Christian Medard Manteuffel - Dwie opowieści o psach

Styczeń 2010 roku był ostatnim miesiącem mojego corocznego pobytu na Kujawach. Była to piękna polska zima, jaką wspominam w niektórych moich tekstach i jakiej już nie zobaczę. Wisła wezbrała, miejscami wylała, ktoś się utopił i wiele się o tym w Ciechocinku mówiło, ale po drodze spotkaliśmy znajomych wracających znad rzeki i ci z przejęciem opowiadali nam o psie, którego niosła kra lodowa; skomlał, szczekał, wył żałośnie, ale nie było żadnych szans na jego ratowanie. Tak zrodził się ten wiersz:

 

Skowyt                              

Moim przyjaciołom:                                           
psom, który towarzyszyły mi w życiu i Jurkowi Fryckowskiemu

…o zmroku
w drodze nad brzeg rozlanej rzeki, chaszcze
i w ziemię zapadłe groby budowniczych wałów
na olenderskim prawie.

Za wałami wysoka woda;
mur ziemi chroni resztki pamięci
przed zalaniem;
po tej stronie ziemia przynależna ludziom,
po tamtej - prarzecze.

(Poeta klęknął wzruszony przed trumną topielca:
ucisz się, tam nic nie ma, jesteś śmiesznym żałobnikiem;
w tej skrzyni leży martwa materia;
co było pychą, jest tylko wodą,
a choćbyś tę trumnę wyniósł na wysokie wzgórze,
a nad nią zbudował kaplicę,
jego duszę pochłonie skrzek żabi,
i tylko nocami
jęk pokutny wyda próchno starej wierzby;
to, co ty widzisz, to nie jego duch,
to śmierć; jest bezduszna i kpi z ciebie.)

...mroczno, tylko rzeka wezbrana szumi;
ucisz swój żal, wtedy usłyszysz skowyt psa;
nurt wody niesie go na szczątkach własnej budy,
a wierny łańcuch nie opuści go do końca.

Ciechocinek, 2010 r.

Niebawem pożegnaliśmy się z Polską i krótko po tym usłyszeliśmy o tym sensacyjnym uratowaniu psa u ujścia Wisły. O tym psie stało się głośno nie tylko w mediach polskich i niemieckich. Dzielny kundelek przeżył kilka dni, dryfując Wisłą na krze lodowej. Na wodach Zatoki Gdańskiej z pomocą zziębniętemu i wystraszonemu zwierzęciu przyszli marynarze statku badawczego "Baltica".

Marynarze dostrzegli go dryfującego Wisłą na kawałku kry. Oficer mechanik Adam Buczyński ofiarował mu nie tylko nowe życie, ale i nowy, kochający dom.  

Wybawcom pies zawdzięczał swoje nowe imię, jak nazwa statku: Baltiic. Oficer mechanik Adam Buczyński, który ocalił czworonoga, oraz jego kompanii z załogi za serce otrzymali specjalne podziękowania od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Decyzją zarządu Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni R/V„Baltica” wcielono psa w poczet załogi.

O dzielnym czworonogu powstała książka dla dzieci i spektakl pt. "Baltic. Pies na krze", który wystawiono w Teatrze Miniatura. W październiku ubiegłego roku ktoś z przyjaciół z Polski przsłał nam wycinek z „Dziennika Bałtyckiego” -  Adam Buczyński, oficer mechanik, który w styczniu 2010 wciągnął psa z kry na ponton.  przykrą wiadomością: Baltik nie żyje. Przez siedem lat był najwierniejszym przyjacielem. Mieszkałem z nim i rudą suczką. Niestety, musiałem się z nim pożegnać. Zrobiłem mu trumnę i pochowałem w lesie w Siemirowicach, gdzie mieszkam. Przecież nie będę zakopywał go w worku - przekazał reporterce. - W jego wielkich przerażonych oczach widziałem tylko błaganie o pomoc. Jego wola przetrwania była przeogromna - wspominał wydarzenia sprzed siedmiu lat opiekun psa.

https://www.youtube.com/watch?v=hvDG4rNPjw0
https://www.youtube.com/watch?v=hvDG4rNPjw0

Ten drugi wiersz, też jest autentyczny. Pochodzi a Frankfurtu nad Menem, gdzie teraz mieszkam:

 

Psia szczęśliwość w wielkim mieście                             

...na rogu ulicy Spacerowej, którą przechodzimy każdego dnia
w górę z balastem niespokojnych snów…

(–  mnie, powiem to szczerze,
śni się na przykład często moja matka, która zmarła samotnie
nie chcąc – jak powiadali mi jej sąsiedzi,
którzy zaprowadzili mnie na jej grób – niepokoić bez powodu
mojej nadwrażliwości; tak bardzo kochaliśmy się z mamą,
więc śni mi się – nic też dziwnego, bo często o nim myślę -
nagrobek, nagrobek już w dziesiątkach różnych wariantów,
ponieważ mam wyobraźnię plastyczną, czym mama chwaliła się
znajomym, ale ciągle jeszcze nie taki, jaki chciałbym,
aby stał na jej grobie, z którego promieniowałaby
moja do niej bezprzykładna miłość, miłość syna,
bogaty bardzo nagrobek, a przecież ona na pewno
nie chciałaby mnie tym wydatkiem obciążać... -
absurdalny sen  –)

...a więc, za rogiem ulicy Spacerowej,
już od strony ulicy Bankowej, siedzi zawsze pies –
jest tam sklep z wędlinami, więc czasem dostanie ochłap
od biednych azylantów;
ja nie kupuję ochłapów, dlatego
głaszczę czule psa po jego przekrzywionym łbie
i widzę jaki jest szczęśliwy.

Taki pies – – –

Niemcy, Frankfurt n. M., 2017 r.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież