Stefan Pastuszewski - Naturalna ucieczka od wolności i problemów

Od połowy XX wieku sytuacja człowieka z cywilizacji zachodniej (Europejczyka, Amerykanina) zmieniła się radykalnie, choć proces tych zmian zaczął się już znacznie wcześniej. Uzależniony dotąd od przyrody, walczący z nią, usiłujący sobie ją podporządkować, zaczął w sposób wyraźny od niej się uniezależniać.

Człowiekowi przestają zagrażać żywioły, z wyjątkiem oczywiście zdarzeń nadzwyczajnych. Ciepło i głód są okiełznane, częściowo także ciemność. Produkcja żywności nie jest aż tak bardzo zależna od sytuacji klimatycznej, a także różnych chorób roślin i zwierząt. Nie wymaga fizycznego trudu. Zwiększa się bezpieczeństwo funkcjonowania organizmu ludzkiego, choć w dalszym ciągu ma miejsce jego naturalne zużycie się, kończące się śmiercią, która jednak statystycznie ujmując nadchodzi później.

Można więc mówić o poszerzeniu się obszaru wolności, z  którą jednak w wielu przypadkach, nie wiadomo co zrobić. Ten pozyskany w wyniku postępu techniczno-technologicznego obszar wolności, którą przeciętny człowiek odczuwa jako pustkę szybko zagospodarowują nowe uzależnienia. Od wytworów techniki i technologii, głownie informatyczno-elektronicznych, od produktów i usług przyjemnościowych, nie mówiąc już o tradycyjnych uzależnieniach w postaci używek. Sprawność technologiczna współczesnej cywilizacji euroamerykańskiej jest tak duża, że gama i jakość, w tym wywołująca pożądliwość owych wytworów jest nieograniczona, nie mówiąc już o ich dostępności, że w życiu przeciętnego człowieka radykalnie skraca się czas rzeczywiście wolny, czyli czas sam na sam ze sobą, często odczuwany jako nuda i czas sam na sam z drugim człowiekiem, pojedynczym lub grupą, często traktowany jako nacisk otoczenia. Wolność od natury i wolność od innych ludzi zagospodarowywana jest przez indywidualne, dokonywane na podstawie pozornie dobrowolnego wyboru, uzależnienia. Współczesny człowiek jest przebodźcowany, w tym głównie przez instrumenty informacyjne, a także różne aparaty i techniki przyjemnościowe, co w efekcie wywołuje poczucie męczącego znużenia. To nie praca i pojmowana klasycznie walka o byt męczą i nużą, tylko udział w obszarach aktywności pozazawodowej.

Oprócz zdominowania sfery zaspokojenia żywotnych potrzeb człowieka przez maszyny i technologie (chemia i biotechnologia w rolnictwie) doszło w skali globalnej do przeformowania sfer wytwórczości. Andrzej Leder opisuje w sposób bardzo precyzyjny wyprowadzenie pracy produkcyjnej ze świata zachodniego do neokolonialnych krajów Azji Wschodniej, w tym Chin. Zjawisko to „zachwiało delikatną równowagę społeczną i polityczną utrzymującą się w okresie powojennym (…) Żyjemy w świecie postpracy, pracy tylko w usługach oraz pracy nieprodukcyjnej (…) Wydawałoby się, że ta nowa formacja hegemoniczna jest trwałą. Posępnie trwałą. Jak schyłkowe Imperium Rzymskie, z jego ludem tonącym w niecierpliwej gnuśności, żądnych chleba i igrzysk”. Gnuśność ta jednak, o dziwo, ale również jakby na szczęście, częściowo wypraszana jest z zachodniej Europy przez zjawisko masowej migracji z biednego południa zachodniej części globu, na bogatą i gnuśną dotąd północ. Zjawisko to wywołane przez perfidną grę polityczno-militarną Stanów Zjednoczonych, jak również przez „ciemne karty” kolonialnej przeszłości takich państw jak Francja, Belgia, Holandia, Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia w rejonie Afryki i Bliskiego Wschodu, a zwielokrotnione przez zaproszenie imigrantów do siebie przez Niemcy, rodzi nowe problemy, które ożywiają gnuśny Zachód. W tym momencie trzeba jasno powiedzieć, że zaproszenie imigrantów przez A. Merkel nie było wcale gestem humanitarnym, o nie, wyrachowanym zamysłem ekonomicznym mającym ożywić niemiecką gospodarkę. Bo gospodarkę postpracy ożywia przede wszystkich konsumpcja. Owi imigranci mieli wchłonąć nadwyżki produkcyjne i usługowe w obszarze Niemiec i UE, a tym samym nie dopuścić, aby przestały kręcić się maszyny w neokolonialnych krajach Azji oraz przemieszczać się ze wschodu na zachód tabuny samochodów, pociągów, statków, samolotów z towarami. Bo dla kapitalizmu zabójstwem jest zatrzymanie, albo nawet przyhamowanie gospodarczego, skądinąd obłędnego, ruchu do przodu.

Niemniej ów imigracyjny bodziec nie wyrwał przeciętnego Europejczyka i Amerykanina z dalszego pogrążania się w nowych uzależnieniach. Wręcz przeciwnie – chaos polityczny i gospodarczy jakby pogłębił ucieczkę od wolności, gdyż doszła do tego ucieczka od problemów.        

Mimo usilnych treningów i tresur ze strony mechanizmów i technik nowego uzależnienia wewnętrzna natura człowieka pozostaje jednak taka sama i właśnie ta, tkwiąca w nas część okiełznanej na zewnątrz przyrody, nie daje się okiełznać. Coraz częściej słychać narzekania na zmęczenie i brak czasu u człowieka, za którego pracują maszyny, komputery i chemia (w rolnictwie), a który w istocie nie ma dużo czasu wolnego, bowiem czas ten pożerany jest przez pasożyty jego własnych wytworów.

Mająca już ponad pół wieku teoria ucieczki od wolności autorstwa Ericha Fromma (1900-1980), w której to lęki człowieka (brak bezpieczeństwa, uczucie samotności) funkcjonującego w systemie kapitalistycznej gospodarki rynkowej, z których chce się on za wszelką cenę uwolnić, stają się bodźcem dla rozwoju systemu totalitarnego, jest nadal aktualna z tą odmianą, że obecnie większość ludzi wcale nie chce uwolnić się od gospodarki rynkowej, produkującej przecież wytwory i usługi uzależniające. Zapewne ta ucieczka od wolności jest częścią naszej natury, czyli przyrody w nas, której mimo wszystko nie potrafimy okiełznać. Mimo mdłości wynikłych z konsumpcji przyjemnościowej, bólu głowy od nadmiaru bodźców i rozdrażnienia z powodu utraty wewnętrznej równowagi, jest to zjawisko optymistyczne, gdyż dowodzi, że świat jeszcze nie stanął na głowie. Bo jak świat światem, to ludzi naprawdę, albo w znacznym stopniu wolnych, zawsze można na palcach policzyć. Samozniewolenie poprzez uzależnienie od własnych wytworów jest dla człowieka XXI wieku (Europejczyka, Amerykanina) ucieczką przed egzystencjalistycznym brakiem bezpieczeństwa i samotnością.

Wolność grupy społecznej, w tym narodu, a raczej jej odczuwanie przez jednostkę, nie idzie w parze z osobistym poczuciem wolności jednostki. W skrajnych przypadkach można mówić o osobach wewnętrznie zniewolonych, głównie poprzez różne uzależnienia, a równocześnie radykalnie upominających się o iluzorycznie pojmowaną wolność narodu, którego są członkami. Notabene, takie silne utożsamianie się z szeroką grupą też można potraktować jako formę samozniewolenia, będącego skądinąd reakcję na poczucie braku bezpieczeństwa i poczucia samotności, które są według E. Fromma jednymi z najsilniejszych lęków, od których ludzie pragną uwolnić się za wszelką cenę.   

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora