...Żeby tak móc czasami wyjąć swoje myśli i przewietrzyć je, tak, by kolorowy sen mógł się przyśnić.

Przypięłabym je na sznurku, po kolei każdą jedną i przyjrzałabym się mocno, szczególnie tym, co zbyt szybko na słońcu bledną...A te, które od łez słonych trochę się powyginały, wystawiłabym na deszcz, niech przemoczy je po szpik cały i z ciemnych zakamarów wypłucze tęsknotę, bym nie musiała leczyć ich potem.

O matce, co wydała mnie na świat, można pisać tylko dobrze. Zresztą jakby było inaczej, nie pisałabym wcale.

Najmłodsza z córek Andrzeja i Rozalii Grzeszczaków, brunetka o pięknych długich włosach i pięknych zielonych, lekko skośnych oczach, nie tylko grzeszyła urodą, ale i była muzycznie utalentowana. Po ojcu Andrzeju odziedziczyła zdolności do śpiewu, a że miała piękny sopran o aksamitnej barwie, często występowała jako solistka w kościele na Witominie w Gdyni.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org