Stanisław Chyczyński - Głupie opisanie mądrego dzieła

Wielcy erudyci, przepojeni ogromną wiedzą i przejęci poczuciem misji życiowej, popełniają swoiste opus vitae. Stąd powstają takie dzieła, jak „Historia wierzeń i idei religijnych”, „Historia filozofii średniowiecznej”,  „Historia filozofii” czy „The History of Polish Literature”. Jest takich pozycji wydawniczych cały legion. Wśród nich ponoć brakowało „Historii mądrości i głupoty”, dlatego tenże brak postanowił usunąć WOJCIECH WIERCIOCH – pisarz wszechstronny (!), niezwykle utalentowany aforysta, twórca haiku i fraszek, eseista i publicysta, redaktor i wydawca.

Po przeczytaniu wszystkich książek w swojej bibliotece (por. autorskie wynurzenia w posłowiu), po skompletowaniu zapisków i notatek, po przetrawieniu wszelkich cudzych poglądów i własnych przemyśleń na zadany (sobie) temat, przystąpił do napisania księgi pt. „Krótka historia głupoty i mądrości”, ze znamiennym podtytułem „przewodnik i poradnik” (sic!). Już na starcie zadaje przytomne pytanie: „Dlaczego i dla kogo postanowiłem napisać tę książkę?” I ze wzruszającą szczerością odpowiada: „Dla siebie”. Ale jest to tylko gra wstępna (pierwszy czuły dotyk…), jako że już na następnej stronie wyznaje: „Postanowiłem spisać dzieje mądrej głupoty i głupiej mądrości (vide: Erazm z Rotterdamu), żeby się podzielić swoimi uwagami (…) i z najbliższymi mi ludźmi, i z najbardziej potrzebującymi, a zwłaszcza z tymi, od których zależy los naszego narodu. To jest mój dar dla Polski, to jest wyraz mojego patriotyzmu”. (Wysoko mierzy ten człowiek!...).

Zgodnie z uświęconymi zasadami metodologii naukowej, autor najsampierw próbuje określić i doprecyzować niejasny przedmiot swoich badawczych zainteresowań. Zatem odwołuje się do różnych słownikowych i encyklopedycznych definicji mądrości tudzież głupoty. Ze względów (nie)oczywistych pominę tutaj te semantyczne dookreślenia, zasłaniając się ekonomią wypowiedzi i zadowalając trywialnymi asocjacjami społecznymi. (Każdy intuicyjnie wie, czym głupota różni się od mądrości). A następnie rozpoczyna się absorbująca uwagę epopeja historyczno-teoretyczna, suto faszerowana – nierzadko przydługimi (!) – cytatami i zaskakująca wprost niewyobrażalnym zakresem penetracji lekturowych. Megaprezentację swoich lektur Wiercioch zaczyna od starożytności (ba, po lakonicznym nawiązaniu do… prehistorii!), by później swobodnie przegalopować przez szereg epok, więc średniowiecze, renesans, oświecenie etc., aż po współczesność, której poświęca najwięcej miejsca. Na ogół konsekwentnie trzyma się chronologii, choć niekiedy porzuca ją dla układu tematycznego, co niestety burzy klarowny porządek (niektórych swoich wybrańców prezentuje passim po wielekroć).

Właściwie od początku ta „historia nieludzkiej mądrości i ludzkiej głupoty” (s. 5) przeradza się w coś mało krystalicznego, w coś pomiędzy historią religii, historią filozofii, historią nauki (humanistyka i przyrodoznawstwo), a historią literatury. Np. na str. 299 spotykamy cały passus jednozdaniowych uwag („JOHN STEINBECK [1902-1968] – solidna powieść społeczna, obyczajowa. (…) JOSEPH HELLER [1923-1999] stworzył pacyfistyczno-anarchistyczny „Paragraf 22”. (…) KURT VONNEGUT [1922-2007] przełamał podział na powieść ambitną i rozrywkową. (…)”), który to zestaw ewidentnie pasowałby raczej do jakiejś małej historii prozy amerykańskiej, niż do tej dużej książki. Z kolei gdzie indziej pojawiają się zaskakujące postacie (np. G. J. Mendel, D. Mendelejew, A. Fleming, M. Plank, E. Rutherford, M. Skłodowska-Curie), które pasują do elity ludzi nauki, a nie do panteonu mędrców. Przecież przy okazji streszczenia powieści „Auto da fé” Canettiego napotykamy jakże słuszną konkluzję, że „(…) naukowiec czy intelektualista to jeszcze nie mędrzec” (s. 310) – i co o tym sądzić? Tym sposobem rośnie w oczach prawdziwa dżungla nazwisk: „religiodawców”, filozofów, uczonych i naukowców (socjologów, psychologów, religioznawców, fizyków i biologów etc.), artystów i pisarzy, komentatorów i przyczynkarzy. Łatwiej byłoby wypunktować, kogo tam nie ma, niż wymienić gros powołanych „na świadka” (dla istotnego przykładu uczynię to trochę dalej).

Wyrażeniem „nieludzka mądrość” Wiercioch zdaje się sugerować, iż pochodzenie tego atutu jest niemal nadprzyrodzone, zaś formułą „ludzka głupota” (sformułowania takie powtarza) – że proweniencja tej przywary jest bardziej przyziemna. W tym momencie dotykamy aspektu duchowego naszego tematu, więc przekraczamy granicę pomiędzy sacrum a profanum, wkraczając na teren religii. Chcąc odmalować cały duchowy dorobek ludzkości, autor „Iluzjonisty” po kolei przedstawia plejadę sklasyfikowanych wierzeń: szamanizm, judaizm, hinduizm, konfucjanizm, taoizm, buddyzm, chrześcijaństwo, islam. Niewątpliwie najwięcej (summa summarum) uwagi poświęca religii założonej przez Jezusa z Nazaretu, dlatego proponuję właśnie na jej przykładzie prześledzić specyficzne podejście badacza do wybranych zagadnień. A skoro judaizm to oczywisty fundament chrześcijaństwa, pierwsze spojrzenie trzeba nam skierować w tamtą stronę.

Staremu Testamentowi Wojciech Wiercioch poświęca kilka stron, omawiając fenomenalność tylko 3 Bożych wybrańców: Mojżesza, Dawida i Salomona. Co ciekawe, przedstawia Mojżesza m. in. jako… „mistrza egipskiej magii” (s. 19 i 29). Określenie to budzi zdecydowane obiekcje, tym bardziej że kilkadziesiąt stron dalej cytowany A. Wierciński słusznie uwypukla różnice między magią, a religią. W tym świetle Mojżesz nie wygląda na maga! Autor osobno omawia parę wybranych ksiąg (np. Przysłów, Hioba, Koheleta, Syracha). Wiadomo, że w Księdze Hioba jest arcyciekawy motyw: „Bojaźń Boża – zaiste mądrością, roztropnością zaś – zła unikanie” (28,28), jaki można by odpowiednio wyeksponować i sugestywnie rozwinąć. Analogicznie w Mądrości Syracha: „Początkiem mądrości jest bojaźń Pana (…)”. Niestety, w księdze Wierciocha spotykamy zaledwie muśnięcie tej drugiej prawdy (vide przedmowa), nic więcej, a szkoda…

Jeśli chodzi o Nowy Testament, to krakowski pisarz niejako przedstawia go implicite, przy okazji, koncentrując się na sylwetkach Jezusa Chrystusa (Mistrz wypada nazbyt blado!), św. Jana i św. Pawła. Pobieżnie omawia Ojców Kościoła, wyraźnie preferując Ojców Pustyni. Tu i ówdzie przywołuje wiele wybitnych przedstawicieli katolicyzmu (np. Augustyn Aureliusz, Tomasz z Akwinu, Loyola, Mounier, Maritain, Tischner, Życiński, M. Heller, J. M. Bocheński). Nie zapomina o sztandarowych mistykach (Franciszek z Asyżu, mistrz Eckhart, Tomasz z Kempen, Teresa z Avili, Jan od Krzyża etc.). Szkoda, że pomija Ediht Stein, intrygującą uczennicę Husserla. (Zignorował też A. Świderkównę, która mądrze poucza, JAK czytać Biblię). Ale najdziwniejsze jest to, że Karol Wojtyła (vel Jan Paweł II) jest PRZYGODNIE wspomniany wszystkiego trzy razy ( s. 138, 411, 437). Wiercioch tłumaczy to tym, że papieskie nauczanie mądrości powinno być powszechnie znane, więc „sobie odpuścił”. Pobożne życzenie, wszak autor śmiałego felietonu „Pieprzyć papieża” już ongiś narzekał, iż rodacy nie słuchają Jana Pawła II. Tym bardziej za ćwierć wieku nikt nie będzie pamiętał, czego nauczał. Czytając „Krótką historię głupoty i mądrości”, przeciętny odbiorca gotów pomyśleć, że widocznie Papa Polak niczego wybitnie mądrego nie napisał. C’est la vie!

„Nie zamierzałem i nie zamierzam silić się na obiektywizm (…) świadomie promuję swoich mistrzów” – bezceremonialnie przyznaje Wiercioch w przedmowie, eo ipso uprzedzając potencjalne zarzuty „kretynokrytyków” (jego dowcipny neologizm). Wobec tego, czyż jego utwór nie powinien być zatytułowany „Moja historia głupoty i mądrości”? Uważna lektura ujawnia wyraźne preferencje autora, którego od dawna pociąga wiedza tajemna, gnoza, ezoteryka, antropozofia. Zatem z nieskrywaną pasją pisze o najwybitniejszych reprezentantach tego nurtu: M. Bierdiajewie, H. Elzenbergu, G. Gurdżijewie, R. Steinerze czy Janie Trąbce (którego nazywa „prawdziwym mędrcem naszych czasów”, s.395), tudzież o komentatorach ich nauk (J. Prokopiuk, J. Tomkowski, A. Wierciński i inni). Na tym chyba polega mentorska funkcja tego specyficznego „przewodnika i poradnika” (duchowego? orientacyjnego? światopoglądowego?).

Jako się rzekło, potężne dzieło Wojtka Wierciocha mieści piramidalną liczbę nazwisk oraz kosmiczną potęgę myśli. Mimo to – moim nieskromnym (!) zdaniem – zdradza również pewne braki. „Mądrość to chora wyobraźnia i zdrowy rozsądek” – tak prostej i prowokującej (do przemyśleń) propozycji eksplikującej meritum tutaj nie znajdziecie. Autor „Księgi anegdot” rozmaicie prezentuje dziesiątki polskich filozofów, ale pomija np. K. Ajdukiewicza, skoro ten w eseju „Pochwała życia pracowitego” nie posiał nic mądrego (dworuję sobie). W podrozdziale „Aforyzm w Polsce” przypomina niemal kopę klasyków gatunku oraz prezentuje tuziny swych kolegów po piórze. Bene! Ale zapomina o Sławomirze Wróblewskim, który w „Myślach rozsianych” (Miniatura, 2005) opublikował m. in. ponad 50 aforyzmów o mądrości i głupocie („Żaden z filozofów nie wiedział, jak rozkosznie być głupim”). W podrozdziale „Esej” Wiercioch rekomenduje ze 2 tuziny polskich mistrzów gatunku, ale pomija prof. Wacława Mejbauna, autora zbiorku „Amor fati” (WL 1983), czyli zestawu rewelacyjnych esejów filozoficznych. W S. Lemie można by dostrzec nie tylko genialnego prozaika, ale też mędrca, moralistę, myśliciela. Uważam, że – mając na względzie takie dzieła jak „Summa technologiae” czy „Pokój na Ziemi” – trzeba by ich twórcy poświęcić odrębną notkę, a nie poprzestać na punktowym wskazaniu w długim szeregu zasłużonych. Jak to się mówi: przykłady można by mnożyć.

To jeszcze nie cała lista „życzeń i zażaleń”, albowiem niewątpliwym mankamentem tego projektu (jakież to modne słowo!) jest brak indeksu nazwisk. Chciałby się człowiek znaleźć w tym labiryncie dokonań (będąc np. J. M. Wąsikiem lub J. Werbińskim), ale indeksu nie ma, więc jest problem. Chciałby namierzyć swego faworyta (np. S. Dalego), ale rejestru nazwisk nie ma, przeto można się zagubić. Nie ma też bibliografii, a na pewno przydałaby się. Wiercioch to niezwykle łebski gość, tedy niektóre zarzuty próbuje neutralizować ante factum, czy to we wstępie, czy w posłowiu. Tamże pisze np. „Zbyt często i zbyt obficie cytowałem”. Fakt! A najgorsze jest to, że nazbyt hojnie sypie cytatami z drugiej ręki (cytaty ze źródeł pierwotnych są wręcz wskazane!), czyli zasłania się cudzymi opiniami. I tak np., czytając o biblijnym Dawidzie, chciałbym wiedzieć, co o nim myśli sam Wiercioch, a nie x. Staniek – jakże często przywoływany. (Hic et nunc warto posadzić admonicję z Fredry: „znaj proporcjum, mocium panie”…). Słońcu zbędne jest światło księżyca. Śmiem twierdzić, iż Wojciech Wiercioch jest na tyle wielkim umysłem i wybitnym twórcą, że mógłby napisać swoją historię głupoty i mądrości w sposób mniej kompilacyjny. Snadź z tajemniczych powodów nie chciał…

Po lekturze TAK opasłego i erudycyjnego dzieła rodzi się pryncypalne pytanie: Czy teraz jesteśmy mądrzejsi? Czy po przestudiowaniu tegoż „przewodnika i poradnika” tuzinkowy odbiorca, żyjąc w czasach postracjonalnych i postchrześcijańskich, będzie umiał dokonywać mądrzejszych wyborów? Na stronie 37 czytamy: „Czym jest mądrość, a czym głupota? Nie wiem. Ani ja, ani najwybitniejsi filozofowie.” Tego typu rozbrajająco-rozczarowujących enuncjacji jest więcej, ale one nie umniejszają poznawczych walorów książki. Trzeba mieć przeogromną wiedzę, a jeszcze większą motywację, żeby napisać coś takiego. Moje głupie ględzenie zaś nie oddaje sprawiedliwości pisarzowi, rozminąwszy się z wyjściowym założeniem. Jako podsumowanie wręcz TYTANICZNEJ pracy Wierciocha proponuję jednak coś optymistycznego, dajmy na to, prosty a zgrabny aforyzm Leopolda Rene Nowaka: „Mądrości, w przeciwieństwie do krzywych nóg, nie zauważa się od razu”. Tę złotą myśl można odnieść również do omawianego fenomenu. Być może ten niezwykle oryginalny „dar dla Polski” zostanie doceniony przez naród dopiero po latach? – Oklaski!...

 


 

Wojciech Wiercioch, Krótka historia głupoty i mądrości. Przewodnik i poradnik, Wydawnictwo MINIATURA, Kraków 2016, ss. 592.
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora