Eugeniusz Koźmiński - Zapiski stengo sceptyka

12 lutego, poniedziałek. Jakimś trafem, w tak małym mieście, jakim jest Kołobrzeg, objawił się znakomity poeta – poeta o nieprzeciętnym talencie, a przy tym uparty w dążeniu do zdobycia czytelnika i utrwalenia swojej pozycji na mapie regionu i Polski. Myślę tu o Piotrze Piątku, który właśnie wrócił ze Szczecina z I nagrodą w konkursie poetyckim „Refleksy”. A nie jest to jego jedyna nagroda w ostatnim czasie; w ubiegłym roku nagród  było kilka, przy czym najbardziej cenna to ta w Mikołowie, gdzie odbywa się co roku Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Rafała Wojaczka.  

Powszechnie wiadomo, że dzisiaj nie jest trudno wydać zbiór wierszy. Istnieją „wydawnictwa”, które za odpowiednią opłatą wydrukują wszystko, co się im dostarczy, tyle tylko, że wierszy tych nikt potem nie czyta (może poza rodziną i znajomymi), leżą schowane głęboko na półkach, ustępując miejsca kryminałom lub kiepsko tłumaczonej literaturze popularnej. Ale także dobre książki poetyckie trudno wydać i sprzedać. Marek Wawrzkiewicz  na Kongresie Twórców Kultury (Toruń  2009 r.) powiedział m.in.: „Po raz pierwszy od czasów niewolnictwa złamano zasadę, że za pracę należy się płaca. Współczesny autor jest szczęśliwy, kiedy wydawca za wydanie książki nie żąda od niego pieniędzy”. Tyle tylko, że wydawca  nie jest filantropem, a czasy, gdy państwo łożyło na kulturę (pamiętam lata, gdy w „Czytelniku” wydawano dobre książki w cenie paczki papierosów!) dawno już minęły. Być może przyczyna leży także po stronie poetów, gdy trwający od dawna ich bunt przeciw rygorom wersyfikacyjnym daje w rezultacie utwory pisane rytmizowaną prozą, budzące nieufność czytelników, wychowanych na szkolnych wypisach klasycznej poezji?                                    

Wiersz składa się ze słów. A słowa coś znaczą. Jednak współczesna poezja ma to do siebie, że jej język coraz częściej pozbywa się funkcji informacyjnej, a skupia się na  estetycznej,  co negatywnie wpływa  na uzyskanie sensownej całości. Wprawdzie  nie jest to nowe zjawisko (dadaiści z początku XX wieku są tu najlepszym przykładem), ale dzisiaj, u autorów najnowszych tomów poezji, obserwujemy coraz częściej wiersze zbudowane z luźnych zespołów słów i fraz, które ani w całości, ani w swych drobniejszych cząstkach, nie zawierają treści, które można sparafrazować. Przywołam tu moje wczesne doświadczenie – lekturę wierszy Stanisława Czycza, krakowskiego poety, z tomu „berenais” (PIW 1960): „punickie nasturcje Późno/ to bardzo późno to już wieczorna kość/ kość żebra kość kręgu czaszki i biodra/ kość polarna kość złota zmierzchają/ te łuki czerwonych /  ścian mojego świata / łuki czerwonych wydrążeń”Myślę, że jest to dobry przykład tekstu, którego przesłanie nie da się jednoznacznie odczytać. Takie też chyba było założenie autora, o czym świadczą inne jego utwory poetyckie, a szczególnie tom prozy „And”, z tytułową postacią Andrzeja Bursy.

Podobne oczekiwania wobec swojej twórczości miał nie byle kto, bo laureat Nagrody Nobla z 1960 roku  Saint – John Perse. Z jego twórczością spotkałem się w  kwartalniku „Literatura na świecie” (nr 4/2001) i przyznam, że lektura nastręczała mi wiele trudności. Łatwiej było odczytać to „jak on pisze” niż „o czym on pisze”. Na szczęście tłumacz Adam Wodnicki ułatwił mi  odpowiedź na drugie pytanie, pisząc: „Dzieło Saint-John Perse”a wymaga lektury całościowej. Trzeba zagłębić się w nie tak, jak wchodzi się w nieznany świat, poznaje nieznany język. Ale oswojenie następuje szybko, ponieważ ten świat jest niesłychanie spójny. Każdy element, gest, zachowanie, tak jak każde słowo, obraz, opis pozostają w ramach tego samego, bardzo pieczołowicie ustanowionego i ścisłego systemu odniesień”. Autor komentarza i zarazem tłumacz potwierdza tylko myśl znaną od dawna, którą zgrabnie sformułował Antoine de Saint-Exupery: „Poznaje się tylko to, co się oswaja”. Ja jednak mam zawsze wątpliwości, czy moje odczytanie, rozumienie, jest identyczne z przesłaniem autora i czy czasem zapisu nie rozumiem całkiem opacznie.

Po tym wstępie przechodzę do zdarzenia, po którym napisałem dzisiejszy fragment zapisków, czyli do nagrody Piotra Piątka w Ogólnopolskim Konkursie  Poetyckim „Refleksy” w Szczecinie. Jury pod przewodnictwem prof. Piotra Michałowskiego przyznało mu I miejsce za zestaw 5 wierszy. A oto jeden z nich:

Teraz pomyśl jak nadążyć                             

Teraz pomyśl jak nadążyć, gdy puls szybki i świadomość
tak gęsta, z naszą skłonnością do rozpuszczania się w powietrzu.
Ziemia obraca się tak wytrwale, że jesteś odpryskiem farby.

Na dłoni paznokieć znaczy trasę, bo pomalowałem pokój syna
i część siebie. Niezwykłość rodzi się na zbyt gorącej skórze.
Jest jak uciekający bezdomny pies, którego gonię by nakarmić.

Brak farby znaczy, że wyszedłem za linię i potem mówisz mi,
że boli i nici z seksu. Odwracam się do pomalowanej ściany
śpiąc w pokoju syna, jak na wygnaniu. Dotykam nierówności,

bo zawsze nie miałem serca by wygładzać.

Po powrocie ze Szczecina usłyszałem od autora, jak uzasadniali jurorzy przyznanie pierwszej nagrody właśnie zestawowi takich wierszy. Ciekawy jestem, jak odebraliście Państwo ten tekst? Gdybyście chcieli podzielić się ze mną uwagami, podaję swój adres:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


17 lutego, sobota.  Nieco historii. W „Głosie Koszalińskim” znalazłem informację, którą przepisuję dosłownie:  „120 lat temu, 12 lutego 1898 r., Henry Lindfield z Brighton  w Wielkiej Brytanii otworzył nowy rozdział w dziejach ludzkości. Był pierwszym kierowcą samochodu, który zginął w wypadku. Jak donosi „Evening Argus”, do tragedii doszło, gdy wracał z Londynu do domu. Jadąc z góry, stracił panowanie nad pojazdem, który uderzył w drzewo”.

Całe szczęście, że tym razem to nie był Polak ; my – nie wiadomo czemu – uzurpujemy sobie prawo do sprowadzania na siebie nieszczęść.    


26 lutego, poniedziałek. Wszczynanie kolejnych awantur wewnętrznych i międzynarodowych, stawianie i burzenie pomników -  to jest wszystko, co chcemy uczynić dla upamiętnienie stulecia naszej niepodległości? Niestety, właśnie to dzisiaj pochłania naszą uwagę, ogniskuje złość i zapiekłość, dzieli społeczeństwo polskie coraz bardziej. Awantury można załagodzić zabiegami dyplomatycznymi, pomniki dają się rozebrać, jak to już bywało, ale nienawiść i złość potrafią tkwić długo w człowieku i odradzać się w  najmniej spodziewanych momentach. Tylko czy zdajemy sobie sprawę, że tych problemów nikt za nas nie rozwiąże i musimy zmierzyć się z nimi sami? Jak? Tylko podczas wyborów. Tak, odpowiedzialność za przyszłość państwa, a więc naszą, spoczywa na nas. Podobno Platon powiedział: „Zbyt mądrzy na angażowanie się w politykę są karani rządami głupców”. Oby nas to nie spotkało.  

Pomyślałem, że w naszym – czytelników Akantu – gronie, moglibyśmy wspólnie ustalić listę stu najlepszych pisarzy (prozaików i poetów) na stulecie  niepodległości. Może przyjdzie nam spierać się o nazwiska, ale korzyść będzie pewna: przywołamy na łamy czasopisma teksty nieco zapomniane, chociaż ważne dla literatury, sprawdzimy, czyje książki przetrwały próbę czasu i są nadal aktualne, a które minęły w zamęcie lat i wydarzeń, odrzucone – bo odrzuciliśmy pewne idee, wzorce estetyczne, preferencje. Poza tym ujawnią się nasze-czytelników – upodobania, a to może przydać się twórcom (jeżeli chcą liczyć się z naszą opinią). Wiem, że różnorodność upodobań nas zaskoczy. Choćby miejsce naszych noblistów na liście; wielu bowiem Polaków uważa, że Różewicz zasługiwał na Nagrodę Nobla bardziej niż inni, jemu współcześni. Takie zdania to zresztą nic nowego, podobne kłótnie miały miejsce wtedy, gdy laureatem został Reymont, a nie, jak się spodziewano, Żeromski. Ale dyskusja na łamach Akantu nie podzieli nas tak, jak dzielą społeczeństwo kłótnie naszych „elit”.

Jeżeli kogoś z czytelników zainteresował mój pomysł, proszę o nadesłanie do redakcji Akantu swoich propozycji z uzasadnieniem, myślę że w najbliższych miesiącach znajdą się one na łamach miesięcznika.


1 marca, czwartek. Jakby początek wiosny, ale u nas, nad morzem mróz, jakiego tej zimy jeszcze nie mieliśmy. Dobrze,  że w naszym regionie zima co roku trwa najwyżej dwa tygodnie, szkoda natomiast, ze potem zamiast suchego i słonecznego dnia mamy chmury, zachodnie wiatry i deszcze. Ale trudno, to co swoje trzeba polubić, łatwiej się wtedy żyje. Chociaż czasem różnych głupstw i przeciwności, małych ale kłujących nagromadzi się tyle, że uwierają. Przykładem niech będzie „walka o prawdę historyczną” i ustawa o IPN. Więcej z niej wstydu i międzynarodowych strat niż pożytku. Fakty historyczne są zawsze takie same, reszta to interpretacja, albo naciąganie ich dla własnych celów. Tyle tylko, że to nie są nasze cele. Wśród moich znajomych są ludzie różnych narodowości, z małżeństw mieszanych i podwójnymi paszportami, ale to nigdy nie był dla nas problem. Dopiero awantury „warszawki” narzucają nam swoją narrację. Zawsze myślałem, że najbardziej niespokojnym miastem w Polsce jest Sandomierz (tam co tydzień ksiądz Mateusz pomaga zamknąć „do paki” przestępcę’), ale teraz coraz częściej niepokoje pojawiają się w innych częściach kraju i nas, zwykłych ludzi, wprawiają w zakłopotanie i niesmak.


Poniedziałek, 12 marca. W autobusie, w którym często pokonuję trasę Kołobrzeg – Ustronie Morskie po letnim sezonie, wszyscy się znają. Dlatego też rozmawia się tu swobodnie i szczerze, a uważne wsłuchanie się w ton wygłaszanych opinii daje lepsze pojęcie o nastrojach społecznych ludzi „gorszego sortu” (oni podróżują autobusami) niż wyniki badań ośrodków badawczych, wykonujących swą pracę na zlecenie. Ostatnio wzburzenie pasażerów wywołała skarga jednego z wysokich urzędników państwowych na swój los, ponieważ nie mógł on „związać końca z końcem” zarabiając tylko 17 tysięcy złotych miesięcznie. Jakie soczyste komentarze można było usłyszeć! Jedna z kobiet, oburzona i zapalczywa twierdziła, że musimy się za nich zabrać, dbają tylko o własne koryta, zresztą Pan Jezus jest po naszej stronie, on był za biednymi. Na to starszy mężczyzna wygłosił dłuższą orację, spokojnie ale stanowczo - tak zwykle mówią ludzie, których zdanie ceni się w lokalnej społeczności:

- Nie zrozum mnie źle, Jagna, ale na pomoc finansową od Jezusa, albo kogoś z tamtej strony ja bym nie liczył. Czytałem nieco o Jego pomysłach, jak mówił do Faryzeuszy, gdy pytali Go czy mają płacić podatki. On im na to odpowiedział: „Czemuż mnie kusicie? Przynieście mi denara, abym go obejrzał”. Tedy mu przynieśli. A on rzekł do nich: „Czyj to wizerunek i napis”? A oni mu odpowiedzieli: „Cesarski”. Wtedy Jezus powiedział im: - „Oddawajcie, co jest cesarskiego cesarzowi, a co Bożego – Bogu”. No i to, kobieto, wcale mi się nie podoba. Cesarzowi daj, Bogu daj, a dla mnie co? Urzędowi Skarbowemu zapłać, ZUS-owi zapłać, podatek Wójtowi zanieś choćby w zębach, płać za rejestrację motoru, telewizora, radia, chociaż nie chce ci się słuchać ich bełkotu, nawet za psa, nawet za oddychanie powietrzem płać opłatę klimatyczną, nareszcie za miejsce na cmentarzu, a i to na kilka lat, a nie na wieczność. Zresztą nie będę ci Jagna wyliczał wszystkiego, bo sama wiesz, ile trzeba oddać. Bo jeszcze Bogu, a właściwie sługom jego, płacić trzeba od narodzenia do pochówku.

W innych sprawach może bym Go i pochwalił, bo na ten przykład uzdrawiał chorych, to u nas by się przydało, albo rozmnażał chleb i ryby nad tym jeziorem i rozdawał ludziom za darmo. Chociaż nasi rybacy, gdy im opowiadałem o tym zdarzeniu, mruczeli niezadowoleni, puści nas z torbami, gadali. Ale oni zawsze narzekają, biorą psie krwie za rybę jak Żyd za matkę i jeszcze im mało. Przydała by się im Jego konkurencja. Ale w sprawach finansowych Jezus nie jest po naszej stronie. Bo co to za pomysł: wysupłaj za chleb, płać za lekarstwa, ubranie, a na gorzałę czasem też trzeba, mam rację? A on mówi: daj! Z czego, z renty? Chyba sam oczadział.

Rozmowa trwała aż do ostatniego przystanku, po tej tyradzie już spokojniejsza. Za oknem spóźniona zima, ospała i znużona. A ja notowałem w pamięci kolejne opowieści.


21 marca, środa. Światowy Dzień Poezji w Kołobrzegu od kilku lat kojarzy się z imprezą „Autobus Poezji Pełen”. W tym roku było podobnie, autobus jeździł ulicami miasta, zatrzymywał się na przystankach i zabierał chętnych, czytano wiersze, rozdawano wydrukowane teksty kołobrzeskich autorów... W szczecińskiej kronice kulturalnej (program 3 trzeci TV) pokazano migawki z imprezy i wszystko byłoby pięknie, ale w internecie  pojawiły się „hejty” ponieważ do autobusu  wsiadła  Anna M. kandydatka na prezydenta miasta z ramienia Platformy Obywatelskiej. Tego tylko było trzeba jej przeciwnikom! Czytając wpisy pomyślałem ze zgrozą, jak bardzo zniszczyliśmy tkankę społeczną w ciągu ostatnich lat, mimo oczywistych osiągnięć w innych dziedzinach. Jak bardzo jesteśmy podzieleni i nie przygotowani jako społeczeństwo i państwo na trudne czasy, na reformy, które muszą być przeprowadzone, na zmiany i zagrożenia, które nadchodzą.

Korzystając z okazji „Gazeta Wyborcza” zamieściła w dniu 21 III  osiem wierszy różnych autorów. Na  pierwszej stronie tekst Wojciecha Młynarskiego. Wiersz znany jako piosenka autora, z powtarzającym się zwrotem: „co by tu jeszcze spieprzyć, panowie...” No cóż, każda okazja dobra, żeby przeciwnikowi dołożyć. Inne wiersze bardzo dobre: Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Krynickiego, Szymborskiej, i kilka nieporozumień: Marty Podgórnik i Ziemowita Szczerka. Na koniec zabawny tekst Mariana Grześczaka  z tytułem „Boksołota”. Tak więc mamy przegląd tego, co się dzisiaj pisze i jak się pisze.

Szkoda, ze „Gazeta” nie zamieszcza już wierszy w każdym świątecznym wydaniu pisma, jak kiedyś bywało. Ale trudno, poezja nie cieszy się względami wydawców gazet i czasopism. Takie czasy.  

                                               

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież