Mateusz Wabik - Przeciwko regresji


Książka pt. „Ciało (boskie sezony)” wydana w 2018 roku przez krakowską „Miniaturę” to debiut urodzonej w 1987 roku w Kielcach Igi Reczyńskiej, absolwentki filologii polskiej – o czym można przeczytać w bardzo skąpej notce o autorce pod koniec tomiku. Jednakże w internecie można znaleźć więcej informacji na temat autorki – obecnie mieszka w Berlinie i już ma na swoim koncie prasowe i sieciowe publikacje, brała udział w slamach poetyckich.

Jej twórczość zawarta w tomiku wydanym w Krakowie – muszę tak napisać, bo znalazłem sporo stron w internecie z innymi jej wierszami – należy do poezji trudnej. Ale Reczyńska nie jest ortodoksyjną hermetyczną poetką, gdyż czasem podaje różne informacje, które bez trudu można odczytać. Da się także zauważyć w niektórych jej wierszach prozatorskie zacięcie opisywactwa, zamiłowanie do szczegółu, bardziej niż do mocnego wersu. Jej wiersze zbudowane są ze zdań złożonych, co przy awangardowych zabiegach związanych z środkami poetyckimi czasem przenosi jej wiersze w nieczytelność. Da się jednak zasygnalizować tematy, często pojawiające się w jej poezji. Należą do nich – kruchość, ciało, miasto, szpital, choroby, ludzkość zestawiona z roślinnością (np. „Ciało to nocny plon, z którego sinych łodyg/wyplata się krew” („*** (Ciało to nocny plon)”), lęk, senne koszmary, poszukiwanie uczuć, niemożność porozumienia, animizacja przestrzeni miejskiej – np. w jej poezji okno to „dodatkowy organ” („List ze Śródmieścia”), ulice to „arktyczne zwierzęta” („Lekcja teologii”). Świat jaki oglądamy w jej poezji przypomina często płótna surrealistycznych malarzy, czy ekspresjonistycznych. Czuć też ślady lektur wierszy Rafała Wojaczka z ich cielesnością i brutalnością. Mamy też w jej poezji wielopłaszczyznowe metafory, odniesienia do religii, historii i geografii. Stałością, jakąś opoką w jej poezji przed wychodzeniem z koszmaru sennego, w codzienność nie do objęcia, która boli i uwiera swoją niezrozumiałością, są uczucia i bliskość.
Z awangardą łączy poetkę zainteresowanie budową wiersza, jego plastycznością i używanie niezwykłych metafor i porównań. Znaczenie dla niej jest mniej ważne, choć nie rezygnuje z niego. Jednak nie tyle interesuje ją precyzyjny komunikat np. związany z odczuwaniem lęku, poczucie własnej, cielesnej kruchości, co poetycki opis tych stanów. W „Stanach zatrzymania” swoją bezradność ukazuje jako oplątywanie ciała przez podłogę – „podłoga cierpliwie oplątuje mi kości”, a „krew” porównuje z wierzbą – „w tych stanach moja krew to wierzba”. Poetka często w skupieniu i mozolnie opierając się o jedną myśl, czy wrażenie rozbudowuje je w opisie maksymalnie. Niemożność porozumienia w „Nocnym monologu” ukazuje w krytyce języka osoby bliskiej jako „twarde raki, kraby albo chłodne, giętkie ryby”. Narzędzie komunikacji jakim jest język, w którym porozumiewają się osoby porównuje do zwierząt. Ta animizacja abstrakcyjnego systemu, ukazuje jeszcze jedną warstwę jej poezji, lęk przed regresją, cofaniem się, zezwierzęceniem. Może się poetka pyta – jak możliwość jest bliskość z drugim człowiekiem, jeśli ich język komunikacji schodzi na psy?
Do wielu wierszy poetka dołączyła motta, które pochodzą z książek różnych autorów począwszy od Jachyma Topola, Haliny Poświatowskiej, po Julio Cortazara i Marcina  Świetlickiego. Mimo, że jej poezja jest raczej awangardowej i wojaczkowej proweniencji, niż klasycznej, to powtarza gest klasyków. Swoje obsesje, lęki wpisuje w konteksty kulturowe. Szuka w nich jakiegoś uzasadnienia dla własnego istnienia i pisania, podparcia, ale także zrozumienia. Jej poezja jakby wyrywała się do przodu, pisze by zanegować milczenie. To milczenia ją boli. Nie chce regresji ku całkowitej animizacji rzeczywistości, ugrzęźnięcia i pisze przeciwko niezrozumiałości te wiersze zbudowane niczym labirynty. Tak mi się przynajmniej wydaje i trudno z jej poezji wywnioskować więcej, gdyż jak to zwykło się uważać w nauce o literaturze – wiersze awangardowe można raczej interpretować, niż rozumieć. I tak w poezji Reczyńskiej nie wiele wiadomo. Dlaczego jej podmiot liryczny pisze tyle o lękach, jakie przebył choroby, skąd odczucia samotności się wzięły? Jednakże opanowaniu tak trudnych warsztatowych technik jak tworzenie ciekawych metafor i innych środków poetyckich powinien towarzyszyć poetce w tworzeniu inny wyznacznik awangardowości, będący postulatem Juliana Przybosia - wymóg kondensacji słownej. Ale oczywiście jak na debiut to w miarę udana książka. Bez popkulturowych rekwizytów, zabaw słowami, bardziej zagadkowa niż książki wielu twórców urodzonych we wczesnych latach 80-tych XX- wieku.



Iga Reczyńska, Ciało (boskie sezony), Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2018

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież