Anna Błachucka - Prasa i inne bajery

Duży i kolorowy szyld o takiej treści na daszku kiosku znajdującego się w naszej stolicy przykuł na moment moją uwagę. Pojechałam specjalnie drugi raz autobusem numer 116, aby się przekonać czy dobrze odczytałam. Podchodzę. Kolor aż bije po oczach. Na okładach czasopism zamieszkały twarze pięknych dziewcząt, tak gładkie, że przysłowiowa pupa niemowlęcia nie jest najtrafniejszym skojarzeniem. Dzisiejsza „tapeta”, czy „tynk” czynią cuda.

Nowoczesny makijaż zmienia te młode kobiety w istoty nieziemskie, a wszystko po to, aby wzbudzić zainteresowanie tych „przyziemnych”. Udany chwyt. Patrzę na te rzęsy wydłużone, brwi uładzone, oczy wyniebieszczone, zęby wybielone, grzywki przystrzyżone, biusty napompowane…

Nieco wyżej coś dla dorosłych, czyli coś, co według definicji pornografią nie jest, ale niebezpiecznie zbliża do tej granicy i jak to na pograniczu – wszystko ciekawi i często iskrzy się.

Nieco niżej propozycje dla dzieci, które powinny uczyć się czytać ze rozumieniem, czyli sięgnąć po książkę. Cała gama książek z okładkami zapełnionymi po brzegi zdjęciami roboto-kosmicznych stworów z różnoraką i trudną do nazwania bronią, gotowych na demolkę na co najmniej dwa światy.

Papierowo-plastikowa prezentacja „prasy” przechodzi niezauważalnie w dział „…i inne bajery”, który też ma wygląd  wabiący. Plastikowe i wielobarwne królestwo pełne zapinek, zatrzasków, dziwnych zabawek, buteleczek z czymś tam, pudełeczek na coś, kabelków od czegoś, kształtów i bezkształtów kiwających się, piszczących, jeżdżących, skaczących, nakręcanych, dmuchanych, uruchamianych jakimś pstryczkiem albo dotknięciem paluszka, a nawet chuchnięciem.

Mnie jednak najbardziej intryguje szyld, nie umiem bowiem sobie poradzić z wartością logiczną tego napisu. Gdyby napis brzmiał – prasa i inne publikacje, prasa i inne pisma, a te bajery miałyby swój kącik i stosowny baner reklamowy? – pytam sama siebie.

A może to śmiała sugestia, że dzisiejsza prasa to bajery. Ktoś to wreszcie zauważył, i odważnie zasugerował, że prasa i inne bajery tak do siebie przystają, że żyć bez siebie nie mogą i dobrze się czują, jeśli sąsiadują ze sobą.

Coś fajnego dla każdego, do każdego periodyku coś zaczepistego: gazeta i gadżet, czasopismo i balonik, tygodnik i pomponik, miesięcznik i kapiszon, dziennik i małpeczka kłamstwo w słowie i ułuda w dodatku, jednorazowe pismo i jednorazowy kubek, gazeta gratis  i reklama gratis, bylejakość i tandeta…

Z zamyślenia wyrywa mnie głos dochodzący z jądra bajeranckiego „pałacyku”:

– Czego pani sobie życzy?
– Jest „Akant”?

Na takie pytanie widać szkoda słów, wymowny ruch głową wystarczył za odpowiedź. Też się wysiliłam. Szara gazeta w takim towarzystwie.

Po chwili dopowiadam sobie – a dlaczego nie? A może mogłaby właśnie „zajaśnieć” na takim tle lub obok okładek czasopism na których auta wyczerwienione, motocykle wybłyszczone, tablety wysrebrzone…

Koniec z gdybaniem. Wracając postanawiam, że od dziś przestaję patrzeć przez okna busów, autobusów i tramwajów. Od jutra zakładam słuchawki, zamykam oczy i już. Połowa ludzi podróżujących już na to wpadła i ma święty spokój. Szyld już podniszczony przez czas, wisi od dawna, a więc spełnia  swoje zadanie.  Czy to ja go musiałam zauważyć?  

Co prawda, nic nie kupiłam, ale jednak zapłaciłam za swoją ciekawość nabywając dwa bilety komunikacji miejskiej i tracąc czas, którego wciąż mi brakuje.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież