Marek S. Podborski - Taki sobie nocny zwiad w borach

W bag nisko leciała słonka
nad rzeczką nie było już słonka

A gwiazdy dopiero ochoczo
zatliły się nocną wilgocią

Nie z chrustu to płomień w snów balii
lecz zapach obłudnych konwalii

Co płaszczem dzwonków przez łowy
zasnuły gniazda os nowy

Żar oblał księżyc rumieńcem
jak gdyby był ognia barw jeńcem

A wtem od krów Leokadia
połknęła baterie z radia

I cisza zapadła w klawiszach
a puchacz zahuczał w kar niszach

Mroku posępnych granatów
rozebrał ją świt i dał katu

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież