Stanisław Stanik - W co kto gra?



Czy można być szczerym w poezji? - Pewnie tak. W przypadku Piotra Dumina tytuł jego najnowszego tomiku „Gra w otwarte” na to wskazuje. Ale poezja, jak to poezja. Nie można jej traktować dosłownie. Dużą rolę pełnią w niej niedomówienia, przemilczenia, metafory, porównania,   itd., czyli to, co zaprzecza jej bezpośredniości..
  Można się zastanawiać, jak dalece można być szczerym w sztuce pięknego słowa i w jakim stopniu może być zrozumiała. - Jest takie powiedzenie „gra w otwarte karty”, i może je miał na myśli Dumin.  W tym przypadku jest raczej wątpliwe, że uległ złudzeniu jawności.


Szczerość Dumina nie negliżuje, a raczej wzbogaca. Świadczy o tym nagromadzenie wielobarwnych i ważnych metafor, które przesłaniają akcenty osobiste i chowają podmiot liryczny za zasłoną iluzoryczności. Jak wiadomo, podmiot liryczny nie jest tożsamy z autorem, wobec czego szczerość twórcy może być tylko grą z czytelnikiem, a nie jawnością, czy otwartością,.
W rzeczywistości Dumin jako liryk rzadko mówi o sobie wprost.  Dominuje w jego wierszach szeroka wiedza o świecie, filozofii, miłości, zbliżający się kres życia. Przekaz nasycony jest widzeniem całościowym, syntetyzującym. Dla siebie Dumin zostawia mało miejsca. Więc nie jako przekaz nie całkiem osobisty, ale jako uogólnienie należy rozpatrywać ten jego „biogram”.
W tomiku „Gra w otwarte” można wyodrębnić kilka wątków.
   Jednym z najciekawszych, może nawet najciekawszym, są wspomnienia z dzieciństwa. Autor urodził się w Ćmielowie,  miasteczku znanym z najstarszej w obecnych granicach Polski,  fabryki porcelany i tam też umiejscowił swój czas niewinności. Poświęcił temu okresowi takie wiersze, jak np. „Przepaść”, „Wróbla odsłona”, „Początek”. W jednym z nich ukazuje rekwizyty małomiasteczkowej codzienności.
                                           Za oknem naszego domu
                                           na ścianie z piaskowca
                                           przed zachodem słońca
                                           zbierały się wróble

                                           Od ich zapamiętałego świergotu
                                           ożywały meble w sypialni
                                           reprodukcje świętych obrazów
                                           i biały jak całun piec kaflowy

Dzieciństwo miał sielskie i piękne. „W dzieciństwie kwitły nas ogrody”, pisze w innym wierszu. I dalej w najwznioślejszym uniesieniu: „Stawałem się w zachwycie/ w świecie wspaniałych kwiatów”. - To uczucie zauroczenia autora wyraża się w słowach lirycznych, szlachetnych. Nie ma w nich nic z trywialności czy pospolitości. Nie małomiasteczkowość w nich przebija,  ale świat wsi, pięknego krajobrazu i beztroskiego dzieciństwa. „Drzewa nas osłaniały/ wierzbową czułością // Uczyła pokory łąka / kiedyś wszechświat kwiatów i owadów”.

Ta idylla zostaje niespodzianie rozbita przez upływający czas. „Rozpadały się domy” - nie stało miejsca na oparcie się o nie. W wierszu „Początek” poeta przedstawia upływający czas w postaci rzeki, która jak u Heraklita przepływa niezmiennie nie mogąc zatrzymać krajobrazów dzieciństwa.

Drugim kręgiem zainteresowania Piotra Dumina jest życie człowieka w ogóle, które obleka w całą filozoficzną otoczkę, ujmując zjawiska dogłębnie i syntetycznie. Nie porusza się autor po powierzchni zjawisk, ponieważ stawia siebie w ich otoczeniu na dalszym planie, albo staje się nawet nieobecny. Wyszczególnia rozmaite paradoksy i iluminację pozorów. W wierszu „***” napisał, że kiedyś obawiał się być sobą, czyli naturalnym i otwartym, potem przekonał się, że nie warto być także nie sobą. W konstatacji stwierdza: „lecz trzeba przejść przez zaprzeczenie/ by do siebie wrócić”. Jak to należy rozumieć? - Chyba tak, że czasem prawdy oczywiste zabijamy jako kłopotliwe, czy wstydliwe, a to działanie nasze okazuje się bezsensowne i wracamy do pierwotnego, wyjściowego stanu rzeczy.

Długo by trzeba tłumaczyć głębię poezji Dumina, ale słowa dyskursywne nie są w stanie oddać jej właściwości. Poezja nawet gdy kłamie, to pięknie kłamie. Proza, nawet gdy pokazuje prawdę nie osiąga nigdy urody słów poezji.
    Wiersz Piotra Dumina pt. „Gra” przedstawia scenerię ulicy i powszechnie uczęszczanych przybytków, po czym przechodzi do tytułowej zabawy w tożsamość indywidualną. Po postaciach kobiety i młodzieńca przychodzi kolej na aktora, który:

                                 w kawiarni centrum handlowego
                                 gra siebie
                                 Pewno już być nie potrafi
  
                                 Sądzimy że gramy role
                                 lecz zwykle to one nas grają

Tutaj nie chodzi o przeciwstawienie „być” i „mieć”, ale o przeciwstawienie naturalności i udawania. Zwykle też uważamy, że jesteśmy podmiotem gry, gdy tymczasem okazujemy się dla niej tylko przedmiotem. Wydaje się, że autor wierzy w determinizm -przynajmniej tak się wydaje.
Nie jest Dumin w swej postawie samoukiem, bo w innym wierszu „Chirurdzy” powołuje się na filozofię Fromma. Ten wiersz oparty jest na jednej okoliczności życiowej człowieka, jego chorobie, którą „naprawiają” chirurdzy, ale brak w nim szerszego kontekstu, który prowadziłby do uogólnienia.

Z rzeczy świata tego podobno najważniejsza jest miłość. Ona była na początku i powinna być na końcu świata. To uczucie stało się tematem tysięcy, a może i milionów utworów -  od Homera poczynając. Ją wybrał także za przedmiot wypowiedzi Piotr Dumin. W tomie „Gra w otwarte” poświęcił jej wiele miejsca, a jak można mniemać, pisał nie tyko o sobie, ale i innych ludziach, którzy przeżywali to szlachetne doznanie. W jednym z wierszy bez tytułu pisze o sobie, ale w relacji z drugą osobą o imieniu Ewa, której dedykuje ten wiersz. Postać kobiety jest niedotykalna, wyidealizowana, odległa. Pewnie widzi ją autor z odległości kilku wcześniejszych lat. W zetknięciu się bohatera lirycznego z tą postacią  wydaje się być czuły, delikatny i refleksyjny.  Stoi ona ciągle, niezależnie od upływającego czasu w jego oczach. Widzi ją:

                                                 W leśnym mchu
                                                 w koronach drzew
                                                 w spojrzeniach sąsiadów

Czystość uczucia przekazuje przez obrazy przyrody, co przydarza się szczególnie ludziom otwartym na urodę tego świata, w tym wypadku świata dzieciństwa.. Na tle pełnej przepychu przyrody rozgrywa się dramat wewnętrzny, wyrażany następnymi słowami:

                                                Rana goi się jak przeszłość

                                                Czy wystarczy mi siebie
                                                dla Ciebie

A początek wiersza wyjaśnia wszystko: „Próbuję cię zapomnieć / lecz coraz bardziej / jesteś”. Jest chyba to rozpamiętywanie w poczuciu opuszczenia, bezradności. - Może wiersze miłosne, obok tych o dzieciństwie, najpełniej wyrażają osobowość artysty? Inny wiersz, też bez tytułu, poświęcony jest pamięci Małgosi. Mówi on o heroizmie głównej jego bohaterki, która prawdopodobnie odchodzi z tego świata, co jest tym smutniejsze, że autor jest z nią bardzo mocno związany. Niewiele w tym wierszu zawartych jest wiadomości o autorze, lecz prowadzi on do konstatacji, że: „to nie może być koniec”. Czyżby autor odwoływał się do wiary w wieczność człowieka, może w Niebo i spotkanie w nim? Jest to wielce prawdopodobne.

Delikatne tony uczucia pobrzmiewają też w wierszu „Lustro”. Tytułowy przedmiot można traktować jako kobietę, w której odbija się mężczyzna i równocześnie jako mężczyznę, w którym odbija się kobieta. Jest to naprawdę misternie skonstruowany liryk, w którym każde słowo jest ważne. Okazuje się na koniec, że kobieta jest lustrem dla mężczyzny, a mężczyzna lustrem dla kobiety, gdyż staje przed nią, jak i ona „w zaprzeczeniu i potwierdzeniu”, czyli we wszystkim. Ten delikatny liryk jest jednym z niewielu tak całościowo ujmującym problem tej relacji.

Nasuwa się uwaga, że najbardziej osobiste akcenty pojawiają się w wierszach z dzieciństwa i wierszach miłosnych. Może to i prawda, lecz można przypuszczać, że pogłos osobistych doświadczeń występuje w lirykach mówiących o dobiegającym kresie życia i sprawach ostatecznych. Już wiersz dedykowany Małgosi zwiastował tę tematykę.

W utworze pt. „Przejście” mowa jest o granicy między jedną rzeczywistością, a „drugą”. Ukazuje on niby salę szpitalną, w której ratuje się chorych przed zejściem z tego świata. Walka o życie trwa „w górę i w dół” wśród kadry medycznej oswojonych z rolą „przeprowadzających na drugą stronę”. Ten dramat można odnieść do wszystkich ludzi w sytuacji, kiedy:

                                       Monitory i czujniki
                                       przekazują skąpe informacje
                                       o tym co się dzieje na granicy światów
                                       którą my także będziemy przekraczać

Jak można zauważyć, dla autora najważniejszą sprawą człowieka jest „być”. Ale to bycie kiedyś dobiega kresu, a dla wielu przenosi się ono w tym samym znaczeniu, może w innej konstelacji, do wieczności. Przy jednym z przywoływanych już wierszy była mowa o wierze w poniesienie obecności drugiej osoby w życie pozaziemskie. W innym z liryków, też bez tytułu, Dumin przeprowadza wąską, kruchą granicę między światem a zaświatami. Autor zdaje się wracać do miasteczka swego dzieciństwa, lecz już nie zachwyca się przyrodą, a odbywa spacer po cmentarzu. Jeszcze przenika bohatera nadzieja na codzienność i zwyczajność cechującą życie doczesne.  I kończy ten wiersz słowami ufności: „Cmentarz na wzgórzu jak przeszłość / przyjaźnie nas wita // i przekraczamy jego bramę / jakby nie była to granica / pomiędzy śmiercią i życiem”. Obraz cmentarza często majaczy w wyobraźni autora. Otoczenie tego cmentarza w innym wierszu bez tytułu ( „***”) objawia się  jaśniejącymi luminacjami „płonącymi cmentarzami”. Co jeszcze można  w tej scenerii spotkać? - „Spotykam znajomych” - pisze autor -”już niemal z siebie rozebranych / Jakby ich już / i jeszcze / nie było. - Podmiotowość i nieobiektywizm podmiotu objawia się tu odwróceniem ról. To nie znajomi są, „jakby ich nie było”, ale pisarz może odejść i go nie będzie, podczas gdy oni będą. Wiąże się to z filozofią mówiącą, że świat istnieje, dopóki człowiek żyje, czyli, że niby jest zależny od niego, bo w nim się wyraża.

Oczywiście pojawiają się w wierszach tego twórcy, który od lat mieszka w Warszawie, jeszcze inne motywy, mniej zdecydowanie uwyraźnione, ale o tym można by napisać książkę, bo wiersze Dumina są głębokie, pełne różnych skojarzeń, często silne zmetaforyzowane, a zdarzają się wśród nich  perełki.

Doprawdy szkoda, że poeta ten dopracował się dopiero kilku tomików. Gdyby szedł przez całe życie z poezją (a kończył studia z przedmiotów ścisłych) niewątpliwie, przy jego talencie, byłby już znaną osobowością. Teraz wydał po czerech latach nieobecności na rynku wydawniczym kolejny, piąty tomik dla czytelnika dorosłego (po udanej w międzyczasie próbie pisarstwa dla dzieci), co stwarza nadzieję, że ze zwiększoną intensywnością będzie zjadaczy chleba w aniołów przemieniał.

                                                                                      
                                       


 Piotr Dumin, Gra w otwarte, Warszawa 2018, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież