Ryszard Długołęcki - JAKI TEATR? W obronie Hamleta

O niezdecydowanych ofiarach rozterek duchowych zwykliśmy mawiać, że „hamletyzują”. Władysław Kopaliński w swoim Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych (MUZA SA, Warszawa 1999) podaje: "hamletyzować – rozmyślać, filozofować, analizować; wahać się, szamotać w rozterce duchowej, nie mogąc powziąć decyzji, nie umiejąc zdobyć się na czyn".  Eamon Duffy w swej historii papieży, zatytułowanej: Święci i Grzesznicy (Świat Książki, Warszawa 2007, s. 327) pisze, że Papież Paweł VI swoją radykalną encykliką Populorum progressio z roku 1967, traktującą o sprawiedliwości społecznej, zdobył opinię „postępowca”, by w tym samym roku powtórzyć tradycyjne nauczanie na temat celibatu księży, co niektórzy przyjęli jako sprzeczne ze sobą gesty i nadali mu, niesprawiedliwie, przydomek amletico, niezdecydowany - jak Hamlet.

Cóż u licha? Czy istotnie ten najbardziej znany światu duński książę był człowiekiem do tego stopnia słabym, niezdecydowanym i niezdolnym do działania, że cechy te, łączone z jego imieniem, stały się przysłowiowe?

Szukając źródeł takiego postrzegania postaci Hamleta wypada przypomnieć parę zdań z Czwartej Księgi wydanego w roku 1796 dzieła Johanna Wolfganga von Goethego: Lata Nauki Wilhelma Meistra. Tytułowy bohater, przygotowując się właśnie do zagrania roli Hamleta, tak powiada o postaci, w którą ma się wcielić:

...stańcie przy nim owej straszliwej nocy, kiedy czcigodny duch (ojca) pokazuje się jemu samemu. Niezmierna porywa go zgroza… Rozlega mu się w uszach straszne oskarżenie przeciw jego stryjowi, wezwanie do zemsty i uporczywie powtórzona prośba: pamiętaj o mnie! A kiedy duch zniknął, kogóż przed sobą widzimy? Młodego bohatera, co dyszy zemstą? Urodzonego władcę, który czuje się szczęśliwym, że został wezwany przeciwko uzurpatorowi swojej korony? Nie! Podziw i melancholia opada osamotnionego; staje się cierpkim względem uśmiechniętych łotrów… i kończy znaczącem westchnieniem: „Czas wyszedł ze swych fug; biada mi, żem się zrodził, by go naprawiać”. W tych słowach leży, jak mi się widzi, klucz do całego zachowania się Hamleta, i dla mnie jasną jest rzeczą, że Szekspir chciał wystawić wielki czyn włożony na duszę, która do tego czynu nie dorosła… Jak on się wije, szamoce, lęka się… sam sobie wciąż przypomina, a w końcu prawie traci z oczu swój zamiar…”.

(cytat z ogłoszonego w roku 1893 przekładu, dokonanego przez polskiego historyka literatury, profesora Uniwersytetu Lwowskiego i członka honorowego Towarzystwa Muzeum Narodowego Polskiego w Rapperswilu – Piotra Chmielowskiego).  

Znane są opinie, że ten ogląd postaci Hamleta, jako osoby wielu słów, wahań, rozterek, a nie czynów, zawdzięczamy w znacznej mierze właśnie Goethemu.

Niczego nie ujmując wielkiemu poecie, myślicielowi, uczonemu i mężowi stanu (bo i cóż takiego chciałbym i zdołałbym mu ująć?) – nie tylko nie mogę, i  pewnie nie ja jeden, przełknąć tej opinii o Hamlecie, ale budzi ona we mnie żywy sprzeciw. Wypada więc przedstawić, na czym ten sprzeciw opieram.  

Tuż po zakończeniu spotkania z Duchem, Hamlet, jeszcze rozedrgany i wstrząśnięty do głębi, już opanował się i mówi do Horacego i Marcellusa:

(ten i następne cytaty z Hamleta podaję w przekładzie własnym – Hamlet, Książę Danii, ARSPOL, Bydgoszcz, 2013)


Mówcie więc: nigdy – tak wam Bóg dopomóż –
Jakkolwiek dziwne i niezwykłe będzie
Me zachowanie – bo może w przyszłości
Zechcę mu nadać pozory szaleństwa -
Widząc mnie takim, wzruszaniem swych ramion,
Kiwaniem głową, słowami co budzą
Różne domysły, choćby: „Tak, coś wiemy…”,
„Och… moglibyśmy…”, lub: „Gdybyśmy tylko
Zechcieli…”, albo: „Niektórzy by mogli…”,
Lub czyniąc inne, dwuznaczne uwagi -
Nie dacie poznać, że coś o mnie wiecie.
Tak wam dopomóż Bóg, co miłosierdzie
Też wam okaże w czas waszej potrzeby.
…Tak przysięgajcie!

A po chwili, jakże gorzko i na chłodno, wypowiada te przejmująco aktualne słowa:

Kaleki stał się kształt naszego świata…

Mówi tak, bo już zdał sobie sprawę, że musi teraz zyskać na czasie. Potrzebuje czasu. Na rozmyślania? Nie. Zrozumiał, jak czytam z tekstu, że czekają go oto trzy cele, których osiągnięcie warunkuje dokonanie zemsty na stryju.

Wie też, że cele te może osiągnąć, gdy nadarzą się ku temu sprzyjające okoliczności, a to właśnie będzie wymagało czasu. Chce więc uzyskać i czas i względne bezpieczeństwo. Najlepiej – udając stan niepoczytalności, bo któż będzie traktował poważnie człowieka niespełna rozumu?

Jakież to cele? Sądzę, że stopniowo,  przy dalszej obserwacji biegu tej tragedii, stają się one czytelne dla widza. A więc – kolejno o nich.  

W monologu ze sceny drugiej aktu drugiego Hamlet mówi:

… Słyszałem, że ludzie
Winni złych czynów, siedzący w teatrze,
Aż tak głęboko bywali wstrząśnięci
Siłą przekazu, płynącą ze sceny,
Że zaraz potem zaczynali mówić
O swych przestępstwach… Tak – morderstwo, chociaż
Nie ma języka, potrafi przemówić…
Każe aktorom taką samą scenę,
Jak mord na ojcu, zagrać przed mym stryjem,
A ja się przyjrzę i wzrokiem, jak sondą,
Wskroś go przeniknę. Jeśli choć drgnie, pojmę
Co czynić… Duch ten mógł też być złym duchem,
A ten jest władny przybrać każdą postać…
Tak… i być może, dzięki mej niemocy
I przygnębieniu, a szatan potrafi
Osiągać swoje w takich stanach duszy -
Chce na mnie ściągnąć wieczne potępienie…
Będę miał lepszą podstawę do działań,
Niż jego słowa: tą sztuką na scenie
Chwycę za gardło królewskie sumienie…  

Cel pierwszy jest więc jasny: Hamlet chce i musi przekonać się, czy napotkany Duch był duchem ojca i czy Duch ten mówił prawdę. Jeżeli nie, a stryj jest niewinny, zabicie go będzie tylko bezsensownym morderstwem, które zepchnie duszę Hamleta w stan wiecznego potępienia. Hamlet wie, że realizacja tego pierwszego celu nie będzie prosta, ale pojawiają się oto przejezdni aktorzy i Hamlet dostrzega szansę. Nie wierzy nikomu z wyjątkiem Horacego i jego prosi też o pomoc:

…Dziś wieczór przed królem
Zagrają sztukę, a w niej scenę bliską
Okolicznościom śmierci mego ojca.
Znasz je ode mnie. Gdy zaczną tę scenę
To w zgodzie z bystrym osądem swej duszy
Obserwuj, proszę, mego stryja: jeśli
Przy pewnych słowach nie wychynie z nory
Zwierz jego winy tajonej, to duch ten
Widziany przez nas, jest duchem przeklętym
A wyobraźnia moja mroczna, niczym
Kuźnia Wulkana…

Jak wiemy, reakcja króla na scenę zabójstwa Makbeta-seniora nie pozostawiała wątpliwości Hamletowi, Horacemu, jak też i zgromadzonym dworzanom.  Odczucia wszystkich były podobne: ta reakcja króla, którego sumienie zostało istotnie chwycone za gardło, była ogromnie impulsywną reakcją winnego. Hamlet osiągnął więc pierwszy cel; zyskał przekonanie, że Duch był istotnie duchem ojca, a mówił też prawdę. Zyskał też coś więcej. Zaczął realizować cel drugi.

Drugim celem jest bowiem przesłanie do odpowiednio powszechnej wiadomości, że to król Klaudiusz jest mordercą swojego brata. Gdyby takiego przekazu nie było, ludzie byliby zapewne przekonani, że oto świetnie  zapowiadające się rządy tak ludzkiego, prawego, kompetentnego i sprawnego monarchy, zostały przerwane bezsensownym morderstwem, dokonanym na nim przez jego niespełna rozumu bratanka. Przekaz taki został już przesłany histeryczną niemal reakcją króla na przedstawienie, ale Hamlet nie był pewien, czy stanie się on dość jasny i znany wszystkim. Temat ten wróci jeszcze w końcowych scenach tragedii.

Trzeci cel wynika całkiem jasno z treści monologu Hamleta z trzeciej sceny trzeciego aktu. Oto wstrząśnięty do głębi treścią dworskiego przedstawienia, które stawiło przed nim żywy obraz jego zbrodni, król Klaudiusz klęka i usiłuje modlić się. Niepostrzeżenie nadchodzi Hamlet, dostrzega króla i chwytając za noszony przy boku mieczyk, mówi:

Teraz go mogę śmiało… on się modli!
Ja go zabijam – on idzie do nieba…
To ma być zemsta? Rzecz warta namysłu…
Ten łotr morduje mi ojca, a za to
Ja, syn jedyny, wyprawiam łajdaka
W krainę wiecznej szczęśliwości… Toż to
Bardziej zapłata usługi, niż zemsta…
                              … Czy to zemsta – zgładzić
Mordercę w czasie, gdy oczyszcza duszę
I jest gotowy do drogi w zaświaty?
O, nie, mój mieczu! Czekaj lepszej pory.
Gdy w śnie pijackim będzie, albo w gniewie,
Lub w kazirodczych zabawach w swym łożu,
W grze, pośród przekleństw, albo innych działań,
Oddalających od szansy zbawienia -
Wtedy go… p r z e b i j  tak, by jego pięty
Wierzgały w niebo, a duch potępiony
Sczerniał jak piekło, do którego pójdzie!

Nic dodać, nic ująć. Nie dość Hamletowi zabić stryja- mordercę. Chce jeszcze dokonać tego tak, aby Klaudiusz nie miał najmniejszej szansy na zbawienie duszy. To jest dopiero pełna zemsta. A więc – znów: czas i sposobność.

Pojawia się ona w końcowych scenach piątego aktu, tuż po tragicznym pojedynku Laertesa z Hamletem. Kiedy umierający Laertes mówi wobec wszystkich, licznych zebranych, że to król namówił go do zatrucia ostrza floretu i to król właśnie zatruł wino, którym otruła się królowa, Hamlet ma już wszystko, co chciał mieć. Działa natychmiast. Sprawdza fatalny floret i mówi:

…Końcówka – ostra?... I zatruta?
A więc, trucizno, do roboty!

Gwałtownym pchnięciem przebija króla i poi go jeszcze zatrutym winem. Spełnił swe zadanie, ale sam też czuje już nadchodzącą śmierć. W jego gasnącej świadomości powraca jeszcze raz troska o to, czy wiedza o tym, że król Klaudiusz był mordercą i jako morderca został zgładzony, wydostanie się poza mury dworu do publicznej wiadomości. Prosi Horacego:

                              …Horacy… zmrok idzie…
Lecz ty przeżyjesz… Opowiedz mą sprawę…

i dalej:

Drogi Horacy… jak kalekie imię
Po mnie zostanie, jeżeli tych zdarzeń
Nikt nie objaśni…

i wreszcie:

…Powiedz… o tym… i wszystkim… co było
Przyczyną zdarzeń… Reszta… jest… milczeniem…  

Dopatruję się więc, że Hamlet od początku, jeszcze wstrząśnięty faktem i treścią spotkania z Duchem, już zaczął planować swą zemstę i chciał jej pełnej. To nie Laertes, syn Poloniusza, działający często pod wpływem doraźnego impulsu. Kiedy król Klaudiusz podjudza Laertesa do zemsty na Hamlecie za przypadkowe przecież zabójstwo Poloniusza, mówiąc do młodzieńca:

                                …Powiedz
Nam, Laertesie, czy kochałeś ojca,
Czy jesteś tylko… malowidłem żalu,
Maską bez czucia…
                              …Hamlet wraca.
Jakie podejmiesz kroki, by okazać
Żeś synem ojca nie w słowach, lecz w czynach?  

ten wypala:

W kościele, panie, poderżnę mu gardło!

Hamlet to urodzony spiskowiec, jak przed ponad pół wiekiem nazwał go profesor Jan Kott. Planuje wszystko dokładnie i czeka na sposobności. Wie, że to wymaga czasu i sam niecierpliwi się i wyrzuca sobie, że tyle tego czasu mija, ale nie rezygnuje ze swych planów i nie upraszcza ich. To nie jest zagubiony w niekończących się rozważaniach i niezdolny do czynu, zalękniony, przewrażliwiony młodzieniec. Tak, był wrażliwy, oczytany, myślący, pewnie filozofujący na tematy egzystencjalne i eschatologiczne, pewnie też bez większych złudzeń wobec otaczającego go świata, ale wobec konieczności  dokonania zemsty - wszystko odkłada na bok, wszystko przekreśla. Nawet miłość do Ofelii…

Czy to dość, aby podawać w wątpliwość obraz postaci Hamleta, przekazany nam przez Johana Wolfganga von Goethego?

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież