Ariana Nagórska - NISZA KOZIOROŻCA. Karnawałowe marudy

Wprawdzie tekst ten ukaże się raczej pod koniec karnawału lub nawet u progu wielkiego postu, ale żadne to niedopatrzenie, bo punktem wyjścia do jego napisania stała się niewesoła radiowa dyskusja czwórki notorycznych zrzędów. Już 2 stycznia rankiem marudziły na antenie dwie blogerki, fotograf i radiowy redaktor znany z wszechwiedzy. Robi on przede wszystkim za znawcę architektury miejskiej, ekologii, polityki, pielęgnacji ogrodów, komunikacji samochodowej i rowerowej oraz gotowania.

Liczyłam zwłaszcza na ten ostatni jego talent, ponieważ wiem, że wygląda jak w finalnym stadium ostrej głodówki, jego porady kulinarne mogłyby więc być cenne dla osoby o nieco barokowych kształtach.

Chyba się jednak struł po świętach, bo o potrawach nie wspominał, a humor miał kwaśny (podobnie jak i jego rozmówcy). Od razu powiało duchem pokuty za ich sylwestrowe (kameralne – jak twierdzili) szaleństwa. Jedna z pań ukrywała się w Sylwestra z lęku przed hukiem fajerwerków. Gdy nazajutrz dla zdrówka wyszła na spacerek, omal się nie rozchorowała na widok pozostałości petard na ulicach, co „w takim mieście jak Sopot nie powinno mieć miejsca”. Gdy zaczęła chwalić się jakimś swym wcześniejszym pobytem zagranicznym, wyglądało na to, iż powie, że tam nie strzelają. Tymczasem rzekła: – „Tam to dopiero były fajerwerki! Ale jakoś udało mi się całe te pokazy przespać”. Tym sposobem uznałam ją za postrzeloną we śnie. Przy okazji smutne gremium powoływało się na znanego lalusia z władz Słupska, który ponoć fajerwerków zakazał.

Pan fotograf (lokalny światowiec) z uporem maniaka lansował tezę, by w przyszłości fajerwerki zastąpić iluminacjami laserowymi, które są równie efektowne, ale bezdźwięczne. W tym momencie dopuszczono wreszcie sms słuchacza dowcipnego, który przestrzegł, że „użycie iluminacji laserowej spowodowałoby w Sylwestra ogólnokrajowe protesty miłośników nietoperzy”.

Potem już tylko przez blisko trzy kwadranse rozpaczano, jakie to brzydkie obiekty architektoniczne powstały w Trójmieście, a gdy ktoś jednak nieśmiało napomknął, że słyszał także od mieszkańców opinie pozytywne, inny „ekspert” od razu mu wyjaśnił, że były to „manipulacje internetowe”. Pewnie z uwagi na tę diagnozę nie dopuszczano więcej do głosu słuchaczy, których jednak usilnie zachęcano, by dzielili się swymi uwagami właśnie drogą internetową! Chyba wskutek posylwestrowych zakłóceń percepcji pan redaktor przeczytał akurat taki sms od słuchacza, który zaczynał się lekkim kadzeniem, definitywnie jednak zmierzał do puenty, że ta dyskusja jest po prostu GŁUPIA i szkoda na nią antenowego czasu. Wtedy prowadzący całkowicie zaniechał cytowania głosów słuchaczy i poprzez koncentrację na refleksji własnej ekstremalnie „podniósł poziom”. Od razu powiało pogardą miłośnika Platformy Obywatelskiej i sopocianina wobec mniej poprawnych politycznie i nie tak pożądanych turystycznie rejonów ojczyzny. Jego gadka snuła się następująco: Deweloperzy, niestety, stawiają w Sopocie takie budynki, jakie bez zastrzeżeń można by stawiać na przykład w Mławie lub w Działdowie. Już domyślam się, dlaczego jako mieszkaniec Sopotu nieraz nie mogłem dostać się na molo z powodu tłumu przyjezdnych. Pewnie przyjechali z Mławy lub Działdowa, bo przy takiej zabudowie czują się tu najwyraźniej  jak u siebie w domu! No cóż…raczej staropolską gościnnością nie błysnął, tylko arogancją. Otwartemu na cały świat wizyty rodaków w „jego” kurorcie wyraźnie psują globalny nastrój.

Czy jednak rzeczywiście nie widać w Trójmieście nic, z czego mógłby być zadowolony ten malkontencki kwartet? Otóż przede wszystkim powinien być nie tylko zadowolony, ale wręcz zachwycony UKŁADAMI, które pozwalają im publicznie „brylować” niereformowalną głupotą, bez żadnej obawy, że zagrozi im jakaś choć trochę rozumniejsza konkurencja! Kolesiowe hasło IM GORZEJ, TYM LEPIEJ – promuje ich przecież w całej okazałości.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora