Paweł Kuszczyński - Sztuka czekania

Drzewo naprzeciw mojego okna,
gdy opadły wszystkie liście,
ciągle nie dawało mi spokoju.
Dowiedziałem się, że to topola,
posłanka, z kanadyjskiej puszczy przywiedziona.
Ptakom przylotnym podobna,
w pogardzie dla podstępów losów złych,
zmuszona oddychać powietrzem metropolii.
Zgraja jemioł jej gałęzi dopadła
(kleiste nasiona jemiołuszka na korę przywiodła)

drzewo, jak ciało dziecka ospą
zostało naznaczone, jakby parchami pokryte.
Wspaniałomyślność  ma także swoje granice:
topola nie oddała swoich najmłodszych
najwyższych pędów – nie poddała się
nachalnej sile zaistnienia.
Oczy pytały: Czy to jeszcze jest drzewo?
gdy rozum nie miał wątpliwości.
Nie cieszyły blaszki nieznajomej zieleni.
I tak trwała w niemej bezsile.
Twoja pokrzywdzona forma nieustąjąco
do mnie wołała.
Milczące drzewo nie skarżysz się
na mróz, szron, deszcz czy spiekotę.
Człowiek, który niósł życie –
ściął wszystkie kule jemioły, zdjął trwogę,
topola została,  będzie dalej sobą.
Widzę cię zupełną, już nie  zadowalam się
cieniem twej postaci.
Rozgorzejesz, pełnią listowia
nadchodzącą wiosnę przyniesiesz.
Jak wieża zwieńczona krzyżem
wskazywać będziesz niebo.
Od tego drzewa uczę się
sztuki cichego oddania,
olimpijskiej cierpliwości i spokoju.

                              Poznań, od października 2017 r.  do stycznia 2018 r.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież