Mateusz Wabik - Debiut jak za dawnych lat

„Ja de” to poetycki debiut książkowy Aleksandry Zińczuk. Jej poezja wyrasta z pasji notowania zdarzeń, przemian w świecie, wszelkich drobiazgów, o które potykamy się codziennie, obserwacji tętniącej życiem przyrody co wpisuje w tryby swoich tekstów. W nich potoczystą frazą biegnie od szczegółu do metafory, od opowieści o codziennych sprawach do dywagacji kulturoznawczych, od zakotwiczenia tekstu w realiach do wyczucia gier i możliwości języka. Opisuje ludzkie rozterki, wzajemne niezrozumienie bliskich jak w krótkiej poetyckiej prozie pt. „Orfeusz i menady” – „Tych dwoje z pod pięćdziesiątki nic nie łączy”.  Poetka lubi podróże, nawet nie obawia się wypadów w okolice terenów zagrożonych wojną w Donbasie, przez co jej poezja wpisuje się w długą tradycję liryki wojennej. Obserwuje ludzkie tragedie jak w wierszu „*** czekała na niego…”: „czekała na niego jak na żołnierza/gdy ciężko po schodach/z zesztywnienia/nie wracał”. Oczekiwanie na nieobecnego, umarłego, żal i stratę opisuje lapidarnie, zaledwie w kilku linijkach – ukazuje śmierć przez brak dźwięku kroków ukochanego. Trzeba zaznaczyć, że opisywanie wojny często dotyczyło właśnie sfery dźwiękowej – od notowania nieprzyjemnych dźwięków - wycia syreny alarmowej, huków wystrzałów, krzyku żołnierzy po płacz rannych, zagubionych i osieroconych, w tym wierszu, poetka ukazuje ciszę, która w tym wypadku staje się synonimem śmierci na wojnie. Brakiem odgłosu kroków ukazuje boleść straty.

Zińczuk myśli także o swoich literackich przyjaciołach jak w „wieczornym atlasie”, wg niej każdy człowiek „kręci się wokół własnej osi” jak planeta. Pisze o tym co robią w tym samym czasie Amir Gutfreund, Bohdan Zadura, czy Witold Dąbrowski. Oczywiście ten wiersz to także ukryta autoreklama informująca potencjalnego czytelnika wierszy Zińczuk o swoich znajomościach, choć oczywiście wydaje się, że w przeciwieństwie do podobnych wierszy innych autorów, ten tekst ma jakiś temat oprócz tego pochwalenia się znajomościami. Jak pamiętam Jakub Winiarski w jednym ze swoich cyklicznych tekstów publikowanych na początku wieku na łamach „Studium” pisał, że towarzyskość w dziedzinie literackiej jest tylko pozorna. No ale poetka debiutantka jeszcze nie przejechała się na przyjaźni w literaturze, kolegach, koleżankach, znajomych i mimo tego samochwalstwa, w jej wierszu wybrzmiewa nuta szczerości, ufności w przyjaźń literacką i optymizm. Można także założyć, że te przyjaźnie są wyłącznie literackie, tzn. poetka określa przyjaźnią zaznajomienie się z  twórczością określonych pisarzy, których podziwia.

W wierszu o nieco katastroficznym tonie pt. „zadany” poetka dosyć mglistą poetycką opowieścią porusza się w kręgu słów-wytrychów opisujących współczesność – od śmierci Boga Nietzschego do upadku wielkich narracji Lyotarda. „Zakazany owoc już nie stanowi mitu, i mitem jest już wszystko” – pisze w wierszu jakby była uczennicą Tadeusza Różewicza, także zainteresowanego przemianami we współczesnej kulturze i cywilizacji, który w „Śmierci w starych dekoracjach” pisał, że „desakralizacja bogów jest dzisiaj zabawą towarzyską”. W poezji Zińczuk obalanie mitów w kulturze, urealnienie ich, prowadzi do umitycznienia wielu innych spraw – media mogą kreować nowe mity i herosów, po obaleniu tych z archiwów kultury. A Różewicz stwierdzał, że zabawa, czy żarty zastępują przeczucia metafizyczne. Myślę, że zarówno Zińczuk jak i autor „Płaskorzeźby” opisali te same procesy.  Niepokojące jest to, że pomiędzy pierwszym wydaniem powieści Różewicza, a debiutem Aleksandry Zińczuk upłynęło 48 lat! I perspektywa diagnozy współczesnego świata, słowa-klucze, pojęcia-wytrychy są takie same! Nie winię o to poetki, że nie odświeża perspektywy opisu świata, ale dziwne jest to, że taka zaskorupiała perspektywa utrzymuje się gdzieniegdzie wśród ludzi nauki i kultury przez tyle lat! I można zauważyć, że twórcy zazwyczaj w sprawie przemian w kulturze i cywilizacji europejskiej posiłkują się kolejnym przekształceniem barokowego toposu „Vanitas vanitatum, et omnia vanitas”, albo wybierają perspektywę Miłosza i  zajmują się zgłębianiem kultur, nauki i metafizyki, wspominaniem dawnych lepszych czasów. No tak tylko jakby nie było Polska jest dzisiaj krajem demokratycznym o czym część z nich zapomina. W „stajennym mistycyzmie” Zińczuk, podmiot liryczny przyjmuje postawę agnostyczki, nie dowierza doświadczeniom mistyczek, choć docenia Jana od Krzyża, w czym znowu w światopoglądzie bliższa jest nie wierzącemu Różewiczowi, niż poszukującemu Miłoszowi, choć wydaje mi się, że jak on otwiera się na wielojęzyczność świata i obce kultury, czy to będą chińskie wróżby („ciastko z wróżbą”), czy kultura Ormian („derwisze”).

Największą zaletą poezji Zieńczuk jest zamiar  opisania wielu spraw, zabrania głosu na wiele tematów, ale mnogość zabiegów awangardowych, nieco zaciemnia intencje autorki i jej wiersze należy kilka razy przeczytać, bo trudno z początku uchwycić sedno jej poezji. Radzenie sobie z wielojęzyczną kulturowo teksturą codzienności nie zawsze jednak pozwala napisać udany wiersz. Ciekawiej jest gdy wiersze zakotwicza w zwykłych zdarzeniach, rozterkach uczuciowych swoich i innych. Myśląc o jej poezji przypomniałem sobie to co kiedyś Karol Maliszewski pisał o pewnej metafizyce debiutu, o tych rytuałach wstępowania w świat literatury, bo w książce Zińczuk coś takiego da się wyczuć. Ten nastrój debiutów z dawnych lat. Tą wielką chęć już na samym starcie sprostania wielu zadaniom jakie stawia przed doświadczonymi twórcami literatura, a co dopiero, kiedy za nie biorą się debiutanci i chyba każdy kto poznał poezję Zińczuk może tylko za nią trzymać przysłowiowe kciuki. Niestety znaczenia tytułu jej tomiku nie jestem w stanie rozszyfrować. Także znaczenie kilku wierszy mi umknęło, gdyż poetka o czym nieco obecnie zapomina się, pisze momentami hermetycznie.

 


 

Aleksandra Zińczuk, Ja de, Biblioteka „Toposu” 2018.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież