Anna Błachucka - Tuż za oknem

Opis opisu przyrody

Pięknie wokół. Co tylko może i umie kwitnie. Pola nabierają kolorów, las obejmuje zieleń brązami pni i gałęzi, łąki zapraszają na „targi” barw i kształtów.  Poeci sypnęli wierszami.
    Kilka lat temu, właśnie w maju, moja znajoma dzwoni do mnie i z „pewną nieśmiałością” prosi o pomoc w nauce dla swojego syna. Wycofałam się już z korepetycji z matematyki, ale błagalny ton koleżanki robi swoje. Proponuję, aby zadania przesłała mejlem, a ja wieczorem nawiążę rozmowę przez SKYP.


Za dwie minuty dostaję zadanie; zeskanowane cztery opisy przyrody prosto od Reymonta z prośbą o krótki opis. Oniemiałam. Przecież wszyscy w tym domu są ludźmi wykształconymi, a ich latorośl jest  w liceum, więc w czym problem?
    Czytam  te piękne fragmenty  któryś raz i to one nieco łagodzą moje wzburzenie, bo inaczej zadzwoniłabym i powiedziałabym wprost co o tym myślę. Próbuję zrozumieć tę prośbę. Mieszkają co prawda w bloku, ale jeżdżą na wycieczki, na wczasy, a więc oglądają świat. I to słowo – oglądają – pozwoliło mi zrozumieć wiele rzeczy. Człowiek oddala się od przyrody. Na świat patrzy przez okulary medialne. Ogląda, ogląda, ogląda… Nie dotyka, nie wącha, nie wnika, nie sadzi, nie podlewa, nie pieli, nie przycina, nie zbiera… Przyroda nie jest mu do niczego potrzebna. Plac wokół ich bloku zamieniono na parkingi, miejską zieleń pielęgnują wynajęci pracownicy, woda leci z kranu, góry jedzenia „rosną” na półkach marketów, a ich jedyna latorośl otoczona jest siecią urządzeń zamotanych w lian kabelków i kabli.
    Nie umiem sobie poradzić z opisem opisu. Kiedyś mieliśmy kartki na „kartki”, no ale odczytujemy to teraz jako paradoks czasów, szczyty absurdów, sidła zniewolenia.
    Pamiętam jak dziś wycieczkę nad „Morskie Oko”. Młodzież tak się zaangażowała w zakup pamiątek, że nie można było oderwać ich od stoisk. Wreszcie dotarliśmy w  ten przepiękny zakątek gór. Przewodniczka pozwoliła sobie na uwagę.
–Tak długo marudziliście, że teraz mamy tylko 20 minut na podziwianie.
– A co tu jest do podziwiania?  Nam 10 minut starczy, i to nawet za długo.
No właśnie, co tu jest do podziwiania… Jakże taki uczeń poradzi sobie później z opisem przyrody? Najlepiej ominąć, a jeżeli już polonistka przymusi do wyszukania opisu przyrody i do zastanowienia się nad sensem, pięknem  takiego fragmentu, to kłopot większy od zadania matematycznego.
    Jak powiedzieć dobrej przyjaciółce, że „opłaca się” kontakt z przyrodą, bo inaczej…
No, ale nie zrobię jej i jej dziecku przecież wykładu o pułapkach cywilizacji, mam przygotować opis opisu. Decyduję się na rozmowę. Od razu szło się domyśleć, że oderwałam chłopaka od oglądania meczu, więc proszę, aby zadzwonił do mnie po transmisji. Zaczynam  rozmowę.
– Oglądałeś Tarzana?
– Oczywiście.
– Kim byłyby Tarzan, gdyby nie wychowywał się w dżungli?
–…
– Przyznaj, jest wyjątkowy, niezapomniany.
– Jest. Ale tam przyroda jest konieczna.
– Wszędzie na szczęście jest konieczna. W „ Chłopach” też.
– Ale tyle tego. Nie można jakoś skrócić?
– Spróbujmy razem. Który opis pierwszy?
– Sorty, nie przeczytałem żadnego.
–Widzisz, żaden bohater nie istniej bez tła. Przyroda sprawia, że bohaterowie ożywają na…
Urwałam w pół zdania. Przecież nie o to chodziło. Poprosiłam tylko, aby po przeczytaniu odpowiednich fragmentów podpisał: wiosna, lato, jesień, zima.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież