Roman Sidorkiewicz - Dziedzictwo historyczne współczesnego Kaliningradu (2)

Dziś skupię się na tekstach  ks. Jerzego Steckiewicza Historia pojawienia się chrześcijaństwa na terenie Sambii w świetle literatury rosyjskojęzycznej oraz  Wacława  Hojszyka Dzieje Kaliningradu i jego mieszkańców widziane z Olsztyna.

Ks. Jerzy Steckiewicz to ciekawa postać. Był kapłanem diecezji kamieńsko – szczecińskiej.  W roku 1991 opuścił macierzystą diecezję i ruszył na Wschód. Przeniósł się do Królewca. Brakowało tam i kościołów i księży. Ks. Jerzy został proboszczem parafii pw. św. Wojciecha – Adalberta. Wybudował duży, nowoczesny budynek kościoła a zaczynał od posadowienia  trzech kontenerów. Katolicy mogą dziś swobodnie praktykować swoją religię.

Do roku 1990 teren całego obwodu kaliningradzkiego był całkowicie odcięty od świata. Ludność pozbawiona była religii, kościołów. Obwód miał być przykładowo zateizowanym obwodem w ZSRR. Podczas naszej wyprawy do Nadpregola w roku 2017 byliśmy tam na Mszy Świętej. Podziwialiśmy świątynię. Niebywały wysiłek włożył ks. proboszcz i nieduża wspólnota katolicka w tej osadzie. Msze odprawiane są w zdecydowanej większości po rosyjsku. Katolików w całym odwodzie jest ok. 5 %, co daje wielkość ok.50 tysięcy wiernych. Skąd katolicy wzięli się w tym obwodzie? Po wojnie napłynęło sporo ludzi z sąsiedniej Republiki Litewskiej i Białoruskiej. Po roku 1991 przyjechali także Polacy z Kazachstanu. Chcieli być bliżej Polski i tu na stałe zamieszkali. Ksiądz Jerzy jest bardzo energiczny, został mianowany przez administratora apostolskiego dla katolików obrządku łacińskiego w Rosji arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza wikariuszem biskupim na teren obwodu kaliningradzkiego. A jest co nadzorować – w obwodzie jest kilkanaście parafii dosyć odległych od siebie. Kapłan nadal ma kontakt z macierzystą archidiecezją kamieńsko – szczecińską; za staraniem jej arcybiskupa, w roku 2013 mianowany został Prałatem Honorowym Jego Świątobliwości.

Podam jeszcze jeden ciekawy fakt – ksiądz Jerzy nie pojechał na Wschód sam. Razem z nim pojechał jego brat – bliźniak ks. Andrzej. Jednak drogi ich rozeszły się na tym ogromnym obszarze. Ks. Andrzej posługiwał w Sankt Petersburgu. Odbudował tam seminarium duchowne oraz prokatedrę. Potem w Moskwie – podobnie. Dziś mieszka w Mińsku, jest wikariuszem generalnym arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza. Arcybiskup w roku 2007 mianowany został metropolitą mińsko – mohylewskim.

Obydwaj bracia – bliźniacy wiele zatem zdziałali na Wschodzie. Mają w sobie ogromną energię. Są bardzo samodzielni. Myślę, że macierzystej diecezji nie mogliby się realizować. Najprawdopodobniej to było przyczyną ich wyjazdu do służby wśród katolików na Wschodzie.

Ks. Jerzy Steckiewicz, w swym wystąpieniu na XIII Dniach Kultury Polskiej w Obwodzie Kaliningradzkim, analizuje ekspansję chrześcijaństwa  na terenie Prus. Ekspansja zaczęła się z terytorium Polski, która w roku 966 przyjęła tę religię. Rozpoczęło się przenikanie misjonarzy  na te ziemie. Cel – szerzenie nauki Chrystusowej wśród pogan. Dziś byśmy nazwali to pogwałceniem praw obywatelskich do swobodnego wyznawania własnej religii ale wówczas takie pojęcie nie istniało. Zatem ogień i miecz decydował. Praski biskup Adalbert, zwany Wojciechem, pojechał w podróż morską z Gdańska na Sambię.Pertraktował z kapłanami pogańskimi lecz nic z tego nie wyszło. 23 kwietnia 997 roku zginął z rąk kapłana pruskiego Sikko. Dwa lata później Adalbert – Wojciech został ogłoszony świętym. Praca misyjna zakończyła się, lecz nie na zawsze. Na teren Liwonii, czyli środkowych Inflant nad dolnym biegiem Dźwiny znowu pojawili się, pod koniec XII wieku, zachodni misjonarze. Od wschodu wkraczali prawosławni. Sprawa chrystianizacji wielkich połaci ziem na terenach obecnych Prus i krajów bałtyckich powróciła z całą mocą. Były to ostatnie tereny pogańskie w Europie. Od wschodu Ruś już dawno była zschrystianizowana, od zachodu Polska też. W Rzymie, na tron papieski wstąpił papież Innocenty III/ 1198 – 2016/, według powszechnej opinii, największy z nich w dziejach. Ten nie patyczkował się z pogaństwem, ostro zagrzewał rycerzy do walki. Zainicjował powstanie w roku 1201 Zakonu Kawalerów Mieczowych, zorganizował krucjatę rycerstwa europejskiego. Działania te odniosły sukces. W roku 1209 papież skierował zakon cystersów do misji na terenie dzisiejszych Prus. Później przybyli dominikanie i franciszkanie. Za nimi przyłączyli się zakonnicy zwani krzyżakami. Oficjalna nazwa ich zakonu jest bardzo długa – Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

Steckiewicz interesująco opisuje postęp w rozwoju chrześcijaństwa na tych terenach. Poznajemy rycerskie krucjaty, których w sumie było pięć. Autor zaznajamia nas, dosyć szczegółowo, z dziejami Kościoła katolickiego aż do czasów Marcina Lutra. Niemiecki zakon rycerski spełnił swe zadania, przyszły nowe wyzwania. Państwo zakonne upadło. Silne pruskie mieszczaństwo miał dosyć władzy kościelnej, więc stało się bardzo podatne na nowe nurty w Europie. Nauki Lutra natychmiast sobie przyswoiło. 10 kwietnia 1525 roku król Zygmunt Stary przyjął hołd od mistrza Albrechta Hohenzollerna i księstwo pruskie stało się lennem polskim. Ks. Steckiewicz opisał te historyczne wydarzenia bardzo sprawnie, zrozumiałym językiem. Dobrze się to czyta. W opisach ówczesnego świata często korzystał z literatury rosyjskojęzycznej i stąd ten tytuł.

Szkoda, że czcigodny ksiądz prałat, doktor, nie podjął się jednak ciekawszego zadania. W wystąpieniu jego nie było nic odkrywczego – wszystko co opisał znane jest od co najmniej pięciuset lat. O wiele ciekawszym zagadnieniem, które ks. Jerzy Steckiewicz mógłby poruszyć to problemy obecnych tamtejszych katolików. Dla nas to terra incognita, wiele jest znaków zapytania.  Może wielki mistrz Stefan Pastuszewski, wespół ze swoimi pomocnikami ze starszyzny Bractwa Inflanckiego, historykami Andrzejem Boguckim i Pawłem Gąsiorowskim, nawiąże z nim relacje? Może odpowiedzią będzie stały kontakt i przybliży nas do jego wiernych i do współczesnego Nadpregola. Byłoby to z dużym pożytkiem dla naszej wiedzy, dla czytelników Świata Inflant.

Inny referent, Wacław Hojszyk z Centrum Badań Wschodnich przy Ośrodku Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie wygłosił referat „Dzieje Kaliningradu i jego mieszkańców widziane z Olsztyna”. Czym zajmuje się owo centrum? Powstało ono w roku 2008 przy dawno już istniejącym Ośrodku Badań Naukowych. Ośrodek jest to jednostką dotowaną przez Zarząd Województwa. Centrum zajmuje się wieloma sprawami, aż głowa boli od ich wymienienia: badaniem kultury, nauki, gospodarki, stosunków narodowościowychi współpracy międzynarodowej na obszarze byłego Związku Radzieckiego. Uf! Czyli od Kaliningradu po Władywostok. Tematy i ambicje na miarę największych uniwersytetów i think –thanków na świecie. Daj Boże, oby tylko sił i środków starczyło.

Na szczęście w referacie W. Hojszyka nie ma takich mocarstwowych ambicji, tylko bliska nam i  mieszkańcom Królewca, historia  najnowszych dziejów dawnych Prus Wschodnich. Autor przypomina – do roku 1989 był w praktyce obszarem zamkniętym dla cudzoziemców. Do roku 1956 nie było żadnej wymiany delegacji polskich i radzieckich. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku niekiedy dopuszczano wymianę grup młodzieżowych, sportowych i kulturalnych ale tylko z okazji świąt państwowych. Odbywały się one nie w Królewcu, lecz w przygranicznym , przedwojennym budynku z czerwonej cegły po stronie radzieckiej a po polskiej stronie w jakimś baraku, też przy samej granicy. Radzieccy przywódcy ciągle nie mieli zaufania do polskich towarzyszy. Dopiero pierestrojka Michaiła Gorbaczowa rozszerzyła kontakty. Swobodny dostęp Rosjan z obwodu kaliningradzkiego do terenów przygranicznych Polski i Polaków z dwóch polskich województw do całego obwodu kaliningradzkiego zaowocował dużym ruchem turystycznym jak i handlowym. To są fakty powszechnie znane. Mieszkańców obu tych terenów łączyły wspólne przeżycia powojenne. Po polskiej stronie zamieszkali przesiedleńcy z byłego ZSRR, po stronie rosyjskiej – przesiedleńcy także z innych stron ZSRR.  Dawne Prusy Wschodnie zasiedlili podobni sobie ludzie.

Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego od wielu lat zajmuje się tą problematyką. Autor wymienia wiele przykładów. Hojszyk jednocześnie dodaje:

wyspowe położenie obwoduwpływa  bowiem na model jego gospodarki – jej uzależnienie od importu i ukierunkowanie na współpracę z zagranicą. Specyficzne usytuowanie obwodu wpływa również na postawy jego mieszkańców, którzy czując się Rosjanami mają jednocześnie poczucie odrębności przejawiającej się otwartością na Europę oraz większą aktywnością i przedsiębiorczością w porównaniu z pozostałą częścią kraju.

To absolutna prawda. Szeregowi obywatele, Polacy i Rosjanie na pewno zainteresowani są współpracą i swobodną wymianą turystyczną. Niestety, nie oni mogą o tym decydować. Moskwa i Warszawa w ostatnich latach koso na siebie patrzą. Swobodne wyjazdy  obywateli obu państw zostały zawieszone przez nasz rząd. Stało się to w lipcu 2016 roku po szczycie państw NATO w Warszawie. Ze względu na bezpieczeństwo państwa. Nie bardzo rozumiem taką argumentację. Nasze narody zamiast się zbliżać do siebie – oddalają się. Szkoda.

Jeszcze dodam coś od siebie. Przez kilka lat mieszkałem w Sopocie. Z dużą satysfakcją oglądałem rosyjskich obywateli podróżujących do Polski. Na Wybrzeże przyjeżdżała elita – w Kaliningradzie mieszka wielu bogatych ludzi. Luksusowe ich samochody parkowały na parkingach drogich hoteli. Wyróżnikiem był numer 39 na tablicach rejestracyjnych. Polacy mieli doskonały interes goszcząc takich klientów. To wszystko zamarło.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora