W mokrym kołczanie nie ma już strzał
moja dusza stała na połoninach a ja uciekałem konno
przez głębokie błoto

Widziałem lęk unoszący się nad łąką
gdy potoki zamilkły i poważnieje przerażenie
Ukraina łagodności pobielałych kości

Rozpadające się buty po wielokroć są łatane
tak jak łatana jest nadzieja
i odkładana na potem kromka chleba

Zwiewna lekkość marzenia – walc wiedeński w letni poranek
lub ciężka rozpacz – walec pogrzebowy o zimowym zmierzchu a ja pomiędzy
jak ptak o postrzępionych piórach – to mnie przerasta jak mech stary asfalt
w rozdygotanym świecie tracących dobre samopoczucie  po obu stronach barykady

Ci co każą zwierać szyki ludziom aż puścily im zwieracze – zacierają ręce i szmuglują
niewinne idee spisane od tyłu i do góry nogami niewidocznym atramentem

chwała na wysokości a pokój na ziemi
tak bardzo upragniony że chętnie pójdziemy

na kompromis by tylko uniknąć rozlewu
krwi najeźdźców nie własnej gorejących krzewów

przesłanie nas nie rusza głusi na głos Boga
zostawiamy swe kości na najdalszych drogach

los pielgrzymów od wieków jest naszym udziałem
a w ojczyźnie piekiełko niemal doskonałe

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org