Anna Błachucka - Szklane domy

Bokowisko w największym polskim mieście. Ładne mieszkania, duże okna i … miniaturowe podwórka. Te niemalże szklane ściany tak wyrazicie charakteryzują budynek, że aż skojarzyło mi się to z marzeniami bohaterów "Przedwiośnia".
Można tę architekturę blokową określić też  atrialną.  Niezadaszomy prostokątny placyk między zamkniętymi ścianami bloków ustawionych w czworokąt można nazwać współczesnym atrium. Co ponad 200 właścicieli mieszkań widzi ze swoich  okien, jeśli będzie patrzeć w dół?

Nienagannie utrzymane paski zieleni tworzące przegrody miedzy oknami parteru, a chodnikami umożliwiających dojście do klatek schodowych i równiuteńko przystrzyżone trawniczki okalające sztuczną piaskownicę. Tak! Sztuczną. Jakaś sztuczna mata w centrum tego atrium przypominająca kolorem i strukturą kostkę brukową. Na tej macie sam plastik: huśtaweczka, bujanki, zabawki… W oczy rzucił mi się mini-wózeczek wzorowany na tym z marketu. Zabawka najczęściej okupowana przez dzieci. Piasek płukany i przykrywany na noc przez obsługę bloku. Wszędzie czysto i porządnie. Kilka ławek. Napisy porządkują ten teren tabliczkami – zabrania się… Nie deptać zieleni, nie rozsypywać piasku,  nie krzyczeć,  nie wyprowadzać psów bez smyczy, nie jeździć na rowerze, o grillu nawet pomyśleć nie wolno… Wszystko kontrolowane kamerami.

Na maleńkim sztucznym placyku zwykle jest kilkoro dzieci do lat trzech, oczywiście każde ze swoim opiekunem. Te nieco starsze nie mają co tutaj robić, nawet trzepaka, tego słynnego miejsca zabaw dzieci w PRL-u, nie ma.  Latorośle w mieszkaniach, zapewne przy komputerach. Uwagi rodziców aż nadto wymowne: nie krzycz, nie ruszaj, nie dotykaj, nie zrywaj, nie rozsypuj, nie siadaj, nie klękaj, nie biegaj, nie zabieraj…

Przeliczyłam, tak mniej więcej, że na 1m2  mieszkania przypada około 1 mm 2 powierzchni atrium. Resztę pozostawiam wyobraźni czytelnika.

Wielkie okna są zasłaniane nowoczesnymi żaluzjami i roletami, albo  różnego rodzaju firankami. Takie coś jest konieczne, bo inaczej  mamy mimo woli film na żywo z życia tych naprzeciwko. Żadne tam lornetki i podglądanie. Po prostu wszystko widać, bo nie ma gdzie rzucić okiem, aby wzrok nie natrafił na okno, albo balkon. Chociaż są inne pomysły zasłaniania wielkich płaszczyzn szyb i to bardzo ciekawe Niektóre okna zdradzają zamiłowania i potrzeby ich właścicieli. Na szerokim parapecie daje się ładnie ułożyć teczki biurowe, skoroszyty, prasę, a nawet książki i to całkiem pokaźną ilość, bo piętrowo Przepatrzyłam. Tylko jednemu właścicielowi nie mieściły się książki na półkach i wyległy na parapet. Inne okno upodobały sobie dwa piękne persy i im właśnie zazdroszczę. Obserwują sobie ile chcą i kogo chcą, bo kto zwierzęciu zabroni się gapić? Naprzeciwko  wyziera maleńki pieseczek, a niżej starszy pan, podobny figurze woskowej wpatruje się przez okno w coś, co nie mogę zauważyć. A musi to być coś ciekawego, bo dobre dwie godziny już patrzy.

Ale za to duże balkony. Nawet bardzo duże, bo 15m2 i nawet więcej. Na te balkony wysypuje się, wyjeżdża, wychodzi nadmiar tego, co najczęściej zawadza w domu. Rowery, wózki dziecięce, hulajnogi i inne wymyślne plastikowe zabawiacze i zabijacze czasu mniejszych i większych domowników. Na jednym z balkonów szóstego piętra jest nawet mini-trampolina. Nie widziałam jednak dziecka. Ale od czego uszy. Zapewne usłyszę – nie skacz za wysoko! Będzie to bardzo słuszna uwaga. Gdzie indziej rozpoznaję sprzęt rybacki, na  innym różne pudła i pudełka, których zawartości nie idzie przeniknąć, a jedynie domyśleć się, co gospodarze akurat urządzają albo remontują.

A gdzie te kwiaty, które być powinny? Gdzieniegdzie jest jakaś zieleń, ale chyba przed kwitnieniem, albo po. Jakieś dziwne rośliny, bo przecież sierpień, a one nie kwitną.

Czysto, wygodnie, porządnie, higienicznie, ale dla mnie jakoś bezwonnie, smutno nawet.  Na podwórku mojego dzieciństwa dla nas trojga była góra piasku, rzeczka za stodołą służyła do taplania i wszelkich zabaw błotno-piaskowo-wodnych. Nic pod wydział, wszystko pod wyobraźnię i pomyły swarliwej i głośnej gromadki dzieci. Dozór jednej babci zapewniał bezpieczeństwo… Ależ jestem nienowoczesna! Czegóż ja się tak czepiam? Totalnie nie stać mnie na obiektywizm.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież