Janusz Orlikowski - Dwa razy n

Bezsenna noc. Myśli, jeszcze jedna nie ukończyła swojego wywodu, a tu już następna na nią napiera unieważniając poprzednią, ni stąd ni zowąd pojawiając się. Teraz ona czyni to, co poprzednia: rozprzestrzenia się na zdarzenia, które nie znalazły zadowalającego finału, bądź okazały się klęską. Spojrzenie na zegar, jest pierwsza minut dwadzieścia siedem. Próba snu nie przynosi rezultatu. Zza przymkniętych powiek tylko szara czerń, tak oczy muszą odpocząć, gdy zjawi się poranek, a później dzień. Kolejna myśl targa wspomnienia jakby nie wiedziała, że działania jej są daremne, gdyż to co było już nie powróci, przynajmniej w identycznej formie. A może właśnie dlatego, że treści będą i domagają się rozwiązania, to znaczy nadania im właściwego biegu i to jest powodem, dla którego teraz biją głową w ścianę? A czyniąc to tworzą w konsekwencji mroczne scenariusze i gdy tam powiodą ogarnia nas strach i rozpacz, że to jest możliwe, skoro pomyślane. Zaciskamy więc mocniej powieki, przełykamy ślinę, po czym spoglądamy w okno za którym ciche krople deszczu raz po raz o parapet, co drażni jeszcze bardziej. Jak to, ja nie mogę? I gdy już zdeterminowani przemyśleć raz jeszcze wszystko od początku, jakby mimochodem wtrąca się myśl inna, która ukazuje nas w zupełnie innej scenerii, gdzie wszystko dzieje się tak jak chcemy, aby było. Nie ma przeszkód, które jeszcze parę minut temu powodowały strach i rozpacz. Jest druga trzydzieści osiem. Wręcz uśmiechamy się do siebie na taką realizację swoich przyszłych dni. Sen jednak nie przychodzi. Rozkołysani marzeniami, tą pewnością, że tak być może, tak być powinno nieopacznie ponownie spoglądamy na zegar. Jest trzecia czterdzieści dwa. Współczesne media wszystkie przecież uczą, że dla pełnego szczęścia należy realizować swe marzenia. Coś jednak jest nie tak. Ponownie, kolejna, nowa brudna myśl poczyna doskwierać. Dlaczego się pojawiła? Co nie pozwala mi zasnąć? Przecież zależny jestem tylko od siebie. Równy każdemu innemu człowiekowi, który teraz z pewnością smacznie śpi, a nie miota się tak jak ja. Jego żona, dzieci, praca, wszystko w najlepszym porządku. Wystarczy popatrzeć jak idą ulicą, tacy szczęśliwi. Dlaczego nie ja? Oni mają z pewnością więcej czasu, są bogatsi. A te ciuchy, które mają na sobie. Przemknął obraz i pojawił się następny. To parkingowy, który z zadowoleniem i szczerym uśmiechem kasował bilet przed szeregiem sklepów, a wcześniej dwóch samozwańczych kierowało mój samochód na wolne do zaparkowania miejsce, gdyż faktycznie trudno było je znaleźć, po czym prosiło o jakiś grosz. Oni nie mieli problemów, to było widać. Dałem dwa złote z nadzieją, że i do mnie uśmiechnie się los. Jest czwarta pięćdziesiąt siedem. Deszcz ledwie pokropił i ustał. W tym kraju żyć nie jest możliwe. Co ja mogę?  Albo:
noc jak każda inna. Szybko przychodzi sen. Nawet się nie spostrzegamy, gdy znajdujemy się w jego krainie. Dobra kolacja przed telewizorem jest tego gwarantem. Jutro wielkie żarcie i picie. Grill u przyjaciół. A jakich tam przyjaciół? Znajomych poznanych na wczasach w Turcji. Ale się działo. Kelnerzy fruwali jak trzeba, zwłaszcza ten w okularach Turek, któremu dałem na początek dwadzieścia dolarów żeby tu nas odpowiednio obsługiwał. Cieszył się jak dziecko. Będzie co wspominać. Zwłaszcza tę ostatnią flaszkę w czasie powrotu, w samolocie. Ludzie się nie umieją bawić. Szemrali coś pod nosem. Były jaja z tą czarną stewardesą. Moi rodzice wspominają z ubolewaniem komunę. Nie wiem, nie było mnie. Teraz ponoć są wszyscy równi, nie tak jak wtedy. Jak kto zapracuje tak ma. No, ci co byli na Kanarach, czy w Australii, albo na wyspach Bora bora, ci to dopiero mają. Nie to co my. Swoje baseny, wille, służbę. Nic nie robią, tylko liczą pieniądze.  To jest dopiero raj. A zjemy jeszcze jeden szaszłyk, polejemy po kolejnej pięćdziesiątce, jeszcze karczek się piecze, a ta cielęcinka wygląda smakowicie. Pooglądamy telewizję. O, zobaczmy jak żyją celebryci. Ten ekran, to nasze patrzenie na prawdziwy świat. Wielu, zwłaszcza kobiety, lubią czytać o tym w kolorowych gazetach. Ich stosy to w kuchni, to w pokoju, w sypialni. Jedna po drugiej pochłaniane w całości jak kolejne szaszłyki. Przeczytamy kto z kim teraz śpi i dlaczego. To znów pobuszujemy w internecie. Tam to dopiero się dzieje. A to ta aktorka, Kowalska, nago; albo przyłapana Wędrowna z Fiutkowskim w jego basenie, też nago pływali; to z kolei na Bara Bara, córka rządzącej partii opalała się toples w towarzystwie biznesmena Pieniężnego. Te sensacje wprawdzie nie robią już na nas żadnego wrażenia, ale zawsze ciekawość zwycięża. Bo i co tu robić. Jeszcze seriale dobrze, że są. W trzech gra ta Kowalska, która jest trzecią żoną tego który w Z jak Zygmunt ma tytułową rolę. Im się powodzi. Forsy jak lodu, bez zmartwień.

Człowiek współczesny, pogrążony w zmaterializowanej rzeczywistości XXI wieku, w jego, by tak rzec, dwóch odmianach. Dla pewnej łatwości ich rozróżniania będę ich nazywał zgodnie z tym, jak dzieje się u nich noc: Bezsenny i Śpiący. Już na pierwszy rzut oka widać, że dzieli ich różnica w podejściu do świata, wobec niego wymagań. O ile u pierwszego strona materialna jego bytu zdaje się nie mieć większego znaczenia, to u drugiego jest ona kluczem. Czy jednak tak jest w istocie? Przecież na dobrą sprawę nie wiemy co jest tak właściwie powodem wędrówki myśli Bezsennego. Co stanowi udrękę wiodącą go przez wspomnienia, zanurzanie się w czas przeszły, to znów roztaczającą marzenia jako substytut życia, albo pojawiające się nieoczekiwane myśli, które jakichś spraw dotyczą, a rozwiązanie problemu okazuje się być murem. Może to właśnie sprawy materialne, a konkretnie brak pieniędzy jest bezsennej nocy powodem? Wskazywałyby na to słowa: „W tym kraju żyć nie jest możliwe. Co ja mogę?" Ale przecież wcześniej dowiadujemy się, że podjeżdża on pod szereg sklepów samochodem i daje jakiś przysłowiowy grosz samozwańczym parkingowym, którzy z pewnością bezrobotni i bez zamiaru innej pracy zbierają w ten sposób na wino, tak zwane niebieskie ptaki. To wskazuje, że trop materialny nie wydaje się być właściwym. Ba, zazdrości on im właśnie i autentycznemu parkingowemu, „Oni nie mieli problemów, to było widać", jakby chciał być w ich skórze. Dręczą go zatem sprawy inne, byśmy powiedzieli, bardziej duchowego pochodzenia. Co jednak? Tego na podstawie przedstawionego opisu się nie dowiemy i dla dalszych tu rozważań nie jest to konieczne, nawet zbędne.
Inaczej przedstawia się sytuacja Śpiącego. To człowiek zanurzony w treściach życia współczesnego świata. Korzysta z niego całymi garściami, ma ku temu i sposobność, którą oferuje mu z zadowoleniem konsumpcyjny euroamerykański raj, i pieniądze nie stanowiące dla niego problemu. Szczyci się nimi, są dla niego nie tylko narzędziem do zaspokajania podstawowych potrzeb, ale stanowią przedmiot kultu i ważności. „Kelnerzy fruwali jak trzeba, zwłaszcza ten w okularach Turek, któremu dałem na początek dwadzieścia dolarów żeby tu nas odpowiednio obsługiwał. Cieszył się jak dziecko" to najważniejsze wspomnienie z pobytu na wakacjach w Turcji, obok, jak podejrzewamy, butelki wódki w samolocie i incydentu z pozostałymi pasażerami i stewardesą. Poza tym jego myśli zaprzątają tylko szaszłyki, karczek z grilla, cielęcina. Wydaje się, w przeciwieństwie do Bezsennego, życie bez problemów. Chociaż nie może nam umknąć uwadze stwierdzenie: „Im się powodzi. Forsy jak lodu, bez zmartwień." Komu zazdrości Śpiący? Celebrytom opływającym w jemu niedostępne bogactwo. To oni żyją faktycznie bez zmartwień, twierdzi. Lecz o jakie zmartwienia tu chodzi, ponownie się nie dowiemy i również nie jest to konieczne.
Co zaprząta ich, na co dzień, uwagę? Śpiący, oprócz ciągłego jedzenia i pewnie częstego picia, ogląda, by rzec można, natrętnie telewizję i wciąż przegląda plotkarskie strony internetowe, poz tym bez ograniczeń czyta kolorowe czasopisma mówiące ożyciu gwiazd, aktorów i celebrytów.  Właściwie wie jakie „rewelacje" może tam znaleźć, lecz uzależnił się od nich i zawsze jest ta, niezależna od tego, ciekawość, czy raczej – bym nazwał – bezinteresowne wścibstwo, bo ani to jego znajomi, ani przyjaciele, gdzie samo wścibstwo byłoby pożałowania godną szopką. Ma na to jednak jeden argument: „Bo i co tu robić". Mamy zatem obraz człowieka współczesnego bezwolnego, czy  wręcz ubezwłasnowolnionego przez konsumpcyjny raj. Natomiast nic nie możemy powiedzieć o  dniach Bezsennego. Znamy tylko jego noce. Ale na ich podstawie możemy domniemywać, że jednak w jakiś sposób różnią się one od dni Śpiącego. Przede wszystkim z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy uważać, że szaszłyki, cielęcina i karczek nie są dla niego przedmiotem kultu, chociaż z pewnością od nich nie stroni, bo i dlaczego. Być może by nawet z nich zrezygnował, o czym możemy sądzić na podstawie jego myśli o parkingowych, zwłaszcza tych samozwańczych, z którymi chciałby się wręcz utożsamić twierdząc: „Oni nie mieli problemów, to było widać". Co do współczesnych, zniewalających mediów nie możemy już mieć nawet żadnych domniemywań. Jawi się ten problem jako tabula rasa. Człowieku, przecież mogłeś to zasugerować, czy wręcz o tym napisać! Tak, tylko wtedy, paradoksalnie, nie objąłbym wszystkich bezsennych. Tych, którzy podobnie jak Śpiący czas marnują na ubezwłasnowolniające media i tam, w przeciwieństwie do nich – którzy „zjadają" je by tylko „zjadać", poszukują rozwiązywania swych życiowych problemów, co jest pożałowania godnym przedsięwzięciem i tych, dla których są one  obce w sensie ich całkowitej bezużyteczności, czy wręcz szkodliwości. Kolorowe media, że tak je nazwę, są pełne też porad na życiowe problemy, szkopuł jednak w tym, że ich wartość jest znikoma, czy wręcz żadna pomimo że często wypowiadają się tam tzw. specjaliści, którzy pisząc „na okrągło" czynią to dla pieniędzy, nie widząc, nie słysząc swych czytelników. Poza tym nie mam zaufania do psychologów, psychiatrów, seksuologów, czy innej maści analityków. Bezsenny zatem może być zarówno tym, który szuka w kolorowych mediach, oprócz „ciekawostek" z życia celebrytów, pigułki na szczęście, jak i czytającym mądre księgi, niektóre fachowe czasopisma, czy też zajmującym się, pisząc ogólnie, interesującą stroną świata, bo taka przecież nie została nam odebrana wraz z nastaniem terroru konsumpcjonizmu. Tu trzeba zwrócić jeszcze uwagę na sposób podejścia obojga, to znaczy Bezsennego i Śpiącego, do tegoż terroru. Pierwszy z nich stwierdza: „W tym kraju żyć nie jest możliwe", drugi natomiast rzeczy podobnej nie czyni, jedynie ma, by tak powiedzieć, zastrzeżenia co do swojej pozycji w hierarchii pieniężnej: „Im się powodzi. Forsy jak lodu (...)" mówiąc o celebrytach, co wskazuje, że w przeciwieństwie do pierwszego całkowicie akceptuje ideę terroru konsumpcjonizmu, choć czyni to bezwolnie, „Bo i co tu robić".  
Tyle różnic między Bezsennym a Śpiącym, a i w obrębie tego pierwszego również. Czy jednak jest coś, co ich łączy? Dwie wypowiedzi. Pierwszy w nocnych myślach wyraża stwierdzenia: „Oni mieli problemów, to było widać." oraz „W tym kraju żyć nie jest możliwe. Co ja mogę?", drugi natomiast za dnia: „Im się powodzi. Forsy jak lodu, bez zmartwień." Bezsenny mówi o problemach, Śpiący – zmartwieniach. Oczywiście, zarówno jedne jak i drugie mogą być różnego pochodzenia, jednak trzeba stwierdzić, że różnica jest jedynie w skali wartościowania niedogodności życiowych, czyli u obydwu one występują. To punkt wspólny dla obydwojga. Co jednak z tego wynika? Że jednak są podobni? Nie, to, przynajmniej na razie, zbyt śmiały wniosek i w oparciu o dotychczasowe rozważania nie prawdziwy. Przecież podejrzewamy, że Bezsenny autentycznie nie potrafi sobie z problemami poradzić, kiedy z kolei Śpiący ich pozornie nie ma i jedynie jawi się, przez gęstwinę szaszłyków, cielęciny i karczku oraz bezwolnie smakowanych mediów, nikły strumień świadomości w postaci słówka „zmartwienie". Jest jednak coś, co zakłóca  ten euroamerykański raj, te puste medialne hasła z receptą na szczęście. Wprawdzie wypowiada je  w kontekście większych zdobyczy materialnych celebrytów, co świadczy, że im zazdrości, ale  równocześnie osobno, od stłamszonego przez ten raj, głębszego siebie. Zwróćmy uwagę, od siebie też wyjawia nocy swoje myśli Bezsenny.
Jeden i drugi od siebie, czyli ze swojego ego. Tyle że pierwszy przybrał formułę Bezsennego, drugi Śpiącego. Formułę, czyli treści które zaprzątają uwagę, u każdego inne. Niewątpliwie jednak pochodzą one z tego samego źródła, którym jest postrzeganie życia nie jako daru, lecz wręcz przeciwnie, czegoś z czym należy nieustannie walczyć narzucając mu swoje warunki. To wygląda tak, jakby świat miał być każdemu z nich podległy. Jakby miał nie mieć nic do powiedzenia tylko w jakiś cudowny sposób odpowiadał pozytywnie na pragnienia ich ja. Już słyszę pierwsze słowa oburzenia, zwłaszcza jeżeli chodzi o Bezsennego, u którego intuicyjnie wyczuwamy głębokie problemy skoro nawet chce on utożsamiać się z bezrobotnymi i może bezdomnymi, którzy zarabiają na wino czyniąc się samozwańczymi parkingowymi. W ten sposób myśląc uważa on, że odzyska spokój. Z litości solidaryzujemy się z nim. Śpiący z kolei to dla nas obraz, który najczęściej znamy na co dzień i z pewnością, tak jak my, jest w miarę dobrze dostosowany do warunków współczesnego świata. Każdy przecież chciałby mieć więcej i żyć lepiej, ale przecież i dobrze jest, tak jak jest. Może jedynie jego zbyt asertywne zachowanie w samolocie, czy dwadzieścia dolarów dla kelnera, który i tak powinien czynić swoje wydaje nam się niestosowne. Ale przecież należy być tolerancyjnym, to podstawowa zasada życia między ludźmi. Gdzie tu wspólne źródło? Otóż jest  i to wraz z tymi, przedstawionymi słowami oburzenia również. Postaram się to uzasadnić. Zarówno Bezsennego jak i Śpiącego dręczy poczucie niesprawiedliwości. Przy czym u tego pierwszego jest ono bardziej widoczne, więc na początek skupmy się na nim. Wynika ono z przekonania o słuszności własnych pragnień i pożądań, których niezaspokojenie powoduje w nim frustrację objawiającą się kaskadami różnych myśli za pomocą których tę niesprawiedliwość chce usunąć. Gdy napotyka mur rekompensuje to sobie poprzez marzenia, w których wszystko wydaje mu się być sprawiedliwe. Że tak nie jest, to już sprawa inna. To tylko dyktat jego myśli. Nie postrzega świata jako daru danego mu przy narodzeniu. Tylko jeżeli dar, to od kogo? Jeżeli nie chcemy mówić, że od Boga, to przecież równie dobrze możemy powiedzieć – od świata. W jednym i drugim przypadku poprzez cud narodzin. Ależ to przecież czysta biologia, a nie żaden cud? Tylko jak to się dzieje, że pojawił się ruch, że człowiek się porusza. Wiemy tylko, że, pisząc najogólniej, jeżeli dodamy A do B to on powstaje. Tylko skąd, co tchnęło życie? Tego nie wiemy. A jeżeli tak, to jest to dar. Zatem konieczność powoduje, że życie to coś nam darowanego. W tym darze jest jednak coś, co stanowi dla nas nieustający kłopot, jeżeli nie przyjmiemy go takim jakim on jest. Tym czymś jest nasze ego, które się domaga aby był on inny niż jest. To niedorzeczność. Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, mówi stare przysłowie. Brak tego zauważenia powoduje poczucie  niesprawiedliwości, które miota Bezsennym. Gdyby o tym wiedział, a przede wszystkim miał to na względzie, nie byłoby bezsennych nocy, cierpienia tak spotęgowanego, że aż do chęci utożsamiania się z samozwańczymi parkingowymi. Nie byłoby bicia głową w mur, myśli, które się od niego odbijają i powracają. Za sprawą przyjęcia daru z wdzięcznością pojawiłby się dystans, wychylenie na zewnątrz, spojrzenie na siebie jak na rzecz obcą, gdzie ego już tak nie rządzi. Cierpienie, na które nie zwraca się uwagi najczęściej się obraża, pisząc anegdotycznie. Ego ma to do siebie, żeby dobrze funkcjonować, że musi być zauważane, a jeszcze lepiej gdy skupiona na nim jest nasza uwaga. Wtedy ma duże pole do popisu. I cieszy się, gdy Bezsenny w swej bezsilności myśli: „W tym kraju żyć nie jest możliwe. Co ja mogę?" Otóż faktycznie nic, a jednocześnie tak wiele.
Taki dystans do dziejącej się rzeczywistości wydaje się mieć Śpiący. Jest mu na dobrą sprawę dobrze we współczesnym świecie. Przyjął go takim jaki on jest i jedynie ta zazdrość w stosunku do celebrytów i te, jak określił, zmartwienia. To przecież nic w stosunku do cierpień Bezsennego. Przyjął, byśmy powiedzieli, dar. I jest za niego chyba nawet wdzięczny. Nic bardziej mylnego. On niczego takiego nie przyjął. Przyjął natomiast bez zmrużenia oka narzucony mu przez dyktaturę  euroamerykańskiej demokracji terror konsumpcjonizmu i jest w takim położeniu, że teraz mówi: „Bo i co tu robić?" Jego ego tańczy w nim tak bardzo i bez ustanku, że jest już tym tańcem znużone. Ale tańczyć wciąż musi - „ Bo i co tu robić?". Jest wolne taką wolnością, która jest zniewoleniem, gdyż czego innego nie potrafi, a nie napotyka żadnego oporu. To znaczy, nie musi  walczyć ze świadomością, która by go temperowała, stąd znużenie i bezwolność potęgowane tylko zazdrością wobec celebrytów. Ci zresztą nie mają inaczej, ale już to zagadnienie do innych opisów i poniekąd wykraczają one poza nawias Dwa razy n. Ale tylko poniekąd. Ego zatem jest tu znużone i znudzone, i bezradne. Wciąż naśladuje tylko samo siebie i bliźniaczo podobne inne, a u Śpiącego mamy do czynienia z  wyuczoną bezradnością, jak to napisał w eseju Człowiek żrący, w numerze 8 (203)  pisma literackiego Akant, Stefan Pastuszewski za T. Veblenem. Ta bezradność polega na tym, że świadomość możliwości doznań duchowych została skutecznie przez natarczywy konsumpcjonizm wyeliminowana, ale cierpienie pozostało. Nie potrafi go jednak zlokalizować, zrozumieć co jest jego przyczyną. Bezradny Śpiący nazywa go niewinnie zmartwieniami i jedynie zauważa: „Te sensacje nie robią już na nas żadnego wrażenia, ale zawsze ciekawość zwycięża", gdy przegląda po raz kolejny i następny plotkarskie strony internetowe. Wie, że nie znajdzie tam już niczego faktycznie intrygującego, lecz za każdym razem powraca do nich z pustą ciekawością, „Bo i co tu robić?". Nie dostrzega żadnych alternatyw, gdyż jego świadomość została cofnięta w rozwoju przez materialny stosunek do życia. Nie było bodźców do jej rozwoju. Świadomość Bezsennego jest na wyższym z pewnością poziomie, ale nie takim, który by pozwalał zauważyć zbrodnicze działania ego.
Zarówno Bezsenny jak i Śpiący są zatem zniewoleni przez własne ja, przy czym u pierwszego dzieje się to poprzez jego myśli, natomiast u drugiego poprzez bezwolne przyjęcie zasad terroru konsumpcjonizmu. Są odmienni w sensie stanu świadomości, ale tak samo niepokorni w charakterze widzenia swego miejsca w świecie. Przy okazji wyjaśniła się zagadka tytułu eseju, Dwa razy n. Obydwoje chcą być w centrum i władać. Bezsenny, by można rzec, w sferze duchowej, Śpiący – materialnej.
Ponownie by można mieć wątpliwości co do prawdziwości tych słów, zwłaszcza jeżeli chodzi o Bezsennego. Jakie „centrum", jakie „władać", gdy wręcz myśli o utożsamianiu się z samozwańczymi parkingowymi? Tak, ale to przecież strona materialna bytu. Ona nic nie zmienia, jeżeli chodzi o właściwości jego myśli. Im to mógłbym zadedykować tytułowy wierszyk, który popełniłem na początku twórczości, zawarty w pierwszym arkuszu poetyckim, Monolog niepokorny.

nie urodziłem
kamienia na sercu
zapomniałem się odwrócić
opluć
przepraszam
od jutra będę
człowiekiem

W tej słusznej ironii na temat dotykających podmiot zdarzeń zauważam dziś pułapkę, która kryje się w dwóch pierwszych wersach: „nie urodziłem/ kamienia na sercu". Skąd ta pewność? Argumenty przedstawiane po nich są przecież niewystarczające. Nie odwraca się i nie opluwa przecież Bezsenny, a pomimo to są noce pełne nabrzmiałych myśli. Problem tkwi w przyjętej tezie. Jest on wobec niej bezwolny, jak bezwolny jest Śpiący w szponach konsumpcjonizmu. Bo centrum i władza są gdzie indziej.   
              
              
                                                                                                        
 
        

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora