdy miotał kamienie
     
    i nadszedł czas niepokoju przeczucie powrotów;
    gdy żywi wstając z martwych upomną się o popiół
    wydrapią z ziemi pamięć
     
    więc pełznie robak pod skórą niepewny
    o los wszystkiego co w mroku ojcowie uznali za swoje –
    co j e s t o j c o w i z n ą i na to są papiery
     
    TO się roznosi ponad strugą czasu
    jak wyziew gwałcący powietrze
    i nie ma w tym cudzej winy
     
    jest tylko mleko wyssane z piersi matek
    zrodzonych z Matki Polek

    Dla mnie sztucznie brzmi też wiersz „Wiosna", którego obrazy zaczerpnięto
    z przeczytanych lektur, a nie z przeżycia wstrząsającej tragedii.

    Wiosna

    w ciepły dzień czterdziestego piątego
    faceci w kapeluszach
    z aparatami fotograficznymi na piersi
    czekają znudzeni żują gumę
    któryś splunie sięgnie po następną
    wyprostuje papierek z loteryjką
    albo kolejną przygodą mickey mouse

    *

    wielka ciężarówka marki dodge
    załadowana powyżej burt czymś
    co z daleka przypomina
    porządnie ułożoną stertę manekinów

    zatrzyma się nieopodal dziury w ziemi
    o wymiarach basenu pływackiego
    do której przeniesiona zostanie
    zawartość kolejnego transportu

    zastosuje się różne techniki
    wymuszone wzajemnymi proporcjami
    tragarzy i osobliwego brzemienia;
    te mniejsze pod pachą jak wiązki chrustu

    albo dziecko układane do snu
    inne na barkach na zagubioną owcę
    częściej jednak przez ramię niczym wór kartofli –
    zdarzą się momenty komiczne jak ten

    gdy człowiek bez dystynkcji
    zarzuci trupa na plecy poprawi ułożenie
    szarpiąc za nadgarstki i nagle stanie w kurzu
    widać wściekły – z cudzą ręką w dłoni

    Zupełnie inaczej przemawia do mnie „Dziedzictwo", wiersz zwięzły i celny, zaskakujący pulsującą podskórnie prawdą, z pointą, wobec której nie można przejść obojętnie. Autor jest zafascynowany historią, przyjmując wobec niej pozornie ironiczny dystans, ale dominuje dojrzała refleksja – rezultat traumatycznych doświadczeń.

    Dziedzictwo

    Sąsiadka z naprzeciwka
    przygarniała psy
    i bezpańskie święta
     
    Nie urządzaj się tu
    zbyt wygodnie –
    ucięła ostatnią rozmowę
     
    Słyszę milczy balkon
    że urnę wybrała i miejsce
    że ją spalono po śmierci
     
    Jak matkę
     
    „Rezonans majowy" skutecznie broni według mnie obranej konwencji twórczej. Warto zapamiętać wers: „Konstytucja – pełna zrostów od jej łamania".

    Rezonans majowy
     
    Na początku była kura o imieniu Otton
    Zniosła kanciaste jajo i właśnie tak
    potoczyła się moja historia
     
    W tysiąc czterysta dziesiątym
    zjadłam na śniadanie najpotężniejszą
    z chrześcijańskich armii świata
    by w obiad – w skali dziejów –
    stłumić osmański przeciąg
    Była kawa ciasteczka i wiersze o przedmurzu
     
    W nagrodę mnie rozebrano
    i stałam się kontynentalną dziwką –
    bywało że chłopcem do towarzystwa;
    Traktowano mnie tak jak na to nie zasłużyłam –
    w wąwozach i brudnych zaułkach Historii
    Jasny wyjątek stanowili synowie
    z nich mięso zawsze było świeże i smaczne
     
    Dziś żyję wolna
    z niewielką przywarą regentki Pana Boga
    To prawda – zawłaszczyłam Matkę i Syna
    czyniąc z nich własnych synów
     
    Nie dodaje to siły – jest słabość Państwa
    żarłoczny podzielony Kościół
    oraz Konstytucja – pełna zrostów od jej łamania
     
    Stara Europa waży; nie wie co podziwia:
    owo święte przedmurze czy diabelską ironię Losu –
    drugą stronę cmentarnego muru
    pod którym grzebie się zwykłych innowierców
    psy
    oraz samobójców z nierozłącznym sznurem

    Autor moim zdaniem potrafił oprzeć się schematom i skutecznie posługuje się sarkazmem, o czym świadczy wiersz „Europa", który posiada znakomite zakończenie.

    Europa

    gdybyś chciał pojąć
    rolę robactwa w ekosystemie
    przyjrzyj się śmietnikom
    w twoim dumnym mieście

    przypatrz się z uwagą
    schludnie ubranemu mężczyźnie -
    wywleka brzuch pojemnika
    przewiesza ciało przez krawędź

    by wyłowić z mroku
    puszkę po wypitym piwie
    jeśli się nie spieszysz
    i będziesz miał trochę fartu

    jak przed chwilą on
    kiedy w kolejnym śmierdzącym edenie
    odkrył zagnieżdżoną torbę
    pełną srebrzystego szczęścia

    dojrzysz w siwych oczach życie
    a może nawet usłyszysz
    pierwsze takty Ody do radości


    Sporą część twórczości Tadeusza Stirmera stanowią erotyki. Już od czasów Charlesa Baudelaire’a zmieniają się pojęcia piękna i brzydoty a wszelkie rewolucje rozpoczynały się od walki z różnymi tabu, zwłaszcza walki z zakłamaniem w dziedzinie życia seksualnego. Te coraz bardziej śmiałe tendencje znalazły też wyraz w twórczości naszego autora,
    a przykładem jest wiersz „Miłość to piekielny pies".

    Miłość to piekielny pies *

    rozwalony w fotelu
    wyciągam nogi
    w stronę zaćpanego lustra
    na bermudach fiut z całą resztą
    ciasna gumka
    podpiera jądra od spodu

    rozchylam kolana
    jest dobrze
    to żyje osobno
    brata się tylko z tobą siostro
    może jeszcze
    z ciemnym obszarem pamięci
    gdzie gwiazdy – tak
    tylko tam jeszcze pęcznieją
    przed wybuchem

    myślę o tych wszystkich
    bezpotomnych erupcjach – mój boże
    wielki armator zebrał to wszystko
    i cała flotylla tankowców
    wozi mój trop w nieskończoność
    w kosmiczne nie – byty przecież

    nic się nie kończy
    jak teraz – słyszysz
    nawet teraz
    gdy wypełnia się dłoń i krzyczy

                    * - tytuł zapożyczony

    Z sąsiadujących z nim wierszy „Zwierzę" i „Nauka czytania" zdecydowanie wyróżniłbym ten drugi.

    Zwierzę

    twoja dusza ma się dobrze
    nie chciała kolacji
    wzięła kąpiel (umyłem jej plecy)
    miała ochotę na lampkę wina
    teraz wtulona jak szczeniak
    śpi w zagłębieniu pachy
    więc piszę wolną ręką
    i myślę zanim się zbudzi
    czy dusze to mają


    Nauka czytania

    Już tylko czekali

    Łączył ich rozkład i pies
    plączący się wokół kolan

    W ślepe narośle miasta
    zanurzył się tępy autobus

    Siadła przy oknie i napisała
    to słowo

    Jeszcze nie wierzył -
    biegł chwytając się spalin

    Wyglądał jak ryba
    na piasku

    Należy podkreślić wrażliwość autora na życie miasta („Eko"), trafne obserwacje socjologiczne, konkretny i przemawiający obraz („Safari").

    Eko

    gadają że to nadmiar tlenu
    efekt sprzedaży
    brudnego powietrza sprawia
    że ptaki

    z klucza bożego wędrowne
    w przewidzianym
    przez onego ślusarza ordynku
    kołowacieją nad miastem

    w wiosenne dni
    listopadowych ostatków
    walczą z wołaniem krwi
    by zmęczone opaść

    a potem zdechnąć w lodowych butach
    nad kamiennym rynsztokiem
    albo co gorsza zdomiewają z kretesem
    z ręki zdziczałego sprawcy

    Safari

    Na pierwszy rzut oka
    już tylko podobni do ludzi
    obsiedli pusty cokół
    przed wejściem do hali dworca:
    grupa nielotnych po -
    przetrącanych ptaków

    Okutani w co który zdobył
    twardzi jak szkło pękniętych śliw
    oczodołów nad dymiącymi nozdrzami
    pełną zajadów krechą ust
    (jakby po kolejnym splunięciu
    otwierała się świeżo zaszyta rana)

    bratali się z chłodem nocy
    cieczą z butli po coca coli
    w niemrawym obrządku doczekania świtu
    coraz bliżsi ziemi na kamiennej grzędzie

    kiedy błysnął flesz

        Poezja Tadeusza Stirmera jest dowodem na to, że sztuka będzie zawsze potrzebna, zwłaszcza gdy dotyczyć będzie prawdziwych wartości egzystencjalnych.
        Poetka Edyta Kulczak tak pisze o sobie: „W życiu zajmuję się normalnym życiem -  robię to, co lubię, z rzadka też to, czego nie lubię. Pilnuję się, by być szczęśliwą, jakkolwiek to szczęście jest rozumiane i ilekolwiek trwa… Ciągle od nowa przyglądam się ludziom i sobie, ciągle od nowa odkrywam rzeczy, które wydawały mi się już dawno odkryte. Uczę się przystawać w drodze… Nie omijam niezwykłości świata w zwykłej ludzkiej wędrówce...".
    Można chyba zaryzykować twierdzenie, że cechą poezji tworzonej przez kobiety,
    a zwłaszcza poezji erotycznej, jest subtelne ujmowanie przeżyć formułowanych najczęściej
    w sposób bezpośredni i naturalny. Mówiąc o kobiecym ujęciu mam na myśli inną wrażliwość wzbogacającą nasze postrzeganie świata. Podobne uwagi nasuwają się po lekturze wierszy Edyty Kulczak. Swoje najlepsze rezultaty moim zdaniem osiąga autorka w utworach zwięzłych, w skondensowanej treści i oszczędnym słowie. Na podkreślenie zasługuje niebanalne wprowadzenie realiów wziętych z codziennej obserwacji, prostota przemyśleń
    i pozbawiona egzaltacji refleksja. Przykładem może być wiersz „Brakuje miejsca przez które można podać antidotum", w którym autorka w znakomity sposób użyła „antypoetyckich" realiów dla wyrażenia przejmującego bólu istnienia.

    Brakuje miejsca przez które można podać antidotum

    samotność nosi czerwone szpilki
    głośno się śmieje
    ma wiele rąk i oczu
     
    znosi na swój temat szereg inwektyw
    począwszy od lichego pochodzenia
    wytykania niedostatków urody
    po śmiałe groźby rozbicia jej łba butelką
     
    czasami się przemądrza – to dramatyczna próba
    ratowania własnego imienia -
    wyjmuje z zakamarków ciągle ostatnie
    kawałki poszarpanego szkła
    nalepia plaster
    przysłania włosami lub swetrem

    Gdy poetka wkracza w świat zbyt odległy od przeżytych doświadczeń, to wydaje mi się, że jej sposób przemawiania traci swoją szczerość i bezpośredniość, co wywołuje pewien niedosyt. Taką nieco wydumaną rzeczywistość stwarza „Autoportret bez linijki", który kojarzy mi się z wierszem naszej noblistki „Pukam do drzwi kamienia". Cóż, na tym między innymi polega historia literatury, gdzie poszukuje się pokrewnych wątków czy skojarzeń, świadomie lub często nieświadomie użytych przez twórców.

    Autoportret bez linijki

    zamieniam się w lalkę
    gdy nie chcę przekornie
    trudno upchnąć mnie w szafie
    lub w kącie za drzwiami
    lubię kobiece plecy wyprężone jak kot
    jako mężczyzna plułabym na nie bez przerwy
    podczas pełni wierzę w strzygi wilkołaki
    i w co jeszcze każesz
    zawiązuję palce na supeł - połykam
    robię dziury w podłodze puk puk
    pukam do tych którzy śpią

    Podobnie „Rozważania na skalę wieczności. Przy stole." moim zdaniem przywodzą na myśl opracowanie na zadany temat. Spotykamy w nim dość wyblakłą kliszę poetycką („łabędzi śpiew"), którą chyba tylko można użyć jako elementu ironii lub przewrotnego kontrapunktu. Na marginesie chciałem dodać, że czasami dobrze jest zastanowić się nad zagadkami „alchemii słowa" i zarazem docenić pożytki płynące z zajęcia, które już XVII-wieczny poeta Wespazjan Kochowski określił jako „niepróżnujące próżnowanie". Nie mogę też nie wspomnieć, że w dorobku autorki znaczącą rolę odgrywają erotyki: „Łóżko" czy [mój demon]. Przemawiają mocno, mimo że poetka uniknęła modnej w literaturze pokusie używania dosadnych słów. Na zakończenie pozwolę sobie zestawić prawem kontrastu dwa wiersze: „Hipoteza: zera i jedynki mogą opisać wszystko" oraz „Niepopularna wersja wydarzeń z dnia 13 grudnia 1981 roku". Ten pierwszy brzmi nieco sztucznie, można powiedzieć, że szeleści papierem. Ten drugi jest natomiast znakomitym przykładem,
    jak przejmująco można mówić szeptem o ważnych sprawach.

    Hipoteza: zera i jedynki mogą opisać wszystko


    jeśli zera i jedynki
    napiszą co wtedy czułam
    wtedy gdy ostatni raz
    trzasnęłam drzwiami
    nieludzko mu życząc
    jest dowód że mogą wszystko

    jeśli dogonią mnie
    posadzą z powrotem
    cofną koła o jedno pytanie
    gdzieś w okolicę tych małych drzew
    za zakrętem
    podpartych jeszcze tyczkami
    powiem mogą wszystko

    jeśli wyprzedzą moją myśl
    jak to się czasem zdarza słowom
    (podobno to objaw jakiejś psychicznej słabości)
    a wtedy stało się moim nogom
    które bez pomyłki trafiły do domu
    potem do łóżka
    a ręce wiedziały że trzeba je przykryć
    po głowę
    powiem jest dowód

    jeśli one wiedzą że to było
    lub nie i napiszą co wtedy -
    mogą wszystko


    Niepopularna wersja wydarzeń z dnia 13 grudnia 1981 roku

    gdy ogłoszono
    szłam do lasu po mrozie
    sanki dreptały za mną cicho
    prowadzone na sznurze
    niemądrze czerwony nos
    zadzierałam do góry
     
    ludzie pochowani szczelnie
    w domach
    nie śpiewały ptaki
    jak to zwykle zimą -
    gdy nogi przymarzają
    do miejsc
     
    śnieg iskrzył pod butami
    głośno
    pomyślałam – ciekawie tak
    trzeszczy świat
     
    w czapce nasuniętej mocno
    na oczy
    w czapce z kolorowym
    pomponem

    Chciałoby się przy tej okazji czytając wiersze Edyty Kulczak zawołać jak żeglarze: Pani Edyto, tak trzymać!

    Również tego autora