William Shakespeare - Sonety, przeł. Ryszard Długołęcki

Okruchy szekspirowskie

Sonet, który swe początki brał od sycylijskich pieśni ludowych i przez wiek XIII i XIV zyskiwał stopniowo miejsce na szczycie wśród kompozycji stroficznych, podniesiony tak wysoko głównie przez Dantego i Petrarkę, pojawił się na ziemi angielskiej za sprawą Chaucera  już w roku 1380, zaledwie w kilkanaście lat po ukończeniu przez Petrarkę Sonetów do Laury, a więc sporo wcześniej niż w innych krajach Europy. Rzecz jednak w tym, że to pojawienie się formy sonetu nie zostało wówczas w Anglii zauważone.

Geoffrey Chaucer, uważany za najważniejszego angielskiego autora późnego średniowiecza, wręcz za ojca literatury angielskiej, był związany z dworem królewskim Edwarda III i wiele podróżował. W roku 1373 odwiedził Florencję, gdzie odkrył ukończony przed kilku laty cykl sonetów Petrarki. Przetłumaczył kilka z nich, ale nie ogłosił ich w ich macierzystej formie (dwóch tetrastychów i dwóch tercyn z układem rymów: abba, abba, cdc, dcd), ale włączył ich treść w tekst 1. księgi swego poematu epickiego – Troilus and  Criseyde, napisanego tzw. strofą królewską, mającą zwrotkę siedmiowersową z układem rymów ababbcc. Nie dziwota więc, że importowane przez Chaucera sonety Petrarki, wtopione w tekst Troilusa, przeszły niezauważone. Dopiero Thomas Wyatt, dyplomata i dworzanin Henryka VIII, wiele lat później przetłumaczył niektóre sonety Petrarki już z podaniem jego nazwiska i bez zmiany formy , a później pisał własne sonety, nadając im specyficzną strukturę, nazwaną sonetem angielskim (3 tetrastychy i 1 dystych, oraz układ rymów abab, cdcd, efef, gg). Podobną działalność twórczą prowadził niemal równocześnie z nim 3. hrabia Surrey, Henry Howard, kuzyn Anny Boleyn, ścięty w roku 1547 w Tower.

Sonety Wyatta zostały ogłoszone dopiero w roku 1557, w 15 lat po śmierci autora, który zresztą sam bliski był podobnego jak Howard końca, ponoć za sprawą swych wierszy, kierowanych właśnie do Anny Boleyn. Przez ponad 30 następnych lat w świecie angielskiego sonetu nie odnotowano ciekawszych nowości, aż w roku 1591 pojawił się cykl Astrophel and Stella, którego autorem był  Philip Sydney. Po nim Daniel ogłosił swą Delię, Lodge swą Phyllis, Constable – Dianę, Drayton – Ideas Mirrour. Sonet okazał się formą, w której sukces mogli osiągać tylko najlepsi, więc chętnych było coraz więcej. W roku 1595 Edmund Spencer ogłosił swój piękny cykl – Amoretti. W międzyczasie w sonetowe szranki stanął William Shakespeare i w ciągu ostatniej dekady szesnastego wieku pisał kolejne sonety, które, nieopublikowane, zaczęły krążyć wśród jego przyjaciół i znajomych. Ogłoszone zostały w roku 1609, jak się sądzi – bez wiedzy i zgody autora, ze znaną dedykacją - dla „Mr W.H.”, na której to dedykacji doktoryzowała się, jak dotychczas, spora już grupa ambitnych szekspirologów .

Shakespeare napisał 154 sonety. Oznaczone numerami od 1 do 126 - skierowane są do młodzieńca (lub młodzieńców). Te od 1 do 17 nawołują go (ich) do małżeństwa i posiadania dzieci, które przejmą urodę ojca. Adresatką sonetów 127-152 jest kobieta (kobiety). Dwa ostatnie, uznawane za słabsze i dziwnie odmienne, jakby innego autora, mówią o Kupidynie.

Tyle w ogromnym skrócie.

W tych sonetach jesteśmy my sami i istny kalejdoskop naszych emocji, obrazów naszej ludzkiej doli i cech naszej natury. Jest też i Czas, który prowadzi od dzieciństwa, poprzez „bujne lato” ku jesieni i wreszcie „ścina wszystko kosą beznamiętną”. Czy te sonety są udane? Bardzo udane? Genialne? No cóż – poruszają głęboko ludzkie serca…

A więc – kilka z nich w przekładzie własnym (William Shakespeare, Sonety, Arspol, Bydgoszcz 2015).
 


18.

Czy mam porównać ciebie z dniami lata?
Twój urok, umiar - większe w każdej sprawie
Bo w maju - pąki zimny wiatr omiata
I lato ma zbyt krótki czas w dzierżawie.
Czasem aż nazbyt pali oko nieba
Czasem krąg jego złoty mroczą chmury  
Z czasem też wszemu pięknu mrocznieć trzeba    
Przez zbieg wydarzeń lub grę sił natury.
Lecz twoje lato, wieczne w swym istnieniu  
Nie zblaknie i nie zgubi swojej krasy
I Śmierć nie powie, że błądzisz w jej  cieniu
Boś w nieśmiertelnych strofach po wsze czasy.
Póki u ludzi oddech, postrzeganie -
Póty trwać będzie wiersz i da ci trwanie.
 


25.

Niech gwiazd wybrańcy w dniach ziemskiego bytu 
Pysznią się dumnie rangą czy tytułem 
A ja, któremu los skąpi zaszczytów 
Mam cichą radość w tym, co bliskie, czułe.
Pupile władców rozwijają wdzięki
Tak jak nagietki, grzane słońca blaskiem
Lecz wśród swej pychy znajdą koniec prędki  
Gdy lada chmurka zmroczy pańską łaskę.
Wojownik w  bliznach, swą sławą wspaniały
Gdy po zwycięstwach wielu raz przegrywa
Traci swe dumne miejsce w księdze chwały.
W niepamięć idą jego krwawe żniwa.
A ja – kochany i sam kocham szczerze.
W tym trwam i nikt mi tego nie odbierze.
 


27.

Znużony trudem pośpieszam do łoża  
W słodki spoczynek dla mych nóg zdrożonych 
Lecz wtedy rusza w podróż przez bezdroża  
Umysł, gdym ciałem w bezruch zanurzony.
I myśli moje, kiedym tak daleki
Chcą pielgrzymować do ciebie w zapale  
I rozwierają me senne powieki
A ja, jak ślepiec, w mrok patrzę wytrwale
I duch mój swojej wyobraźni wzrokiem 
W pustkę mych oczu śle cień twej postaci
Która jak klejnot lśni w czerni głębokiej  
I blaskiem piękna twarz nocy bogaci.
Tak to, dniem – ciało, nocą - myśli moje
Ni mnie, ni ciebie nie darzą spokojem.
 


60.

Jak fale biegną w nabrzeżne kamyczki  
Tak chwile nasze w swój kres śpieszą co dzień  
Każda zajmuje miejsce poprzedniczki
I brnie w swą przyszłość w znojnym korowodzie.
Dzieciństwo morzem światła rozjaśnione
Raczkuje w chwałę wieku dojrzałego
Gdzie siły zmierzchu pchną je w mroku stronę
A Czas odbierze, co mu dał cennego.
Bo Czas poraża rozkwitłe i młode
I zryć potrafi zmarszczkami twarz piękną
Strawi najrzadszą w naturze urodę
I wszystko zetnie kosą beznamiętną.
Lecz mój wiersz przetrwa aż do przyszłych wieków 
Sławiąc twój urok Czasowi na przekór.
 


64. 

Widząc, jak Czas w swą niszczącą dłoń bierze
Pyszne pomniki przeszłego znaczenia
Widząc w ruinie smukłe niegdyś wieże
I niezniszczalny spiż - w mocy zniszczenia
Widząc, jak głodne morze mocą całą
W królestwo lądu próbuje się wżerać  
A ląd wciąż walczy z tą wodną nawałą:
Bronione - traci, stracone - odbiera  
Widząc, jak w biegu tej wiecznej przemiany  
Wszelki byt ziemski nicością się kończy -
Pojąłem, że ten Czas nieubłagany
Z miłością moją może mnie rozłączyć.
Ta myśl jak śmierć jest i budzi mą trwogę
Że oto - to, co kocham - stracić mogę.  
 


66.

Chcę ciszy śmierci, znużony tym światem
Gdzie godni żyją biedą i strapieniem
Gdy kreatury - strojne i bogate
Gdzie czystość serca poszła w zapomnienie
Gdzie honorami bez wstydu frymarczą
Gdzie cześć kobiecą depczą, zamiast chronić
Gdzie doskonałość przestała być tarczą
Gdzie wspólną siłę słaba władza trwoni
Gdzie pod cenzurą twórcom milknąć przyszło  
Gdzie głupiec znawcom objaśnia zadania
Gdzie bzdurą zwie się prawdę oczywistą
Gdzie zniewolone dobro złu się kłania.
Znużony światem, chciałbym odejść z niego
Lecz - osierocę to, co mam drogiego.
 


128.

Muzyko moja! Gdy muzyki falę
Ślesz, kiedy palców słodkich mocą kruchą 
W ruch klawiaturę wprawiasz, co wyzwala
Pieśń wirginału, pieszczącą me ucho -
Jakże zazdroszczę klawiszom, śpieszącym
Całować wnętrze twojej dłoni małej
Domenę ust mych, w swym pragnieniu drżących
Płonących gniewem na to drewno śmiałe
I dla dotyku twego radych zająć   
Miejsce klawiszy w ich tańcu ruchliwym
Kiedy w nim po nich twe palce igrają
Drewno szczęśliwszym czyniąc od ust żywych.  
Lecz, gdy się butne, cieszy tym podbojem -
Niech ma twe palce; mnie - daj usta twoje.
 


129.

Żądza w swych czynach siły ducha trwoni
Wstyd niesie; nim się nasyci – jest głucha
Kłamie, win pełna, dzika w swej pogoni
Sroga, zbrodnicza; nie sposób jej ufać.
Ledwie da rozkosz, już pogardę trawi.
Tak bardzo chciana, ledwie swój szczyt wita -
Już nienawistna, jak połknięty wabik
Który ofiarę miał w szaleństwo schwytać -
W obłęd ścigania: aby mieć, nie zwlekać.
Brutalna, gdy chce posiąść i żyć chwilką
Bo w niej – ekstaza, choć po niej – żal czeka
Bo przed nią – drżenie, choć po niej – sen tylko.
Świat zna to, a nikt nie wie, jak unikać
Tej rajskiej pasji, co w piekło nas spycha.
 

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org