Stefan Pastuszewski - Witamy nowe (czaso)pismo literackie


Jarosław Hebel, znany czytelnikom „Akantu” z interesujących esejów, przystąpił do wydawania czasopisma „Moja Przestrzeń Kultury”. Bezpłatnie porozdawał pierwszy numer w bibliotekach i domach kultury miasta stołecznego (sic!) Warszawy, a w drugim numerze, przyspieszonym , szybszym niż „Akant, bo rozpowszechnianym już w połowie lipca 2018 roku, choć sygnowanym na wrzesień 2018 roku, napisał:


„Ciężko jednak w dobie kapitalizmu wydaje się czasopismo o zacięciu artystyczno-literackim. Widać to także po tym, jak bardzo ubogi jest rynek prasy literackiej w naszym kraju”.

Ta dramatyczna konstatacja skłania jednak do kilku refleksji:

1.    Skoro młody twórca, który nie zaznał PRL- u, w którym kultura realnie była wspierana przez państwo, pisze o „dobie kapitalizmu”, to jakby tęsknił do socjalizmu, którego nie ma. A może idzie jemu o chadecką trzecią drogę, którą przecież obecnie realizuje Zjednoczona Prawica? Trzecią drogą, czyli społeczną gospodarką rynkową, która nie liczy tylko na zysk, ale lituje się nad słabszymi i wspomaga sferę dobra wspólnego, czyli także „czasopisma o zacięciu artystyczno-literackim”.
Tak powinno być w trzeciej drodze, ale czy tak jest?

2.    Prawdę jest - jak pisze J. Hebel - że „rynek prasy literackiej w naszym kraju jest bardzo ubogi”.
Wprawdzie ukazuje się ponad 120 tytułów pretendujących do tytułu „prasy literackiej”, (adresy tych tytułów publikujemy co roku w trzynastym numerze „Akantu”),  ale to w zasadzie nie prasa, bowiem ukazuje się ona w formie książkowej i zazwyczaj wyjątkowo nieregularnie, oszukując bibliografów hasłami miesięcznik, kwartalnik, jako że tzw. numery łączone napędzają tylko licznik numerów (jak to miło, siedząc przy piwie powiedzieć, że wydałem 13 numerów miesięcznika!), podczas gdy w rzeczywistości są to mniej lub bardziej opasłe półroczniki a nawet roczniki. Znając, zarysowany w Polsce od prawie 30 lat książkowstręt, trudno wierzyć, że te „buchy” zostaną choć przekartkowane przez tzw. przeciętnego czytelnika. Czytają je, we fragmentach oczywiście, autorzy zamieszczonych tekstów oraz ich rodziny i przyjaciele, a także zawistni konkurenci literaccy. Przed sesją egzaminacyjną sięgają po nie studenci polonistyki, których wykładowca do tego zmusił. Obserwowałem raz takiego studenta w czytelni – nudził się okropnie i widać, że niewiele rozumiał.
Nie ma więc w istocie  „rynku prasy literackiej”, bowiem owe wydruki pojawiają się jedynie na lokalnych „jarmarkach”, a ich wydawcy i redaktorzy zazwyczaj nie idą śladem J. Hebela i nie roznoszą, za darmo oczywiście, swoich produktów po lokalnych bibliotekach i domach kultury. Pewną formą „rynku prasy literackiej” może być jedynie KMPiK, ale sieć ta obejmuje tylko większe ośrodki miejskie.

3.    Cieszyć się należy, że J. Hebel zdecydował się na wydawanie, nieregularnego póki co czasopisma (entymologia terminu czasopismo mówi o wydawaniu w czasie, a przecież czas biegnie bez żadnej przerwy i zegar tyka regularnie), ale chwała jemu będzie dopiero - załóżmy - po trzech latach, gdy wyda i rozpowszechni (sic!) 36 numerów, bo taki mniej więcej jest okres zadomowienia się miesięcznika.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora