12 lutego, poniedziałek. Jakimś trafem, w tak małym mieście, jakim jest Kołobrzeg, objawił się znakomity poeta – poeta o nieprzeciętnym talencie, a przy tym uparty w dążeniu do zdobycia czytelnika i utrwalenia swojej pozycji na mapie regionu i Polski. Myślę tu o Piotrze Piątku, który właśnie wrócił ze Szczecina z I nagrodą w konkursie poetyckim „Refleksy”. A nie jest to jego jedyna nagroda w ostatnim czasie; w ubiegłym roku nagród  było kilka, przy czym najbardziej cenna to ta w Mikołowie, gdzie odbywa się co roku Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Rafała Wojaczka.  

Kiedy miałem dwadzieścia, dwadzieścia parę lat, Jesienin szumiał mi w głowie jak wino pite w akademiku SN w Krakowie przy ul. Lubelskiej 23 i jak młody wczesnojesienny wiatr, który porwał mnie ze sobą w drogę z Borzęcina we wrześniu 1960 roku. Liryki Jesienina czytane przeze mnie i przez moich kolegów prowincjuszy przybyłych do Podwawelskiego Grodu od Muszyny, Nowego Sącza, Tylicza uderzały do głowy, nie tylko dzięki zwodniczemu utracjuszowskiemu gestowi zawadiaki, który rzuca się głową w żywioły życia "na ser mater" i „wszystko mi jedno” a także, który potrafi lekceważąco spojrzeć  w oczy ciemnemu przeznaczeniu w takich oto dwu straceńczych, ale genialnych strofach, napisanych na parę dni przed samobójczą śmiercią:

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org