Roman Sidorkiewicz - Zęby krytyki mocno stępione

To już trzeci tom bydgoskich Dzienników Józefa Banaszaka. Po drodze autor wydał jeszcze poznańskie, ale nie są one w kręgu moich zainteresowań. Przypomnę: profesor J. Banaszak wydał pamiętniki w roku 2009 o tytule Wybrałem Bydgoszcz. Dzienniki 1989-2009, a następnie Pochwała codzienności. Dzienniki 2009-2013. Napisałem o nich recenzję w "Akancie" w numerze 225. w kwietniu 2015 roku.

Obecnie pamiętnikarz wydał wspomnienia pod nazwą Dni zwykłe dni niezwykłe. Dzienniki 2013-2017. Już sama ciągłość dat wszystkich memuarów jest imponująca – 28 lat w Bydgoszczy w środowisku ludzi nauki, kultury i po trochu polityki. Jest o czym pisać. Dzienniki na pewno mają dużą wartość dla obecnych jak i przyszłych pokoleń. Dziś prawie nikt nie pisze wspomnień, nie utrwala rzeczywistości. We wszystkich tzw. mass – mediach nadawane są bieżące sprawy, które błyskawicznie się dezaktualizują i są zapominane. Lud żąda ciągle nowych wrażeń – polityka to wieczna scena, na której tylko aktorzy się zmieniają. Kto dziś pamięta jakieś zdarzenia, afery sprzed np. dziesięciu lat? Kto dziś pamięta tych wszystkich aktorów – różnych polityków, intrygantów, działaczy, rektorów? I cóż to niby wielkiego, odkrywczego mieli do powiedzenia? Dlatego cenne są Dzienniki J. Banaszaka, bowiem dokumentują minione lata. Jego wspomnienia są oczywiście subiektywne, widziane z własnej perspektywy ale są spisane. Inni dużo gadają, wspominają ale udokumentować tego nie potrafią. Prędzej czy później wszystko to zniknie w odmętach zapomnienia. A Dzienniki  pozostaną. Autor nie boi się poruszać kontrowersyjnych tematów choć z tą odwagą to różnie bywa. To bardzo ludzkie – raz się jest bardzo odważnym a innym razem mniej.

A teraz do rzeczy. J. Banaszak często narzeka ale też często chwali. Stara się to wyważać. W dniu 11 lipca 2013 notuje:

Za mną egzaminy licencjackie i magisterskie…Znów idzie w świat kolejne pokolenie kiepskich absolwentów…Zasilą szeregi kiepskich nauczycieli i urzędników…na egzaminach z przedmiotów zarówno ja, jak też inni oblewamy, ale w końcu puszczamy, bo za chwile wszystko musiałoby paść… kandydatów na studia jest za mało w stosunku do szkół, i tych rzeczywistych, i tych które wyższe uczelnie udają.

To ważne spostrzeżenie – polscy naukowcy w trosce o swoje etaty, o swój byt, sami się dokładają do upadku poziomu na uczelniach. Nikt nie protestuje przeciw takim praktykom. A na uczelniach prywatnych jest zgroza – tam studenci płacą i wymagają dyplomów. Wykładowcy są całkowicie uzależnieni od studentów. Świat przewrócony do góry dnem. J. Banaszak wszystko zwala na rząd – to najłatwiej.

Na ten temat J. Banaszak pisze jeszcze kilka razy. 9 czerwca 2015 roku notuje:

studentów jest mało, obecne roczniki to od kilku do zaledwie kilkunastu. Poza tym przyjmujemy bez przesiewu czyli każdy może zostać studentem, nawet taki, komu Bozia nie dała. Nie uczą się, na zajęcia przychodzi 50% w najlepszym razie… miałem wykład o pszczole miodnej. Mówiłem, że pszczoła miodna, do XVIII stulecia hodowana w lasach (bartnictwo), została wyprowadzona z tychże lasów przez Prusaków. W tym miejscu lubię pytać, skąd Prusacy u nas i kiedy to miało miejsce. Nikt, czyli żadna z obecnych studentek nie wiedziała: 1) o rozbiorach Polski, 2) kto nas rozbierał i 3) kiedy to się działo! I taki to element wypuszczają polskie szkoły.

J. Banaszak podnosi jeszcze jeden ważny temat – wymierają entomolodzy. Kandydaci na przyszłych uczonych to tacy jak już wymienił a do tego króluje genetyka i biochemia z ogromnymi kosztami i marnymi wynikami. Klasyczna biologia – nauka o florze i faunie powoli upada. 10 lutego 2015 roku pamiętnikarz notuje:

Profesor Wiśniewski mówi, że w Toruniu pada klasyczna biologia. Ostają się kierunki jakoś kojarzące się z pracą, jak na przykład ochrona środowiska.

J. Banaszak potrafi być złośliwy – pod tą samą datą pisze:

Separatysta K. uciekł od nas, osłabiając Instytut, do którego został zatrudniony . Teraz dla swoich egoistycznych celów wypiął się na Instytut, no i na mnie, ale to już czynił od dawna. Separatysta nazwał swą jednostkę Katedrą Biologii Ewolucyjnej. Tylko kto z zatrudnionych w niej osób ma pojęcie o ewolucji? Mocne to i jednoznaczne, aż mi się wierzyć nie chce.

Problemy z naborem studentów na klasyczne wydziały naukowe znane są w całej Polsce. Oblężone są takie kierunki, które trudno nazwać klasyczną nauką. Dla mnie, autora tej recenzji, prawdziwa nauka to: fizyka, chemia, biologia, matematyka, astronomia, nauka o Ziemi. Reszta to po prostu szeroko pojęta wiedza. J. Banaszak 16 września  2016 roku notuje:

od października ruszamy z nowym kierunkiem – zarządzanie przyrodą. Nie ma co narzekać. Na uczelni pada kilka innych kierunków – fizyka, geografia i dwie filologie. Niepewna jest rewitalizacja dróg wodnych – z czym tak niedawno jeszcze Babiński robił szum na cały kraj.

Według mnie zarządzanie przyrodą to żadna nauka. To deprecjacja uniwersyteckiej uczelni. To jest dobre ale dla wyższych szkół zawodowych.

Minusem  Dzienników 2013-2017 jest niebywała autocenzura autora. Czasami aż ciężko czytać. Ciągle jakieś osoby K. O. B. C. i tak dalej. J. Banaszak obciążony procesem karnym jaki wytoczył mu jego asystent nazwiskiem Oleksa, woli z nikim już nie zadzierać. Ja go rozumiem – pracuje jeszcze na uczelni i jest zależny od układów personalnych. Dopiero na emeryturze będzie wolnym człowiekiem. Ale naukowo już nie będzie mógł pracować. Dlatego wcale nie spieszy mu się na emeryturę. Aby nie być gołosłownym przytaczam notatkę 22 kwietnia 2014 roku:

Przyszedł dr Lebioda po poprawioną przeze mnie końcówkę tekstu…Wyrzucamy miedzy innymi wszystkie „gnidy”, Żydów, masonów, pseudoprofesorów, pseudouczonych, by nie było kłopotów, bo mafia w tym mieście, jak i w całym kraju.

J. Banaszak przesadza w pewnych osądach. Potrafi Polskę nazwać dzikim krajem (25 lipca 2015 roku) z powodu… ujadania psa sąsiada. Potrafi Polskę nazwać jeszcze inaczej „łajdacki kraj” (28 stycznia 2014 roku) z powodu niekorzystnego dla niego wyroku sądowego. Denerwują go prawie wszyscy politycy – premierzy, ministrowie, marszałkowie. W notatkach z 8 lutego 2016 roku przeszedł chyba samego siebie. Przytoczę kilka jego spostrzeżeń:

Sprawdzian państwa Prawa i Sprawiedliwości. Komisja Wenecka rozpoczyna dziś rozmowy… Nasz nieszczęsny Duda konsekwentnie łamie Konstytucję… a w uczelni odbył się kolejny Różany Bal, podczas którego nasz rektor, nie wiedzieć dlaczego, wyróżnił marszałka Całbeckiego statuetką ”Rosa Universitatis”…Pracowników uczelni prawie nie było na tym balu. Czyli władza z władzą.

J. Banaszak z lubością cytuje jakichś anonimowych hejterów, których pełno w Internecie:

Całbecki to największy szkodnik  tego chorego województwa! Osoby tak nienawidzące Bydgoszczy powinny być uznane u nas za persony non grata. Dalej  Prof. Ostoja – Zagórski rozdaje nagrody i nic w tym dziwnego… tylko dlaczego otrzymują je takie dziwaczne stworki i szkodniki z toruńskim rodowodem  jak Dombrowicz i cymbał cymbałowicz Całbecki. Bruski… który nie jest samorządowcem tylko partyjnym kacykiem PO.

W tej trochę przykrej materii, żona profesora, Anna wykazuje dużo rozsądku. Autor notuje 31 sierpnia 2016 roku:

Boże, nie rozumiem cię zupełnie. Skąd to ciągłe malkontenctwo, epatowanie się poczuciem niespełnienia, brakiem zadowolenia, bo o szczęściu i radości z dnia codziennego przeżytego z bliskim, kochającym człowiekiem, z żoną, w dobrym zdrowiu jak na swoje lata, w dobrych warunkach, bez ciągłej pogoni za związaniem przysłowiowego końca z końcem, już nie wspomnę! Twoi czytelnicy będą cię odbierali jako nieudacznika tylko celebrującego nieszczęścia, które go w życiu spotkały. To były EPIZODY w TWOIM ŻYCIU! Jesteś spełniony naukowo, jak człowiek renesansu odnoszący sukcesy w różnych dodatkowych dziedzinach życia – organizacyjnych, artystycznych, literackich …Opamiętaj się człowieku i doceń to, co udało ci się dokonać. Urodziłeś się w Polsce, to przyjmij do wiadomości polskie realia współżycia  między tzw. bliźnimi…twoje dokonania są ogromne.

Święta racja czcigodnej małżonki.

8 listopada 2013 r. J. Banaszak notuje:

Widziałem się też z panią wojewodą Mes. Nic z pomocy. Podczas pierwszej wizyty, jeszcze w ubiegłym roku, obiecała pomoc w wydaniu dzienników, teraz mówi, że nie ma pieniędzy. To po co ona tam siedzi? Siódmy wojewoda, który w tym mieście urzęduje za mojej bytności. Żaden nie miał pieniędzy i nie pomógł mi w niczym. Wszystkim składałem wizyty…

Sam wystawia siebie na afronty – jak 15 kwietnia 2014 roku:

Za to kolejne spotkanie w hotelu Bohema, kpiącym przepychem i pieniędzmi, jakby na pokaz, zupełnie bez sensu. Rozmówczyni [dyrektor Agata Serwińska] była chyba nastawiona przez kogoś przeciwko mnie. Stracony czas po prostu. Zachowała się obraźliwie, zostawiając mnie wcześniej, ale łaskawie pozwalając na swój koszt wypić przyniesioną przez kelnera herbatę. Klasy ta pani nie pokazała.

Przeczytałem dogłębnie wszystkie Dzienniki Józefa Banaszaka. Stwierdzam jasno - ten jest łagodny. Widać strach pana profesora po udrękach sądowych, po walkach z wrogami na uczelni. Autor, będąc urodzonym wojownikiem, ostrze krytyki i niezadowolenia skierował daleko, w kierunku rządzących. To najłatwiej. Żaden minister, marszałek, prezydent miasta nie będzie się przejmował jego krytyką, zatem Banaszak może ich krytykować ile wlezie.

 


 

Józef Banaszak, Dni zwykłe dni niezwykłe. Dzienniki 2013-2017, Bydgoszcz 2017, Dom Wydawniczy Margrafsen, ss. 500.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora