Helena Romaszewska - Euroamerykański raj

Dekonstrukcjonizm
Żeby poważyć się na totalną dekonstrukcję? Na dezorganizację całego Świata? Myślałam, zdziwiona na maksa, czytając może ćwierć wieku temu krytykę strukturalizmu, objawienie wszech czasów. Porozwalać logiczne teksty literackie, zdeformować do maksimum, czyli zafałszować wywody naukowe, zbezcześcić historię, sztukę, całą potęgę kultury rozłożyć i puścić te rewelacje w powszechny obieg medialny? Oczywiście, całkowicie pominąć metafizykę, a z nią pogrzebać moralność, wszystkie wartości wyższe, całą duchowość, wrażliwość, sprawiedliwość, miłość, przede wszystkim miłość zmiksować, skasować, o…wynaturzyć wszystko, co ludzkie, dobre, piękne i mądre. Euroamerykański raj ma być bezwartościowy? Tandetny, fragmentaryczny, zatomizowany i nieludzki?. W tym celu filozofia deprawuje i niszczy sama siebie, etykę i estetykę… dając upust nagim niszczącym instynktom przekreślającym porządek Europy, jej korzenie, jej chrześcijańskie pochodzenie?. Matematykę, zdawałoby się nie do ruszenia też się gwałci, dwa plus dwa, to pięć, albo trzy, czy sześć jak tam, kto chce, bo wszystko należy opierać na tym, że „S jest P", że mężczyzna jest kobietą (ile razy chce, a co?), że naturę też trzeba rozłożyć na łopatki… Człowiek ma nie myśleć, ma mieć mały osobisty rozumek, im bardziej bez mózgowy tym lepiej dla mediów, łatwiej dla kreatorów sterujących, prowadzących na krótkich smyczach podsłuchiwanych komórek w degrengoladę. Myślenie poszatkować, podporządkować ogólnemu bezrozumnemu rozumowi, koniecznie choremu rozumowi, który to nie patrząc na nic i na nikogo nawija non stop na uszy i na oczy Bogu ducha winnych ludzi, obrazoburcze obrazki ze srebrnych ekranów, z kolorowych pisemek, z tak zwanej wysokiej (bo wysokopłatnej?) kultury, nierzadko upadłej na dno piekieł. To nie jest taki sobie przypadkowy przekaz, to dyktat nienormalności narzucony temu, co normalne, diabelstwo narzucone temu, co święte, co sprawdziło się przez wieki wieków. Miłościwą wszechobecność Boga, zastąpił terroryzm, wojny gangów, walki kibiców, a najlepiej żeby wszyscy walczyli ze wszystkimi i każdy z każdym. W Euroamerykańskim raju, bezwzględny prymat, cel powszechnego wojowania, stanowi mamona i nienażarta konsumpcja. Opamiętanie, Opatrzność Obcowania Bożego zastąpiono destrukcyjną, Obecnością Rozumu Mądrego Obco dla człowieka, rozumu zwyrodniałego, straszliwie niszczycielskiego, przerażająco straszliwe niszczącego człowieczeństwo w człowieku.
Egoteizm? Ja, człowiek bóg dekonstruktor władny cały świat rozpierzyć, myśli taki super egoista, chory na wszystkich zmysłach i na rozumie. I nie przyjdzie mu do głowy, aby zapytać, kto stworzył świat, czyje dzieło chce zniszczyć? Czy to, aby nie jest karalne, taka totalna destrukcja? Niestety prawa też ustanawia destruktor, a im bardziej prawy inaczej, tym prawa są nieczytelne, bezprawne, szybko-zmienne… Skończył się czas dekalogu?
A Hipokrates? Podatny na nowinki uzdrawiacz bez sumienia, zabija człowieka już w zarodku i niszczy eutanazją w dojrzałości. Nie wie, że sam zbliża się już do dojrzałości?
Czy nażarty do nieprzytomności świat cywilizowany inaczej, ocknie się ze sjesty błogiej? Póki co konsumpcja bez przerw nawet na trawienie, trwa, a pion smaków sięga już w kosmos i nie ma widoków na opamiętanie, raczej, na coraz większy popyt i pofolgowanie. I nie ma możliwości na spowodowanie, na zaprowadzenie jakiegoś porządku w obrębie maniakalnych kosmożerców?
Rozplenić, rozkrzewić do maksimum powielić niemożność w dobrym, niemoc w miłosierdziu, niewydolność w miłowaniu, nieporadność w prawdzie…Wprowadzić, nawet siłą, wszystko, co nieprzyjazne człowiekowi i umieścić go samego w różni.
Najprzeróżniejsze dziwactwa wypróbować we wszystkim na równi pochyłej, w drodze do zniszczenia człowieka, a ten, zdawałoby się kolos, a bez wiary chwiejne to to, nieprzewidywalne, dla zysków materialnych gotowy zrobić wszystko, co najgłupsze, najbardziej nieobliczalne. Ale żeby wchodzić aż w taką destrukcję, w zniszczenie, w nieodwracalność? Klęska rozumu? Nawet prawdziwego, zdawałoby się rozumnego rozumu, a co dopiero podatnego, rozmiękczonego z taką byle jaką, wydumaną, z palca wyssaną świadomością…O tak, przede wszystkim należy pozbawić człowieka świadomości, a to trochę trudniejsze niż pozbawić go jąder, który to zabieg dziś wydaje się być łatwizną.
Bezkrytyczny pożeracz dóbr, człowiek zagubił się, oj zagubił się w modnej amerykańsko- europejskiej globalnej cywilizacji, utopił się bardziej niż po pachy. Oczywiście, że nie chodzi o coraz krótsze spódnice, coraz głębsze dekolty, coraz bardziej satanistyczny makijaż na całym ciele i rogi w rozkudłanych zielonych, polepionych włosach…Może się trochę zagalopowałam, ale żeby człowiek aż tak dał się uprzedmiotowić, aż tak bardzo pozwalał sobą manipulować?
I dokąd ci tak śpiesznie człowieku władny? Do piekła?
Zło dobrem zwyciężaj, tak niedawno jeszcze skandowałeś. Zapomniałeś? Złem na dobre odpowiadasz, w otwarte serce kamienie wrzucasz, cierniową koronę wkładasz. Sobie.
Rozum-nierozum, z tego dziś nierozum jest najważniejszy, a w haśle możliwość-niemożliwość, najważniejsza jest możliwość, podana na tacy, nieskomplikowana w wykonaniu zaimputowana, utrwalona i zachwalona na każdą okazję, rozreklamowana na każdą okoliczność, na każdy nawet moment sytuacyjny podana w mediach, żebyś tylko nie musiał myśleć. Możliwość zaaplikowana myli się dziś z wolnością. Ja człowiek mogę wszystko, chcę i mogę, choćby to miało spowodować czyjeś kalectwo, czyjeś życie uśmiercić. Za wszelką cenę, mam być oryginalny, mam się odróżniać od innych, wyróżniać…niestety taka możność nie istnieje, bo już wszystko najgłupsze nawet przerobiono i jedynej takiej, niepowtarzalnej różnicy nie ma. Móżdżek najwybitniejszego objawienia naszych czasów dekonstrukcjonizmu zapętlił się w wymiar mesjański.
A co mają zrobić ze sobą ci wszyscy, którzy się poprzestawiali, poprzebierali, przemalowali trwale za kobiety, za mężczyzn, za króliki doświadczalne? Nie wiedzą, co jeszcze głupiegoi jeszcze bardziej głupszego można zrobić ze swoim życiem?
Jak to doszliśmy do ściany? Trzeba wracać? Do normalności?
Po drodze można przepoczwarzać się wstecz, mądrze zmieniać? Idąc do ostateczności (dla niewierzących), bo dla wierzących śmierć jest przejściem w nowe, wieczne życie. I tego sobie wyperswadować nie pozwólmy, nie dajmy się zmanipulować i zejść z tej drogi. Nie ulegajmy różnym, specyficznym typom filozoficznym. Normalni ludzie nie dadzą się przemodelować, nie pójdą w jawną wątpliwość, w durność, w niczym nie uzasadnioną zmienność, nie pozwolą na rozwadnianie swoich poglądów ugruntowanych. Nie pozwolą odebrać sobie nadziei? Nawet moja chałupnicza filozofia wie, że są prawdziwi filozofowie, którzy prawdziwe drogowskazy stawiają i zostawiają dla nas. Mamy, za kim podążać. Prawda jest jedna i niezmienna i bardzo różna od absurdu. I tego się trzymajmy?
Przykro jest i nader niebezpiecznie, że to, co jest wieczne, transcendentalne, co jest wewnętrzną siłą, człowiek stara się zredukować, zniszczyć. Świętość duchowość ulega gwałtownej dekonstrukcji a to, co jest materialne konstruuje się do monstrualnych, rozmiarów. Człowiek ulega gwałtownemu zatraceniu, gwałtownym dysproporcjom, minimum miłości, a jeszcze lepiej wyłącznie miłości inaczej i maksimum nagiej, bezwzględnej, nie utemperowanej żadnymi zasadami, fizycznej, bezrozumnej niszczycielskiej siły. Człowiek gwałtownie ubożeje w wartości niezbywalne, najważniejsze, duchowe, traci wrażliwość, prawość, sumienie, zapomina, lub nie chce pić ze źródła, które zaspokaja pragnienia. Wchodzi w bagno, w topiel nałogów cielesnych, pragnień i pożądań zawsze głodnych i nienasyconych, które nie dają się niczym zaspokoić.
A bohomazy za grube miliony, poupychane po piwnicach pałaców?
A pieniądze? Czyż nie są to wartości ponadczasowe?
Im większy jest dodruk mamony w amerykańsko-europejskim raju, tym większe długi wyświetla czerwony licznik.
Im bardziej monstrualne wżarcie się w korupcję, tym większe niezaspokojenie własnego mieć, coraz bardziej i bardziej głodnego niczym nie nasyconego mieć.
Wywracanie porządku w każdej dziedzinie, prowadzi w niewyobrażalny chaos. Liczy się teraz, tylko teraz, bez trzeźwego spojrzenia w przyszłość, bez doświadczenia, bez pamięci, bez historii, bez przewidywania, bez żadnej nadziei na przyszłość, bez czasu.
Czymże jest owo teraz? Jest nieuchwytne, bez refleksyjne, nie ludzkie dla człowieka, dla osoby w wymiarze wiecznym. W wymiarze rodzinnym, pokoleniowym.
TERAZ?
Właśnie minęło.
Uchwycone, zrozumiane, zapamiętane?
Teraz? Całe życie ludzkie tu na ziemi to suma wszystkich doświadczeń, momentów, nie wystarczy złapać jedną chwilę na chwilę.
Destrukcja, to zamysł i zadanie pośpieszne, żeby się ogół nie zorientował w tym beznadziejnym na wieczność wyścigu z czasem. Dlatego ta rozpanoszona, wszechobecna niedojrzałość? Krótko-spodenkowa profesja, beztroska pseudo-naukowa nauka, robiąca brudną wodę z mózgu? Pampersowa wręcz ignorancka władza, pijana partyjną żółcią przeciwników pilnujących swoich koryt przepełnionych żarciem? I żadnych mężów stanu.
I niedojrzali(łe) czterdziestolatki, wieczne dziatki z kluczem na szyi, w tenisówkach z rozwiązanymi sznurówkami na ulicach, z szybkim jedzeniem w jednej ręce i z butelką piwa w drugiej, nieustannie śpieszący na igrzyska. Bo nic się nie stało? Nic się nie stało, przede wszystkim przed wszechobecnym bożyszczem srebrnym ekranem dekonstrukcji.
Wspaniali młodzi mądrzy, dojrzali, ciężko pracujący, wychowujący dzieci i bezrobotni borykający się z ogromnymi problemami, to powyższe nie jest o was… Wy jesteście nadzieją.
Można, rozumną myślą i owocną pracą skonstruować wspaniałą maszynę, można też bezmyślnie rozbić ją na pierwszym drzewie niszcząc jednocześnie jej pasażerów i kierowcę.
A największa różnia w euroamerykańskim raju?
Najbardziej widoczna między zuchwalstwem rządowego rządu a spolegliwością patriotycznego narodu. Władza oderwana od społeczeństwa. Demokracja?
 Przez ten destrukcjonizm atakujący nieustannie przez ostatnie ćwierćwiecze też trochę się zdeformowałam, przecież nie na tyle, aby nie móc wrócić do dawnej subtelności.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież