Ariana Nagórska - NISZA KOZIOROŻCA. Ograniczone zaufanie…

Otrzymałam ankietę dla Ukraińców, dotyczącą przeszkód i barier, jakich doświadczają pracując i żyjąc w Polsce. Tych, których akurat poznałam (pracowników firm budowlanych wykonujących remonty oraz panie pracujące w dużych sklepach), uważam za wyjątkowo pracowitych i sympatycznych ludzi, ale właśnie dlatego nie pójdę do nich z ankietą, by tych osób niepotrzebnie nie stresować. W czasach walk polsko-polskich nawet we własnym kraju rodak rodakowi wilkiem i nie wiadomo, jaki numer niejeden chce innym wykręcić, zbierając informacje, nie mam więc wątpliwości, że obcokrajowiec tym bardziej odczuwać musi (mówiąc dyplomatycznie) ograniczone zaufanie.

Natomiast nieco mniej dyplomatycznie (wcale nie w związku z ankietą, tylko w zwykłej rozmowie) wypowiedziała się pewna Ukrainka: – Oj, ja bym na różne pytania BAŁA SIĘ odpowiadać!

Gdybym na przykład ja się bała (choć wiadomo, że tak nie jest), anonimowość ankiety na pewno by  mnie nie uspokoiła, bo przecież może chodzić wcale nie o jednostki, tylko o poznanie opinii jakiejś grupy osób, środowiska itp., a następnie zgodnie z jakąś tymczasową ideologią polityczną dokonanie ocen, czy poglądy tej grupy są „słuszne”, czy też „niedopuszczalne”. Chociaż wiem, że chodzi o obiektywne badania naukowe, wiem też, że wszelkie badania polityczni rozrabiacze potrafią wykorzystać dla własnej propagandy. (Nie na darmo socjalistyczna ojczyzna sporo łożyła na moje propagandowe szkolenie, jednak bardzo szybko z tego zrezygnowała, wcale nie ze względu na słabe wyniki, tylko na zastraszająco celujące!).

Nietrudno chyba zauważyć, że starożytna zasada dziel i rządź święci dziś triumfy. Podsycanie niechęci do „obcych” daje niemały polityczny kapitał, trudno więc, by manipulanci po taką strategię nie sięgali. Nie wątpię, że znaczna część naszych obywateli ma życzliwy stosunek do innych narodowości, jednak nieprzejednanie wściekli też są widoczni przez swą agresję i krzykliwość. Cóż tu zresztą mówić o ekstremistach. Spokojny, standardowy „Polak-katolik” z miłości bliźniego też często nie słynie. Na ogół przybiera pozę bohatersko cierpiącego za miliony męczennika, którego cały zepsuty świat chce wyrolować, zubożyć i upodlić. Na dodatek sporą część współrodaków arbitralnie uważa za „Polaków nieprawdziwych”, a więc zdrajców gorszych nawet od „wroga zewnętrznego”. Z taką mentalnością ma piekło już na ziemi, a to do otwartości i życzliwości nie skłania.

W tym kontekście z lekka ubawiło mnie pytanie do Ukraińców, „Czy Polacy są zazdrośni, kiedy więcej zarabiam?”. Nie wiem, czy Ukraińcy są świadomi, że bez żadnego związku z zarobkami Polacy też potrafią im zazdrościć. Choćby tego, że trafili do takiego raju jak Polska i są nieraz bardziej zadowoleni od wciąż narzekających Polaków. Gdy przy remoncie pewnej kamienicy pracowali Ukraińcy, mogłam z nimi rozmawiać tylko w konspiracji, bo strasznie bali się polskiego szefa, który niechętnie patrzył (nawet w czasie przerw na posiłek) na ich rozmowy z mieszkańcami budynku. A gdy podarowałam im atrakcyjne zestawy narzędzi, musieli się z nimi ukrywać, „bo szef takich nie ma i będzie zazdrościł”. Ogólnie rzecz biorąc, zwalczał nawet najdrobniejsze przejawy polsko-ukraińskiego porozumienia.

Nawet do mego własnego mieszkania (mimo skrajnie ostrej selekcji kandydatów do rozmowy Ze Mną) wkręciła się „dama”, która rzekła tak: – „Tych Ukraińców, wrogów Polski, masowo się teraz zatrudnia, podczas gdy moje dzieci nie mogły znaleźć pracy we własnym kraju!” .Zapomniała tylko dodać, że swoje dzieci „wychowała dla kraju” na mocno roszczeniowych obiboków i niedouków. Pocieszyłam ją, że przecież obecne władze doceniają „patriotów” i na przykład jej córce dają 500 zł na dziecko właśnie w nagrodę za to, że od wielu lat pracować nie raczy. Na taki argument rozmówczyni kwaśno przyznała, że „ten rząd trochę o prawdziwych Polaków dba, ale nieprawdziwi i zupełnie obcy i tak mają więcej!”.

Nie tylko ja snuję przypuszczenia, że pracujące w dużych sklepach Ukrainki być może wcale nie cieszą się z wolnych od handlu niedziel, ale wątpię, by któraś odważyła się to powiedzieć. I tak mają szczęście, że „Solidarność” na razie nie domaga się wolnych sobót, jak to w nieludzkiej komunie bywało!

Ograniczone zaufanie obcokrajowców do nas i nas do obcokrajowców uważam za sytuację nieco przykrą, ale też w jakimś stopniu uzasadnioną, która być może kiedyś ulegnie zmianie na lepsze. Natomiast jeśli chodzi o współobywateli RP, to lepiej w obecnej sytuacji do nikogo zaufania nie ograniczać, tylko po prostu go nie mieć!

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora