Christian Medard Manteuffel - Aneks do eseju. Polacy w mieście Dedeciusa

Moja publikacja eseju o Karlu Dedeciusie wiąże się ściśle z moimi osobistymi przeżyciami w gronie Polonii Niemieckiej, ściśle Polonii Frankfurckiej. Żyję w Niemczech trzydziesty rok, jednak rekonwalescencja po skomplikowanej operacji serca w roku 1990 wymagała spokoju i klimatu, jaki znalazłem w wiosce na terenie Jury Szwabskiej. Dopiero w tym roku przenieśliśmy się z żoną do Frankfurtu nad Menem, gdzie mieszka nasza córka.

Bez trudności odnaleźliśmy w tym wielkim mieście polskie środowisko skupione w stowarzyszeniu POLintegoro. To dzięki tej integracji z Polonią Frankfurcką w listopadzie zostałem zaproszony do zaprezentowania moich wierszy o tematyce jesiennej. Sam bohater mojego eseju „Pochłonie nas historia” żył we Frankfurcie nad Menem i tutaj zmarł. Przez wiele lat kierował stworzonym przez siebie Deutsches Polen Institut w pobliskim Dusseldorfie. Ta refleksja zatrzymała mnie przy niemal anegdotycznej, a jednak prawdziwej historii, jaką przytoczył Karl Dedecius w swoim eseju Überall ist Polen, omawiającym książkę Marcela Reicha-Ranickiego 16 polnische Erzähler. Działo się to w roku 1832, gdy po upadku Powstania Listopadowego Polacy szukali schronienia w krajach zachodniej Europy. Mieszkająca we Frankfurcie nad Menem przyjaciółka Wolfganga Goethego, Suleika, donosiła mu w liście: (…) Halb Frankfurt ist ganz verrückt wegen dieser Polen. Du würdest die Stadt nicht wiedererkennen (…).

Co takiego wydarzyło się tam wtedy, że połowa Frankfurtu była tak zwariowana na punkcie Polaków, że Goethe nie mógłby miasta rozpoznać? Na ulicach było głośno od polskich zgrupowań i śpiewów patriotycznych der Feinden des russischen Imperium. Entuzjazm udzielił się frankfurtczykom. Rada miasta przyznała jednogłośnie 30 000 marek na wsparcie polskich uchodźców. A że działo się to we Frankfurcie nad Menem, gdzie flaga miasta jest identyczna jak polska, natomiast biały orzeł w koronie, prawie identyczny, miasto wyglądało rzeczywiście na opanowane przez Polaków.

Solidarność z Polską była wówczas w Europie powszechna. W Londynie powstało stowarzyszenie literackie „The Literary Association of the Friends of Poland”. W Paryżu, w Playel-Saal, Fryderyk Chopin wzruszał sympatyków Polski swoimi polonezami i mazurkami. W Rzymie proboszcz Félicité Robert de Lamennais skomponował hymn à la Pologne. Ryszard Wagner skomponował swoją młodzieńcza uwerturę Polonia. Jeszcze w roku 1862 Giuseppe Garibaldi deklarował gotowość walki za Polskę zapewniając młodych polskich emigrantów przebywających na Szwabii, w Heidelbergu: Wzniosę jeszcze swoje ramię dla obrony wolności Polski!

W roku 1862 (lub początek 1863 – sic!), przebywający też na emigracji w Lipsku, Cyprian Kamil Norwid, napisał wiersz Fortepian Szopena. Muzyka Chopina była inspiracją dla poetów polskich w latach walki i okupacji. Jak ogromna była jej siła zdali sobie szybko sprawę okupanci hitlerowscy, burząc jego pomnik w roku 1940.   

Fryderyk Chopin też znalazł się w Niemczech, lecz tylko przejazdem w swojej ostatniej podróży z rodzinnego domu do Paryża, we wrześniu 1831 roku. Wyjechał z Warszawy 2 listopada i jechał przez Wrocław, Wiedeń, Monachium i Stuttgart. W Wiedniu dotarła do niego wiadomość o wybuchu w Polsce powstania listopadowego. Stało się.  Chciał wracać i bić się, jak wszyscy niemal koledzy. Siłą przymuszony przez najwierniejszego przyjaciela, Tytusa Wojciechowskiego pozostał, ale zmienił się nie do poznania. W takim stanie dotarł do Stuttgartu. Sięgnął po pióro. Lecz tym razem nie chodziło o zapis nut; zapisywał dzień po dniu swoje odczucia. [Pisałem o tym w eseju „Pianistka z gospody u rozstajów” (AKANT 2010, nr3/159)]

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież