Robert Kurpios - Safari

Jestem człowiekiem pogodnym i energicznym. Znam kilku wpływowych dżentelmenów. Cóż, mam się czym pochwalić i robię wrażenie na młodzieży, zwłaszcza płci pięknej.                           

W tym roku postanowiłem pojechać z rodziną na pełną wrażeń wycieczkę, czyli safari.

- Owszem organizujemy safari – rzekł agent biura, ale na Pustyni Błędowskiej.

Można się czepiać, ale bądź co bądź to pustynia, pomyślałem.

- Będzie gruby zwierz?
- Oczywiście. Jednak nie najgrubszy. Kilka kotów, królik i pies.

Zastanowiłem się. Nie jest najgorzej.

-  Oferta biura robi na mnie wrażenie – rzekłem – Chciałbym mieć jednak pewność, że zobaczę Murzyna.

Agent wstał z krzesła i oparł dłonie na biurku.

- Szanowny panie, bierzemy dużo, ale nasze propozycje wywołują u każdego klienta dreszcz emocji. W tamtym tygodniu był u nas król Czadu. Musieliśmy mu odmówić. Wszystkie miejsca były zarezerwowane.               

- Och, nie musi mnie pan przekonywać – powiedziałem.
- Wasza oferta to pierwszy sort.             
- Otóż to. Zapewniam pana, będzie również Murzyn. Właśnie przemalowujemy mojego siostrzeńca. Perukę afro posiadamy.

Zadowolony oparłem głowę o fotel. Moje myśli wędrowały już po Pustyni Błędowskiej. Surowe krajobrazy, błękit nieba i żar słońca lub pieca martenowskiego.

- Nie mam pozwolenia na broń. Z czego więc będę strzelał? - spytałem
- Każdemu z uczestników wypożyczamy proce. Robi je dla nas pewien stolarz spod Sieradza. Jak pan wie, to broń  bardzo niebezpieczna.
- Ależ oczywiście. Dzieci i sadyści lepiej niech jej nie dotykają.

Agent otarł chusteczką pot z czoła. Potem włączył wentylator. Poczułem miły powiew powietrza. Jak z Pustyni Błędowskiej.

- W tamtym roku przyjechał do nas milioner z Teksasu. Był bardzo zadowolony. Zabił dwa koty i królika. Skóry kota leżą teraz w salonie jego rezydencji. Z futra królika kazał sobie uszyć czapkę.

Na  twarzy pracownika biura pojawił się uśmiech. Uśmiechnąłem się również.

- Chciałem spytać o stosunki z ludnością tubylczą.
- Bardzo dobre pytanie – rzekł agent – Nie wiemy wszystkiego o stosunkach uczestników safari z autochtonami. To sprawa intymna. Muszę niestety wspomnieć o walkach plemiennych między Ślązakami a Zagłębiakami. Ostrzeżenie pana uważam za swój obowiązek.
- Czy ja wyglądam na człowieka strachliwego?
- Nie. Dlatego proszę o wpłatę pieniędzy.
- Całości?
- Oczywiście. Jest pan mężczyzną, a mężczyzna lubi ryzyko.

Ładnie powiedział. Bez wahania wręczyłem mu plik banknotów. Nie ukrywam, dość gruby. Pożegnaliśmy się. To dobre określenie, ponieważ agenta oraz innych pracowników biura, więcej nie ujrzałem. Pustyni Błędowskiej również.

 

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org