Grzegorz Pieńkos - Arkadia w szlachtuzie

Arkadia w szlachtuzie

Ryszard Przybylski w pracy Et in Arcadia ego wskazuje na takie oto cechy krainy szczęśliwości: „W Arkadii nikt nikogo nie morduje. Nawet dzikie zwierzęta są nastawione przyjacielsko, owce nie lękają się wielkich lwów. Arkadia jest bowiem wegetariańska. Jej mieszkańcy jedli żołędzie, aby tylko nie zbrukać się krwią. (...) tradycyjnie sądzono, iż
w życiu człowiek był prostoduszny, odrobinę prymitywny i przynajmniej trochę naiwny" .
Z kolei  Bożena Pikala-Tokarz w rozprawie poświęconej dziejom Arkadii w literaturze
i sztuce europejskiej, określa przemiany jakim uległa idea pierwotnej krainy szczęśliwości, stając się uniwersalnym mitem kulturowym. Autorka stwierdza, że Arkadia jest wytworem wyobraźni ludzkiej, ale wytworem o pozorach autentyczności, albowiem zlokalizowano ją w konkretnym świecie ziemskim i wyposażono w ziemskie atrybuty. Wizja rzeczywistej krainy pasterskiej na Peloponezie uległa znacznej idealizacji, by stać się synonimem ludzkiego szczęścia .
Powyższe stwierdzenia wiernie oddają kierunki poszukiwań wczesnej twórczości Andrzeja Bursy, z podstawowym dla powstających w tym okresie wierszy motywem Arkadii. Podmiot liryczny wierszy Andrzeja Bursy odwiedza rezerwaty „gdzie nie wolno strzelać" (Serce) i nawet „chodzić nie wolno pod bronią" ***(Prowadziły nas lata tamtego niedziele...). W Arkadii Bursy rozmawia się „z lwica po lwiemu / Z wilkiem wilczo z lamą po lamiemu" (Pochwała naszych wycieczek), niedziele wiozą „jak biały szybowiec/Kędy obłaskawione sarny i daniele" ***(Prowadziły nas lata tamtego niedziele...). Bohaterowie wierszy Andrzeja Bursy wierzą, że możliwe jest odizolowanie ich prywatnej krainy szczęśliwości od wrogiego świata (Zgaśnij księżycu). Warunkiem bezpieczeństwa jest tutaj domowe zacisze (Nasze ognisko) i miłość dwojga ludzi (Pętla architektury).
Poeta tworzy własną wizję krainy szczęśliwości stwierdzając z młodzieńczą pewnością siebie: „Ja nie muszę mieć karty łowieckiej/Aby w sidła uchwycić myśl dziecka" . Powrót do lat dzieciństwa staje się przewodnim tematem wierszy Andrzeja Bursy (Fiński nóż, Zgaśnij księżycu, Chory synek, Jedenastoletni zakochany).
W poszukiwaniu Arkadii bohater wierszy Bursy podejmuje niezliczone wyprawy. Są to podróże na skalę możliwości młodego człowieka mieszkającego w Polsce lat pięćdziesiątych. Codzienne, niekończące się spacery ulicami rodzinnego miasta ***(Uliczki takie dobrze znam...), niedzielne wycieczki (Pochwała naszych wycieczek) i wyjazdy na urlop (List do żony i synka na wakacjach). Powieść Zabicie ciotki to historia niekończącej się podróży w poszukiwaniu samego siebie, utraconej niewinności wieku dziecięcego, poszukiwanie miłości i wreszcie ucieczka przed martwą „perspektywą młodości".
Świat dorosłych jest daleki idealnym wyobrażeniom krainy szczęśliwości. Człowiek zmuszany jest do dokonywania wyborów, ponoszenia odpowiedzialności
i współodpowiedzialności. Nie jest to miejsce, w którym można znaleźć spokój i szczęście, wygospodarować swój własny skrawek prywatności. Nieskażoną przystanią pozostaje dzieciństwo, przyjmujące na siebie cechy arkadyjskości .
Arkadia Andrzeja Bursy to przede wszystkim powrót do lat dzieciństwa. Dzieciństwo było dla podmiotu lirycznego okresem całkowitego spokoju, poczucia bezpieczeństwa, jeszcze naiwnej wiary w sens i celowość życia, które jest wartością samą w sobie, nie poddawaną weryfikacji. Dzieciństwo to symbol arkadyjskiej sielanki, szczęśliwego czasu, który minął bezpowrotnie. Takie odczytanie motywu arkadyjskiego w twórczości Bursy proponuje Maciej Chrzanowski w pracy Andrzej Bursa. Czas, twórczość, mit .
Rzeczywistość otaczająca dziecko jest światem małych zmartwień i wielkich radości, światem, który trzeba nieustannie bronić przed agresywną brutalnością realnego życia, brutalnością praw nim rządzących, reguł ustanowionych przez ludzi dorosłych. U Bursy trzeba walczyć o jak najdłuższe istnienie owej Arkadii dzieciństwa (Zgaśnij księżycu). Stałość, wierność, tęsknota i serdeczność – to elementy podsycające domowe ognisko, bez którego nie może być mowy o pełni przeżywania świata. Proste wzruszenia towarzyszące kontaktom z najbliższymi są pewnikami. Chory synek, List do żony i synka na wakacjach, Mroźny wieczór to wiersze pozbawione dystansu i ironii. Czystego liryzmu nie przełamuje
w nich żaden dysonans .
Arkadia to również miasto dzieciństwa, które jest dla poety środkiem jego świata, miarą rzeczy, utraconym rajem, do którego wraca się w marzeniu, snach i poezji .
Uliczki takie dobrze znam
Skrzypiące szczudła domów
Chodziłem nimi tu i tam
W dzieciństwie rozmarzonym

Uliczki takie dobrze znam
Nie musze drogi pytać
Chodziłem nimi tu i tam
W młodości mej niesytej
        (Uliczki takie dobrze znam ..., s. 268)
We wczesnej twórczości Andrzeja Bursy, obok motywu powrotu do lat dzieciństwa, pojawia się niezwykle ważny motyw rodziny stanowiącej enklawę, w której podmiot liryczny może schronić się przed brutalnością świata.
Maciej Chrzanowski uważa, że zagłada mitu arkadyjskiego równoznaczna jest
z dojrzewaniem podmiotu lirycznego wierszy Andrzeja Bursy . Wiersze Jedenastoletni zakochany i Trzynastoletnia przynoszą pierwsze zapowiedzi problemów, które staną się udziałem bohatera opuszczającego bezpieczny świat dzieciństwa. W świecie dorosłych miłość, która miała być jednym z elementów gwarantujących istnienie Arkadii, jest najczęściej niespełniona i nieszczęśliwa. Świat wkracza w życie młodego człowieka ze swoimi podwórkami, gdzie „W oknach nieświeża pościel/Kiśnie w majowym zaduchu" (Trzynastoletnia).
Świat ludzi dorosłych pojawi się nagle, nie będzie łagodnego przejścia z Arkadii
w rzeczywistość, a podmiot okaże się do tego zupełnie nie przygotowany:
Tyle miałem trudności
z przezwyciężeniem prawa ciążenia
myślałem że jak wreszcie stanę na nogach
uchyla przede mną czoła
a oni w mordę
        (Nauka chodzenia, s. 90)
Koniec realności Arkadii to koniec beztroskiego dzieciństwa. Przychodzi czas życia w świecie, który w twórczości Bursy utożsamiany jest z piekłem (Dno piekła).
Dla Ewy Dunaj-Kozakow klęska Andrzeja Bursy w jego walce o zachowanie uniwersalnych wartości nie polega, jak do tej pory sądzono, na tym że, to świat zwycięża poetę . Autorka monografii Bursa widzi przegraną poety jako jego własne odstępstwo od tych wartości. Najpierw chyba niedostrzeżone, a później uświadomione sobie przez poetę z cała konsekwencją. Książę z poematu Luiza przestał być „prawy i szlachetny", więc nie jest w stanie „pojąć prostoty" arkadyjskiego pejzażu. „Słowacki XX wieku" zmienił się w znienawidzonego, groteskowego „poetę cierpiącego za miliony od 10 do 13.20" (Poeta).
Uległość wobec świata, zgoda na kompromisy prowadzi do oskarżeń skierowanych przeciwko samemu sobie i całemu pokoleniu:
My już twarzy nie mamy wcale
My mamy papierowe maski zamiast twarzy
        (Rówieśnikom kameleonom, s. 178)
W wierszu Mój dzień podmiot z poety kontynuatora tradycji romantycznej, przeistacza się w sprzedajnego świadka:
Od rana biegnę do sądu
najpierw oferuje swoje usługi
brzuchaczom i ich kosztownym samkom
obciągam garniturek czaruję i wygłupiam się
czy państwo potrzebują może krzywoprzysięzcy?
potem właścicieli nieruchomości
wynaturzona fauna średniego stanu
tych trącam lekko poufale jak kelner
i w ucho
    potrzebujesz pan może krzywoprzysięzcy?
fukają na mnie ze zgrozą
wyłazi cała oczywistość ich bydlęctwa
wreszcie chamy
cepigi grule oprychały
przyjechali tu półżywi w tłoku
przycupnięci z razowcem
procesować się o morgi
łapię ich za poły i trąbię w ucho
he ojciec nie potrzebujecie krzywoprzysięzcy?
                (s. 80)
Poeta z właściwym sobie dążeniem da maksymalnej szczerości, graniczącym
z masochizmem, zapisuje takie wyznanie:
Ach dajcie mi lepsze mieszkanie
a powieszę w nim portret prezydenta
Dajcie mi działkę za miastem
a będę spiskował w imię króla
        (Noc długich noży, s. 84)
Podróże podejmowane przez bohatera utworów Bursy okazują się daremne.
W świecie, w którym wyprawy są coraz powszechniejsze, coraz bardziej gorączkowo uprawiane, nie są w stanie niczego zmienić, staja się doświadczeniem jałowym lub przerażającym . We współczesnym świecie nie ma już takiego miejsca – ogrodu czy rezerwatu – gdzie wrażliwy podmiot mógłby się wyzwolić ze świadomości klęski i cierpienia. Wydaje się, że cały świat jest skazany na degenerację kultury, w której rządzi tymczasowość. Artysta nie jest w stanie określić przeznaczenia przedmiotów i celu wydarzeń. Dostrzega tylko śmierć tradycyjnych wartości utopionych w oceanie trywialności i banału .
Przybylski pisząc o twórczości Tadeusza Różewicza, dokładnie określił moment zerwania poety z mitem arkadyjskim: „W tym przypadku zniszczenie Arkadii było normalnym i nieuniknionym procesem, związanym z klęską młodzieńczych mrzonek, złudliwych i fałszywych pojęć o świecie, o naturze społeczeństwa i ludzi" .
U Bursy „ogród Luizy", do którego to niezmienne wyprawiał się młody poeta, okazał się:
Realnością śmiertelnych poczekalni ziemi
Przeklęty rojeniami dzieci i idiotów
Wydrwiony mgieł nonsensem ginie w neurastenii
                (Luiza, s. 93)
W Piosence jazzowej bohater ma wyruszyć w podróż „statkiem pirackim", który mimo całego swojego romantyzmu jest jednak statkiem bojowym. Jak zatem można nim dotrzeć do „rezerwatu, gdzie chodzić nie wolno pod bronią"? Poza tym „kapitan to szuler i złodziej". „Nowa Atlantyda czy Wyspy Nigdzie nie były dlań godne snu o odpocznieniu.
I rzeczywiście, na statkach, które od czasu do czasu wiozły tam skądinąd zapewne szlachetnych ludzi, zawsze znajdowały się armaty, a żądni przygód konkwistadorzy ostrzyli klingi. Cóż to za towarzystwo dla poety spragnionego spokoju!" . Cytat ten, pochodzący ze szkicu Przybylskiego poświęconemu Osipowi Mandelsztamowi pokazuje daremność wypraw w poszukiwaniu Arkadii.  
Banał, brzydota, chory manieryzm dominują w świecie pozbawionym tradycyjnych wartości. Zachwiane zostają proporcje. Podmiot nie dostrzega różnic estetycznych między „zachodem słońca" i „wychodkiem w nocnym lokalu" (Sylogizm prostacki). W Mowie pogrzebowej Bursa piętnuje wykorzystywanie konwencji patosu w sytuacji do tego nieprzystającej. Wykorzystując jeden z podstawowych symboli polskiego romantyzmu, jakim jest Wernyhora, poeta pokazuje klęskę idei w zetknięciu z rzeczywistością współczesnego świata. Długo oczekiwany Wernyhora jedynie „zanudzał" bohatera i „wypalił wszystkie papierosy". Przemowa, która miała wskazać podmiotowi drogę ratunku, doprowadza jedynie do jego „uprzedmiotowienia", bohater staje się jednym z elementów nieprzyjaznego świata.
Andrzej Bursa zauważając, że „za dużo pustych spojrzeń wdeptałem tu w ciszę" (Luiza), stwierdza całkowite już zagubienie swojej „niewinności", którą z takim wysiłkiem pielęgnował i bronił przed światem. Świat ten atakuje bezbronnego poetę z całą swoją bezwzględnością: „dziś łagodne miasto odwet bierze mści się/Rażąc mnie znad kopuły ognistym obłokiem".
W wierszu Warszawa-Fantom nieprzyjazne miasto okazuje się mistyfikacją „jak
i pociąg nie był pociągiem". To już nie jest groźna „pętla architektury", ale „monumentalna kant – maszyna/kiepski i kosztowny kawał" wymierzony w bohatera (jak to ma miejsce
w Zażaleniu). Ulice i domy są jakimiś  dekoracjami, jak wsie Potiomkinowskie. Mądry facet (którego mądrość tak jak wszystko inne, okazuje się pozorna) jest „kadłubkiem wkręconym
w krzesło". Unosi się, swoją mądrością zapewne, ale „wstać" nie może". Profile z tektury, proletariat wypchany trocinami, dziewczyny z kliszy filmowej, pełne „uprzedmiotowienie"
z wiersza Wernyhora. Należy więc powtórzyć za Przybylskim: cóż to za towarzystwo dla poety spragnionego spokoju! W mieście-fantomie, gdzie nawet nocą okna rozświetla przerażająca błyskawica.
Wraz z dojrzewaniem podmiotu lirycznego w twórczości Bursy coraz bardziej widoczne staje się poczuci niespełnienia, coraz ostrzej rysuje się rozziew między pragnieniem i „realizacją śmiertelnych poczekalni ziemi". Obszar Arkadii kurczy się do wymiaru prywatności, ograniczając się do grona najbliższych poecie osób i rzeczy, rodziny, przyjaciół, domu, psa. Stanowi enklawę odgrodzoną przed wpływami zewnętrznego świata. Jej walorem jest prywatność, intymność. Nazywana ogrodem lub rezerwatem rządzi się własnymi prawami, z których najważniejszymi są otwartość, szczerość, miłość, bezbronność, niewinność. Krajobrazom wewnętrznym podmiotu odpowiada sielski pejzaż w tle: park, ogród, podmiejski plener, otwarta przestrzeń . Ta sceneria przeciwstawiana jest miastu jako element samoobrony przed zagrożeniami zewnętrznymi:
Roznieciliśmy nasze ognisko
Aby odgrodzić swoje wieczory
Od ludzi wszystkich jak od chorób
Niech się kołysze i błyska
niech złote śpiewają iskry
W naszym ognisku…
        (Nasze ognisko, s. 160)
Niestety. Okazuje się, iż utrzymanie istnienia takiej sielskiej enklawy w pełnej izolacji od otoczenia jest niemożliwe. Rzeczywistość wkracza do Arkadii poety w sposób bardzo brutalny. Księżyc zakłóca sen małego synka (Zgaśnij księżycu). Bieda zmusza do sprzedania psa, chociaż to on jeden spośród przyjaciół „umiał tak inteligentnie milczeć" (Pożegnanie
z psem). Zwierzęta zamieszkujące krainę szczęśliwości okazują się być pospolitymi szczurami (Szczury). W opozycji do wsi, przyrody, sielskiego krajobrazu – pojawia się motyw miasta, ulicy, „pętli architektury". Motywy miejskie atakują bohaterów wierszy Bursy z całą bezwzględnością wytworów współczesnej cywilizacji. Ulice najczęściej prowadzą do nikąd, domy odkrywają wnętrza pełne tandetnej biedy i zbrodni. Napotkani ludzie to najczęściej pijacy, wariaci, prostytutki, waluciarze i oprawcy . Utwory takie jak Waluciarze, Rankiem w parku, Pochwała władz miejskich, Opowiadanie oprawcy, Malarstwo obłąkanego przepełnione są obrazami całkowitej degeneracji współczesnego świata i upadku wszelkich wartości.
Po stwierdzeniu niemożności dalszego istnienia Arkadii, tych „delikatnych pejzaży",
o których pisał Jarosław Iwaszkiewicz w szkicu poświęconym Andrzejowi Bursie , poeta wydaje się być bezbronny wobec brutalności życia. Świat oddalony jeszcze do niedawna przez poetyckie zaklęcie, ograniczony do „ogrodu Luizy", narzuca się teraz bohaterowi lirycznemu wierszy Andrzeja Bursy w całym swoim moralnie odrażającym bezwstydzie. Bohater staje się ofiarą w jakiejś absurdalnej rozgrywce, której zasad nie jest w stanie zrozumieć.
Wiersz Zażalenie napisany jest w formie petycji-skargi skierowanej do „Ludzkości (Rządu) wzg. Rady Świata". Zwracając się do ministra sprawiedliwości, bohater liryczny przemawia z pozycji człowieka głęboko zranionego. Dostrzega brak elementarnej sprawiedliwości w świecie, który, zdawałoby się, powinien być coraz doskonalszy dzięki rozwojowi cywilizacyjnemu. Okazuje się, że społeczeństwo, zamiast stawać się lepsze, popada w marazm, egoizm, w pogoni za wartościami czysto utylitarnymi jednostka ulega coraz większym ograniczeniom. Stanisław Stabro pisze o „porażonej świadomości zdegradowanego podmiotu" .
Zagrożenia globalne bohater wierszy Bursy i niewątpliwe alter ego poety jest jeszcze w stanie znieść:
Lamenty na temat owej hiper-hochenergii
zdolnej rzekomo
zamienić nas w srebrny deszcz
napawają mnie niesmakiem
jak prowincjonalne anegdoty
Największym problemem staje się życie na poziomie codziennych kontaktów, gdzie respekt wzbudzają:
tylko egzekutorzy od gazu
elektryczności
i
psich medali
    ci nędzarze
nękający nas nieuchronnie
i regularnie
            (Pochwała władz miejskich, s. 114)
Mało tego. Poeta zauważa, że na rogu instaluje się ślepca „żeby mnie doprowadzał do szału" (Zażalenie).
Zwykle to właśnie szczegół wyprowadza człowieka z równowagi. Można znieść „architekturę, wojsko, prawo i przestępczość", ale ten „ślepiec" i „egzekutorzy - nędzarze" stają się tym ziarnkiem piasku, o którym pisał Iwaszkiewicz. Poeta podpisuje się własnym imieniem i nazwiskiem, prosząc o najdrobniejszy gest, który pozwoliłby mu na odzyskanie wiary w ludzi. Nie chodzi o prezenty typu „pary butów nr 42". Poeta potrzebuje odrobiny swobody w poruszaniu się po świecie, komfortu psychicznego, tak potrzebnego do tworzenia. Rafał Wojaczek pisał w wierszu Prośba:
Dać mi miotłę bym zamiótł publiczny plac
Albo kobietę bym ją kochał zapładniał
(...)
Przedstawić mi człowieka bym ujrzał jego wielkość
Czy nędzę i opisał w ciekawych słowach
(...)
Urządzić mi teatr igrzyska sportowe
Wojnę żniwa na wsi festyn w mieście
Albo nauczyć mnie prowadzić samochód pisać na maszynie
Zmusić do nauki języków czytania gazet
A ostatecznie dać mi choć wódki żebym pił
I potem rzygał bo poetów należy używać .
Mimo rozpaczliwych próśb i ciągle ponawianych prób odzyskania własnej tożsamości poeta nadal znajduje się w kręgu „martwej perspektywy" (Pierścień – tęsknota, Warszawa - Fantom). Wyprawy Bursy do krainy utraconego dzieciństwa kończą się niepowodzeniem, znów znajduje się w świecie, który Dunaj-Kozakow nazywa światem „upowszechniającego się zła" , a za Hannah Arendt – banalnością zła .
Jeśli Bursa ma jeszcze nadzieję, nosi w sobie wiarę (Nadzieja), że jeszcze nie wszystko stracone, można odzyskać choć część własnej tożsamości, to u Wojaczka przekonań takich już nie znajdziemy. Poeta zdaje się być pogodzony z klęską poszukiwań, widzi nieuchronność powrotów do „wynajętych pokoi":
I nie było mi zimno
Choć wracałem z czuwania
Odprawiwszy pociągi
Do Ulthima Thule
A także podmiejskie
Już nawet nie bolejąc
Nad przymusem powrotu
Do zakisłej rozpaczy
Wynajętego pokoju
    (Piosenka uliczna, s. 224)
Według Andrzeja Bursy świat wydaje się być piekłem, a podmiotowi jego wierszy przyszło żyć na samym jego dnie (Dno piekła).
W takim świecie zatracają się wszelkie wartości, nawet te najbardziej elementarne. Działania człowieka ograniczają się do najbardziej podstawowych, biologicznych czynności, co podkreśla Edward Balcerzan w swoim szkicu poświęconym Bursie .
W rzeczywistości zdegradowanej podmiot traci swoją tożsamość, degraduje się razem z nią:
On jest nic
on się nie liczy
jego nie ma
może tylko
marynarka
zbyt luźne spodnie
(...)
ale twarz nie ważna
ręce nie ważne
nieważne oczy i usta
            (Nic, s. 73)
Jednostka tracąc swoją tożsamość, traci jednocześnie możliwość porozumiewania się
z innymi. Przykładami zakłóceń w komunikacji interpersonalnej mogą być wiersze: Oświęcim – Wycieczka, W tramwaju, Trudno o przyjaciół i debiutancki Głos w dyskusji o młodzieży.
Tracąc kontakt ze światem, na poziomie którego działają ludzie, podmiot ulega uprzedmiotowieniu:
bolała mnie prawa noga krzesła
nie czułem swojej ręki
ścierpła mi lewa noga krzesła
            (Wernyhora, s. 98)
Znalazł się w zupełnie obcym, dla niego, świecie, gdzie nie umie i nie chce działać. Tak jak Józef K. z powieści Kafki, wędruje przez znajome okolice, które stają się czymś zupełnie innym, wrogim podmiotowi. W wierszu Rankiem w parku nie tylko rzeczywistość jest „nierzeczywista", ale nawet park, jako miejsce traci swoje słownikowe znaczenie. Przestając być miejscem spacerów i zabaw, park jest teraz czymś pomiędzy cmentarzem  
a szpitalem psychiatrycznym.
Poeta upewnia się, że znalazł się w złym czasie i miejscu życia. „Nie ma na ziemi miejsca dla takich jak on poetów" –pisał Iwaszkiewicz . W kompozycyjne ramy twórczości Bursy wpisany został dramat jednostki pragnącej powrotu do kręgów wspólnoty. Jednostki, która pragnie pozostawać w kręgu ludzkiej więzi, udaremnianej przez szaleństwo świata. Jej moralny maksymalizm, bunt i brzydota są świadectwem niezaspokojonego pragnienia bezpieczeństwa, harmonii, stabilności świata. Jej protest, jej zniewagi, którymi tak szczodrze obdziela odbiorcę pragnąc wstrząsnąć nim i wydobyć go z marazmu są jej walką o sens
i przetrwanie w ludzkiej społeczności i ludzkiej świadomości.
To, co w twórczości Bursy było zaledwie „przeczute", uzyskało swój w pełni wyartykułowany kształt w dorobku literackim Rafała Wojaczka. Bursa przeczuwane zagrożenie usiłował oswoić jeszcze tradycyjnym humanizmem, sentymentalnym gestem. Mitologia dzieciństwa powraca w jego wczesnych wierszach jako zbawcza ucieczka przed złem i okrucieństwem świata. Wojaczek złudzeń tych był już pozbawiony. Można też ująć rzecz inaczej: co u Bursy jest krzykiem gniewu bądź rozpaczy, u Wojaczka kipi wściekłością.
Głównych motywów twórczości Wojaczka należy upatrywać w jego trwodze
i przerażeniu odczuwanych w skali przewyższającej dokonania pokolenia „Współczesności". Trwoga i lęk to bohaterowie liryczni tej poezji. To proces utraty „siebie" oraz tak charakterystyczny dla naszych czasów kryzys wartości. Doświadcza go bohater skupiający w swoim doświadczeniu zwycięstwa, gorycze, klęski i nadzieje swojego pokolenia. Bohater agresywny i autoagresywny, nie pogodzony ze swoim życiowym statusem, który jest tylko symbolem dramatu nie zawinionego wyobcowania i niezrozumienia.
Proces utraty tożsamości, równoznaczny w tej liryce z utratą określonych wartości moralnych, zakorzeniających człowieka w bycie, prowadzi do jakiejś hiperalienacji:
Jest poręcz
ale nie ma schodów
Jest ja
ale mnie nie ma
(...)
Jest ciemno
jest ciemno jak najciemniej
mnie nie ma
(...)
Nie ma spać
Nie ma oddychać
Żyć nie ma
            (Sezon, s. 85)
Oto egzystencjalny status bohatera lirycznego. Życie tego bohatera realizuje się jedynie za pośrednictwem form kalekich, niepełnych, w granicach osobowości równie okaleczonej i zdezintegrowanej.
Poczucie głębokiej nieprzystawalności do rzeczywistości znajduje swój wyraz
w wierszu Zapis z podziemia, odwołującym się w podtekstach do „martwej perspektywy" Bursy. Oto portret człowieka umarłego za życia:
Rok łagodnego światła
Wzrok zdolny cieszyć się
Słuch cierpliwy i chłonny
Głos jedynego Boga
Dłoń kochanej kobiety
Dłoń w jej poważnej dłoni
(...)
Noc spokojna
Sen co przynosi sny
Sny a nie koszmary
Świt nieokrutny
(...)
Czas pokoju
Zmysł zgody
Myśl lotna
Cel wytyczony
Śmierć pobożna
Nie dla mnie
        (s.171)
Według Wojaczka ów „byt autentyczny" i rodząca się kultura „nowego świata" odbudowane być mogą na fundamencie wciąż aktualizowanych wartości humanistycznego dekalogu. Ich brak określa bieżącą, tragiczną egzystencję jednostki, warunkuje jej etyczny
i heroiczny program na przyszłość. Przeciwstawienie dwóch sfer wartości w Zapisie z podziemia jest przeciwstawieniem pozornym. To nie wyrzeczenie się owego humanistycznego dekalogu – to jego brak w życiu bohatera lirycznego prowokuje tęsknotę za elementarną hierarchią wartości. Ten utwór to protest przeciwko rzeczywistości zmuszającej bohatera lirycznego do zajęcia zbuntowanej pozycji więźnia z „domu umarłych".
Bohater poezji Wojaczka to nieszczęśliwy emigrant z kręgu małej wspólnoty, żyjący obecnie na granicy starego świata jasnej przeszłości oraz nowego, budzącego lęk
i niepewność świata przyszłości. Zdając sobie sprawę z tego, iż do żadnego z nich obecnie już nie należy – stare korzenie zostały podcięte, a nowe nie spenetrowały jeszcze gleby – z ironią i dystansem podchodzi do ofiarowanych mu możliwości oraz szans:
W kronice skóry będą czytać dzieje
zaprzeszłych przygód: dobry stary świat
wzejdzie w pamięci kiedy nowy świat
niemiłosiernie na skórze zadnieje
            (Nowy świat, s. 153)
Nowe położenie, w jakim się znalazł na skutek dawnej „wiary", podsuwa mu bunt jako jedyny uprawomocniony rodzaj egzystencji. Ów bunt na następnym etapie przechodzi
w gorączkowe pragnienie wartości, które wypełniłyby powstałą pustkę – wartości zrodzonych z dojmującego poczucia nieobecności dobra w świecie i gwałtownego dążenia do pozytywnej samorealizacji:
Nie mogę Ci uwierzyć, że szukasz mnie, choć
                    widziałem:
Twoje niebieskie włosy umyślnie się zaplątały
            w niską chmurę na której
            zwiedzał Polskę mój głód.
                       (List do Królowej Polski, s. 117)
Wojaczek nazywany jest poetą głodu. Głodu, który miał go pochłonąć. Odbywając swoje sezony na ziemi, niezliczone krucjaty i pielgrzymki, próbował zaspokoić swój głód miłości, głód mitu, głód sensu życia, ale przede wszystkim, głód nadziei. Nazwał ją Wojaczek „siłą świecącą", czymś, co objawia się po  „dobiciu do dechy". Dla autora Sezonu nadzieja jest zawsze poza aktualnością, jest zawsze jakby nie z tego świata. Implikuje istnienie innego wymiaru. Daje jeszcze jedną szansę wytchnienia w okrutnym świecie.
O tym samym pisał Bursa:
Jeżeli nam się uda to cośmy zamierzyli
i wszystkie słońca które wyhodowaliśmy w doniczkach
naszych kameralnych rozmów
i zaściankowych umysłów
rozświetlą szeroki widnokrąg
i nie będziemy musieli mówić że jesteśmy geniuszami

bo inni powiedzą to za nas
i aureole
tęczowe aureole
...ech szkoda gadać
Panowie jeżeli to się uda

To zalejemy się jak jasna cholera
            (Nadzieja, s. 77)
Warto jeszcze raz podkreślić, iż Bursa pisał, aby odróżnić, przeciwstawić na tysiąc sposobów obszary wartości zanegowanych – wartościom, które domagają się najwyższej
i powszechnej akceptacji.
Po wyczerpaniu się możliwości dalszej kontynuacji mitu arkadyjskiego, obszar wartości, których poeta nie jest w stanie zaakceptować, wzrasta niepomiernie. Chrzanowski stwierdza, że poeta, w miejsce odrzuconego mitu arkadyjskiego tworzy mit brutalności świata . Wydaje się to pewnym nadużyciem, gdyż to nie poeta tworzy ten świat dla potrzeb swojej twórczości, ale dostrzega go w całym jego okrucieństwie.
Utwory z tego okresu przepełnione są motywami zagrożenia, niebezpieczeństwa, brutalnej siły, której charakter trudno dokładnie określić. Jest nią wszelkiego rodzaju przemoc ogółu wobec jednostki, przemoc skierowana na zadawanie fizycznego bólu, na tortury, na egzekucje. Charakterystyczne tytuły wierszy to Rzeźnia, Katownie, Opowiadanie oprawcy. Charakterystyczna sceneria to cela śmierci lub obóz koncentracyjny (tym okrutniejszy, że zamaskowany nieraz pod postacią instytucji użyteczności publicznej – „sanatorium za kolczastym drutem" z wiersza Doktor C. Bogacz i cudotwórca...). Świat jest bowiem jedną wielką katownią:
Co dzień odwiedzam katownie
(...)
katownie domy szpitale
mieszkania przyjaciół
monumentalne budy hyclów w śródmieściu
i ubogie ogródki pokątnego cierpienia
            (Katownie, s. 107)
Poeta pisze jakby sprawozdanie o podróży człowieka w świecie totalnej makabry.
I położenie bohatera, i ów świat, będący jedynie katownią, są tak jednoznacznie przerażające, że w relacji o nich wystarczają tylko słowa, które w sposób z pozoru całkowicie beznamiętny mówią o stopniu zagrożenia. Sprawozdawczy, wręcz reportażowy charakter wypowiedzi jeszcze bardziej uwydatnia tę makabrę.
W takim świecie każdy wydaje się być katem. Pierwszy lepszy „dobry człowiek". Gdyż to właśnie dobroć jest dla Bursy najbardziej podejrzana: „życzliwi (najgorszy gatunek łajdaków)" (Nauka chodzenia). W wierszu Dobry człowiek, poprzedzonym mottem: „Człowiek bardziej hołduje dobru niźli złu. Ale warunki nie sprzyjają mu", poeta napisał:
On jest dobry cichy człowiek
Gdy miał 17 lat
Obszyty w cesarskie suknie
Zabił w Alpach strzałem w brzuch
Młodego Włocha
Promiennego jak Dawid
              (s. 67)
Wykonawcą wyroku może więc być każdy, kto biernie podporządkuje się nakazom „wyższych konieczności".
Bohater wierszy Bursy przemierzając tak zorganizowany świat, napotyka jedynie psychopatów, bandytów, prostytutki, złodziei (Rankiem w parku, Waluciarze, Zła godzina). Przebywając w kręgu „martwej perspektywy", poddawany działaniu „monumentalnej kant – maszyny", świat wydaje się być piekłem, a poeta przebywa na samym jego dnie.
Jest to oczywiście „piekło" na miarę ludzi, którzy do niego się dostają: „piekło", na którego dnie „ludzie gotują kiszą kapustę i płodzą dzieci"(Dno piekła). Satanizm człowieka żyjącego w społeczeństwie „bladych krętków". Świat, w którym starcy są „hodowani dość często w mieszkaniach / (przeciętnie na dwie klatki schodowe jeden starzec)", pozostaje „dokładne wydeptywanie dna piekła / z pełną świadomością jego bezcelowości".
Sezony na ziemi, odbywane przez Wojaczka, z punktu widzenia ludzi napiętnowanych nadwrażliwością, stają się sezonem w piekle dnia powszedniego. Wojaczek żyjąc w świecie „wynajętych pokoi" (wynajętego życia) na sezon, odprawiwszy już swoje pociągi do Ulthima Thule, tak opisuje wędrówkę przez obcy, nienawistny świat:
I tylko szedłem; owa zaś droga nie rzeką
Była, która prowadzi nas sama do celu

Tylko żmudną ulicą co wiedzie do domu
Który mieszkaniem żadnym nie jest już nikomu
            (Piosenka innej ulicy, s. 226)
Poeta widząc nieprzystawalność wyznawanych przez siebie wartości do życia „piekielnego", stwierdza, że utracił swoją „lilijną biel duszyczki". W poezji Bursy rodzi się przekonanie, że jednostka nawet najbardziej buntownicza i nonkonformistyczna podlega tym samy upadlającym prawom co ogół.
Iwona Smolka pisała o twórczości Wojaczka: „Słowo „poeta" znaczy w tej twórczości zarówno osobowość człowieka przeżywającego rzeczywistość poprzez pisanie, jak również pozycję, rolę społeczną. I przy tym podwójnym znaczeniu słowa zachodzi konflikt między poetą, czyli sposobem istnienia, a osobą prywatną – Rafałem Wojaczkiem" .
Wiersz Poeta Bursy przynosi obraz poety zaprzęgniętego do roboty społecznej:
Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat
cierpi za miliony
            (s. 278)
Dwudziestowieczny romantyk sprowadzony do roli urzędnika. Bursa kompromituje postawę poety, który swoje posłannictwo traktuje na biurokratyczną modłę. Śmieszy wieszcz dyżurujący, urzędujący w gabinecie przyjęć dla „milionów".
Oskarżenia Wojaczka wobec siebie osiągają rozmiary duchowego ekshibicjonizmu:
Nie lubię poezji, bo nie znoszę
Tego skurwysyna Wojaczka, poety,
Pijaka i darmozjada, którego
Dawno powinni byli zamknąć
            (Wybaczcie piechocie)
 Jednak te degradacje są pozorne. Rosnące w poezji Bursy, a później u Wojaczka, elementy przeciwstawiania się wszystkiemu co poniżające, nabierają charakteru przykładowego. To już nie chodzi o samego poetę – on jest tylko jednym ze sprawdzianów (najpełniejszym sprawdzianem) pewnych prawidłowości w świecie. Prawidłowości, przed którymi cofa się rozum – ukrytych w samej naturze istnienia: zniewolenia jednostki, wszechobecnego zła, egoizmu i hipokryzji. Poeta Bursy zawiera to samo przesłanie co wcześniejszy wiersz Mój dzień: nie można być buntownikiem połowicznym. Atakując te elementy życia, których nie chce i nie może zaakceptować, Bursa z równą surowością osądza wartości (również samego siebie), które za wszelką cenę należy zachować. To właśnie wydaje się najbardziej charakterystyczne w twórczości Andrzeja Bursy: poeta nie tworzy mitów wokół bronionych. Sądzi je z równą bezwzględnością, jak oskarżonych.
W twórczości Bursy nieustannie toczy się walka ze światem, prowadzona w imię ocalenia własnej osobowości, własnego systemu wartości, walka mająca ochronić przed wtłoczeniem w bezbarwny tłum. Lub przed rozmyciem się w  nim, konformizmem, który nakaże pogodzić się ze światem i tak niemożliwym do przebudowania przez jednego człowieka. Nawet przez poetę. Postawa ironisty staje się postawą samoobronną, strategią wybraną przez jednostkę, która odczuwa zagrożenie ze strony otoczenia zamierzającego narzucić jej swe kanony zachowań, sposoby myślenia, typy wrażliwości. Społeczeństwo występujące w utworach Andrzeja Bursy jest zawsze bardzo agresywne, nie zamierzające tolerować odmienności innych.
Ideały wyznawane przez podmiot wierszy Bursy są konfrontowane z rzeczywistością, ich czysty kształt porównywany z konkretnymi realizacjami. Owe realizacje z reguły kompromitują, ośmieszają ideały, przekreślają ich wartość. Muszą więc sprzyjać powstawaniu postaw ironicznych. Obecne u Bursy poczucie niemożności zmienienia realnego świata, stałe podkreślanie panujących w nim sprzeczności, nawet paradoksów, sprzyja przyjęciu ironii jako postawy poznawczej, podstawowego sposobu widzenia i interpretowania rzeczywistości.
Ironia z wierszy Bursy bardzo często zasadza się na demaskowaniu fałszu i obłudy, zakłamania samej sztuki, postaw i gestów artystów. Charakterystycznym przykładem jest Hamlet:
Gdy kur blaszany pieje rano
I warta nocna zmienia konie
Hamlet przygląda się kolanom

Nóg swoich gładko utoczonych
Zrzuciwszy płaszcz z lubością stwierdza
Ud twardość i wypukłość piersi
W cuchnącej świeżym trupem twierdzy
Hamlet kryguje się do śmierci
            (s. 60)
Hamlet jest tylko kabotynem, człowiekiem zakłamanym, bardziej śmiesznym niż tragicznym w swej roli. Jego kreacja musi być czymś nieautentycznym, tylko marną sceniczną postawą, na którą powinniśmy się nabrać. Przecież nawet nie umie po prostu umrzeć. Do tego okazuje się narcyzem zapatrzonym w swoje ciało. Ciało, które tak sobie ceni, że z pewnością nie narazi go na szwank, na nadmierny wysiłek.
Przedmiotem drwiny Bursy często stają się różnego rodzaju stereotypy kulturowe, konwencjonalne style odbioru sztuki, modele obcowania z nią oparte nie tyle na autentycznym przeżyciu, co na nakazanych przez otoczenie reakcjach. Towarzyszą temu ironiczne odwołania do tradycji, do niemal szkolnego kanonu sztuki narodowej. Zostają wyszydzone i zanegowane konwencje reagowania na ową kulturę, dokonuje się rodzaj profanacji i demaskowania gestów, które z czasem okazały się pustymi pozami. Tak dzieje się z patetycznymi gestami starców z  Dna piekła, tak jest również w przypadku Wernyhory
z wiersza o tym samym tytule.
Podstawą ironii w wierszach Bursy jest w wielu przypadkach przemieszanie różnych stylów i konwencji – z reguły sprzecznych, wzajemnie się wykluczających. Ich zestawienie
w jednym tekście ma uzewnętrznić fałsz, umowność i nieautentyczność owych konwencji.
W poszczególnych wierszach sąsiadują ze sobą słowa pochodzące z różnych typów mowy, słowa jakby do siebie nie przystające. Tworzy to swego rodzaju wewnętrzne napięcia, kontrasty. Często obiegowe znaczenie danego słowa zostaje zakwestionowane przez sam kontekst stylistyczny. Chętnie stosowanym przez poetę sposobem walki z patosem, demaskowania patetycznych gestów i typów mowy jest budowanie takiej puenty, która w nagły zaskakujący sposób rozbija cały wiersz. Pojawiają się niej sytuacje, wartościowania, których nie można było oczekiwać na podstawie lektury poprzedzających ją fragmentów tekstu. Najbardziej wyrazistym przykładem owego chwytu jest Mowa pogrzebowa przynosząca ośmieszenie patetycznych schematów językowych dokonane przez osadzenie ich w groteskowej sytuacji:
Cichy pracownik
niezbędny miastu jak dobre powietrze
Wytrwały i cierpliwy
nie pragnący zaszczytów
sumienny i obowiązkowy
nieugięty
prawy
bohater
(chodzi o asenizatora
utopionego przypadkiem w gównie)
            (s. 90)
Ironia wierszy Bursy nigdy nie przekształca się w prześmiewczość, jest ironią bolesną, znakomicie stosowanym środkiem ekspresji. Groteska jako najwyższa forma ironii, równie skuteczny sposób obrony przed zawsze podejrzanym, aktorskim patosem, nie wywołuje śmiechu, pozostawia po sobie uczucie goryczy. W kilku tekstach rolą ironii jest demaskowanie języka propagandy, mediów, oficjalnego życia społecznego oraz stale powtarzanych schematów językowych.
Język „późnej" poezji Bursy jest bardzo mocno oparty na wzorach potocznej, mówionej polszczyzny. Autor posługuje się słownictwem żargonowym, w wielu wierszach widoczna jest niedbała, nieraz niepoprawna składnia, właściwa językowi codziennych rozmów. Nie ma tu śladów konwencjonalnej „literackości" wcześniejszych utworów. Odejściu od tych konwencji towarzyszy rozluźnienie reguł interpunkcji, rezygnacja
z rozpoczynania wersów z dużej litery. Ważnym elementem poetyki staje się operowanie przerzutniami wzmacniającymi ekspresję wiersza.
Bursa, a za nim Wojaczek wprowadza do literatury polskiej wiele wyrazów tradycyjnie uznawanych za wulgarne, określeń dosadnych, zaczerpniętych z miejskiego slangu. Są to takie wyrazy jak: „skurwysyn", „łachy", wyrżnie mordą", „kurdupel", „szczyna", „tancbuda", „uważasz pan" i wiele innych.
Bursa i Wojaczek należeli do poetów obdarzonych zdecydowanie ponowoczesną świadomością artystyczną. Estetyka szoku, obscenii, sadomasochizmu i innych grzechów głównych, była tu heroicznym, na miarę buntu poety, kamuflażem potrzeby tych wartości moralnych oraz etycznych, które konstytuują życie duchowe jednostek i społeczeństw. Estetyka szoku jest w obecnych warunkach komunikacji społecznej estetyką sztuki awangardowej, wyprzedzającej epokę.
To pogrążenie się w cierpieniu i duchowej zbrodni, przypomina inne dramatyczne postaci polskiej literatury powojennej. Bursa sytuuje się w ich kontekście obok Tadeusza Borowskiego i Marka Hłaski. Sytuuje się tam dzięki pasji moralnej podobnej pasji autora Kamiennego świata i Proszę państwa do gazu, demaskującej śmierć kultury, której humanizm okazał się bezsilny wobec przemocy. Sytuuje się dzięki uwypukleniu konsekwencji egoizmu i duchowej martwoty społeczeństwa, które kiedyś przejrzały się w szyderczym zwierciadle Pierwszego kroku w chmurach i Następnego do raju Hłaski.
Charakter twórczości Bursy i Wojaczka wyznacza im miejsce w gronie „straceńców" czy „kaskaderów" literatury polskiej. Jednak nie o romantyczną czy sensacyjną legendę tu chodzi. Twórczość ta wyrosła z tradycji polskiego romantycznego buntu, ale w tej wersji, w jakiej znany jest z polskiej literatury powojennej; więc nie jednostka wadząca się z Bogiem czy o los zbiorowości, ale tragiczne zmagania jednostki jako egzemplifikacja sytuacji ogółu. Bunt Borowskiego, Bursy, Wojaczka, Hłaski był zatem buntem nie przeciwko zbiorowości, ale w jej imieniu. Nawet wtedy, kiedy pozornie bunt ten wypływał wyłącznie ze skrajnego, anarchizującego indywidualizmu.