Mieczysław Arkadiusz Łyp - Lato dojrzałych malin

W ogrodzie sołtysa z Gwoźnicy
jak w wierszach starego poety z Sanoka
dojrzewają dzikie czarne trześnie

Pachnie sianem
i złotomiodnymi ziołami ze wzgórz

Czerwone owoce malin
rozwijają czułość nadchodzącego lata
i tęsknotę
za płonącymi słonecznikami spod Odessy

Przez pola przez polne drogi
przez płynące ciągle obłoki
przez złote płatki róż
przez pulsujące krwią Pańską płatki piwonii
niewinnych niebieskich ostróżek
i przez płatki białego
pachnącego jak czerwiec jaśminu
idą ludzie w świętej procesji Bożego Ciała
jak w weselnym korowodzie

I niczym wielki
niebiański chór aniołów
na miedzianych trąbkach klarnetach
skrzypkach dzwoneczkach kampanuli
wielkich bębnach
unoszą swoją pieśń
swoje odwieczne błaganie
o szczęśliwy los pokoleń
o wody czyste źródło
o jasną słoneczną drogę do winnicy
ponad kwitnące macierzanki
ponad zielony szum brzóz
ponad płochliwy lot przepiórek
I można publicznie
zdjąć ciężar z ramion Chrystusa
próbować zrozumieć Piłata Poncjusza
obmyć ciało
uspokoić pragnienia

I można smakować
czerwcową słodycz dnia
zaklętą
w dzbanach czerwonych malin

Rzeszów – Gwoźnica, 2.03.2017 r.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież