Stanisław Stanik - Szaniawski - jakiego znam

Na dobre dowiedziałem się, kto to taki Jerzy Szaniawski, na seminarium teatrologicznym na polonistyce w 1973 r. w Lublinie. Każdy z uczestników tego seminarium zgłaszał temat rozprawy magisterskiej, więc i przyszła na mnie kolej. Nie byłem zdecydowany, o czym mam pisać pracę, toteż zdałem się na propozycję moich znajomych i promotora. Profesor Zbigniew Raszewski, który dziś spoczywa w Alei Zasłużonych na Powązkach,  podsunął mi propozycję, abym pisał o Igo Symie. Z uwagi jednak na to, że był to aktor typowo warszawski, co pociągałoby za sobą konieczność wyjazdów do stolicy, myśl odrzuciłem.

Podsunął mi zatem drugą: bym przedstawił dzieje recepcji sztuki w Polsce ,,Emila czyli o wychowaniu’’ Jeana Jacqnesa Roussean, na co znowu nie przystałem, bo uczyłem się na lektoracie angielskim, a  język francuski był mi obcy.

Rozwiązanie przyszło za trzecim podejściem. Jan Czechowicz, kolega z roku, dziś profesor teatrologii w Gdańsku, urzeczony osobowością Jerzego Szaniawskiego, podpowiedział, abym napisał rozprawę o dziejach inscenizacji sztuk tego twórcy w okresie międzywojennym. Postać Szaniawskiego znałem mgławo, niewyraźnie, ale wiedząc że był niepokorny, zgodziłem się na podsuniętą myśl. Uznałem, że Szaniawski może nawet być ciekawszy od postaci wielce okrzyczanej, popularnego Witkacego. A kierowałem się w swoim wyborze tym, aby temat pracy zwracał uwagę, przyciągał swoją niezwykłością.

Samo pisanie pracy przebiegało pod kierunkiem profesor Ireny Sławińskiej, jednej z bardziej znanych teoretyków teatru, głoszącej koncepcję teatralno–literackiego istnienia dramatu. Za teatralną formułą dramatu opowiadał się profesor Zbigniew Raszewski, za literacką profesor Stefania Skwarczyńska, zatem profesor Sławińska zajmowała stanowisko pośrednie.

I otóż  profesor Sławińska szczęśliwie doprowadziła mnie do obrony pracy magisterskiej. Kształtowała mój warsztat naukowy, dzięki czemu nawiązałem kontakty ze Stanisławem Marczakiem Oborskim, Zofią Perzanowską, później Krystyną Nastulanką, która akurat pisała książkę o Szaniawskim oraz z Wojciechem Natansonen, autorem pierwszej książki o ,,Samotniku z Zegrzynka”. Nie było łatwo zebrać pożądanych materiałów z uwagi na fakt, że biblioteki lubelskie były źle zaopatrzone w pisma okresu międzywojnia, na których głównie oparłem swoje ,,Dzieje inscenizacji sztuk Jerzego Szaniawskiego w latach 1917-1939”.  Jako początkową cezurę swoich ,,dziejów’’ przyjąłem rok 1917, nie wiedząc jeszcze, że pierwsza inscenizacja sztuki Szaniawskiego ,,Lekcja’’ miała miejsce w roku 1914, ale to jest niewiele znaczące uściślenie.

Przyjąłem rozwojową koncepcję dziejów sztuk Szaniawskiego, poczynając od rzekomego debiutu ,,Murzynem’’ i okresu współpracy z Redutą, po apogeum ,,Żeglarza” i „Adwokata  i róż’’ do teatru idei (,,Fortepian’’, ,,Krysia’’, „Dziewczyna z lasu’’ i słuchowiska radiowe).

Do tekstu opisu dodałem rejestr inscenizacji z obsadą aktorską i zestawem pism, które drukowały recenzje z danej inscenizacji. Wiedziałem, ze rejestr zawierał luki, bo dotąd właściwie nikt nie panuje nad ilością tytułów prasowych, zawierających recenzje ze sztuk. Jednak była to jedna z pierwszych prób – poza Wyspiańskim, Witkacym i Teatrem Kaliskim- opanowania spisu recenzji w okresie międzywojennym. Tak zakrojona praca – napisana jak mniemam ze swadą – spotkała się z życzliwym przyjęciem ich promotorów – profesor Ireny Sławińskiej i profesora Ireneusza Opackiego, znanego z reprezentowania później środowiska naukowego podczas wizyty w naszym kraju Papieża Jana Pawła II. Oboje naukowcy postawilimi za moją pracę oceny najwyższe, a na dodatek dostałem za nią Nagrodę Rektora.

Publikować zacząłem rozprawy naukowe i artykułu podczas mojego zamieszkiwania w Warszawie. O Szaniawskim wydrukowałem najpierw szkic ,,Milczek z Zegrzynka’’ w PAX-owskich „Kierunkach”. Pobudzony dobrym przyjęciem materiału, spędziłem wiele czasu na kwerendach w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego i w Bibliotece Narodowej, wzbogacając zbiory notatek. W perspektywie moich badań  jawiły się samodzielne problemy i zagadnienia, które starałem się ująć w kwestie nadające się do osobnego potraktowania. Tak powstały szkice popularne do „Kultury”, „Życia Literackiego”, „Życia Warszawy”, „Słowa Powszechnego”, „Rodziny” oraz rozprawy naukowe do „Pamiętnika Teatralnego” (dwa szkice) i „Przeglądu Humanistycznego” (dwa szkice). Badaniami cząstkowymi obejmowałem różne zagadnienia z życia, twórczości i recepcji pisarstwa Szaniawskiego.Wszystko odbywało się pod kątem przygotowań do monografii biograficzno-twórczej tego autora, ze szczególnym uwzględnieniem tajemniczo skrywanej biografii.

W tym czasie powstawały ciekawe i pisane ze znawstwem prace profesorów Eleonory Udalskiej i Jadwigi Jakubowskiej-Ludwińskiej, jednak w swoich badaniach starałem się wyjść poza dokonane przez nie ustalenia. Aby to osiągnąć, podjąłem benedyktyńską pracę zbierania najdrobniejszych nawet informacji i scalania ich w większą cząstkę. Wiem, że podobną metodę zbierania materiałów przyjął Jan Parandowski do „Alchemii słowa” i Melchior Wańkowicz do podobnej książki „Karafka La Fontaine’a”. Był to jedyny sposób na uniesienie takiego tematu jakim jest biografia milkliwego pisarza.

Po mojej próbie napisania rozprawy magisterskiej o dziejach sztuk Szaniawskiego po pierwszej wojnie światowej, podjąłem się kontynuacji tematu. Promotorem pracy tym razem zobowiązał się być profesor Roman Taborski z Uniwersytetu Warszawskiego. Chodziłem już na zajęcia przez niego prowadzone, lecz wybuchł stan wojenny. Wyjechałem do Częstochowy i plany spełzły na niczym. Po moim powrocie do Warszawy drukowałem artykuły o Szaniawskim w prasie, zbierałem materiały do książki monograficznej – i to na ogół było wszystko. Do dziejów inscenizacji zebrałem osobno materiały, lecz temat w książce musiałem z konieczności ująć skrótowo.

Napisaną już monografię – a praca ciągnęła się latami – przedłożyłem do druku w Instytucie Wydawniczym PAX. Zbigniew Irzyk, redaktor w tym wydawnictwie, książkę mi odrzucił, aczkolwiek redaktor działu literatury współczesnej, Amelia Szafrańska, bardzo potem decyzji kolegi żałowała. Monografię przyjął do wydania redaktor Stefan Pastuszewski z wydawnictwa „Świadectwo” w Bydgoszczy. Nie żałował tego kroku, tym bardziej, że liczne fotografie, dobry układ tekstu i właściwa korekta, oprócz atrakcyjnie ujętego tematu – zrobiły swoje. Przede wszystkim zwracało uwagę bogactwo informacji o Szaniawskim, i to informacji opartych na wycinkach prasowych, fragmentach tekstów z broszur, książek i wspomnień ustnych.

Klimat pisarstwa Szaniawskiego poznałem dzięki wizytom osobistym w Zegrzynku, gdzie pisarz mieszkał. Po raz pierwszy odwiedziłem tę miejscowość, której znajdował się majątek dramaturga na krótko przed pożarem dworku. Wypadła do mnie, idącego od strony dawnego ogrodu matki pisarza, nad wąwozem, sfora psów, ujadających z dołu. Nie mogłem zbliżyć się do posiadłości dramaturga, a gdy zszedłem na dół, nad bramą widniała tabliczka z napisem „Uwaga, złe psy !!!”. Musiałem wycofać się. Wróciłem niekontent do Warszawy. Za kilka tygodni rozeszła się wieść, że dworek spłonął. Pełno było o tym wiadomości w prasie, radio i telewizji.

Pobudzony emocjonalnie zdarzeniami postanowiłem w kilka dni po pożarze znów udać się do Zegrzynka. Na miejscu dworku jeszcze dymił się popiół. Przeciąłem wzdłuż i wszerz obejście, a ze zgliszczy wydobyłem stare nadpalone papiery: list, kawałek książki po angielsku, testament, jeden z wielu, jakie naglony presją żony napisał twórca. Zabrałem te papiery ze sobą, a fragment nadwątlonego testamentu zamieściłem w swojej książce, która akurat powstawała. Nosiła tytuł „Samotnik z Zegrzynka”. Po pierwszej wizycie na miejscu spalonego domu, odbyłem z czasem jeszcze drugą i trzecią. Zgliszcza pozarastały chwastami i krzewiną. Otrzymałem propozycję od filmowca, oprowadzenia go po Zegrzynku celem sfilmowania rekonesansu po włościach Szaniawskich. Propozycję tę przyjąłem, w części spełniłem, lecz film dotychczas nie ukazał się w telewizji.

A książka „Samotnik z Zegrzynka” ukazała się drukiem ostatecznie w 1998 roku. Wiem, że została życzliwie przyjęta i sprzedawała się dobrze, a doktor Stefan Pastuszewski, polityk i pisarz, jest mi za nią do dzisiaj wdzięczny. Kilka lat później (2008r.) jury nagrody im Hulewicza w Warszawie przyznało mi za tę pracę „Literacką Nagrodę Roku”. Wielkiego orędownika dla swojej twórczości znalazłem w osobie znanego i cenionego reportażysty i dramaturga Romualda Karasia. To on zaproponował mnie do tej nagrody. A wręczał mi ją wójt gminy w Serocku. Książka do tej pory jest nabywana i czytana – najczęściej przez uczniów szkół średnich, pragnących poznać i zrozumieć świat wewnętrzny Jerzego Szaniawskiego.

Studium krytyczno-literackie posiada najwięcej informacji biograficznych wśród napisanych przez innych autorów książek. Do tej pory życie pisarza owiane było tajemnicą, teraz – na kanwie pewnych, choć ogólnych wiadomości, pokusiłem się nawet o psychologię osobowości Szaniawskiego. Wykorzystałem w tym planie kontekst literacki, życie postaci książek i fakty o życiu pisarza. Nie wiadomo czy uda się pogłębić jeszcze ten temat, może nie drukowane listy rzucą nań nowe światło. A są bloki korespondencji pisarza nie ruszane dotąd. Po za tą perspektywą istnieje konieczność napisania całościowych dziejów inscenizacji sztuk Jerzego Szaniawskiego, co pragnę sam podjąć. O ile te plany się ziszczą – osobowość i dorobek pisarza zostaną w miarę w pełni poznane.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież