Janusz Gryz - Outsider


Z miasta buchającego soczystą zielenią majowego bibliotecznego parku, z jego chodnika na skraju tego parku, tuż przy skrzyżowaniu patrzy na ów budynek outsider. Budynek ten jest  przeniesiony jakby z tamtego świata, tego który zaginął na zakręcie czasu, a który na szczęście dla nas, zawsze powraca, z Zieleni się Ameryka, z John Wesley Harting, z Hair, z Marcuse′a.
Mimo współczesnej mody dopuszczającej wszelką ekstrawagancję, outsider wydziela się z otoczenia swą kolorową szatą, włosami do ramion, brodą, szalikiem, którego końce kołyszą się u kolan. Patrzy z uwagą człowieka obcego, który nie może nadziwić się temu, co widzi. Widzi ogromny gmach z czerwonej cegły, z przedwojennej przeszłości o germańskiej genealogii, który zakryty jest od krawędzi dachu aż do schodkowych stóp niepojętym malowidłem. Na konterfekcie Dürerowski Chrystus o ufryzowanych włosach, rozłożonych opiekuńczym gestem rękach i szacie w niebiańskich barwach. Czyja decyzja powiesiła tu tego Boga o pełnych miłości włosach, błogich oczach, sennej, pogrążonej w półśnie twarzy? Co ma znaczyć ta prawie piętnastometrowa postać przy ruchliwym skrzyżowaniu z jego potokiem włosów, z jego zgubnym hałaśliwym pośpiechem, zgrzytliwą kakofonią społecznej próżni? 
Wszystko to wyjaśnia baner opasujący półkolem betonowy parkan dotykający budynku. Na nim widnieje napis z uderzająco dużymi literami:  Jakże wielkie jest miłosierdzie Pana i przebaczenie tym, którzy się do niego nawracają (Syr 17,29). Outsider długo kontempluje ten napis, jakby jego sens był otwarty tylko dla wtajemniczonych.
Wreszcie przechodzi wolno przez jezdnię kołyszącym się krokiem, i wyjętym z plecaka długopisem, który poznał zwątpienie pisze na banerze pogrubiając litery: A gdzie byłeś, miłosierny, podczas Holokaustu – nie ma przebaczenia!
Przed wejściem do budynku przygięty do ziemi, stary mężczyzna zamiata chodnik brzozową miotłą.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież