Lesław Czapliński - Trzynasta apostołka, albo Ewangelia politycznie poprawiona

Za taką poniekąd uznał ją kościół katolicki, obdarzając tytułem apostołki apostołów. W filmie Gartha Davisa historia Jezusa i jego uczniów do pewnego stopnia przepisana została w duchu feministycznym, skoro na jego drodze postawiona została Maria z Magdali. Nie tylko jako pierwsza kobieta przystaje do ich grona, ale także zwraca uwagę Mistrza na swoją płeć i jej problemy. Stąd też jego skierowane do kobiet nauczanie znacznie wykracza, rzecz jasna, poza przekazy ewangelijne, stanowiąc projekcję współczesnych poglądów.     

Historyczne natomiast uwarunkowania upośledzonej pozycji ówczesnych kobiet wyrażają się prawdopodobnie w bezkrytycznym stosunku Marii Magdaleny do Jezusa. Z uwagi na skąpe źródła poświęcone jej samej, w znacznej mierze jej postać zostaje przywołana poprzez osobę  tego reformatora judaizmu.

Ponadto film w znacznej mierze przepisany jest pod kątem politycznej poprawności. A więc wśród apostołów daje znać o sobie parytet, skoro jest dwóch czarnoskórych, w tym sam Piotr. Również wizerunek Jezusa znacznie odbiega od tradycyjnego, albowiem jest on stary i brzydki, podczas gdy Judasz nadobny i sympatyczny, a także bynajmniej nie jest moralnie jednoznaczny.

Przez długi czas jest wśród uczniów jednym z najbardziej entuzjastycznie nastawionych wobec Mistrza. Stąd tym większe będzie jego rozczarowanie i zwątpienie w jego nadprzyrodzoną moc, gdy stanie się świadkiem bezsilności Jezusa w czasie pojmania przez świątynnych strażników po zajściu na Dziedzińcu Pogan. Poczuje się wtedy oszukany. Złożona jest również relacja pomiędzy nim a Marią Magdaleną, którą natychmiast zaakceptuje, nie zważając na to, że jest kobietą. Także ona, jako jedyna, nie odwraca się od niego i spotka się z nim także już po śmierci Jezusa, nie potępiając go i po części rozumiejąc pobudki jego czynu, a także niepokojąc się o jego dalsze losy.

W filmie „Maria Magdalena” nie umniejsza się żydowskości ewangelicznych postaci (modlitwa w synagodze w Magdali), choć scena na Dziedzińcu Pogan jerozolimskiej świątyni wydać się może ilustracją wizji żywcem przeniesionej z „Ewangelii Jezusa” José Saramago, według którego była ona przede wszystkim wielką rzeźnię i krematorium w związku ze składanymi ofiarami całopalnymi z owiec i gołębi – seria ujęć skrwawionych rzezaków. Zresztą Jezus pomiędzy nimi dojrzy siebie samego, a więc prefigurację własnego losu w nieodległej przyszłości – skrwawionego ciała rozpiętego na krzyżu, stanowiącego przebitkę pomiędzy wyżej przywołanymi. O ukrzyżowanych przez Rzymian wspomina się zresztą wcześniej, a wędrujący z misją Maria Magdalena i Piotr natkną się na spacyfikowaną wioskę samarytańską z ciałami w ten sposób straconych.

W niektórych egzegezach Jezus i apostołowie uchodzą za bractwo mężołóżcze (bogobojni żydzi zobowiązani byli do zawarcia małżeństwa i spłodzenia synów), skoro żyli bez kobiet lub porzucili swoje żony i rodziny. Istnieje też hipoteza, że partnerem Jezusa był Łazarz, który chodził w prześcieradle narzuconym na gołe ciało. A w zakończeniu przywołanych w Ewangelii św. Marka zdarzeń w Ogrodzie Oliwnym przytoczony zostaje enigmatyczny i zastanawiający fakt  po pojmaniu Jezusa „Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. A pewien Młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich” (Mk, 14,50-54).

Skądinąd scena wskrzeszania Łazarza przez swą fizyczną intensywność przywodzić może zbliżenie seksualne, na dodatek obydwaj mężczyźni leżą obok siebie, a na koniec Jezus wyczerpany tym wszystkim pada bez sił niczym po przeżyciu orgazmu.

W filmie też w usta Jezusa włożona została zmodyfikowana przez papieża Franciszka wersja modlitwy „Ojcze nasz”, w której wers „i nie wódź nas na pokuszenie” zastąpiony został przez „i nie wystawiaj nas na próbę”.

Według Jana „Na początku było słowo” (J, 1,1) i słów rzeczywiście jest dużo, by nie powiedzieć, że film jest po prostu przegadany jak to często bywa w przypadku utworów o inspiracjach religijnych – chlubnym wyjątkiem jest tu „Siódmy pokój” Márty Mészáros.

Spodziewałem się jednak produkcji wyraźnie dewocyjnej, a film bynajmniej nie jest ortodoksyjny i zwłaszcza w Polsce, nieprzyzwyczajonej do dekonstrukcji przekazów ewangelijnych, budzić może sprzeciwy.

 


 

„Maria Magdalena” (Mary Magdalen, 2018).
Scen. Helen Edmundson i Philippa Goslett.
Reż. Garth Davis.
Zdj. Greig Fraser.
Muz. Jóhann Jóhannsson i Hildur Guðnadóttir.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora